Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 19 sty 2018, 10:05



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Legendy Polskie i Słowiańskie
Post: 18 kwie 2015, 17:18 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 19
Rejestracja: 21 lut 2009, 19:41
Posty: 1508
Lokalizacja: Elbląg, Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Doszedłem dziś do wniosku, że legendy to podstawa większości fantastki a jakoś do tej pory nie zostały one poruszone na Best. Dlatego otworzyłem ten temat. Dedykuje go naszym rodzimym legendom bo czasem wydaje mi się, że w świadomości społecznej legendy Gregów, Wikingów czy Celtów są nam lepiej znane od naszej własnej kultury. Zacznę temat od moich dwóch ulubionych legend. Ponieważ są one dość długie pozwolę sobie (o ile Dragu mi pozwoli :D) zamieszczać je w osobnych postach.

Cytuj:
O Popielu


Nad brzegami Gopła, w Kruszwicy, niegdyś, stał zamek, a na małej wysepce wśród fal szumiącego jeziora – wieża, do dziś dnia wody Gopła nucą w wietrzne dni i noce smutną, straszną pieśń o kruszwickim księciu, złym Popielu i jego żonie, Gerdzie… Dopuścili się wielkiej zbrodni, za którą spotkała ich sroga kara, a wymierzyły ją myszy!

Po śmierci starego, dobrego księcia Popiela na kruszwicki tron wybrano jego młodego syna, wiele lat tak naprawdę władzę w księstwie sprawowali jego wujowie, oni też, gdy młodzieniec dojrzał, wybrali mu za żonę, Niemkę, Gerdę. Młodzi od razu przypadli sobie do gustu, a szczególnie młody Popiel ukochał całym sercem swoją wybrankę. Popiel i Gerda zaczęli samodzielnie rządzić Kruszwicą, wujowie i stryjowie młodego księcia porozjeżdżali się do swoich domostw w nadziei, że młoda książęca para będzie sprawować uczciwie i sprawiedliwie rządy w Kruszwicy.

Niestety, do ich uszu raz po raz dochodziły skargi ludu kruszwickiego, ciężko doświadczanego przez młodego Popiela, który zakochany w Gerdzie, spełniał wszystkie jej zachcianki, nie bacząc na liczne cierpienia, na jakie naraża mieszkańców Kruszwicy, Popiel stawał się coraz okrutniejszy, za błahe przewinienia karząc wieloletnim lochem albo nawet śmiercią, strach w ludzie kruszwickim był coraz większy, z tęsknotą wspominano rządy starszego Popiela i jego braci, a ci patrząc co się dzieje, napominali często Popiela i jego żonę, aby zmienili się i mieli baczenie na innych, na lud, za którego szczęście są odpowiedzialni.

Na nic się jednak zdały nawoływania strapionych starców, wręcz przeciwnie, mściwa i złośliwa Gerda namawiała zakochanego w niej męża do nowych bezeceństw, lud cierpiał, a oni na swym zamku wyprawiali uczty huczne, zabawy kosztowne, które tym bardziej cieszyły występną Gerdę, im więcej głodnych mieszkańców grodu o litość księcia prosiło!

Popiel zabawy w najlepsze ze swą małżonką i synami zażywał, majątek odziedziczony po ojcu trwonił, ale wciąż mu było mało, nie podobały mu się ciągłe napominania stryjów, a Gerda, po raz kolejny wysłuchując ich napomnień i skarg, w coraz większą wściekłość wpadała, w końcu znalazła sposób, aby krewnych męża na zawsze uciszyć, zaplanowała zbrodnię, wiedziała co zrobić, aby już nikt nie śmiał przeszkadzać jej, Popielowi i synom. Nie zwierzyła się ze swych niecnych planów mężowi, udając wesołą, zaproponowała, aby sprosił wszystkich wujów i stryjów na wielką ucztę i pogodził się z nimi. Popiel nie do końca wierzył w słowa żony, nigdy jeszcze nie była tak ciepła i przyjazna, czy naprawdę chciała zgody? Być może uknuła jakiś plan? Nie zastanawiał się jednak nad tym zbyt długo, przez tyle lat przyzwyczaił się, że to Gerda ostatecznie decydowała o wszystkim, zresztą… cóż mogło się stać, co mogłoby poruszyć jego zepsute do cna sumienie?

Nie minęło wiele czasu, gdy do zamku zaczęli przyjeżdżać krewni Popiela, przyjęli jego zaproszenie, chociaż nie do końca wierzyli w jego nawrócenie i chęć zmiany na lepsze, szczegolnie trudno było im uwierzyć w to, że Gerda stała się miła i uczynna, gościnna, a nawet szczera?

Zasiedli do suto zastawionych stołów i ucztować zaczęli. Jadła, smakołyków, trunków wszelakich było pod dostatkiem, stoły aż uginały się od tych bogactw, wszyscy dobrze się bawili, ale Gerda często do spiżarni wychodziła, niby to doglądać pracy kucharzy i sług, tak naprawdę, jednak co innego zaprzątało jej myśl… jeszcze tylko chwila, dwie i dokona swego strasznego dzieła, niech tylko ostatni kucharz zakończy swą pracę… Gerda zwolniła sługi od obowiązków, sprawdziła, czy nikogo nie ma w kuchni, znalazła mały dzbanuszek, który wcześniej przygotowała, zatrzasnęła drzwi spiżarni i w tajemnicy przed wszystkimi z małego dzbanuszka wlała kilka kropli do miodu, którym tej nocy gości raczyła…

Wujowie Popiela nie mogli uwierzyć, gdy zobaczyli wesołą Gerdę usługującą im, a ona do każdego kielicha zatrutego miodu dolewała… Zobaczył Popiel, że coś niedobrego dziać się zaczyna z jego gośćmi, kto tylko kielich miodu wychylił, na twarzy się zmieniał, a grymas bólu nie pozwalał mu mówić… Pojął w jednej chwili co się stało, było już jednak po toaście i za późno, by bieg zdarzeń odwrócić! Gerda nie na darmo wujów do zamku sprosiła… była to ostatnia uczta w ich życiu. W męczarniach konali jeden za drugim, a najstarszy, zanim ducha wyzionął – wymówił słowa klątwy, którą rzucił na całe plemię Popiela.

Przerażony książę nie zapamiętał tego, co z ust umierającego wuja usłyszał, poddał się woli Gerdy i wraz z nią zaczął się pozbywać ciał, które wraz z synami jedno po drugim do wód Gopła pod osłoną nocy wrzucali…

Cisza nastała na zamku, tylko wody Gopła złowrogo szumiały, złowrogo dla Popiela i Gerdy, nie wiedzieli, że sami sobie straszny los szykują!

Nie minęło wiele czasu, kiedy w całym księstwie zalęgły się nieprzeliczone stada myszy, ludzie opowiadali sobie, że wychodzą tysiącami z wód jeziora. Nikt nie mógł w to uwierzyć, ale tak właśnie było! Myszy całymi korowodami wychodziły z wody i biegły w stronę zamku, nie było komnaty, nie było ani jednego schodka w całym zamku, na którym by się nie pojawiły, a ich pisk odbijał się w wodach Gopła. Popiel z Gerdą, przerażeni, zaczęli myśleć o ucieczce – przypomnieli sobie o wysokiej wieży stojącej na wysepce, wzięli swych synów i popłynęli ku niej.

Wielkie było ich szczęście, gdy znaleźli się na samym szczycie wieży, której mury ciężkie i twarde, od wszelkiego zła mogły ich uchronić, zapomniał jednak Popiel o klątwie – jej wyroki musiały się spełnić! Pisk myszy niósł się po wodach jeziora, myszy płynęły za księciem i jego rodziną, jakież było zdumienie Popiela, gdy zobaczył tysiące, może miliony myszy, które wchodziły już na wieżę… Niewiele miał czasu na strach, w jednej chwili myszy dostały się do wnętrza wieży i zjadły Popiela, Gerdę i ich synów, po Popielu została tylko korona, którą znalazł jeden z młodzieńców wysłanych przez mieszkańców księstwa na zwiady…

Zrozumiał co się stało, wrócił szybko do grodu i obwieścił jego mieszkańcom, że nie muszą się już bać Popiela, ani jego złej żony.


Źródło: http://legendy-polskie.cba.pl
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Legendy Polskie i Słowiańskie
Post: 18 kwie 2015, 17:20 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 19
Rejestracja: 21 lut 2009, 19:41
Posty: 1508
Lokalizacja: Elbląg, Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
O Czechu, Lechu i Rusie


Trzej bracia-Słowianie, Czech, Lech i Rus przed wiekami, gdy w Europie dopiero powstawały państwa, wędrowali po wielkim terytorium między dwiema rzekami, z zachodu była to Odra, od wschodu Dniepr. Przemierzali wielkie połacie pól, lasów. Nie była to łatwa podróż, musieli mierzyć się z dziką przyrodą, niebezpieczną leśną zwierzyną, nie mogli się zgubić wśród leśnych kniei, kto by się zgubił, ten mógł nigdy się już nie odnaleźć. Nie byli to zwykli bracia – Czech, Lech i Rus wędrowali ze swoimi ludami, każdy z nich był wodzem plemienia i choć wędrowali razem, i szukali najlepszego miejsca, w którym mogliby osiąść, każdy z nich wiedział, że powinien samodzielnie zapewnić i sobie, i swojemu plemieniu jedyne miejsce dla niego, w którym mogłoby się rozwijać.

Łatwiej było iść im razem, wszyscy byli Słowianami, rozumieli się bardzo dobrze, ale w jednym miejscu nie mogli się zatrzymać. Wędrówka nie była łatwa, z nimi szły dzieci, ludzie starsi, którym niekiedy brakowało sił. Ani Czech, ani Lech, ani Rus nie chcieli jednak poddać się namowom niektórych i ostatecznie zakończyć wędrówkę w miejscu, które wydawało się idealne do tego, aby z nim związać dalsze swe losy. Mądrzy bracia wiedzieli, że szybka decyzja może obrócić się nie tylko przeciwko nim, ale również ludziom, za których jako wodzowie plemion byli odpowiedzialni. Czekali więc na szczególne znaki, które mogły im podpowiedzieć najwłaściwszy z możliwych wyborów.

Wędrowali więc dalej wśród szerokich pól, leśnych ostępów, pomiędzy korytami wielkich rzek, wśród pięknych jezior. Wędrówka trwała już długo i wydawało się, że nigdy nie dotrze do celu, który zresztą tak trudno było wyznaczyć. Pewnego razu bracia zatrzymali się na pięknej polanie w pobliżu jeziora. Usiedli pod prastarym, rozłożystym, wielkim dębem, było lato, żar lał się z nieba, wszyscy potrzebowali odpoczynku – chcieli dotrzeć do bezpiecznego miejsca przed wieczorem. Odpoczywali w cieniu wielkiego drzewa i rozprawiali o swej wędrówce… dookoła panował spokój, letnie popołudnie nastrajało do snu, gdy Czech, Lech i Rus ułożyli się wygodnie pod chroniącym ich przed upałem dębem wśród jego rozłożystych, nieprzeliczonych gałęzi usłyszeli szelest, coraz bardziej narastał, wzmagał się i nagle ich oczom ukazał się piękny, dostojny ptak, który z wyżyn swojego gniazda patrzył na nich groźnym, przenikliwym spojrzeniem.

Tak zachwycającego ptaka, dumnego i wielkiego jeszcze nie widzieli – był to orzeł biały. Bracia widzieli już podobne orły, ale nigdy tak okazałego. Lech nie mógł od niego oderwać oczu, a ptak nie zwracając już na nich uwagi i nie czując z ich strony żadnego zagrożenia zaczął rozglądać się po okolicy. Jego piękna sylwetka górowała nad koroną drzewa… Lech śledząc spojrzenie ptaka, wstał i również rozglądnął się po okolicy – rzeczywiście było na co patrzeć, nie dziwił go teraz zadumany wzrok króla przestworzy… tak, to z pewnością było królestwo białego orła, a skoro wybrał sobie tu dom, to musi to być znak, który on, Lech, doskonale czuje, na który tak długo czekał! Nie mógł się mylić – powziął postanowienie – zostanie tu wraz ze swoim ludem. Zielona dolina, żyzna gleba, gęste lasy pełne zwierzyny, jagód, grzybów, jezioro zasobne w ryby… szeroka przestrzeń nie dająca się ogarnąć spojrzeniem… pod znakiem orła Lech wybuduje osadę, gród, państwo!

Lech idąc w stronę dębu, pod którym nadal odpoczywali jego bracia wiedział już wszystko, także i to, że przyszedł dla nich czas rozstania. Czech i Rus ze zrozumieniem przyjęli słowa brata, pogodzili się z jego decyzją, wiedzieli, że prędzej, czy później tak musiało się stać, a każdy z nich musi też iść swoją drogą. Czech i Rus widząc stanowczość brata, również uznali, że nie powinni już iść razem, a każdy powinien udać się własną drogą – tak będzie im łatwiej odnaleźć miejsca, w których mogliby i oni założyć swoje osady. Czech po krótkim namyśle wybrał drogę na południe, Rus, z kolei, postanowił udać się na wschód. Przyszedł dla braci czas pożegnania – nie było to łatwe, ale też cieszyli się, że cel wędrówki każdego z nich zbliża się.



Teraz było im trudniej – plemiona Czecha i Rusa już same, w mniejszych grupach udać się musiały w dalszą wędrówkę, a Lech – podjąć się zupełnie nowych obowiązków – gospodarskich. Bracia pożegnali się i Lech stojąc pod wielkim dębem widział jak oddalali się od niego, nigdy już ich nie zobaczył. Czuł jednak, że nie jest sam – nie mylił się, biały orzeł patrzył na niego z wysokości swego gniazda, chyba nie był mu nieprzychylny, nie zamierzał atakować, ale po dłuższej chwili rozwinął swoje wielkie skrzydła, które załopotały ciężko nad okolicą i odleciał… Przylatywał tu potem często i widział jak dobrym gospodarzem jest Lech, pod jego rządami wybudowano piękny gród, ludzie zakładali gospodarstwa, nie cierpieli głodu, czuli się tu bezpieczni i szczęśliwi.

Lech wiedział, że dokonał dobrego wyboru! Gród stawał się coraz większy, piękniał, przybywało domostw, dookoła grodu wił się obronny mur. Gród przypominał wielkie gniazdo gościnnego orła, miejsce to nazwano Gnieznem, miało się ono w przyszłości stać pierwszą stolicą Polski, a Polacy nigdy nie zapomną o dumnym orle, który był dobrym znakiem dla Lecha – piękny biały ptak pozostanie z nami już na zawsze w naszym państwowym godle!


Źródło: http://legendy-polskie.cba.pl/
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Legendy Polskie i Słowiańskie
Post: 05 maja 2015, 18:41 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 19
Rejestracja: 21 lut 2009, 19:41
Posty: 1508
Lokalizacja: Elbląg, Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Legenda o Smoku Wawelskim

Przed wiekami, za czasów króla Kraka, założyciela krakowskiego grodu, na zboczu wawelskiego grodu w wielkiej jamie zamieszkał smok. Było to ogromne zwierzę z paszczą i długim ogonem. Pożerał on owce i krowy, które ludzie wypasali na łąkach wzdłuż Wisły.

Król zdecydował się oddać rękę swojej córki temu, kto zgładzi groźnego smoka.

Do Krakowa coraz tłumniej zaczęli przyjeżdżać rycerze, żadnemu jednak nie udało się smoka pokonać.

Wtedy na dworze królewskim pojawił się pewien młody szewczyk Skuba, który obiecał, ze poradzi sobie z groźną bestią. Cały orszak otaczających króla rycerzy parsknął śmiechem traktując słowa szewczyka jako dobry żart. Szewczyk jednak nie zniechęcił się łatwo. Dnia następnego zdobył skórę barana, którą napchał siarką i wystawił ją przed smoczą jamą. Smok zwabiony widokiem smacznej przekąski porwał szybko barana i go zjadł.

Wtedy siarka zaczęła parzyć jego brzuch, smok zionął prawdziwym ogniem. Chcąc uśmierzyć palący ból smok zaczął pić wodę z Wisły. Pił, pił i robił się coraz większy i większy aż w końcu pękł.

I tak sprytny, niepozorny szewczyk uwolnił Kraków od groźnego smoka. W zamian dostał rękę królewny, z którą żył długo i szczęśliwie.

Istnieją też inne wersje legendy o smoku, np. że pokonał go sam założyciel miasta - król Krak. Taką opowieść zobaczymy m.in. w inscenizacji w Podziemiach Krakowskiego Rynku.


Źródło: http://www.trasadlabobasa.pl
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Legendy Polskie i Słowiańskie
Post: 01 cze 2015, 22:01 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 19
Rejestracja: 21 lut 2009, 19:41
Posty: 1508
Lokalizacja: Elbląg, Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Legenda o Warsie i Sawie

W dawnych czasach w głębinach Wisły żył zły czarodziej, który nienawidził tego, co piękne. Postanowił zgładzić wszystkie ptaki, ale wtedy niespodziewanie sprzeciwiła mu się bezbronna dziewczyna. Sawa wybłagała, by okrutnik nie prześladował zwierząt. Czarodziej zgodził się, ale w zamian porwał dziewczynę i zamienił ją w syrenę.

Nad Wisłą mieszkał ubogi ojciec z trzema synami. Gdy chłopcy dorośli, jeden z nich został rybakiem. Wars kochał swoją pracę, pewnego dnia uwolnił z wiklin czarodziejskiego Ptaka, który obiecał mu się odwdzięczyć. Tego samego dnia spotkał piękną syrenę, błagającą go o uwolnienie z rąk wodnika. Wars pokonał czarownika (przepłynął siedem fal, siedem wirów i siedem błyskawic) z pomocą Ptaka-Wiatru. Uwolnił syrenę, która zamieniła się w piękną dziewczynę. Wars i Sawa pobrali się. Od imion zakochanych powstała nazwa Warszawy – przyszłej stolicy Polski.


Legenda o Złotej Kaczce

Dawno temu, na warszawskim Powiślu mieszkała uboga matka z dwójką synów. Cała rodzina żyła z wyplatania koszyków. Młodszy syn (Marcin) zajmował się także wycinaniem wierzbowych fujarek. Jedna z nich brzmiała szczególnie pięknie. Pewnego dnia matka zachorowała. Zasmuceni chłopcy wiedzieli, że nie mają pieniędzy na lekarstwa. Wtedy fujarka zaśpiewała piosenkę o złotej kaczce i skarbach ukrytych w starych lochach.

Starszy brat (Kuba) wyruszył w poszukiwaniu skarbów. Znalazł lochy, a w nich ogromne jezioro, po którym pływała złota kaczka w koronie. Kaczce służyła para diabłów. Chciwiec i Mściwie (imiona czartów) turlali wielką beczkę, w którą zbierali ludzkie łzy. Kuba zebrał się na odwagę i poprosił kaczkę o pomoc. Ta zgodziła się w zamian za podpisanie cyrografu i oddanie swojego serca. Chłopiec zgodził się, otrzymał część skarbu, ale zapomniał o matce i bracie. W bogatej karecie wyruszył w świat.

Pewnego dnia został rozpoznany przez młodszego brata – Marcina. Chłopiec zauważył, że diabły skradły Kubie serce. Czarty wyznały mu, że kaczka straci moc, gdy wyschnie zaczarowane jezioro. Wyruszył na poszukiwania złotej kaczki, ale zabrał ze sobą fujarkę. Marcin odnalazł kaczkę, poprosił o złoto, a w zamian wrzucił do jeziora fujarkę. Podstępem nakarmił diabły ostro przyprawionymi potrawami. Spragnione czarty wypiły całą wodę z jeziora, a chłopiec wylał wodę z czarodziejskiej beczki i uwięził w niej kaczkę. Kuba został odczarowany, a skarby kaczki trafiły do najuboższych.




Źródło: http://www.legendy-polskie.streszczenia.pl
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Legendy Polskie i Słowiańskie
Post: 05 lip 2016, 14:05 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 19
Rejestracja: 21 lut 2009, 19:41
Posty: 1508
Lokalizacja: Elbląg, Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Legenda o czarodziejskim młynku

Dawno, dawno temu,kiedy woda w morzu była jeszcze słodka, tak słodka jak w jeziorach, i rzekach - w kopalni soli w Wieliczce żył Solny Dziadek. Miał słone ręce i twarz, a wąsy i brodę osypane solą tak, że wyglądały jak siwe.

Przez cały dzień odrąbywał on ze ścian kopalni bryły solne a po skończonej pracy przepływał łódka na drugi brzeg, gdzie stał czarodziejski młynek z czarodziejską korbką, która cały dzień kręciła się i mieliła duże bryły solne na drobniutką sól. Kiedy Dziadek chciał uruchomić młynek wypowiadał czardziejskie zaklęcie:

"Młynku, młynku, słuchaj zaklęć,
młynku,młynku, korbką zakręć"
a kiedy zatrzymać mówił:
Młynku, młynku czas spoczynku
przestań kręcić korbką, młynku


Nikomu Dziadek nie pokazywał czarodziejskiego młynka. Pewnego dnia jedak w kopalni zjawił się zapłakany chłopczyk. Chłopczyk ten nie miał rodziców i pracował u gospodarza wypasając owce. Jednak tego dnia jedna z owieczek się gdzieś zapodziała a gospodarz zabronił chłopcu wracać do domu bez owieczki.

Solnemu Dziadkowi zrobiło się żal chłopca i przygarnął go. Odtąd pracowali razem w kopalni. Gdy chłopiec dorósł chciał iść uczyć się pisać i czytać do wiekszego miasta. Dziadek dał mu wtedy swój najcenniejszy skarb - czarodziejski młynek i nauczył zaklęć, które uruchamiają i zatrzymują młynek.

Poszedł chłopiec w świat i za każdą pomoc solą ludziom płacił - a sól była wtedy bardzo cenna i droga. Gdy któregoś dnia nocował w gospodzie - gospodarz zobaczył młynek i zapragnął go mieć. W nocy gdy Chłopiec spał zakradł się do jego pokoju i ukradł czarodziejski młynek, a że korbka kręciła się wtedy to i sól cały czas się z młynka sypała. Uradowany tym gospodarz chwycił młynek i chcąc uciekać wskoczył na statek. Nie potrafił jednak młynka zatrzymać. Statek robił się coraz cięższy aż w końcu opadł razem z młynkiem na dno. Do dziś korbka młynka się jeszcze kręci a morze robi się coraz bardziej słone...

Na podstawie opowiadania: Wandy Chotomskiej



Źródło: http://trasadlabobasa.pl/legenda/33
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron