Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 15 sie 2018, 05:52



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 14 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kuźnia światów [+18]
Post: 28 cze 2013, 13:28 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1524
- A widziałeś tego? Nie, nie tego. Ten to zwykły człowiek, jakiś wioskowy pachołek szukający szczęścia. Tak, o nim mówię. Wiesz kto to taki? – Doświadczony życie dziesiętnik skierował pytanie do świeżego rekruta, podrzędnego szlachcica, który tamtego wieczora stał się jego jedynym partnerem do konwersacji. Dziesiętnik wybrał młodego z całego oddziału. Zresztą, niespecjalnie miał w czym wybierać. Mnóstwo obcych, ciemnych twarzy, oraz ludzi, którzy mają wszystko gdzieś i zajmują się tylko sobą. I to ma być wojsko?
- Nie, panie Camar. To jakiś człowiek z północy? – Zapytał młody szlachcic.
Dziesiętnik Camar tylko się zaśmiał i spojrzał na młodego z politowaniem.
- A na jakiej podstawie tak twierdzisz? Po czym stwierdziłeś, że jest on z północy?
- Jak to po czym, panie?
– Zdziwił się szlachcic. – Przecież ma kaptur na głowie. I jego niższy towarzysz też. Ludzie z północy tak się noszą, bo słońce tam tak gorące, że większość ludzi jest przez nie poparzona. Dlatego mają kaptury.
Dziesiętnik przez chwilę szukał czegoś w odmętach swojej pamięci.
- Masz trochę racji. Północni często mają kaptury. Ale tutaj jest południe, więc już ich nie muszą nosić, zresztą zauważ, że już jest wieczór, więc zagrożenie ze strony naszego słoneczka jest już znikome. To po pierwsze.
- A po drugie?
– Zaciekawił się młody.
- Generalnie północni noszą się w jednym kolorze. Zwykle są to szare jak skóra kragga stroje. Czasami się noszą w kolorze piasku ich pustyni, jednak to już tylko ci bogatsi i lepiej urodzeni. A tych stroje są czarne jak smoła. Swoją drogą ciekawym jak udało im się uzyskać taki kolo, Dar… Przypomnij mi jak się nazywasz, bo wyleciało mi z pamięci.
- Larius Denadar.
– Podpowiedział szlachcic. – A ich stroje to ani chybi magią zmienione.
- Właśnie. Ale są czarne, Lariusie, nic ci to nie mówi?

Pustka na twarzy Lariusa mówiła, że nie.
Camar już widywał takich żołnierzy. Młodzi, dobrze urodzeni, którzy właśnie ukończyli edukację, często nie wiedzą co ze sobą zrobić. Idą do wojska, tak jak ten tutaj. Zaciągniesz się, posmakujesz słodyczy życia, mówią w stolicy, nęcąc przyszłych rekrutów. Tak, Camar widział już takich wielu. Wykształceni pod dyktando królestwa, ale z zerową wiedzą własną. Ilu takich nastolatków umarło na jego rękach? Dziesiętnik nie chciał pamiętać. Miał tylko nadzieję, że Larius przeżyje najbliższą bitwę. A to, że niedługo będzie bitwa, Camar czuł w kościach. Nigdy się nie mylił do takich rzeczy. Może dlatego, że jego babka była wyrocznią czarownic? Kto wie, może coś odziedziczył w genach.
- Przyjrzyj się. Widzisz te znaki na jego policzku? Patrz. Spójrz też na drugiego. Patrz i myśl młody. – Poradził Camar.
Szlachic przez chwilę intensywnie wpatrywał się w dwie postacie. W końcu wpadł mu do głowy pewien pomysł, więc wybuchnął:
- To Garianie!
Wykrzyknął tak głośno, że nie słyszał go tylko okoliczny oddział, ale i pewnie sztab położony na wzgórzu. Wiele głów spojrzało na szlachcica, ale większość ostatecznie zignorowała ten okrzyk.
Zupełnie gdzieś głęboko miał spojrzenia innych żołnierzy dziesiętnik, który odłamał kawałek chleba ze swojej wojskowej racji i wsadził go sobie do ust.
- Dlaczego tak uważasz? – Powiedział, nadal mieląc resztkami zębów jedzenie.
- A nie mam racji?
- No masz. Ale jak na to wpadłeś?
- No…
- Młody się zastanowił. – Żaden z nich nie ma zarostu…
- To nie dowód.
– Wtrącił się Camar. – Setnik też nie ma zarostu, bo się goli. Zresztą ty również nie masz.
- Mam!
– Zaprotestował Larius.
- Ta kępka włosów pod nosem w na brodzie się nie liczy. Sam mam więcej pod pachami i… i niżej.
- Co?
- Nic, za młody jesteś, smarku. W każdym razie brak włosów na twarzy to nie dowód.

Larius znowu musiał pomyśleć. W szkole wszystko było łatwiejsze. Wystarczyło się czegoś raz nauczyć na pamięć i było zrobione. Nikt nic więcej nie wymagał.
- Tatuaże. – Powiedział w końcu, a dziesiętnik szczerze się uśmiechnął.
- Brawo, geniuszu. W końcu… Chcesz kawałek? – Dziesiętnik chciał odłamać kawałek chleba dla szlachcica, ale ten tylko pokręcił głową. Nie, to nie, nikt mu nie będzie wpychać jedzenia na siłę. – Ja jeszcze sobie zjem. Może i źle jest mieć pełny brzuch na stole cyrulika, jednak na bitwę lubię chodzić najedzony. A przecież szansa, że cię znajdzie po wszystkim cyrulik jest znikoma…
- Zaraz, zaraz.
– Dotarło coś do Lariusa. – Jaka bitwa?
- No, niedługo będzie. Może nawet już jutro z rana. Ale to nas na razie nie dotyczy
. – Camar machnął ręką. – Najpierw opowiem ci o nich. Znaczy o Garianach.
- Ale ja już o nich dużo wiem.
– Bronił się przed wiedzą szlachcic.
- Ze szkoły?
- Ze szkoły.
- To gówno wiesz. Ale jak chcesz, to ty najpierw powiedz mi coś o nich. Może będzie okazja, to uzupełnię wiedzę. I obiecuję, że nie będę się śmiać z tych bzzznaczy politycznie zatwierdzonych faktów.
– Wybrnął jakoś dziesiętnik.
Larius wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać to, czego nauczył się w szkole.
- Garianie to istoty wywodzące się od ludzi. Są genetyczną pułapką, ślepym zaułkiem ewolucji ras humanoidalnych. Pojawili się koło tysiąca lat temu. Ich maksymalna populacja, w 2316 roku wynosiła koło dwudziestu tysięcy osobników. Potem Garianie zaczęli skokowo wymierać. – Wyrecytował regułkę Larius.
Dziesiętnik już teraz parsknął śmiechem, ale się opamiętał.
- Znasz przyczynę zmniejszanie się ich populacji? Znaczy tego wymierania?
- Cóż, Garianie byli i są nadal dziwni. Większość z nich odcina się od świata i zamyka się w swoim małym świecie. Źródła naukowe mówią, że przez kontakt z ciemnymi mocami często popadali w silne depresje…
- Właśnie, moce.
– Znów dziesiętnik przerwał Lariusowi. – Jakie Garianie mają moce?
- No…
- Szlachcic był nieco zbity z tropu. – Potrafią widzieć przyszłość.
- Nieprawda.
- Hm?
- Nie hmuj mi tu, tylko słuchaj.
– Dziesiętnik był wyraźnie podniecony. Mocno już się zaangażował w tę rozmowę. Spodobało mu się pouczanie wszystko wiedzących, wysoko urodzonych smarkaczy. Zwłaszcza, że Larius ukończył królewską akademię nauk, a szkoła w wiosce z której dziesiętnik pochodził, została spalona jeszcze przed jego urodzeniem. – Garianie nie widzą przyszłości. Przynajmniej w stosunku do nich to zbyt duże uproszczenie. To tak, jakby mówić o królu szlachetka, albo o morzu, że to tylko duże bajoro.
- A pustynia to po prostu kawałek suchej ziemi?
- Zaczynasz łapać.
– Uśmiechnął się dziesiętnik i znów zaczął sobie podjadać. – Na pewno nie chcesz? Cóż, nie to nie. Garianie widzą jeden z wariantów przyszłości. Jak wiadomo, mamy pięciu bogów, a każdy z nich poprzez swój żywioł zsyła takiemu Garianowi wizję możliwego obrazu sytuacji. To od Gariana zależy, czy wpłynie na sytuację tak, by wszystko poszło po jego myśli, czy też pozwoli wygrać najsilniejszemu żywiołowi i poczeka na rozwój wypadków. Rozumiesz?
- Nie.

Nie to trochę za mało powiedziane. Młode nawet nie orbitował w strefie piąte przez dziesiąte. Ni cholery niczego nie rozumiał, więc trzymał się swojej wersji, której go wyuczyli. Słowa dziesiętnika zaś starał się puszczać mimo uszu. Coś tam jednak zapamiętał:
- Zaraz, to moce Garian pochodzą od bogów? To nie są one mroczne i plugawe?
- Tak, pochodzą od bogów. A czy nasi bogowie są mroczni i plugawi to już sprawa kapłanów. Ja tylko mówię jak jest. Mów dalej o powolnej zagładzie Garian.

Młody poskrobał się ręką po świeżo zgolonej głowie.
- Na czym stanąłem?
- Na depresji.
– Podpowiedział Camar lekko już się podśmiewując.
- Własnie. No i depresja, moce, oraz widziana w przyszłości zagłada doprowadziły do tego że Garianie zaczęli masowo popełniać samobójstwa. W 2319 roku było to już prawdziwą plagą… Panie Camar.
Szlachcic spojrzał błagająco na dziesiętnika. Ten już niemal pękał ze śmiechu. Po dłuższej chwili otarł łzy i zaczął mówić.
- To chyba nasi im popełnili samobójstwo, rozumiesz? Nie? To inaczej. Żaden lud nigdy nie załatwił się sam. Jeśli chodzi o masowe wyginięcia, to jeśli tylko nie ma kataklizmu w okolicy, to musi za tym stać jakiś inny lud. Czasami konflikty zewnętrze, ale nawet one nie spowodują zniknięcia niemal całego gatunku. Widzisz, niegdyś naprułem się z jednym z inkwizytorów. Wiesz, tych co polują na nielegalnych czarowników. I on mi powiedział, że żołnierz, który potrafi zadbać o siebie i wie co w bitwie ma robić, to już dobry żołnierz. Na przykład cała nasza jednostka jest złożona z takich ludzi, dlatego wczorajsza potyczka nie sprawiła nam problemu.
- Szkoda, że mnie przy tym nie było.
– Larius zwiesił głowę.
- Oj, nie martw się młody. Każdemu może zdarzyć się skoczyć do lazaretu…
- Ale z powodu sraczki? Wyśmiali mnie tam.
– Szlachcicowi robiło się niedobrze na samą myśl o tym. Ucierpiała wtedy jego duma. A i dupa dostała też swoje.
- Pal licho sraczkę czy inne uroki. Chcę powiedzieć, że my w zasadzie mamy w dupie cały ten wojskowy regulamin, a tuniki wkładamy tylko na czas bitwy.
- Tylko na czas bitwy?
– Zdziwił się młody. No tak, nikt oprócz niego nie miał teraz na sobie tej ohydnej, brązowej tuniki z oznaczeniami jednostki.
- Cicho siedź i słuchaj teraz. – Dziesiętnik zauważył, że policzki Lariusa zmieniły kolor na czerwony, a sam szlachcic zaczął się pozbywać tuniki. – Jak już mówił, mimo wszystko jesteśmy dobrym w bitwie wojskiem. A Garianie to już, wyobraź sobie, żołnierze idealni. Wiedzą na przykład gdzie i kiedy uderzyć może wróg. A i mogą sprawić, że przeciwnik zaatakuje tam, gdzie oni go skierują.
- Jakże to?
– Zdziwił się młody.
- Po prostu wiedzą jak wpłynąć na rozwój sytuacji, już ci chyba mówiłem.
Larius kiwnął głową.
- No to ludzie widząc potencjał takich Garian, zaczęli mysleć. Przecież taki żołnierz potrafi pokonać każdego. Taka armia da łupnia wszystkim. Nawet Skegnowie nie dadzą im rady.
- A niebiescy?
- Niebiescy pojawili się ponad pięćset lat po Garianach.
– Wyjaśnił dziesiętnik.
- A… Ariadzi? – Larius wypowiedział z lękiem słowo, którego wciąż bała się większa część ludzkości.
Dziesiętnik na chwilę zbladł, przypominając sobie trudne boje z niezrównanymi w boju Ariadami. Byli silni, wytrzymali, oraz posiadali zabójczą precyzję w działaniu. I chociaż od wielu setek lat ludzkość walczy tylko z ich patrolami i podjazdami, to i tak wszyscy mają w pamięci wielką wojnę z Ariadami.
Camar często zastanawiał się nad tym jak ludziom udało się wypchnąć Ariadów za góry Kavvara. Zawsze nasuwała mu się tylko jedna odpowiedź – Garianie.
- Widzisz, Lariusie, ludzie użyli właśnie Garian przeciwko Ariadom. To było jakieś siedemset lat temu. Wtedy posiadaliśmy tylko spłachetek ziemi na kontynencie, nawet nie dziesiątą część tego, co posiadamy obecnie. Ponieważ niemal wszystko mieli Ariadzi. A ludzie dążący do wiecznej ekspansji, nie patrz na mnie takim wzrokiem, bo to prawda, stali się ich naturalnym wrogiem. Wojna trwała niemal wiek, a najlepszy wynik, jaki udało nam się osiągnąć, to straty jeden do jednego. Z tym, ze Ariadów było kilka razy więcej, niż nas. Wtedy ludzie wpadli na pomysł.
- Garianie.
– Domyślił się Larius, który w końcu zaczął kojarzyć fakty.
- Tak. Stworzono kilka dużych, mieszanych korpusów, średnio po dziesięć tysięcy ludzi i Garian w jednym. Wiesz jakie uzyskiwali średnio wyniki podczas współpracy obu ras?
- No, nie.
– Młody spuścił wzrok. Nadal ciężko mu było uwierzyć, że Garianie byli nigdyś sojusznikami ludzi.
- Nie uczyli was tego? Cóż, średnio na stu zabitych Ariadów przypadał tylko jeden człowiek lub Garianin.
- Niemożliwe.
- A jednak.
– Uśmiechnął się Camar. – Korpusy osiągały tak dobre wyniki, że współpracując ze Skegnami wypchnęli wrogów na góry Kavvara. – Zakończył triumfalnie dziesiętnik.
- Współpracowaliśmy ze Skegnami? – Zdziwił się Larius.
- Tak. Podczas tej wojny, oraz tuż po niej, podczas akcji pacyfikacyjnych.
- Jakich akcji?
- Pacyfikacyjnych. Już wyjaśniam o co chodzi. W trakcie wojny nasi naobiecywali walczącym Garianom góry złota, oraz wydzielenie ziemi na ich własne państwo. Po wojnie Garianie zgłosili się po tę nagrodę.
- Nic im nie daliśmy?
– Domyślił się znów szlachcic. Chyba zaczął używać we właściwy sposób swego rozumu.
- Nic. – Potwierdził Camar. – Inkwizytor coś wspominał, że mieliśmy im dać ziemie pod górami Kavvara, by chronili naszą granicę przed atakami Ariadów. Ale okazało się, że jest tam całkiem sporo surowców naturalnych…
- Południowa Unia Górnicza?
– Zgadywał Larius.
- Tak. Więc zamiast akcji przekazywania ziemi dla Garian, rozpoczęliśmy akcje pacyfikacyjne mające na celu przetrzebić ich populację.
- Ale jakim cudem mogliśmy sprawić, że niemal wszyscy wyginęli? Przecież mając te swoje moce...
- Byli prawie niepokonani.
– Dokończył dziesiętnik. – Tak, prawie, ponieważ nasi odnaleźli sposób. Tam było tak wiele skomplikowanych intryg, ataków terroru i przypadkowych decyzji, że gdyby nie to i współpraca z wiecznie nieobliczalnymi Skegnami, to Garianie by triumfowali i to dla nich dziś walczylibyśmy o to Piaskowe Pole. Każda bitwa naszych kończyła się oszustwem. Rozgłosiliśmy też plotkę o tym, że oni sami się wykończyli. Naród wciąż pijany ze szczęścia po zwycięstwie nad Ariadami był skłonny uwierzyć nawet w taką bzdurę.
- Popełniliśmy im samobójstwo.
– Westchnął Larius, powtarzając słowa dziesiętnika.
- Można to i tak nazwać. Oficjalnie, czyli tak jak cię uczono, Garianie wykończyli się sami. Masowe samobójstwa, konflikty wewnętrzne, krwawe ofiary składane mrocznym mocom, miały ich doprowadzić na skraj zagłady. Spójrz tylko na tych dwóch. Widzisz teraz całkiem spory procent gatunku Garian.
Obaj westchnęli ciężko. Camar znowu jadł. Skąd on miał tyle jedzenia?
- Jeżeli wygraliśmy wtedy wojnę z Garianami, to dlaczego nie możemy teraz pokonać Skegnów? – Zapytał Larius.
Dziesiętnik i na to miał gotową odpowiedź.
- Wygrywamy, Lariusie, nawet teraz.
- Nie rozumiem. Przecież teraz nie toczymy żadnej bitwy.
- Nie zawsze potrzeba wojen i bitew do zwycięstwa.
- Więc jak?
- Widzisz, my ludzie może i nie mamy żadnych specjalnych mocy. Magiem, czy czarownicą u nas zostaje może jeden na milion. Zresztą czarownic też już od jakiegoś czasu właściwie nie ma. Chyba zostało ich nawet mniej niż Garian.
– Zamyślił się dziesiętnik.
- Panie Camar?
- Ach tak. No, my ludzie nie widzimy przyszłości. Nie jesteśmy też najsilniejsi, czy najbardziej wytrzymali. Długością życia niestety ustępujemy każdej z pozostałych ras. Ale jest coś w czym jesteśmy najlepsi.
- Co to takiego?
- Pozwól, ze najpierw ja zadam ci pytanie: ile masz rodzeństwa?

Larius nie zrozumiał tego pytania, i lekko już zniecierpliwiony odpowiedział:
- No piątkę braci i trzy siostry. Ale nie rozumiem co to ma do rzeczy.
- Ma sporo, właściwie nawet wszystko. Ja sam miałem czternaścioro rodzeństwa. Wiesz co to nam mówi o ludziach?
- Rozmnażamy się jak króliki?

Camar parsknął śmiechem.
- Można to i tak ująć. Rozmnażamy się szybciej niż inne rasy. Żadna bitwa nie uczyni nam już dotkliwej straty. Inne rasy tego nie rozumieją. Nadal wierzą w stare zasady płodzenia dzieci i dziedziczenia. Skagnowie, którzy są o wiele szybki i zręczniejsi od nas, Skagnowie z tymi ich smukłymi sylwetkami i trójkątnymi twarzami, z ogonami którymi się tak chwalą, nie rozumieją dlaczego my wygrywamy. Oni wymierają, nas jest coraz więcej. Ta cała wojna, ba, nawet następna bitwa jest tylko po to, by przyspieszyć ten proces. Naszych się robi coraz więcej, ich coraz mniej. W końcu pewnie zawrzemy jakiś głośny pokój ze Skagnami, a ci zasymilują się z nami i wymrą sobie w spokoju, a my będziemy rządzić na ich ziemiach.
Dziesiętnikowi widocznie zatchnęło w gardle, bo solidnie popił sobie wody z manierki.
- To… Tak nie wyobrażałem sobie tego… wszystkiego.
- Wiem, młody. Ale taki jest świat. Nie zmienisz tego. Nie jesteś Garianinem. Możesz tylko zaakceptować świat taki, jakim jest.

Cisza na chwilę zagościła w całym obozowisku.
Po kilku sekundach można było dosłyszeć jakieś wrzaski od strony lasu. Kurierzy już zaczęli roznosić rozkazy, niczym zarazę, dziesiętnicy zaczęli też ustawiać szeregi pod czujnymi oczyma setników.
Zaczęła się bitwa.
Darius niewiele z niej zapamiętał. Krzyk, krew, pot. Chaos.
Zginęło wielu ludzi. Skegnowie wzięli ich wszystkich z zaskoczenia. Jedynie Garianie mogli wiedzieć co się szykuje, ale nawet jeśli mieli tę wiedzę, to nie podzielili się nią z nikim. Setki lat wśród ludzi nauczyły ich tego, że należy dbać tylko o własne życie. Przeżyli obaj.
Z całego oddziału cały wyszedł tylko Larius i dwaj Garianie. Co prawda, dziesiętnik przeżył bitwę, ale został ciężko ranny. Nie przeżył spotkania ze stołem operacyjnym. Później, podczas rozmów z medykami Larius dowiedział się, że zbyt duża ilość pokarmu w organizmie Camara źle wpłynęła na przebieg operacji. Larius po prawdzie nie wiedział co ma jedno z drugim wspólnego, ale obiecał sobie, że już nigdy nie tknie jedzenia przed walką.


// nadal nie jestem pewny odmiany słowa "Garian" - jakby ktoś miał jakieś sugestie, to może pisać.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 cze 2013, 15:57 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 18 cze 2010, 10:22
Posty: 2095
Lokalizacja: Freie Stadt Danzig
Płeć: Mężczyzna
Ej, to jest świetne. Po prawdzie, trudno byłoby z tego zrobić jakąś kontynuację, ale naprawdę, podobało mi się to, bardzo.

Garian czy Garianin? Bo w tekście występują obie formy, zdecyduj się na którąś. :P Póki co daję dwie wersje.

L.p. L.m

M. Garian Garianie
D. Gariana Garianów
C. Garianowi Garianom
B. Gariana Garianów
N. Garianem Garianami
Ms. Garianie Garianach
W. Garianie! Garianie!

L.p

M. Garianin
D. Garianina
C. Garianinowi
B. Garianina
N. Garianinem
Ms. Garianinie
W. Garianinie!

Liczba mnoga taka sama jak u słowa "Garian".
Mam nadzieję, że pomogłem.

I naprawdę, ten tekst to miazga. Jak będzie kontynuacja, to daj znać, będę czekał z niecierpliwością. :D
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 cze 2013, 16:28 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1707
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Eeeej świetne to jest :D Bardzo przyjemnie się to czytało. Było kilka pomniejszych błędów, literówek, ale to tam wiadomo... Ogółem bardzo mi się podobało :)
No i to rozmnażanie się jak króliki... Strasznie mi się to skojarzyło z wiedźmińską sytuacją elfów i ludzi :D Ale w sumie to trudno znaleźć inny powód, dlaczego ludzie mogą być silniejsi od innych.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 cze 2013, 17:14 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1524
Metaldragon pisze:
Ej, to jest świetne. Po prawdzie, trudno byłoby z tego zrobić jakąś kontynuację, ale naprawdę, podobało mi się to, bardzo.


To nie jest nastawione na kontynuację. Przynajmniej nie z tymi bohaterami. To tylko krótki tekst mający przedstawić świat jaki wymyśliłem. Może będzie kolejny, nie wiem. Ale jak napisałem, to uznałem, że warto się nim podzielić. A i dzięki za pomoc. :)

Ceallach pisze:
No i to rozmnażanie się jak króliki... Strasznie mi się to skojarzyło z wiedźmińską sytuacją elfów i ludzi :D Ale w sumie to trudno znaleźć inny powód, dlaczego ludzie mogą być silniejsi od innych.


Zanim napisałem ten tekst zrobiłem sobie odpowiednią tabelkę z mocnymi i słabymi stronami wszystkich pięciu ras, jakie wpakowałem do tego świata. Ludzie wszędzie wypadli najsłabiej. Ale w końcu przypomniało mi się, że człowiek to taka istota, która potrafi się dostosować do praktycznie każdej sytuacji. To go dostosowałem. :)

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 24 lip 2013, 15:46 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3179
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Mnie również bardzo się podobało. Bardzo naturalny dialog, trochę za mało opisu otoczenia, ale to jest do dopracowania. Sam dialog wyszedł super, choć nie wiem czy nie był z deczka za długi, ale to może przez ubogie opisy. Przez cały czas czytało się w zasadzie tylko wypowiedzi i nie było chwili na złapanie oddechu i przemielenie tego, co powiedzieli.

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 25 lip 2013, 13:10 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1524
Popracuję nad tymi opisami.
A teraz taki zalatujący kiczem fragmencik...

Wieża Hiro. Najwyższy, najbardziej niedostępny punkt w okolicy. Oraz najbardziej strzeżony. Zdrajca, Bahr, ten którego niegdyś nazywałem tigrene, swoim bratem, zaszył się tam. Tchórz uciekł do najbezpieczniejszej ze swoich nor. Do miejsca, gdzie będzie bardzo trudno się dostać mi. Ale nie pomyślał o tym, że jego możliwości ucieczki też będą ograniczone.
Wie, że idę po niego. Wie, że szukam zemsty za to, co uczynił mojej rodzinie. I nie tylko. Jego wola, jego władza zepchnęła ten świat w odmęty szaleństwa. Cztery lata temu poprowadził ten świat prosto w otchłań rewolucji. Całe królestwo, cała rasa została zagrożona. Jednoczesny atak ze strony Skegnów niemal złamał naszą wolę. Król szukał sposobu na ten chaos. Odnalazł mnie.
A właściwie to ja odnalazłem jego.

Ja szukałem zemsty, król dał mi środki i możliwości, by się ona dokonała. Za Mię. Za małą Irvette i Coddara. Za tysiące ludzi do tej pory gnijących na ulicach miasta Solim, zmasakrowanych przez przebijających się powstańców.
Najpierw zająłem się atakiem Skegnów. To prosty lud, gdzie łatwo udowodnić komuś swoją wyższość nad innymi. Po zabiciu ich króla, oraz złamaniu sztabu, armia poszła w rozsypkę. Zmieciono ich w jednej bitwie. To podniosło morale upadającego królestwa i osłabiło sławę powstańców.
Następni byli tak zwani przywódcy rebelii. Nie stawiali oporu przed śmiercią, jak i po niej. Zawszeni chłopi, kurwy wraz z całymi burdelami, chciwi kupcy chcący się dorobić na wojnie, spaczeni religią kaznodzieje głoszący koniec świata. Całe najgorsze bydło świata. Nie ludzie, bydło... Czasami się cieszę, że nie jestem człowiekiem.
Powstanie upadło, miasta wcześniej zajęte przez powstańców same składały broń, prosząc o królewską łaskę. Władca spalił tylko część z nich. Okazał zbędną litość. Ziarno rebelii powinno się wypalać do samej gleby. Ja zrobiłbym inaczej. Ale kto by mnie słuchał? Przecież byłem... Jestem. Jestem tylko narzędziem. Narzędziem, które niedługo otrzyma swą zapłatę.
W końcu nadeszła pora, by uderzyć w Bahra. Jedenaście miesięcy go szukałem po Solim, chwytając się nawet najmniejszych tropów. Każdy ślad, jaki pozostawił ten plugawy verro prowadził mnie powoli do jego kryjówki. Najlepsi ludzie Bahra, wysłani by mnie zlikwidować, już dawno spoczęli w ramionach swoich bogów. Nie wiem po co ich wysyłał. Zna moje możliwości. Ale to teraz nieważne. Teraz ja idę po niego.
Jest zimno, mróz skuł lodem mury wieży i okoliczne dachy budynków. Dobrze, nie będzie przynajmniej strażników na murach. Nic nie opóźni mojej zemsty. Przez cztery lata byłem cierpliwy. Kolejne zabójstwa moich wrogów zaspokajały mój głód na jakiś czas. Ale teraz... Teraz jestem głodny. Jak człowiek uzależniony od alkoholu, czy kawy, odcięty na długi czas od swojego towaru.
A tak, wieża. Plan. W środku jest zasadzka. Dziesięciu zbrojnych i drugie tyle kuszników. Jedna żywioł na cztery, że mi się uda. Do tego podpowiada mi to żywioł ognia, więc i tak się mocno sparzę. Nie, muszę wejść do Bahra w pełni sił.
Moi ludzie - pomocnicy przysłani przez króla, już czekają na mój sygnał. Przygotowana przez nich machina zajmie czymś strażników, a ja sobie spokojnie wejdę na górę. Mogę już dać sygnał... Zaraz. Do wieży wchodzi jakiś strażnik z tobołkiem na rękach. Nieważne. Odczekam jeszcze trochę i zaczynam...
Podnoszę rękę. Dawno już przygotowana machina wystrzeliła w drzwi wieży gigantyczny grot. Przebił się. Strażnicy wybiegają w panice, nie wiedzą co się dzieje. Moi pomocnicy już wiążą ich walką. Wchodzę między nich, lecz nie ingeruję w walce. Jestem jak przypadkowy przechodzeń, jak ktoś kogo w ogóle nie interesuje ta walka. To prawda, bo mój cel jest o wiele ważniejszy. Unikam zbyt szerokich cięć i wchodzę do środka. Został tu jeden kusznik, wycelował we mnie broń. Jeśli się ruszę w prawo, lub do przodu, to zginę. Dlatego nieznacznie ruszam się w lewo, bełt mija mnie o pół cala. Sztylet wyrzucony z mojej ręki, która wzięła poprawkę na żywioły, trafia idealnie w gardło kusznika. Zostawiam broń w ciele przeciwnika, na mój główny cel mam coś o wiele lepszego.
Wchodzę powoli po schodach. Miejscami czuję, że jestem na to za stary. Zmęczone kolana protestują przy kolejnych stopniach. Ale idę. Aby na górę, aby do celu. Potem niech świat się znów zawali. Lekko dziwi mnie brak strażników po drodze, czyżby Bahr ich odwołał? A może liczył, że komitet powitalny po drodze mnie zatrzyma? Nie wiem, ale to już wydaje się nieistotne. Jeszcze kilkadziesiąt stopni i będę na szczycie...
Widzę drzwi. Opieram się o ścianę, muszę chwilę odpocząć. Dobrze, złapałem oddech. Dopiero teraz dostrzegam, że drzwi są lekko uchylone. Czyżby czekał na mnie? Oczywiście, że tak. On też rozmawia z żywiołami, on też wie co się stanie. Więc i ja sprawdzę sobie przyszłość...

Podchodzę do drzwi i uchylam je. Gabinet Bahra jest niemal pusty. Biurko, dwa krzesła i regał z książkami. Na biurku poznaczona bliznami od częstego kontaktu z ogniem ręka trzyma pióro i powoli przejeżdża nim po pergaminie. Woda mówi mi, że pisze on swoją autobiografię.
- Bohr. - Zaczynam, podchodząc z mieczem specjalnie wykutym, by zabić tego jednego przeciwnika. On zaś nawet nie wstaje, tylko podnosi jedną rękę. Prosi, bym dał mu dokończyć. Dopisuje ostatnie słowa, aż wreszcie kończy i przemawia do mnie:
- Witaj, Earn. Usiądź, porozmawiamy.
- Chyba nie mamy o czym.
- Odpowiadam. Nie chce mi się z nim gadać. Chcę po prostu, by ten człowiek umarł.
- Ależ mamy, tigrene. - Nazywa mnie bratem. Krew się we mnie gotuje, a żywioł ognia aż krzyczy, bym atakował. Jednak nadal jest to jedna szansa na cztery. Poczekam aż będę absolutnie pewny, że zakończę jego żywot.
- Po tym wszystkim wciąż śmiesz nazywać mnie bratem?
- Krwi się nie wyrzekniesz.
- Krew można przelać.
- Odpowiadam z uśmiechem. Żywioł wody mówi mi, że się uda. Szanse pół na pół to dość sporo. Mógłbym już to zakończyć, dostosować przeznaczenie do swoich potrzeb. Ale poczekam... Jestem ciekaw co on ma do powiedzenia.
- Dojdziemy do tego, tigrene.
- Dwa żywioły mówią, że już doszliśmy. A i ja wiem, że dzisiaj umrzesz.
- Bracie, porozmawiaj chociaż ze mną. Potraktuj to jako ostatnią posługę dla umierającego. Choćby ze względu na stare czasy...
- On umiera? Przemknęła mi przez głowę taka myśl. A może ma na mysli to, że wie, iż dziś umrze... Dziwne.
- Stary czasy odeszły wraz z Mią, Irvette i Codarem. Stare czasy zawaliły się, zostały wdeptane w ziemię przez twoją rewolucję. - Ucichł na chwilę. Słyszę jego ciężki, zmęczony oddech.
- Przykro mi, bracie. Twoja rodzina znalazła się po prostu w niewłaściwym miejscu o nieodpowiedniej porze. Nie mogłem ich uratować.
Co on mówi? Uratować? Przecież widziałem...
- Uratować?! Widziałem, jak giną z twojej ręki!
- Nie! Na pewno nic takiego nie widziałeś. Przypomnij sobie prawdę, tigrene. Przypomnij...


Używa na mnie swojego daru. Nie sądziłem, że jest aż tak związany z żywiołami. Pokazuje mi przeszłość. Jej jedyny, spełniony wariant... Pamiętam to! Wraz z rodziną zwiedzaliśmy stolicę. Spotkałem się z Bahrem niedaleko pałacu królewskiego. Coś wybuchło niedaleko, zaczęliśmy uciekać. Setki powstańców nadbiegło od strony ulicy, ja oberwałem zagubionym bełtem w dłoń. Wokół biegali ludzie, kilku nawet na mnie nadepnęło. Straciłem kontakt z rodziną. Gdy w końcu ich zauważyłem, było za późno. Trzy zmasakrowane ciała leżały kilkanaście kroków ode mnie. Niedaleko nich, Bahr, w barwach rebeliantów, wydawał rozkazy buntownikom. Nie, nie widziałem tego, że ich zabił. Ale nadal jest dla mnie odpowiedzialny za ich śmierć.

- Pamiętam. Może i nie ty to zrobiłeś, przynajmniej nie bezpośrednio. Ale to nie umniejsza twojej winy. Rebelianci pod twoją komendą zamordowali moją rodzinę. A ty nadal masz krew Mii i moich dzieci na swych rękach. - Wstałem, unosząc ostrze. Trzeci żywioł zaczął cicho mówić swym podziemnym głosem: "Atakuj!".
- Tigrene, proszę, bez emocji. - Spróbował mnie uspokoić i... udało mu się. Sam się sobie dziwiłem, że już tak bardzo odwlekłem swoją zemstę.
- Dobrze, emocje zachowam na później. Zapytam tylko: dlaczego? Dlaczego przyłączyłeś się do rebeliantów? Dlaczego akurat tamten dzień i tamto miejsce?
Bahr spojrzał w górę, w małe okienko, które wpuszczało minimalną ilość światła. Unikał mego wzroku.
- Rewolucja nie miała znaczenia, tigrene. Ani Mia, ani twoje dzieci. Nawet obalenie króla, czy zajęcie królestwa nie były ważne. Celem głównym byłeś ty.
CO?!
- Jak to, ja?
- Od początku celem byłeś ty. I wszystko poszło dokładnie tak, jak ja tego chciałem. Ochroniłem cię. Ochroniłem też wiele innych osób. Widzisz, mój dar jest trochę bardziej zaawansowany niż twój. Czasami widzę przyszłość, która nie ma prawa się wydarzyć. Która całkowicie mogłaby zniszczyć ten świat, a przynajmniej jego część. Rozpoczynając rewolucję wybrałem mniejsze zło.

Jaka przyszłość, jakie mniejsze zło?!
- Nadal nic z tego nie rozumiem.
- Widziałem, że twoja rodzina i tak umrze. Zabiliby ich Ariadzi, którzy przed rewolucją mieli szpiegów w mieście. Zresztą wielu innych by też zabili. Ty byś się mścił na nich, a król dałby ci taką możliwość. W wojnie, którą byś im wypowiedział, z początku królestwo by wygrywało. Aż do końca twojego życia. Zginąłbyś w którejś z kolei bitwie, a Ariadzi rozpoczęliby kontrofensywę. Po długiej wojnie zmietliby nas i zajęli znów te ziemie.

Zacząłem rozumieć. Ja byłem kluczową pozycją w przyszłości, którą mi opisywał i która się nie zdarzyła przez to, co zrobił. Nie miałem wątpliwości, że gdyby nie on, tak właśnie by się wydarzyło - w końcu my się nigdy nie mylimy... Wiedziałem też, że nie kłamie. My nie kłamiemy i nas nie można okłamać.
- Poprzez rewolucję przekierowałem bieg historii, byś mścił się na mnie i moich sojusznikach, zamiach na Ariadach. By zamiast śmierci milionów i obrócenia ludzkości z rasę niewolników, zginęły tysiące. To cena, którą wziąłem na swoje sumienie. To ciężar świata, który noszę...
Nie chcę mu wierzyć. Ale muszę... Mówi prawdę. Potwierdzają to wszystkie żywioły.
- Teraz rozumiem. Ale... nie łatwiej byłoby mnie po prostu zabić? Albo ukazać mi prawdę?
- Próbowałem. Każdego zamachowca widziałem potem w kawałkach, a twój dar przed rewolucją był zbyt mało rozwinięty, byś mógł zobaczyć prawdę. Przepraszam, ale to był jedyny sposób. Na szczęście twoja zemsta powstrzymała rozwój rebelii i kolejne ofiary.

Właśnie, ofiary...
- Prawie powstrzymała.
- Słucham?
- Buntownicy wciąż istnieją. A ciebie nadal uważają za swego przywódcę, proroka, czy coś w tym rodzaju. Jesteś ikoną buntu, Bahr. Póki żyjesz, ludzie nadal będą wierzyć w tę twoją demokrację. Wiem jakie masz przekonanie, i że za nic w świecie nie odpuścisz naszemu królowi.
- A czy ty wiesz, że ludzie nie zapomną? I że będą kolejni, którzy poprowadzą lud? Że monarchia to coś, o czym ludzie niedługo będą wspominać tylko w bajkach?
- Tu też miał rację. Królestwo chyliło się ku upadkowi z każdym dniem, jedynie zmiana ustroju mogłaby je uratować.
- Wiem. Ale przysięgłem koronie, że będę chronił królestwo za wszelką cenę.
- Złożyłeś przysięgę na krew naszej rasy? Po co ja się pytam, oczywiście, że tak. Zawsze byłeś impulsywny i lekkomyślny. Dobrze, tigrene. Oby cena, o której mówisz, nigdy nie okazała się dla ciebie zbyt wielka. I oby ciężar świata nigdy nie spoczął na twoich barkach.
- Co przez to rozumiesz?
- Znowu mówił tajemniczo. Czyżby widział jakiś ciekawy wariant przyszłości?
- Nic. Ciebie to już nie będzie dotyczyć. Kończ, bracie.
Unoszę miecz nad jego głową i opuszczam go bardzo szybko. Wizja się kończy...

Drzwi są lekko uchylone. Wchodzę do środka z przygotowanym mieczem. Gabinet Bohra jest taki, jak w mojej wizji. Prawie. Jego twarz spoczywa na biurku, a smród trucizny rozchodzi się po niewielkim pomieszczeniu. Uciekł mi w ramiona własnej śmierci, już go nie złapię. Podchodzę do ciała, przykładając poparzoną rękę do jego głowy. Każdy zasługuje na szacunek po śmierci. Nawet on.
- Oby twe sumienie zaprowadziło cię do twych bogów. A jeśli oni cię nie przyjmą, szukaj pokuty w potępieniu... tigrene.
Koniec, dokonało się. Bahr nie żyje. Nie do końca tak, jak sobie to zaplanowałem, ale to nieważne.
Słyszę jakiś jęk. Przeradza się on w płacz. Bahr? Nie, on jest martwy. Dochodzi skądś za mną. Widzę pakunek. Tobołek, który niósł na rękach człowiek wchodzący do wieży przed atakiem. W środku jest...
- Dziecię zdrajcy. Nosisz w sobie krew plugawego. Twe słowa będą przesiąknięte jego przekonaniami. Widzę to, Saarielu, synu rewolucji. - Przez moment chcę zakończyć życie tego dziecka. Tylko przez moment, czy aż? - Tak, będziesz się zwał Saariel. A ja, Earn, płomień chaosu, uczynię z ciebie godnego potomka naszej rasy. Wychowam cię, Bahr opłaci już twoją naukę własną śmiercią. Ale byś nigdy nie zaczął rewolucji, byś się nie zbuntował, odbieram ci dar mowy. To klątwa, którą będziesz musiał dźwigać. Przełamiesz ją dopiero, gdy udowodnisz, że dobrze kierujesz teraźniejszością. Gdy twe wybory będą równie honorowe dla ciebie, jak i dla innych. Gdy będziesz godny naszego dziedzictwa. Dziedzictwa garian.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 25 lip 2013, 18:04 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 18 cze 2010, 10:22
Posty: 2095
Lokalizacja: Freie Stadt Danzig
Płeć: Mężczyzna
Ponieważ dzisiaj nie jestem w stanie już napisać Ci konstruktywnej krytyki powiem tylko tyle: fakt, miejscami zajeżdżało nieco kiczem, ale nie zmienia to innego faktu. Czytało mi się ten tekst dobrze.
Błędów Ci nie wypiszę, nie chce mi się. :p
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 25 lip 2013, 19:39 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1707
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Kicz czy nie, mi też czytało się bardzo dobrze :) Może szału nie ma, ale jednak jest całkiem fajne. Całkiem ciekawie wymyślona historia. :)

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: +18
Post: 26 kwie 2014, 16:27 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1524
Pierwszy fragment opowiadania "W podziemiach wieży".

Niezbyt długi fragment. Wrzucam, bo chcę się zapytać - co o tym myślicie?
No i czy mogę wrzucać w takich częściach, by zwiększać ciekawość, oraz dać Wam czas między kolejnymi częściami na myślenie. ^^

[bb spoiler]
Ofiara miała spalone piersi. Za życia pełne, wspaniałe kopuły, zwieńczone różowymi sutkami. Teraz czarne, spomiędzy których ziała dziura. W środku można było zobaczyć spalone kości i resztki organów wewnętrznych. Po sercu nie został nawet krwawy ślad. Gdzie ono jest?
Twarz mogła być kiedyś ładna. Szczupła z przyjemnymi dołami na policzkach, teraz wszystko to w jakiś nienaturalny sposób rozepchnięte. Brzydkie. Nietypowe, dwukolorowe oczy. Mutacja, czy jedno oko sztuczne?
Włosy, brązowe, niegdyś długie, teraz obcięte tępym nożem. Część z nich wyrwana. Ślady walki? Czy zboczenia?
Szyja, doskonały brak śladów. Ciekawe, ciekawe. Zero sińców, czy śladów truzicny pod paznokciami. Brak jakichkolwiek znaków, że ofiara brała używki.
Otarcia na dole, wokół pochwy i w niej. Ślad po jakimś mężczyźnie w środku. Wygolony i wymyty dokładnie tyłek. Zdrowe zęby.
- Masz już coś?
Mężczyzna, metr osiemdziesiąt, ubrany w fioletową szatę inwestygatora, prostolinijna, szczera twarz, miły głos, niewiele zmarszczek na twarzy, jak i na rękach, koło trzydziestu lat. Arien, pies strażniczy, zawsze pilnuje porządku w mieście. Niezbyt bystry, posiada jednak odwagę, by przyjść do jej sanktuarium, laboratorium, więzienia i prosić o pomoc.
- Lorelei!
Podnosi głos. Nie lubi, gdy ona go czyta. Nie lubi, gdy ta dziewczyna zauważa każdy ślad na jego ubraniu, każde odbarwienie od potu. Zawsze stara się być bezbarwny i podchodzić do niej w neutralny sposób. Dzięki temu ją złapał i osadził w tym miejscu. Właśnie, złapał ją, czy ona mu się podłożyła? Do tej pory nie wiedział, jednak póki tu była, miasto i magowie mogli spać spokojnie.
- Identyfikacja? - Pytanie. Głos czterech różnych osobowości, skaczący z sylaby na sylabę, zmieniający ton. To ona, Lorelei, gdy jest podniecona. Zagadka ją podnieca, nieznane działa na nią jak narkotyk. Wie, że zaczyna się gra.
- Niejaka Eelyn Ruu, imigrantka z północy, wprowadziła się do Toulon niecałe pięć lat temu. Od tamtej pory nie wiadomo co się z nią działo. Aż do teraz.
Mało informacji, za mało.
- Coś jeszcze o niej wiadomo?
- Nie. Wiesz, że na północy nie prowadzą żadnych oficjalnych akt, a od momentu przybycia nie była ani razu notowana. Czysta.
- Jak łza.
- Uśmiech. Łzy, dawne wspomnienie, teraz już nie istnieją. Jest tylko spokój i momenty podniecenia.
- Więc co ty się o niej dowiedziałaś?
Głęboki wdech, trzeba te wszystkie fakty poskładać do kupy, niech to tylko przestanie wirować, głosy cichną, pozostają jedynie szepty, kroki strażnika na dziedzińcu, SPOKÓJ!
- Wiek koło trzydziestki, wzrost przeciętny, metr siedemdziesiąt. Zawód dziwka z wyższych sfer.
- Dziwka?
- Brew uniesiona do góry. Niewielki sygnał zdziwienia. Zero teatralności, czyli naturalność. Prawda.
- Dziwka, kurwa, pani do towarzystwa, dziura do ruchania, zależy. Tu akurat dziwka z wyższych sfer. - Wzruszenie ramionami. Oczywistość. Jak on może nie widzieć czego, co jest oczywiste? No tak, trzeba mu wyjaśnić. - Ofiara była dziwką, wystarczy spojrzeć na wygolone okolice intymne, oraz ślady, jakie tam zostały.
- Ale skąd wiesz, że dla wyższych sfer?
- Włosy i zęby. Dbała o zęby, czyli miała pieniądze, by dbać o nie. Podobnie z włosami. Nie jest łatwo utrzymać je w zdrowym stanie, szczególnie w naszych czasach. Powąchaj, to jakieś drogie mydło. Czuć też miętę. Wiesz, jak drogie jest mydło w płynie, wymieszane z ziołami?
- Nie..
. - Odpowiada, a gdy próbuje coś dodać, to ona nie daje mu dokończyć.
- ... bo nigdy nie kupowałeś, ani nie martwiłeś się o pieniądze na coś takiego. Cóż, jedno mycie włosów takim szamponem to przynajmniej trzydzieści zleceń dla przeciętnej, portowej kurwy. A ten rodzaj dziwek wcale nie zarabia najmniej.
- Rozumiem.
Kłamie. Mówi to słowo, wpatrując się w ciało. Wie, że ona kiedyś musiała sobie tak radzić. Wyciera spocone ręce o szatę. Brzydzi się tym, brzydzi się nią, ciałem dziwki, oraz całą tą sprawą. Nie jego wina, tylko sterylnego wychowania, jakie odebrał.
- To pierwsze znalezione takie ciało? - Pyta. Ma wątpliwości, ciężko jest jej znaleźć punkt zaczepienia. Coś twardego, namacalnego. Dowód, że istnieje schemat.
- Z tego, co mi wiadomo, tak. Wróćmy jednak do włosów, widać wyraźnie, że są krzywo ścięte.
Udaje zainteresowanie. Chciałby już wracać do swojej wieży, pogrążyć się w mądrości osób, które już dawno nie żyją. Nie zawsze dostajemy, co chcemy.
- Powiedz mi, jak została znaleziona?
- Strażnik mówił, że leżała na podłodze w karczmie.
- Wiarygodny był ten strażnik?
- Raczej nie. Roztrzęsiony młokos, który strasznie się jąkał.

Jak zwykle...
- Sprawdź jeszcze raz miejsce zbrodni. Zobacz, czy do sufitu nie ma przybitego jakiegoś haka, czy pręta. Powinny być owinięte wokół niego włosy. Sama bym to zrobiła, ale wiesz...
Nie może wyjść. Jest w najlepiej pilnowanym więzieniu świata, podziemiach wieży magów. Nie wydostanie się nawet za zgodą Ariena.
- Wiem, Lorelei. Coś jeszcze?
- Szukaj śladów krwi. Skanowałeś teren?
- Tak. Zero śladów, ale mógł się maskować.

O ile rzeczywiście to był mag.
Arien ruszył do wyjścia, magią odblokował wszystkie zamki. Wypowiedział wszystkie hasła Strażnikom. I wyszedł.
Lorelei nie została sama. Miała nową przyjaciółkę, która podaruje jej zabawę na jakiś czas.
Zaczęła pisać.

Eelyn Ruu, dziwka z wyższych sfer.
Pochodzenie: północ.
Znaki szczególne: otarcia pochwy, różnokolorowe oczy, piękne włosy.
Przyczyna śmierci: implozja klatki piersiowej. Nie wyklucza się udziału magii.
Podejrzani: strażnik, który odnalazł ciało?
[/bb spoiler]

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 26 kwie 2014, 16:41 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 18 cze 2010, 10:22
Posty: 2095
Lokalizacja: Freie Stadt Danzig
Płeć: Mężczyzna
No mnie się podobało. :D Fajny początek, bez piep**enia przechodzisz do sedna. A fragmenty takiej długości są spoko.
Czekam na dalsze części. :D
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 14 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron