Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 21 sty 2018, 15:41



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny. [+16]
Post: 11 gru 2014, 21:11 
Obywatel
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 10 gru 2014, 17:40
Posty: 17
Lokalizacja: Jama Smoka
Płeć: Mężczyzna
Jakoś tak wyszło, że któryś dzień męczą mnie przeróżne myśli żebym coś napisał. Padło na nieco przerobioną wersje historii na podstawie której miałem stworzyć grę RPG, jak to wszystko się potoczy to sam nie wiem, bo dużo wymyślam na biegu, chociaz mam ogólny zarys sytuacji już przemyślany. Mam nadzieje, że nie zjedziecie mnie jak burej suczy xD chociaż pewnie i tak się nie obrażę :) Wytykajcie błędy i poradzcie co mógłbym zmienić. Przepraszam jeżeli są tam jakieś błędy, zle wstawione przecinki, bądź liczne powtórzenia. Sprawdziłem kilka razy to... Hmmm... Ten tekst i myśle, że jest w należytym stanie. Ale jeżeli coś będzie z nim nie tak to piszcie :) Pozdrawiam i miłej lektury


Wielkie czerwone słońce jarzyło się na niebie, oświadczając wszystkim, że lada moment na dobre zapadnie nieprzenikniona ciemność. Dwóch młodzieńców przebijało się przez zarośla gęstego lasu, próbując złapać ostatnie promienie słońca niczym umierający, próbujący ze wszystkich sił pochwycić jeszcze nieco życia. Starszy z nich nosił imię Sindril, był niespełna dwudziestoletnim, szczupłym chłopcem o krótko ostrzyżonych włosach w kolorze ciemny blond. Nosił starą, znoszoną kolczugę, której do stanu używalności wiele brakowało. Bardzo ją cenił pomimo faktu, że ze względu na stój stan nie pełniła prawidłowo swojej funkcji. Odziedziczył ją jednak po ojcu i z racji tego traktował ją z największym szacunkiem oraz dbał o nią jak nikt inny wcześniej. Reszta jego stroju wcale nie prezentowała się lepiej, poszarpane spodnie noszą ślady długiego użytkowania. Stare skórzane buty były szczytem marzeń wiele lat temu, dzisiaj budzą jednak tylko politowanie. Jedyną rzeczą składającą się na część jego garderoby, która nie wywołuje obrzydzenia i współczucia na sam widok był zdobiony skórzany pas, do którego był przypięty krótki, źle zaostrzony miecz. Mimo, że owy pas odwracał uwagę od pozostałych elementów wyposażenia, które nie były w stanie swej świetności, nie był to wcale dar, lecz bardziej przekleństwo. Widząc taką ozdobę na tej kupce brudu i nieszczęścia od razu nasuwa się podejrzenie, że owy przedmiot może pochodzić z kradzieży, bo skąd zwykły nędznik miałby mieć pieniądze na pas jak ten. Prawdopodobnie Ci, którzy tak myślą nie mylą się, jednak Sindril nie zamierzał rozstawać się z tym pasem, ponieważ cieszył jego oko. Zresztą musiał do czegoś przypiąć swój lichy miecz, a nie byłby w stanie zgromadzić pieniędzy na kupno jakiegoś innego. Chłopiec, bo nie można go nazwać mężczyzną, pragnął ze wszystkich sił udowodnić wszystkim, że osiągnie coś więcej w życiu. Coś, czego będą mu zazdrościć, chciał się wykazać, jak na młodzieńca przystało, w pojedynku bądź, chociaż w walce z jakimś dzikim zwierzęciem. Wszystko to było młodzieńczą głupotą, ot szaleństwa i niedorzeczności tego wieku. Nie zdawał sobie sprawy z ryzyka z tym związanego, głupiec żył jak inni jego rówieśnicy, jak większość, która myśli, że z racji swego wieku nic złego nie może ich spotkać. Uważał, że jest nieśmiertelny, że miecz się jego nie ima, że strzały odbiją się od jego zniszczonej namiastki pancerza. Był zwykłym głupcem jak wielu innych, ale tak działa selekcja naturalna. Chodź nie do końca tak powinna działać, ponieważ to starzy, nienadający się do niczego ludzie powinni ginąć przez swą głupotę, a nie młodzi ludzie z perspektywami i całym życiem przed sobą, ludzie w sile wieku. Nie tak to powinno wyglądać. Lecz on, jak i wielu innych nie rozumieli tego, ponieważ nie było dane im zrozumieć. Pozostaje się pogodzić z tym, że najlepsze plony tego świata, całą przyszłość społeczeństwa czeka największy przesiew, wyeliminowanie najsłabszych. Jednak czy fakt zostania wyeliminowanym naprawdę klasyfikuje daną osobę do słabszych? Czyż charakteru nie nabiera się z wiekiem i doświadczeniem? Cały świat stoi na głowie przez to, że ludzie, którzy mogą być wybawieniem, są zwyczajnymi idiotami…
Młodszy chłopak o imieniu Narvin, był ślepo zapatrzony w swojego starszego towarzysza. Sindril był jego jedynym autorytetem- niestety. Młodzieniec był sporo niższy od swojego kompana, na jego głowie jawiły się kruczoczarne włosy, które gdy nie były obcinane regularnie zmieniały się w delikatne loki, nadające mu jeszcze bardziej dziecinnego wyglądu. Twarz miał okrągłą, z pierwszymi oznakami zarostu, których wyczekiwał każdy chłopak w jego wieku. Drobna kępka „brody” rosła mu tuż pod ustami, był z niej tak dumny, że puszył się jak paw, gdy tylko ktoś wytknął mu, że zaczyna mu pojawiać się namiastka prawdziwej brody. Biedak nie rozumiał, że to była ironia, forma zakpienia z niego i jego dziecinności. Uważał, że ludzie naprawdę go chwalą i mają za dojrzałego człowieka-co za dzieciak… Ubrany był w luźną, zdecydowanie za dużą tunikę, oplecioną w okolicach bioder zwykłym białym sznurkiem, za którym znalazło się jeszcze dość miejsca by schować saks. W ręku dzierżył własnoręcznej roboty łuk, a w kołczanie przerzuconym na plecach schowane były niedbale zrobione strzały z białymi lotkami. Ciekawym jest fakt, że żaden z chłopców nie posiada żadnych zwierząt hodowlanych, więc sposób, w jaki udało się pozyskać owe pióra, które zostały użyte do produkcji strzał nasuwa się sam. Chłopiec raz za razem głośno pociągał nosem i co jakiś czas w przerwach między pociągnięciami, wyciera go w rękaw tuniki. Wynika to zapewne z tego, że większość czasu spędza na dworze, gdzie panuje chłód, a nie stać go na cieplejsze ubranie. Jak to bywa z młodszym kompanem jest strasznie upierdliwy i potrafi doprowadzić do szału każdego, a w szczególności Sindrila, nie robiąc praktycznie nic poza zwykłą rozmową. Samą swoją obecnością działa swemu idolowi na nerwy.
***

Przedzierali się przez las, sami tak naprawdę nie wiedząc gdzie mają iść. Początkowym zamierzeniem wyprawy było zdobycie czegoś na kolacje, bądź obiad, a może nawet śniadanie. Jednak ich wędrówka przeciągnęła się w czasie tak bardzo, że już sami stracili rachubę. Smutek i niepokój ściskał im serca na widok nieubłaganego zmierzchu słońca. Dobrze wiedzieli, że błądząc po nocy w ciemności po nieznanych częściach wielkiego, starego, niezbadanego lasu nie spotka ich nic dobrego. Pocieszającym był fakt, że starszy z chłopców na widok przestraszonej miny swego towarzysza, rósł w siłę i parł dalej naprzód, nie zatrzymując się nawet na krok. Czuł się zwyczajnie odpowiedzialny za tego małego smarkacza, jednak sam nie był na tyle dojrzały by podołać temu zadaniu.
-Widzisz? Zgubiliśmy się! Mówiłem, że tak będzie, mówiłem Ci. Dlaczego nigdy mnie nie słuchasz?! - począł jęczeć Narvil. - Zdechniemy tu z głodu, albo rozszarpią nas wilki. Nie mam zamiaru tak skończyć, słyszysz?
-Zasrany dzieciaku- warknął- jeżeli zaraz nie zamkniesz tej gęby to Cię tak urządzę, że Cię własna matka nie pozna, zrozumiałeś?
-Ale przecież… Moja mama zmarła wiele lat temu – wyjęczał ze skruszoną miną i szklanymi oczami.
-Nosz kurwa mać… To znajdę Ci nową matkę, i tak Ci wleje, że będzie jej się robiło niedobrze na Twój widok. Tak jak mnie teraz się robi niedobrze, gdy na Ciebie patrzę. I przestań ciągle smarkać, bo…
-No?! Bo co?! – Syknął z gniewem w oczach maluch.
Sindril obrzucił go tylko groźnym spojrzeniem i powtarzał sobie w duchu „spokojnie, tylko spokojnie”, jednak mimo to zrobił się cały czerwony ze złości a dłonie miał mocno zaciśnięte, gotowe do wyprowadzenia ciosu. Nie dał jednak upustu złości i niestety nie przywalił gówniarzowi w twarz, odwrócił się z rozmachem i szybkim krokiem ruszył przed siebie nie zaprzątając sobie głowy tym czy „smarkacz” za nim nadąży. Szedł tak dłuższą chwilę, rozglądając się na boki i stawał się coraz bardziej nerwowy. Wzrok powoli zaczynał go zawodzić, coraz mniej był w stanie dojrzeć, każda gałązka w gęstym lesie po zmroku wygląda tak samo. Chłopak naprawdę nie był pewny tego czy przypadkiem nie chodzą w koło marnując tylko ten jakże cenny czas. Dodatkowo burczenie w brzuchu Narvila było tak głośne i tak intensywne, że nie pozwalało na spokojne zebranie myśli. Nie wspomniał jednak nic na ten temat swojemu młodszemu utrapieniu, ponieważ sam był piekielnie głodny, zresztą dobrze wiedział, że słowne uwagi doprowadzą jedynie do dyskusji, w które nie chciał się w obecnej sytuacji wdawać. Nagle zatrzymał się w miejscu i skamieniał jakby zobaczył ducha (bądź teściową), stał tak krótką chwilę, po czym odwrócił się do malucha z taką miną, że ten aż wzdrygnął się z przerażenia.
-Ależ z nas głupcy - krzyknął z dziwną radością i nutą szaleństwa w głosie. – Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem?
-O czym Ty…?
-Ognisko! Musimy rozpalić ognisko, założyć obóz i takie tam. Rozumiesz mały? Po co się błąkać po lesie w ciemności? Jedyne, co możemy znaleźć to śmierć – tłumaczył Sindril z pasją. – Posłuchaj, teraz się rozdzielimy, ale spokojnie, tylko na chwilę. Ty pójdziesz szukać suchych gałęzi, które będzie łatwo można podpalić. To chyba nic trudnego, prawda? Więc czemu masz taką minę? Ja natomiast poszukam jakichś grubszych kawałków drewna, które będą się palić dłuższy czas. Musimy rozpalić wielkie ognisko, które odstraszy zwierzęta i będzie się w stanie utrzymać przez całą noc.
-Yyyy… no więc…
-Będę jeszcze potrzebował Twojego łuku. To ja lepiej strzelam z naszej dwójki, zresztą i tak Ci się teraz nie przyda, a może dopisze mi szczęście i trafię na jakąś zwierzynę i nie będziemy tu siedzieć o pustych brzuchach. – kontynuował nie pozwalając wejść sobie w słowo.
-No nie wiem… Nie chcę się rozdzielać, boję się zostać sam.
-Oj, nie bądź babą! Jesteś facet czy panienką? Boisz się? Jak mały smarkacz?
-Kto się boi? Ja? Ależ skąd, jestem mężczyzną – Zaczął się przechwalać i aż podskoczył z zachwytu.
-No i to właśnie chciałem usłyszeć. Jestem dumny, no, ale szkoda marnować czas. Ruszaj. Ten, kto pierwszy wykona swoją część zadania poczeka tutaj na drugiego, jasne?
-Yhy – Wymamrotał malec, po czym bez zwłoki oddał swój łuk i zaczął się rozglądać za jakimiś gałązkami na rozpałkę. Energia go wręcz rozpierała i chciał jak najszybciej wykonać swoją część roboty.
„To było całkiem łatwe… Ahh ten malec, kiedy nie jest upierdliwym gówniarzem bywa całkiem przydatny. Zaraz?! Co ja plotę, chrzanić tego zasrańca, mam, chociaż nadzieję, że będzie z niego jakiś pożytek”. Stał jeszcze przez chwilę i przyglądał się Narvilowi, uśmiechnął się na widok tego, z jakim zaangażowaniem malec wypełnia powierzone mu zadanie. Ruszył przed siebie mając nadzieje, że jego plan wypali i wszystko pójdzie po jego myśli. Jednak czy ktoś taki jak on mógłby doprowadzić coś pomyślnie do końca?
***


Ostatnio zmieniony 17 gru 2014, 00:34 przez StrasznyWONSZ, łącznie zmieniany 2 razy
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 22:07 
Srebrny Rycerz
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 15 mar 2012, 19:43
Posty: 1012
Lokalizacja: Kaer Morhen
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Dwóch młodzieńców przebijało się przez zarośla gęstego lasu, próbując złapać ostatnie promienie słońca

Zobaczyli zachodzące słońce w zaroślach gęstego lasu? Yhy.

Cytuj:
Bardzo ją cenił pomimo faktu, że ze względu na stój stan nie pełniła prawidłowo swojej funkcji.

Domyślam się, że chodziło o "swój stan".

Cytuj:
Odziedziczył ją jednak po ojcu i z racji tego traktował ją z największym szacunkiem oraz dbał o nią jak nikt inny wcześniej.

Tak bardzo o nią dbał, że "do stanu używalności wiele brakowało". No to chyba nie za bardzo dbał.

Cytuj:
Reszta jego stroju wcale nie prezentowała się lepiej, poszarpane spodnie noszą ślady długiego użytkowania.

Skąd tu czasownik w czasie teraźniejszym? Później też występują, ale nie chce mi się ich wszystkich wypisywać.

Cytuj:
Prawdopodobnie Ci, którzy (...)

To nie list, "ci" nie trzeba pisać dużą literą.

Nad sensem wywodów na temat selekcji naturalnej nie będę się wypowiadał. xD Tak jak nad przecinkami w złych miejscach.

Cytuj:
W ręku dzierżył własnoręcznej roboty łuk (...)

Taki z niego gówniarz i pierdoła, a zrobił sobie łuk?
W ogóle, cały czas jest mowa o tym, jaki to dzieciak. I zachowuje się jak dziecko, gada tak samo. A już mu broda zaczyna rosnąć? xD Kurde w wieku dziesięciu lat? xD Pomijając to, że w realu widziałem mniej dziecinnie zachowujących się kilkulatków.

Cytuj:
Chłopiec raz za razem głośno pociągał nosem i co jakiś czas w przerwach między pociągnięciami, wyciera go w rękaw tuniki.

Raczej "wycierał", nie "wyciera". Znaczy, w czasie przeszłym.

Dobra, a dalej wybierają się na polowanie z łukiem zrobionym przez dziecko i lichym mieczem. xD

Cytuj:
Mówiłem, że tak będzie, mówiłem Ci.

Po raz kolejny - to nie list. Dalej już nie będę tego wytykał, ale razi to w oczy.

Cytuj:
Nagle zatrzymał się w miejscu i skamieniał jakby zobaczył ducha (bądź teściową) (...)

Obrazek


Cytuj:
-Będę jeszcze potrzebował Twojego łuku. To ja lepiej strzelam z naszej dwójki, zresztą i tak Ci się teraz nie przyda, a może dopisze mi szczęście i trafię na jakąś zwierzynę i nie będziemy tu siedzieć o pustych brzuchach.

Chłooopie, daj se spokój. xD Tym łukiem to możesz najwyżej sam sobie krzywdę zrobić, jeśli weźmie się pod uwagę to, kto go zrobił. xD

Ogólnie: hmm... Skłamałbym, jeśli bym powiedział, że tekst mi się spodobał. A że przy ocenianiu dzieł w Galerii zawsze jestem szczery, to mówię, że tekst jest słaby. Słabe postacie, których za cholerę nie da się lubić, w kwestii fabuły (póki co) też słabo mocno, ale będę mógł ją w pełni ocenić po dalszych ciągach. To, co widać, jest takim typowym dziełem młodych wiekiem i doświadczeniem pisarskim aŁtorów.
Ale tragedii nie ma, bo zdania jakoś budujesz, dialogi jakoś piszesz. Ćwicz ile wlezie, przy następnych tekstach zwracaj uwagę na przecinki (nie wymieniałem miejsc, gdzie popełniłeś z nimi błąd, bo post byłby dwa razy dłuższy), pilnuj czasu (czasem teraźniejszy miesza Ci się z przeszłym) i unikaj powtórzeń (też przymykałem na nie oko).
A, i te rozwleczone opisy. Wszystkie te informacje spokojnie dałoby się zgrabnie wpleść w dialogi i akcję. A przy tym fragmencie o selekcji już przysypiałem. ;p
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 22:25 
Obywatel
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 10 gru 2014, 17:40
Posty: 17
Lokalizacja: Jama Smoka
Płeć: Mężczyzna
Brex pisze:
Zobaczyli zachodzące słońce w zaroślach gęstego lasu? Yhy.


Generalnie to promienie przebijają się między gałęziami, bo nawet w miare gęstym lesie za dnia jest w miarę widno, ale co ja tam wiem xD Zresztą wyraźnie jest napisane, że przebijali się by dostrzec to słońce :)

Cytuj:
Domyślam się, że chodziło o "swój stan".



Literówka, dzięki za znalezienie :)

Cytuj:
Tak bardzo o nią dbał, że "do stanu używalności wiele brakowało". No to chyba nie za bardzo dbał.



Odziedziczył po ojcu, nie napisałem, że to on ją zniszczył. Zasugerowałem, że jest w opór stara i już za kadencji ojca doznała uszczerbku :)

Cytuj:
Skąd tu czasownik w czasie teraźniejszym? Później też występują, ale nie chce mi się ich wszystkich wypisywać.



Ehh... nie sprawdziłem dokładnie, przepraszam

Cytuj:
To nie list, "ci" nie trzeba pisać dużą literą.



Taki już mój nawyk, wybacz ponownie ;)

Cytuj:
Nad sensem wywodów na temat selekcji naturalnej nie będę się wypowiadał. xD Tak jak nad przecinkami w złych miejscach.


Dysleksja bardzo ^^ To o selekcji naturalnej to akurat prawda, a przynajmniej po części własne zdanie. Bo zobacz tak to po prostu jest. Młode łebki zdają prawko na auto/motor i chwila moment kupuje się takiemu wieniec "ostanie pożegnanie". U zwierząt to samo, młode ptaki potrafią wlecieć pod samochód co starszym się zdaża bardzo rzadko. itd itp. nie będę już wymieniał bo nie ma sensu


Cytuj:
Taki z niego gówniarz i pierdoła, a zrobił sobie łuk?
W ogóle, cały czas jest mowa o tym, jaki to dzieciak. I zachowuje się jak dziecko, gada tak samo. A już mu broda zaczyna rosnąć? xD Kurde w wieku dziesięciu lat? xD Pomijając to, że w realu widziałem mniej dziecinnie zachowujących się kilkulatków.

]No bo to dzieciak, nie pisałem ,że ma 10 lat, skąd Ty to wziąłeś? Ma koło 15, więc już broda zaczyna rosnąć, zresztą znam gości w wieku 15 lat którzy mają brodę na kilka cm długości. Zrobienie łuku to żaden problem, patyk i ścięgno zwierzęce na cięciwe, bądź nawet linka lub ewentualnie żyłka. W dawnych czasach każdy mogł sobie zrobić, więc nie rozuiem o co chodzi. Sam robiłem dziesiątki łuków mimo, że nie znam sie na tym mocno :/
A co do zachowania to wynika z tego, że to taki typ człowieka :P


Cytuj:
Raczej "wycierał", nie "wyciera". Znaczy, w czasie przeszłym.


tak, tak... do poprawki :) Dzięki ale to też podchodzi pod literówkę ;)

Cytuj:
Dobra, a dalej wybierają się na polowanie z łukiem zrobionym przez dziecko i lichym mieczem. xD


Łuk jak łuk, można coś ubić nawet jeżeli nie jest to mistrzostwo. Widzę, że nigdy nie strzelałeś z łuku :) Nawet lichy jest w stanie zabić człowieka bez trudu. I to ze znacznej odległości. A lichy miecz to ta sama bajka, jest słabo naostrzony, ale jest i jest w miare ostry, więc? Czepianie się szczegółów? xD Miecz to miecz, kawał metalu. O ile jest zrobiony z dobrej jakości metalu i nie pęknie przy uderzeniu to można zabić nawet tępym. To samo co z łukiem. Chyba nigdy miecza w ręku nie miałeś xD Zresztą nie trzeba miecza, weźmiesz stalowy pręt fi 20 i wystarczy żeby ubić człowieka albo nawet coś większego.




Cytuj:
Po raz kolejny - to nie list. Dalej już nie będę tego wytykał, ale razi to w oczy.


Raz wystarczyło napisać ;)
Cytuj:
Nagle zatrzymał się w miejscu i skamieniał jakby zobaczył ducha (bądź teściową) (...)



Lol xD zapomniałem że to dopisałem xD sorry, hahah :D



Cytuj:
Chłooopie, daj se spokój. xD Tym łukiem to możesz najwyżej sam sobie krzywdę zrobić, jeśli weźmie się pod uwagę to, kto go zrobił. xD


To już wyjaśnialem :) Łuk to jest Łuk. To tak jakbyś powiedział, że damskim rewolwerem zabaweczką która ledwo sie w dłoni mieści nie można zabić. Łuk to jest broń i jest zawsze groźny. W wieku nawet 10-12 lat można zrobić zabójczą broń bo sam robiłem od najmłodszych lat.

Cytuj:
Ogólnie: hmm... Skłamałbym, jeśli bym powiedział, że tekst mi się spodobał. A że przy ocenianiu dzieł w Galerii zawsze jestem szczery, to mówię, że tekst jest słaby. Słabe postacie, których za cholerę nie da się lubić, w kwestii fabuły (póki co) też słabo mocno, ale będę mógł ją w pełni ocenić po dalszych ciągach. To, co widać, jest takim typowym dziełem młodych wiekiem i doświadczeniem pisarskim aŁtorów.
Ale tragedii nie ma, bo zdania jakoś budujesz, dialogi jakoś piszesz. Ćwicz ile wlezie, przy następnych tekstach zwracaj uwagę na przecinki (nie wymieniałem miejsc, gdzie popełniłeś z nimi błąd, bo post byłby dwa razy dłuższy), pilnuj czasu (czasem teraźniejszy miesza Ci się z przeszłym) i unikaj powtórzeń (też przymykałem na nie oko).
A, i te rozwleczone opisy. Wszystkie te informacje spokojnie dałoby się zgrabnie wpleść w dialogi i akcję. A przy tym fragmencie o selekcji już przysypiałem. ;p


Postacie są tak zrobione żeby wyrobić sobie o nich takie zdanie, nie widzisz? Skoro sam narrator nazywa ich idiotami i wg :) Fabuła to dopiero wprowadzenie, ale cóż.

Gdyby nie rozwleczone opisy to kazde zdanie składoałoby się z kilku słów. Więcej kropek by było niz to warto xD
Ale mimo wszystko dziękuję za szczerą opinię, postaram się poprawić :)


Ostatnio zmieniony 13 gru 2014, 14:06 przez StrasznyWONSZ, łącznie zmieniany 1 raz
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 22:49 
Srebrny Rycerz
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 15 mar 2012, 19:43
Posty: 1012
Lokalizacja: Kaer Morhen
Płeć: Mężczyzna
Dobra, jedziemy raz drugi. xD

Cytuj:
Generalnie to promienie przebijają się między gałęziami, bo nawet w miare gęstym lesie za dnia jest w miarę widno, ale co ja tam wiem xD

Głupoty gadasz. Byłeś kiedyś w lesie o zachodzie słońca? Wyraźnie zaznaczyłeś, że to zachód. Wtedy w lesie słońca nie zobaczysz, nawet gdy nie jest zbyt gęsty. Wiem o czym mówię, praktycznie mieszkam w lesie.

Cytuj:
Odziedziczył po ojcu, nie napisałem, że to on ją zniszczył. Zasugerowałem, że jest w opór stara i już za kadencji ojca doznała uszczerbku :)

OK. Ja jednak miałem na myśli to, że skoro o nią dba, to raczej ją naprawia.

Cytuj:
No bo to dzieciak, nie pisałem ,że ma 10 lat, ma koło 16-17, więc już broda zaczyna rosnąć, zresztą znam gości w wieku 15 lat którzy mają brodę na kilka cm długości. Zrobienie łuku to żaden problem, patyk i ścięgno zwierzęce na cięciwe. W dawnych czasach każdy mogł sobie zrobić, więc nie rozuiem o co chodzi. Sam robiłem dziesiątki łuków mimo, że nie znam sie na tym mocno :/
A co do zachowania to wynika z tego, że to taki typ człowieka :P

Że broda w tym wieku rośnie to wiem doskonale, sam obecnie mam siedemnaście wiosen. xD Wiek tego gościa wywnioskowałem z jego zachowania. Ale skoro tak, to szesnastolatek zachowujący się i mówiący w ten sposób jest niedorozwinięty umysłowo, a nie wspomniałeś o tym w tekście. ;d
Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie. Zrobienie łuku to nie "patyk i ścięgno zwierzęce na cięciwe". Takim czymś można najwyżej postrzelać do drzew, a to i tak z marnym skutkiem. By zranić lub zabić tym zwierzynę... niemożliwe w żaden sposób, chyba że dogoni zwierzę i osobiście wsadzi mu ten kij z łuku w rzyć.
Ja także miałem takich łuków w luj, więcej nawet niż dziesięć. Ale to tylko zabawki, łuków nie robi się z patyków, tylko z całych pni, sezonowanych i odpowiednio wyciętych, później naginanych, impregnowanych, itp, itd...

Cytuj:
Łuk jak łuk, można coś ubić nawet jeżeli nie jest to mistrzostwo

I znowu. Nie, wcale nie można ubić zwierzyny łukiem z patyka. Na zającu taki strzał nie zrobiłby wrażenia, a co dopiero na sarnie czy jeleniu.

Cytuj:
Czepianie się szczegółów? xD

Niet, czepianie się duuuużych nielogiczności. A, co do miecza jeszcze - to nie cRPG, mieczem nie zapolujesz. Bo niby jak? Dogonisz sarnę i ciachniesz ją ostrzem? Ekhm, powodzenia.

Cytuj:
Postacie są tak zrobione żeby wyrobić sobie o nich takie zdanie, nie widzisz? Skoro sam narrator nazywa ich idiotami i wg :)

Różni są ludzie. Są idioci, są pierdoły, są prawie dorośli ludzie o umyśle kilkulatka którzy polują na zwierzęta łukami z patyków... Ale nie wszyscy nadają się na bohatera książki/opowiadania. Kto by chciał czytać całą książkę z bohaterami takimi jak przedstawionymi tutaj? Bo ja na pewno nie.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 23:00 
Obywatel
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 10 gru 2014, 17:40
Posty: 17
Lokalizacja: Jama Smoka
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Głupoty gadasz. Byłeś kiedyś w lesie o zachodzie słońca? Wyraźnie zaznaczyłeś, że to zachód. Wtedy w lesie słońca nie zobaczysz, nawet gdy nie jest zbyt gęsty. Wiem o czym mówię, praktycznie mieszkam w lesie.


W takim razie wybacz, tu przyznaje Ci rację, bo nie chcę już dłuzej się o to kłócić :) Nie raz byłem w lesie po zachodzie słońca, ale niech Ci już będzie ;)


Cytuj:
OK. Ja jednak miałem na myśli to, że skoro o nią dba, to raczej ją naprawia.


Gdyby tak miało być to pewnie bym o tym wspomniał. :/ Zresztą z opisu jasno wynika, że klepie biede więc za co naprawia? :)


Cytuj:
Że broda w tym wieku rośnie to wiem doskonale, sam obecnie mam siedemnaście wiosen. xD Wiek tego gościa wywnioskowałem z jego zachowania. Ale skoro tak, to szesnastolatek zachowujący się i mówiący w ten sposób jest niedorozwinięty umysłowo, a nie wspomniałeś o tym w tekście. ;d
Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie. Zrobienie łuku to nie "patyk i ścięgno zwierzęce na cięciwe". Takim czymś można najwyżej postrzelać do drzew, a to i tak z marnym skutkiem. By zranić lub zabić tym zwierzynę... niemożliwe w żaden sposób, chyba że dogoni zwierzę i osobiście wsadzi mu ten kij z łuku w rzyć.
Ja także miałem takich łuków w luj, więcej nawet niż dziesięć. Ale to tylko zabawki, łuków nie robi się z patyków, tylko z całych pni, sezonowanych i odpowiednio wyciętych, później naginanych, impregnowanych, itp, itd...


Tutaj się absolutnie nie zgodzę, to o czym mówisz to profesjonalny łuk. Nie wiem co Ty robiłeś za łuki, ale ja robilem takie, że z kumplem sarne upolowaliśmy i to bez problemu (no może presadziłem, ale trafienie było). A zająca to już wg nie ma co gadać, tylko trzeba trafić. Zresztą, ja podałem tylko przykład, że można zrobić NAWET z patyka, nie powiedzialem że tak jest. To było wyolbrzymienie aby podważyć Twoją wypowiedź :) więc...

Cytuj:
I znowu. Nie, wcale nie można ubić zwierzyny łukiem z patyka. Na zającu taki strzał nie zrobiłby wrażenia, a co dopiero na sarnie czy jeleniu.


Już wyjaśniłem. Serio nie wiem jak Ty robiłeś te łuki, ale z całym szacunkiem nie wyszło Ci to za dobrze. Trzeba wiedzieć z jakiej gałęzi zrobić i nawet taki zwykły prowizoryczny jest bardzo groźny, a w średniowieczu to już wg mieli łatwiejszy dostęp do wszystkiego tego typu i wiedzieli o wiele więcej o produkcji łuków niż przeciętny człowiek teraz :) Mówię Ci serio ja jak robiłem takie prowizorki to wystarczyło go napiąć w opór i jak się strzeliło w powietrze to się strzałę z oczu traciło :) Kwestia wprawy.


Cytuj:
Niet, czepianie się duuuużych nielogiczności. A, co do miecza jeszcze - to nie cRPG, mieczem nie zapolujesz. Bo niby jak? Dogonisz sarnę i ciachniesz ją ostrzem? Ekhm, powodzenia.


Miecz nosi się na wypadek ataku rabusi ew do samoobrony w innej sytuacji. Pokaż mi zdanie w którym mówie, że ktoś będzie polował mieczem :P Nie o to mi chodziło, tylko CI wyjaśnilem, że tym mieczem możno coś ubić. Można dobić ranne zwierze bądź się obronić, bo uważałeś, że taki miecz to się nadaje do wywalenia :)

Więc TAK, czepiasz się szczegółów i to bez żadnej przyczyny i potwierdzenia w faktach :) Sam sobie wymyślasz jakieś rzeczy, później mi to piszesz, że niby ja coś takiego powiedziałem, więc... Nigdy nie pisałem, że sarne się wali z miecza ani nic takiego xD Skąd Ty to wziąłęś, nadinterpretujesz fakty lub całkowicie bierzesz coś ze swojej głowy i wplatasz w dyskusje :D NICEEE:P


Cytuj:
Różni są ludzie. Są idioci, są pierdoły, są prawie dorośli ludzie o umyśle kilkulatka którzy polują na zwierzęta łukami z patyków... Ale nie wszyscy nadają się na bohatera książki/opowiadania. Kto by chciał czytać całą książkę z bohaterami takimi jak przedstawionymi tutaj? Bo ja na pewno nie.
[/quote]

To dopiero początek opowiadania :) Powstrzymaj swe konie kolego :D Wszystko mam przemyślane i wszystko się zmieni, uwierz mi :) Spokojnie.

Łuki z patyków... Pisałem Ci już, że podałem przykład z patykiem żeby przez wyolbrzymienie podważyć Twoje zdanie. Czytaj ze zrozumieniem albo daj sobie spokój z dyskusją bo to bez sensu :)

O umysle kilkulatka? Ciekawe jak Ty byś się zachowywał gdybyś nie jadł od kilku dni, błądził gdzieś po lesie w ciemności, nie masz pojęcia gdzie jesteś i nagle Twój jedyny towarzysz mówi Ci, że się rozdzielacie xD Bierz pod uwagę takie fakty jak zmęczenie, głód, strach i wg :)

Tak wg to 17 lat to nie dorosły, tylko jeszcze dziecko, uwierz mi, a przynajmniej w większości przypadków. Dorosły to nie 18 lat. 18 lat to pełnoletni, dorosłość to przedewszystkim samodzielność. Tzn. może być i 15 letni dorosły i może być 20 paru letni dzieciak. [/color]


Ostatnio zmieniony 15 gru 2014, 17:46 przez StrasznyWONSZ, łącznie zmieniany 3 razy
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 23:14 
Srebrny Rycerz
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 15 mar 2012, 19:43
Posty: 1012
Lokalizacja: Kaer Morhen
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Tutaj się apsolutnie nie zgodzę, to o czym mówisz to profesionalny łuk.

Człowieku, co Ty. Łukowi wykonanemu w opisany przeze mnie sposób baaaaardzo daleko do 'profesionalnego'. 'Apsolutnie'. xD

Cytuj:
Nie wiem co Ty robiłeś za łuki, lae ja robilem takie, że z kumplem sarne upolowaliśmy i to bez problemu.

Taaaaak, to bardzo ciekawe. Tell me moar. Bez problemu (i nielegalnie) upolowałeś sarnę łukiem z patyka? Pomijając już to, jakim bezmózgiem trzeba być, żeby dla rozrywki strzelać do sarny, to ani trochę w to nie wierzę. Podejść sarnę trafić ją i zabić takim chałupniczym gówienkiem? Nope, w takie bajki nie uwierzę, powtórzę raz jeszcze.

Wiarygodność Twoich wypowiedzi właśnie dramatycznie spadła, przynajmniej dla mnie.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 23:24 
Obywatel
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 10 gru 2014, 17:40
Posty: 17
Lokalizacja: Jama Smoka
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
Taaaaak, to bardzo ciekawe. Tell me moar. Bez problemu (i nielegalnie) upolowałeś sarnę łukiem z patyka? Pomijając już to, jakim bezmózgiem trzeba być, żeby dla rozrywki strzelać do sarny, to ani trochę w to nie wierzę. Podejść sarnę trafić ją i zabić takim chałupniczym gówienkiem? Nope, w takie bajki nie uwierzę, powtórzę raz jeszcze.

Wiarygodność Twoich wypowiedzi właśnie dramatycznie spadła, przynajmniej dla mnie.




Za gówniarza miało się głupie pomysły. Może i nie jestem z tego dumny, ale co tam. Wierz lub nie, mi na tym nie zależy, mówię jak było i to wtedy nie był taki prowizoryczny łuk tylko już trochę nad nim posiedziałem z kumplem (co nie zmienia faktu, że to był łuk z gałęzi drzewa), zresztą waliliśmy na 2 łuki i nie padła od razu tylko trzeba było ją gonić... Ehh...

Nie to, że podejść :/ łukiem strzelasz na dystans :) xD

I mówię raz jeszcze, nie wiem coś Ty robił, jak to robiłeś i wg po co skoro taki shit Ci wychodził, ale to co ja robiłem to miało naprawdę moc. Zresztą sam mi ojciec opowaidał, że jak za gówniarza robił łuk z kolegami to bratu rękę przestrzelił, jeszcze blizne ma, więc serio jak robiłeś zabawkę z cienkiego patyczka to może i to była lipa. Ale jak umiałeś zrobic to inna bajka.

Brex pisze:
Człowieku, co Ty. Łukowi wykonanemu w opisany przeze mnie sposób baaaaardzo daleko do 'profesionalnego'. 'Apsolutnie'. xD


haha :D co ja napisałem xD


Ostatnio zmieniony 13 gru 2014, 13:59 przez StrasznyWONSZ, łącznie zmieniany 1 raz
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 23:36 
Srebrny Rycerz
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 15 mar 2012, 19:43
Posty: 1012
Lokalizacja: Kaer Morhen
Płeć: Mężczyzna
Człeku, weź ty się naucz robić cytaty. ;d

Cytuj:
zresztą waliliśmy na 2 łuki i nie padła od razu tylko trzeba było ją gonić...

I znów coraz mniej ci wierzę. Sam piszesz, że do sarny strzela się z dystansu. A sarna ma to do siebie, że jak spiernicza, to mało co jest ją w stanie dogonić. Jak więc dogoniłeś ją tak, żeby strzelić raz jeszcze i zabić? Poza tym sarna zawsze będzie w pobliżu lasu. I zawsze do niego spiernicza w razie czego. Coś mi się nie widzi, byś dał radę dogonić leśne zwierzę w jego naturalnym środowisku.
W ogóle, załóżmy, że dogoniłeś sarnę na odległość strzału. Zanim napniesz cięciwę i wycelujesz, zdąży ona uciec jeszcze dalej.

Cytuj:
Zresztą sam mi ojciec opowaidał, że jak za gówniarza robił łuk z kolegami to bratu rękę przestrzelił, jeszcze blizne ma,

Widzę, że umiejętność bajkopisarstwa jest u ciebie rodzinna.

Cytuj:
to co ja robiłem to miało naprawdę moc.

Tak? Mówisz, że robiłeś to za gówniarza. Ile miałeś wtedy lat, hm?
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 11 gru 2014, 23:50 
Obywatel
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 10 gru 2014, 17:40
Posty: 17
Lokalizacja: Jama Smoka
Płeć: Mężczyzna
Brex pisze:
Człeku, weź ty się naucz robić cytaty. ;d


Umiem, ale mi się nie chce :P


Brex pisze:
I znów coraz mniej ci wierzę. Sam piszesz, że do sarny strzela się z dystansu. A sarna ma to do siebie, że jak spiernicza, to mało co jest ją w stanie dogonić. Jak więc dogoniłeś ją tak, żeby strzelić raz jeszcze i zabić? Poza tym sarna zawsze będzie w pobliżu lasu. I zawsze do niego spiernicza w razie czego. Coś mi się nie widzi, byś dał radę dogonić leśne zwierzę w jego naturalnym środowisku.
W ogóle, załóżmy, że dogoniłeś sarnę na odległość strzału. Zanim napniesz cięciwę i wycelujesz, zdąży ona uciec jeszcze dalej.


Musiałbyś to zobaczyć bo trudno to opisać. To było koło lasu, wysłałbym Ci zdjęcie, ale już się tam wszystko pozmieniało bo to było dawno. Wiem, że sarne trudno dogonić :P Biega trochę szybciej niż człowiek xD Ale jak się zatrzyma na chwilę, a sarny tak robią, że nie biegają non stoper tylko czasami przystają i akurat wtedy dostaje strzałą i zaczyna spieprzać a my ją dopiero po trafieniu gonimy to inna bajka. Nie trafiliśmy jej już drugi raz bo zostawiliśmy łuki i biegliśmy za nią. Zresztą co się będę rozpisywał xD Wierz lub nie, mówię jak było. Nie zależy mi zbytnio żebyś mi wierzył :P więc wiesz :)


Brex pisze:
Widzę, że umiejętność bajkopisarstwa jest u ciebie rodzinna.


Synek, o mnie możesz mówić co chcesz, po mnie tam spływa, ale niektore tematy należy omijać, szczególnie jak się nie znasz na danej sprawie. Jak człowiek się wychował na wsi to był bardziej życiowy, szczególnie, że to były bardzo ciężkie czasy, tak mój ojciec był i jest dalej pomysłowy i złota rączka z niego więc umie to i tamto zrobić. Więc skoro się nie znasz, nie znasz człowieka to nie wypowiadaj się, szczególnie w taki sposób i to o ojcu drugiego człowieka :/



Brex pisze:
Tak? Mówisz, że robiłeś to za gówniarza. Ile miałeś wtedy lat, hm?


Nie pamiętam, coś koło gimbazy


Dobra, oficjalny koniec tego, bo zaraz zaczną się sypać hejty, a tego nie chcę. Nic do Ciebie nie mam. Dziękuję bardzo za wyczerpującą rozmowę i za podsumowanie mojego marnego dzieła :) Serio mi pomogłeś, z przecinkami mam problem bo jestem dyslektykiem i nigdy nie wiedziałem gdzie ich używać tak do końca, więc za to przepraszam, ale robię co mogę. Co do literówek i innych drobnostek to postaram się poprawić. Dziękuję raz jeszcze, miło mi, że komuś się to chciało przeczytać. :) Pozdrawiam bardzo serdecznie
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Własne opowiadanie. Nagły przypływ weny.
Post: 12 gru 2014, 07:32 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3461
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
A ja bym w tej chwili prosił o zmienienie koloru czcionki zielonej na czarny, bo raz, że jest mocno dający po oczach i bez zaznaczenia ciężko czytać, a dwa, że pisanie w innym kolorze, o ile nie jest jednorazowe i najlepiej mające na celu jakieś wyszczególnienie części tekstu - jest zadeklarowane dla moderacji i administracji forum.

Przeczytam później, jak dojadę do domu, wtedy się wypowiem.

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 28 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron