Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 21 lip 2018, 18:43



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Historia Bestiarium - Z Życia Mieszkańców
Post: 26 kwie 2014, 00:29 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Ruszyła inicjatywa "Wieczór Opowieści". Wiecie, co to jest? To odpoczynek po ciężkim przepracowanym dniu, ochłonięcie od stresu i zwyczajny relaks - zwyczajny, ale jakże przyjemny. A odpoczynki sprzyjają wspomnieniom. Każdego dnia późnym wieczorem każdy ma okazję podzielić się swoimi wspomnieniami, tymi miłymi, tymi niemiłymi, śmiesznymi, strasznymi... jakimi tylko chcecie, i tylko na naszym forumowym ChatBoxie. Bo ten czas, ten wieczór, to wehikuł czasu zabierający nas wszystkich w cudze żywota, aby się lepiej poznać. Ku chwale miłej atmosfery i zgodnej społeczności forum... niechaj opowieści płyną!! Płyną, hen, dalekoooo!!!

25 kwiecień 2014 roku:
TEMAT GŁÓWNY: Blizny... na ciele i na duszy.


BAJARZ: Ceallach

Cytuj:
Parasolką W Oko:
A mówiłam wam, jak koleżanka wsadziła mi parasolkę w oko? XD
WIENC. To było jak byłam mała, jakoś okres przedszkola mniej więcej. Poszłam sobie z koleżanką i kuzynką na dwór. Padało, ale było ciepło, wzięłyśmy parasolki, gumofilce i chlapałyśmy się w kałużach. No i ja wymyśliłam, że będziemy się tak kręcić z tymi parasolkami. No i kręciłyśmy się tak i kręciłyśmy, wtedy koleżanka wpadła na mnie i dowaliła mi z tej parasolki w głowę. Na moje nieszczęście jej parasolka była trochę nie teges i wystawały z niej druty. Takiego jednego druta wsadziła mi w oko xD. No, znaczy nie w oko dokładnie, bo bym go już nie miała. Kilka milimetrów nad okiem XD. No to ja w ryk, koleżanka też, uciekła do domu, ja pobiegałam z kuzynką do mnie. Krew ciekła ze mnie okropnie. Na szczęście do mojej świętej pamięci babci przyjeżdżała wtedy pielęgniarka i oko mi opatrzyła :). No i koleżanka ta się potem nie odzywała przez miesiąc bo się bała :D. Ale potem psiapsiółkami byłyśmy. A bliznę mam do teraz. KONIEC, DZIĘKUJĘ, PROSZĘ O BRAWA.


BAJARZ: Szoklett


Cytuj:
Okiem W Wannę:
To był śliczny dzionek. Matula zawołała mnie do łazienki, żeby mi zdjąć koszulkę, którą uwaliłem czekoladą.
I jak już wychwyciła mi tę koszulinę i wyciągnęła w górę. Pociągnięty odruchem poleciałem głową w dół. Wprost na krawędź wanny. I rozgruchotałem sobie oko. I leciała mi krew, od której prawie mama dostała zawału. I zatamowane miałem oko. Ponoć po twarzy mi leciała ta krew i wgl.


BAJARZ: Dragoneon

Cytuj:
Dawid I Goliat:
To teraz posłuchajcie mojej historii...
O tym jak byłem...
...GOLIATEM! A Dawidem był mój brat xD
Dobra, małe szury z bratem byliśmy... za gunwiarza to ja nie kompy i gierki, ino wieś, łąki i pola...
I sobie leżałem na takiej skarpie, gdzie zawsze lubiłem się bawić, bo tam dużo trawy i robaczków było... xD. I sobie leżę, tak leżę, zmęczony po radosnym bieganiu gdzieś tam...nie pamiętam już gdzie xD. I przyszedł mój brat... i tak jakby od niechcenia czapnął z pola kamień wielkości... dorodnego jabłka xD. I tak jakby od niechcenia rzucił prosto we mnie... Dostałem centralnie w czoło... 2 centymetry w lewo albo w prawo nie miałbym oka... Krew to lała mi się strumieniami po całej twarzy, nie widziałem drogi, jak zapieprzałem do mamy z rykiem "RATUJ"! Od tamtej pory rodzice się śmieją, że mój brat był Dawidem (bo młodszy i mniejszy xD), a ja byłem Goliatem XDDD TADAM.


BAJARZ: Kraken

Cytuj:
Atak Plugawców:
Dzień był słoneczny... Szedłem sobie i czytałem książkę o amuletach, Tuwima... Aż tu nagle wyskakuje straszliwe monstrum, wyglądające jak mutant Biebera i Adamczyka... Pokraczne to jakieś było i tak źle na mnie łypało... no nic idę dalej. I nagle widzę takie, wielkie ramię zastępujące mi drogę. Ni w te, ni wewte, bo za mną pojawia się drugi przedstawiciel tego plugawego gatunku. I zaczyna się diss...
- "No co tam, satanisto?" pada pytanie. Pada odpowiedź w formie "Ch** ci w d**ę" po łacinie...
- "Coś ty do mnie powiedział?" pada miłe pytanie. Pada odpowiedź w formie "spłoń" po angielsku.
Już widzę to pięść szybującą w moim kierunku... aż tu nagle pojawia się moje wybawienie w formie... pana od plastyki, o wdzięcznym nazwisku Kloc. I się rozeszło plugastwo, a ja powróciłem do lektury. Ale ten "satanista" wyrył mi się w duszy... na zawsze... Koniec.

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 kwie 2014, 01:05 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
28 kwietnia 2014:

TEMAT GŁÓWNY: Trochę smutno, trochę straszno... głównie straszno ;)


BAJARZ: Ceallach

Cytuj:
Przepis Na Watę Cukrową:
U nas na wsi czasem przyjeżdżają ludzie i coś sprzedają. Wśród nich był taki koleś co watę cukrową robił. Byłam malutka, nie wiem dokładnie ile lat miałam, ale stawiam na jakieś przedszkole czy coś. No i przyjechał ten koleś z tą watą. Jak zobaczyłam, to tak długo błagałam mamę, żeby dała mi kasę, że w końcu mi ją dała i pobiegłam do niego. Ale niestety, na moje wieczne nieszczęście, on już składał swój sprzęt do samochodu. Jak siedział w samochodzie, to ja do niego podbiegłam i podekscytowana się spytałam, czy mógłby mi zrobić jedną. A on do mnie, że niestety już złożył sprzęt i że jest za późno. Ale może mi dać przepis, jeśli chcę. No to ja szczęśliwa, że będę miała przepis i będę mogła robić masę waty, odpowiedziałam mu, że chcę. A on odwrócił się, pogrzebał coś w samochodzie, odwrócił się znowu do mnie i rzucił we mnie papierkiem od paczki papierosów mówiąc "Proszę". Potem on aż zanosił się od śmiechu, odjechał, a ja stałam i ryczałam w głos xD. Koniec. Brawa poproszę.


Cytuj:
Tajemnice Śpiączki:
W wypadku, w którym zginął mój ojciec, był z nim taki koleś. Dalszy sąsiad trochę. Spał podczas tego całego wydarzenia, bo jechali do pracy. Nic bardzo poważnego mu się nie stało, jednak był w śpiączce przez kilka dni. Po jakimś czasie, gdy już się wybudził i zaczął ogarniać, zaczął opowiadać, co widział, podczas gdy był w śpiączce. Niby nic takiego, ale jednak coś. Mówił, że stał w ogromnej kolejce. Nie widział początku ani końca, właściwie to nie wiedział po co tam jest. Niby nic takiego, ale jednak coś. Mówił, że stał w ogromnej kolejce. Nie widział początku ani końca, właściwie to nie wiedział po co tam jest. No i wtedy się obudził. Co o tym sądzicie?


Cytuj:
Koleś W Kapturze:
W sumie... To nie jest moja historia. Mariczka mi ją opowiadała. I nie dotyczy strasznych rzeczy w sensie, duchy i takie tam, tylko o ludzi chodzi. No więc opowiadała mi, że wracała do domu po jakimś spotkaniu ze znajomymi. Zawsze ją ktoś odprowadzał, ale powiedziała że pójdzie sama tym razem. Bo ona mieszka w takim kijowym miejscu. Niby Dzierzgoń, niby miasteczko, ale mieszka na obrzeżach. Od ostatniego osiedla, w którym jest jakiekolwiek oświetlenie, do jej osiedla jest jakieś 100 metrów ulicy i chodnika obok. A po bokach pole i działki. Było już dosyć późno, ona właśnie zbliżała się do tej ciemnej drogi. Naprzeciwko szedł sobie jakiś koleś w kapturze. Nie byłoby w tym nic dziwnego, no bo ludzie chodzą tak, ale koleś zatrzymał się kilka metrów przed nią, a gdy go minęła, odwrócił się i zaczął iść za nią. Mówiła, że za nic w takiej sytuacji nie przeszłaby tego ciemnego odcinka xD. Więc skręciła na przejście dla pieszych, poszła na te osiedle ostatnie i w sklepie kupiła doładowanie. Zadzwoniła po mamę i po nią przyjechała xD.


BAJARZ: Potępiony

Cytuj:
Zaczęła Się Pluć:
Otóż w gimie na j.polskim jakoś pewno przed wakacjami to było bo mieliśmy temat cos w stylu "bezpieczeństwo na wakacjach/imprezie" i babka opowiadała, żeby uwazać na dyskotekach. Coś tam mówiła, że jej znajomy kiedyś był i dostał pigułę do drinka i obudził się zgwałcony i teraz jest starym samotnym gejem. Oczywiście nie zczaiłem, że jest cicho w cholere i powiedziałem "widać się spodobało". Jak się zaczęła pluuuuć. Ale wgl ona miała ze mną problem jakiś. Ocen mi nie wpisywała, a na koniec roku 10 jedynek bo ileś prac nie napisanych. Wracam do domu a w szufladzie wszystkie prace na 4 i z jej podpisem.


BAJARZ: Dragu

Cytuj:
Łysa Lalka:
Był to ostatni dzień wesela mojego brata. Wróciliśmy do domu, pozwoziliśmy rzeczy, posprzątaliśmy dekoracje. Standardowo było więcej jedzenia niż gości i niewyciągnięte nawet na stół mięsiwa, itp. wzięło się do zamrażalek obu, już powiązanych, rodzin. Ale by pójść dalej, muszę przytoczyć fragment z pierwszego dnia. Mianowicie, gdy jechaliśmy do panny młodej, po drodze zatrzymywali nas różni ludzie. W tym pielgrzymka i goście czekający na zupełnie inne wesele, którzy pojechali za nami z klaksonem od tira xD. Pan młody za alkohol dostawał upominki, kwiaty, miśki pluszowe i... tą... chrzanioną... umorusaną jakąś sadzą... łysą lalkę... Tę otrzymawszy, ja jako świadek, albo i brat od razu, któryś z nas wrzucił ją do bagażnika, z którego później wyładowywano wszystko w jego aktualnym mieszkaniu, choć mnie przy tym nie było. Zatem... Już po weselu, gdy atmosfera hucznych zabaw opadła, biegałem tak sobie ze swojego piętra do piwnicy, nosząc jedzenie do zamrażalnika, lub w innym celu w tym samym kierunku. Wyobraźcie sobie moją klatkę schodową: Gdy wejdziesz przez drzwi frontowe, to tuż przed sobą po prawej masz drzwi, a za nimi krótkie schodki do piwnicy. Po prawej są schody na górę. Nad głową jest wykrywacz ruchu, który włącza światło w tym samym miejscu, nad drzwiami po stronie wewnętrznej. Wygodne, bo gdy schodzisz na dół, to w połowie ostatnich schodów przed wyjściem światło włącza się natychmiastowo. Zatem schodzę po tych schodach niosąc przed sobą dość sporo różności. Światło się włączyło, otwarłem sobie drzwi do piwnicy po prawej stronie, gdybym wchodził z dworu. Zostawiłem co przyniosłem, wracam. Otwieram te drzwi, które dzielą wejście od piwnicy. Światło włącza się. Idę na górę, ale chwila. Sprawdzę czy drzwi wyjściowe są zamknięte, bo godzina późna. Odwracam się. Światło włącza się ponownie. U progu drzwi, w miejscu koło którego przeszedłem przed chwilą trzy razy, siedzi oparta o nie osmolona łysa lalka z głową zwróconą w moim kierunku. Wyobraźcie sobie ile pytań pojawiło się w mojej głowie, gdy 5 minut patrzyłem na nią w bezruchu sprawdzając, czy ona się nie poruszy. To tyle xD.


Cytuj:
Nietypowy Bigos:
Wyobraźcie sobie taką sytuację... Siostra mojego kumpla bierze udział w imprezie. Jakaś dziewczyna wstała w środku nocy, lekko przyćmiona, i wyszła do toalety. Nie było jej trochę, więc jak wróciła, to ktoś ją zapytał co robiła, a ona na to, że bigos jadła. Na dodatek bigos ten ponoć miał nietypowy smak, ale zjadła cały. Wiecie co? Nikt na tę imprezę nie przyniósł bigosu... Wniosek wyciągnijcie sami :D. "Nie wszystko złoto co się świeci" i nie wszystko bigos co czerwone i w półmisku :D.


Cytuj:
My Pressiousssssssssss:
A skoro już w takim temacie jesteśmy, to krótko przytoczę jednak drugą opowieść :D. Mianowicie, w sylwka mój kuzyn zebrał się z paroma znajomymi i zrobili huczną imprezę. Gdy obudził się nad ranem miał fajny widok xD. Wiadomo, pobojowisko było, ale jeden kolega zniszczył system. Ów chłopak leżał w swoich wymiocinach i przez sen zamaszystymi ruchami rąk podgarniał je sobie pod głowę, niczym poduszkę. My pressiousssssssssss... :D. To tyle xD.


BAJARZ: Dragoneon

Cytuj:
Piekiełko:
Dobra, to było jakieś półtora roku temu. Byłem u swojej dziewczyny, gdzie wraz z nią, z jej bratem i dziewczyny jej brata (xD) zrobiliśmy sobie horrorowy seans :). Oglądaliśmy głównie The Grudge, Dead Silence i coś tam jeszcze, w każdym razie epicko xD. I przyszła pora na powrót do domu. Poszedłem na Latoszkę, którą miałem o 23 coś ostatnią chyba. Wysiadłem w Piasecznie, skąd mam 3 kilometry pieszo polną drogą do domu. No i idę sobie, idę... bezgwiezdna noc, księżyc wali po oczach. I podczas tej trasy zawsze muszę minąć takie miejsce, które wszyscy nazywają "Piekiełkiem". Jest droga, a obok ogromny dół z takim małym bagienkiem w centrum i gdzieś na zboczu ruiny domku są. I akurat się tak trafiło, że idę obok tego "Piekiełka", wciąż mając w głowie schizy z horrorów, i nagle coś wyskoczyło z krzaków i przecięło mi drogę. Normalnie stałem pół godziny w miejscu i miałem wrażenie, że mi włosy (a miałem długie wtedy xD) stanęły mi dęba i przebiły kaptur na głowie xD. To wszystko, dziękuję xD.

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 kwie 2014, 20:59 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
W sumie imprezowych opowieści mogłeś im oszczędzić. xD

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 30 kwie 2014, 18:02 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
29 kwietnia 2014:

TEMAT GŁÓWNY: Trochę na trzeźwo, i trochę na nietrzeźwo.


BAJARZ: Slayzee

Cytuj:
Lubią Spadź:
No wienc. Mój kuzyn pracuje w aptece. Ma tam ogólnie fajną atmosferę, taki luzik. Przychodzi raz jego szef i mówi, że znalazł jakiś preparat ze spadzią, i może by się napili, bo on lubi spadź :D. No i... zaczęli sobie to spijać. Zasmakowało, więc pijo, pijo... i nagle patrzą na opakowanie, patrzą, a Tam napis: "Wlewka DOODBYTNICZA" XDDDDD Jakieś pół godziny potem przyszła jakaś klientka, a oni akurat mieli takie gazy po tej wlewce, że... xD


BAJARZ: Dragoneon

Cytuj:
Bo Drzewo Nie Chce Puścić...
Wyjawię Wam jeden z wielu odpałów, jakie zrodziły się podczas mojej znajomości z Draghanem :). Otóż za dzieciaka ja dość często bywałem u Draghana. A jak były wakacje to niemal codziennie XD. I pewnego słonecznego dnia strasznie nam się nudziło, więc postanowiliśmy połazić po drzewach. Może nie opowiem tego tak dokładnie, bo nie pamiętam wszystkich szczegółów (to było dawno), ale najważniejsze Wam sprzedam. Upatrzyliśmy sobie takie jedno drzewo, którego konar rozdzielał się na dwoje w pewnej wysokości od ziemi. A i to drzewo na skarpie rosło, warto zaznaczyć xD. I nie pamiętam teraz, czy my właziliśmy na to drzewo i akurat schodziliśmy, czy Draghan próbował dopiero wejść na drzewo, ale mu nie wyszło xD. Ale chyba schodziliśmy. Ja zlazłem z drzewa bez problemu, bo wyższy jestem/byłem od Draghana i miałem dłuższe nogi xD. A Draghan jakoś tak dziwnie wsadził jedną stopę między te dwa rozgałęzienia, a drugą ledwo postawił na ziemi... I się tak telepie i szarpie, na czubku buta się utrzymuje, woła do mnie: "Rafał, pomóż! Ratuj!!" A ja co? A ja jak najlepszy przyjaciel, zacząłem się kulać po ziemi i ryczeć ze śmiechu XDD. Ale w końcu ze łzami w oczach jakoś go poratowałem XDD. TADAM.


BAJARZ: Metaldragon

Cytuj:
Łapucap... Cycołap:
Wjenc cała historia działa się w gimnzajum, kiedy byłem małym, słodkim i głupim gimbuskiem. Miałem wtedy takiego kumpla (z którym w sumie trzymam się do dziś) i razem wpadaliśmy na naprawdę idiotyczne pomysły, chyba tylko brak kamer w szkole ratował nas przed konsekwencjami. Miałem taką znajomą... bardzo dobrze uposażoną, że tak powiem. I ten kumpel wpadł na pomysł pewnej GENIALNEJ gry. Otóż, zachodzimy ją od dwóch boków, odliczamy do trzech i CAP za cyca xD! Metaldragon
Ile razy ja wtedy w klejnoty dostawałem, ała... xD. Piękne czasy :').


Cytuj:
Braterstwo Krwi:
Wjenc. Wiadomo, imprezka. No i generalnie tak jak na początku się pilnowaliśmy, tak potem już leciały shot za shotem ("Za Wielką Polskę nie wypijesz?!" XD) i była masakra. Chaos i wgl. No, w każdym razie wynikła jakaś taka sytuacja, że poszliśmy z przyjacielem do jakiegoś pokoju i pomyśleliśmy "A, zrobimy sobie braterstwo krwi". Nieszczęściem, mieliśmy przy sobie scyzoryki. No i się kuwa tniemy. Przyjaciel dał radę, u mnie jakoś to nie szło. No to ten mówi "Daj, ja ci to ciachnę!". Ciachnął. Braterstwo zawarliśmy, z pokoju wyszliśmy. Pani gospodarz na widok mojej okrwawionej ręki wrzuciła mnie dosłownie do kibla XD. Było śmiesznie, witałem Nowy Rok przyciskając papier toaletowy do rany <3. Dodam, że to gunwo mi się chyba blisko dwa tygodnie goiło, piękna blizna została, jest już legendarna w moich kręgach xD.


BAJARZ: Draghan

Cytuj:
Ludzio-Pies:
Swego czasu dużo jeździliśmy z Dragonem rowerami. I gdzieś jakoś tak jeździliśmy... i zajechaliśmy do Piaseczna, to najbliższa wioska tam od nas. Chyba byliśmy w sklepie, ale to tam nieważne. I wracamy z tego Piaseczna... Wybraliśmy alternatywną ścieżkę... I tam był taki moment, że było strasznie z górki i strasznie pod górkę. To zsiadamy w końcu z rowerów... a przy drodze stał wóz. Taki od konia. Wiecie, taka furmanka :D. Wóz od konia, ale czy koń tam był, to nie pamiętam :P Anyway - zbliżamy się do tego wozu... i paczymy, a tam nogi spod niego wystają. Nogi stylowo obute w niezbyt czyste filcaki, pragnę dodać. Sobie myślimy - normalna sprawa. Coś się uje*ało, to gościu naprawia :). Zbliżamy się bardziej... I jak już przechodziliśmy tuż, tuż obok... to gościu wyskoczył spod tego wozu i nas... obszczekał ;]. Jak pies XD. Do dziś nie wiem, czego się wcześniej nawąchał XD.


BAJARZ[E]: Duecik Draghan - Dragoneon ;)

Cytuj:
Deszczowy Grill:
- [Draghan] - Miało być ognisko wieczorkiem, a wyszedł grill. W środku nocy. W ulewie. I nawet chyba moja młodsza siostra była, ale nie do końca pamiętam ;]. W każdym razie chyba ją odprowadziliśmy później do domu i dalej poszliśmy... ucztować, ale kurde. Dragon, nie pamiętam tego za bardzo.
- [Dragon] - No żeśmy ucztowali piwkami, z kumplem rozgadaliśmy się o tematy okołogrowe.
- [Draghan] - Wiem, że od tamtej pory do wódki się nie zbliżam. W ogóle nie mogliśmy rozpalić tego piep**onego grilla ;]. Bo lało deszczem ;].
- [Dragon] - Nom. Ale to było wcześniej jeszcze xD. Anyway - Skończyły się piwka, to czas przyszedł na wódkę - wiśniową Soplicę, która stałą u mnie cały ruski rok. Tylko, że Draghan wypił ociupinkę i podziękował, a ja w gardło dalej xD. I potem jak przestało padać, się wybraliśmy na spacer, ja wymiotowałem po drodze, a rano jak wyglądałem, Draghan?
- [Draghan] - Kurde, wypiłem ociupinkę mniej od Ciebie, a nie ociupinkę. Wypiłeś jedną kolejkę więcej :D. A rano nie wyglądałeś xD.

BAJARZ: Ceallach


Cytuj:
Kocham Legolasa:
Ok, wienc. Historia dotyczy mojej kuzynki. Zawsze się z niej nabijałam przez to, a ona się wściekała xD. Ale to nic, i tak opowiem. Bo jak byłyśmy mniejsze... I był szał na Władcę Pierścieni... No to my oczywiście dołączyłyśmy do tej mody. Ale o film chodzi. Bo na takie książki to byłyśmy jeszcze za małe. No i wiadomo, wzdychałyśmy do przepięknego Orlando Blooma, Legolasa, cudownego elfa. No i kiedyś, któregoś razu, gdy po raz setny się nim zachwycałyśmy, ona nagle się rozpłakała. To się pytam, o co jej chodzi. A ona odpowiedziała, że ona kocha Legolasa. I kocha go tak mocno, że ona chyba nigdy w życiu nikogo już nie pokocha. I boi się właśnie tego, że nie będzie mogła z nikim już nigdy być. Taka nieszczęśliwa miłość ;____;. Koniec :).


Cytuj:
Ciuchcia:
Więc to były czasy gimbazy, wczesnej gimbazy, piłam może jakiś trzeci raz w swoim życiu. Zrobiliśmy sobie grilla u nas w Bruklinie. Było jakieś... 15 osób może. No i oczywiście, jak ja to miałam od samego początku mojej przygody z procentami, wypijałam wszystko najszybciej. No więc jak nietrudno się domyślić, szybko stałam się nietrzeźwa xD. Było całkiem śmiesznie, bo przyszła moja mama, a że ja byłam najmłodsza ze wszystkich, to najpierw się pytała gdzie ja jestem. A że już średnio ogarniałam, to siostra z kuzynką schowały mnie gdzieś na tyłach garażu i tak sobie tam siedziałam cichutko... Mama przyszła i wszyscy mówili że nie wiedzą gdzie jestem. Żeby nie zobaczyła mnie w takim stanie, heh. Potem wpakowałam się kolesiowi o ksywce Pociąg na kolana i mówiłam do niego "Ciuchcia". Było śmiesznie. Koniec.
Potem koleżanki mi przynosiły takie magnesy na lodówkę z Danonków w kształcie ciuchci xD.


BAJARZ: Dragu (Gratis z 28 kwietnia 2014 roku ;))

Cytuj:
BU!:
Kiedyś, w trakcie imprezy rodzinnej, mała jeszcze kuzynka biegała po całym mieszkaniu. Podbiegała do każdego, kogo napotkała po drodze i krzyczała do niego "BU!" próbując wystraszyć. Obiegła tak już praktycznie całe mieszkanie i wreszcie dotarła do mojego pokoju. Pech chciał, że brat mój stał na środku i o czymś ze mną rozmawiał. Tak więc młoda podbiega do niego i "BU!". Ten spojrzał na nią z góry, gdyż sięgała mu do pasa, i warknął "BU!" w odpowiedzi. Młoda tak się zlękła, że przez ponad rok go unikała, jak nie dłużej. Wspomnienia dyktują mi 5 lat, ale to raczej nie jest możliwe.

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 18 maja 2014, 22:48 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
2 maja 2014:

TEMAT GŁÓWNY: O wypadkach & O snach & O relacjach międzyludzkich xD


BAJARZ: Dragu

Cytuj:
Potańcówka Z Gwoździem:
Jak się było szczylem, to się łaziło po różnych rupeciarniach, drzewach, rzekach, łąkach, itp. Tak samo było u mnie, nie byłem od bajtla przyczepiony do komputera podtrzymującego moje życie, gdy wszystko zależne jest od tego jak mi net działczy xD. Zatem jako dziecię zdrowo zażywające powietrza (teraz nauczyłem się, że wystarczy okno otworzyć i se powdychać :O), bawiłem się "grzecznie" z sąsiadami i sąsiadkami xD. Biegało się po dachach, bawiło się w chowanego po drzewach i bardzo wąskich przejściach za garażami, itp. Ale najfajniejsze były rupieciarnie :D. I tak pewnego dnia bawiąc się z sąsiadem chodziliśmy po dechach na dalszej części jego podwórka. Jak to szczyl zdzierając co chwilę to kolejną parę obuwia, zazwyczaj brało się "przeterminowane" sympatycznie trącące gumą trampki z WFu, lub nowe kupione specjalnie ku chwale zabaw na dworze. Kolor standardowo niebieski, bo wtedy nie liczyło się wybrzydzanie, liczyła się przygoda odbyta z nimi na stopach. Biegamy sobie po tych rupieciach i dechach, jest gorąco jak w Afryce, ale nagle... Co jest? Jest chłodniej tak jakoś. Niby fajnie, że chłodniej, ale jakoś tak nieprzyjemnie i jakby w nogę. Patrzę na buty. Hmm... Rozkminiam, dedukuję, paczę. Jeden jest granatowy, a drugi bordowy... Moment... Podnosząc stopę w bordowym buciku czułek każdą, nawet najdrobniejszą grudę rdzy, która przez lata zgromadziła się na przeszywającym mi stopę długim gwoździu. Jak grzeczne dziecko zdjąłem stopę z nieswojego gwoździa. Spojrzałem na kolegę i rzuciłem pierwsze co przyszło mi do głowy. "O! Chyba ktoś mn...ie wołał. To ja lecę, do zobaczenia!" zająknąłem się. Wróciłem do domu, cichutko przeszedłem jak gdyby nigdy nic do łazienki przemierzając cały korytarz. W łazience zdjąłem bucik, zakrwawiłem ze dwa ręczniki (nie mówiąc o jezdni > kamieniach na podwórku > chodniku > schodach przez dwa piętra i dywanie na nich > korytarzu do łazienki). Mama zaciekawiona po chwili weszła do łazienki i widząc jak sobie łapkę myję przeraziła się niesamowicie, bo gwóźdź bodajże lekko przebił już skórę z drugiej strony, nim zdjąłem z niego stopę. Lament, płacz, jezusowanie. Dobrze, że ochrzanu nie dostałem, a przynajmniej nie za ciężkiego. XD A wiecie co? Nie mogę nawet blizny znaleźć. Gdzie nam przepadła ta epickość z dzieciństwa? Jakieś pół roku temu przychrzaniłem nogą w telewizor na podłodze i do dziś mam taką ciemną plamobliznę. XD Może jak sobie nogi opalę na słońcu, to zejdzie ze skórą pod opaleniznę. XD


Cytuj:
Drapieżne Pufy:
W pokoju zamiast krzeseł mam pufy. Co to jest pufa, wie każdy (chyba, że żyje pod kamieniem, ale to już nie mój problem ). :P Zawsze owe pufy mają swoje strategiczne położenie w pokoju, które nawet obudziwszy się o 3 w nocy jestem w stanie ominąć z pamięci. Jednakże... Nie gdy ktoś ponaglająco woła mnie z drugiego pokoju... Istnieją dwie teorie. Albo wyłączają mi się wszystkie systemy samoobronne i programy ostrzegawcze... albo... one czyhają na moje życie, gdyż przy niczym tyle orłów nie wywinąłem co przy tych drapieżnych bestiach. Oo Ich materiał siąknie krew mych nóg, mówię Wam xD! I tak powstała teoria o tym, że pufy w moim pokoju czyhają na moje życie xD


BAJARZ: Dragoneon

Cytuj:
Chciało Się Mieć Neta:
Gdy się przeprowadziłem do Gdańska, najpierw musiałem sobie ogarnąć kilka rzeczy w moim nowym pokoju... Ustawienie kompa, ogarnięcie się z rzeczami takie tam duperele... no dobra, postawiłem komputer koło okna w rogu. Było git." Za jakiś tydzień niecały jeden z lokatorów ogarnął nagle, że nie mam internetu wgl, i się zapytał czy nie chcę się podłączyć do ich sieci. Ja mówię: "no jasne". Zrobiliśmy dziurę w ścianie, puściliśmy kabel, ale tak wyszło, że kabel nie był zbyt długi, i musiałem przestawić komputer. Nie ogarnąłem, że jest podłączony do prądu, ale spoko przestawiam go sobie na drugą stronę biurka, pod okno. A pod oknem był kaloryfer. I właśnie podłączałem kabel sieciowy, gdy przez przypadek przytknąłem kopputer do grzejnika... Jak błysnęło mi prosto w oczy (bom się schylał akurat), dym poszedł, zwarcie zrobiło, całe mieszkanie nie miało prądu. Myślę sobie, co jest grane... patrzę, monitor spalony. A w ściance od jednostki centralnej taka osmalona dziura została xD. Okazało się, że w uziemieniu był prąd, a nie powinno go tam być. Jak bym przez przypadek dotknął tego bolca co w gniazdku jest, kopło by mnie ino by zagwizdało xD.


7 maja 2014:

BAJARZ: Dragu

Cytuj:
Mix Dream Łotafak xD:
To było bodajże w ostatnim kwartale roku 2011. Pierwsze, co w tym śnie zapamiętałem, to robienie sobie razem z kimś jaj z policji. Udawaliśmy z jakimś kumplem, że majstrujemy we własnych samochodach, a jak nas zauważyli, to udawaliśmy, że śpimy. Gdy nas sprawdzali nie mieli dowodów zbrodni. Po takiej akcji wyszliśmy z garażu, w którym tak kombinowaliśmy. Była to prawdopodobnie Częstochowska politechnika. Dziwnym trafem miałem przy sobie granat "na wszelki wypadek"... Oo
Gdy zaczęły się problemy, owych policjantów bodajże zabili jacyś dwaj goście z balkonu nad nami, po czym mój towarzysz i jeden z tej balkonowej dwójki zbiegli. Co działo się później? Zaczęliśmy na siebie polować - ja i ten, który pozostał na balkonie. Na miejscu wydarzeń pojawił się jakiś telefon, który niby był solidnym dowodem zbrodni. Nosiłem go zawiniętego w jakiś paragon, by nie zostawić swoich odcisków. Dlatego mnie ścigał, chciał mnie wrobić. Zabij, albo daj się zabić. Po dłuższym pościgu zakradłem się do jego mieszkania z "wymyśloną" (gdyż była to nieznana mi osoba odgrywająca daną rolę we śnie) małą siostrą, albo kuzynką. W jego mieszkaniu zastałem z kolei jego siostrę, która łaziła za mną i cały czas o coś wypytywała. Wdarłszy się do środka, ukryliśmy się za poręczą przy schodach, pod jakimś wiszącym na niej ozdobnym okryciem. Schody rozwidlały się i prowadziły na górę w dwóch kierunkach. Owa "kuzynka" ma snowa miała tendencję do dziwnych reakcji, gdy czuła, że ktoś się zbliża. Postanowiłem na to postawić, i gdy zareagowała, wyskoczyłem spod okrycia. Jednakże kuzynka zareagowała na zbliżającą się siostrzyczkę mego wroga, a on sam stał już za mną z bronią. *luka w snowej pamięci* - w jej trakcie albo się poddał, albo pozbawiłem go przytomności. Kuzynka gdzieś zniknęła, jak zbędny NPC, a my w trójkę z jego siostrą przebywaliśmy w kuchni. I tu zaczęło się robić dziwnie... Nie zważając na to, że przed chwilą znokautowałem jej brata, dziewczynka zaczęła przygotowywać sobie posiłek, kroiła jakieś warzywa. Dając się ponieść spokojnej atmosferze opowiedziałem jej co się w ogóle dzieje i co to za telefon, a ta usłyszawszy opowieść złapała urządzenie za nic mając sobie moje ostrzeżenia o możliwości zostawieniu jej własnych odcisków na jego obudowie. Spojrzała na trzymany w dłoni nóż. Jej usta zaczęły się poruszać, a do mych uszu dotarły słowa sugerujące rozmyślania jak pozbyć się świadka, donosiciela. Po chwili ocknąłem się uciekając. Pamiętając drogę wymijałem przeszkody, lecz ona najpierw stała milcząc, a gdy zamykałem ostatnie drzwi, zobaczyłem, iż stoi tuż za mną z tym nożem śmiejąc się nienaturalnie. Zdumiony faktem, że nie kosztowało ją to ani wysiłku, ani jakiegokolwiek czasu na to, zatrzasnąłem drzwi przed jej nosem. Czułem jak w strachu i pośpiechu napinają się wszystkie moje mięśnie. Jeszcze chwilę obserwowałem, czy ostrze noża nie przedziera się przez drzwi i obudziłem się. Obudziłem się i rozluźniłem mięśnie, które miałem tak samo spięte jak we śnie.


BAJARZ: Dragoneon

Cytuj:
Frunie Miasto Ku Mnie:
No dobra. Ten sen miałem lata temu, ale pamiętam go równie dobrze, jak wtedy. Takie zrobił na mnie wrażenie. Chociaż nie jest on jakiś megaporypany albo coś... W każdym razie, w tym śnie byłem w wieży i przez okno spoglądałem na panoramę miasta oświetlonego nocą. Cudny widok Wam powiem tak przy okazji. Nie wiem, czemu, ale miałem wrażenie, że tym miastem był Toruń :). I tak obserwuję sobie, obserwuję i nagle patrzę, a to miasto się tak dziwnie do mnie przybliża. W pewnym momencie się połapałem, że to nie miasto frunęło do mnie, tylko ta wieża wraz ze mną się przewracała. Obudziłem się zanim się rozchlapałem o ziemię xD.


Cytuj:
Brat W Strzępach:
Mama mi opowiadała o swoim koszmarze, bez kitu nie chciałbym śnić tego, co śni moja mama xD. A więc tak, wg jej opowieści, sen zaczynał się dość niewinnie. Otóż do nas przyjechał mój wujek, brat mojego ojca. Dzień był słoneczny, to sobie tam o czymś gadali stojąc na podwórku. Mama siedziała przed domem na ławce i w pewnym momencie z domu wyszedłem ja i mój brat, który miał może z 6 lat. Na tyle wyglądał, wg opisów mojej mamy. Ja podszedłem do wujka i ojca, by się przywitać i tam przy nich zostałem, żeby posłuchać o czym tak pitolą i żartują. A mój brat rozkosznie sobie biegał, śmiał się i bawił w coś tam swojego... xD. I w pewnym momencie na nasze podwórko wpadł jakiś dziki czarny pies. Był strasznie agresywny, szczekał, szczerzył kły i wgl. Ja, z ojcem i wujkiem, nie zwracaliśmy na niego uwagi wgl. I się zwierz straszny rzucił na mojego braciszka. Podobno go czapnął i począł rozrywać na strzępy. Mama płakała, błagała mnie, ojca i wujka, żebyśmy zareagowali. Ale my nie, dalej sobie żartowaliśmy i wgl. Pies tak długo rozszarpywał ciało mojego brata, aż mama się obudziła. Dla mojej mamy, ten sen był ciężkim szokiem. Bez kitu. Patrzeć, jak pies rozrywa jej dziecko, a nikt nie reaguje... Koniec ;).


13 maja 2014:

BAJARZ: Dragu

Cytuj:
Ueeee, Spalone:
Jak byłem w Krakowie, to tak patrzymy sobie z bratem (brat w formie doradcy, bo on nie może) jak przechodzą dziołszki przez rynek. Dwie jakieś takie fajne idą i nagle "no i ku*wa tak spie*dolił". A my zgodnie "Ueee, spalone". Ale chyba powiedzieliśmy to zbyt głośno, bo jak spojrzałem na niego, to zauważyłem, że stoją parę metrów od nas i patrzą w naszym kierunku. Ledwo się od LOLa powstrzymałem. Nie zamierzam przeczyć, Kobieta o tak zbędnie splugawionym języku, lub z papierosem w dłoni, jest dla mnie na starcie spalona.


18 maja 2014:

BAJARZ: Ceallach

Cytuj:
Ma Branie XD:
W piąteczek, po wspaniałej maturce z chemii, idziemy sobie z koleżankami do McDonalda. Znaczy w sumie to jedziemy, ale mniejsza o to. No i oczywiście jak to w Maku, miejsc prawie nie ma, ale ja wyczaiłam, więc siadam i czekam na dziewczyny. Przychodzi Mariczka z naszym jedzeniem i siada naprzeciwko mnie. Obok mnie siedzi jakiś kolo, z 35 lat może. Patrzy się na nas i patrzy, głównie to na Mariczkę, no i zaczyna zagadywać. "Ojej, jakie tu piękne dziewczyny przychodzą do McDonalda, normalnie oczy nacieszyć można, wcześniej blondynka tu ładna siedziała, teraz... szatynka, tak? Tak to się u nas mówi? No, chyba muszę zabierać ze sobą sole trzeźwiące..." I tym podobne. No ale kolesia olewałyśmy, Marika tylko coś odpowiedziała i tyle. Wychodzimy na parking, stoimy przy samochodzie i koleżanka Asia pali sobie papierosa. Przychodzi babka jakaś, stara, widać że grosza przy duszy nie ma, no i prosi o złotówkę na chleb. Asia w porywie dobroci, powiedziała, że złotówki nie ma, ale papierosa może dać. Babka o mało co się nie posikała ze śmiechu, zaczęła mówić, że takie ładne dziewczyny, że takie fajne, że ona Marzenka, że ma córkę Beatę, że jest policjantką, że coś tam... No i patrzy na Marikę. "Takie ładne dziewczyny z was, ale ona... no nie mogę! Jaka piękna dziewczyna! no najładniejsza!" I powtarza to wszystko z 5 razy jeszcze. I bekę miałyśmy, że Mariczka takie branie ma xD. Heh. Koniec.

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 19 wrz 2014, 19:30 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
1 czerwca 2014:

TEMAT GŁÓWNY: Esencja Bólu


BAJARZ: Akhuryo:
Cytuj:
Panienka Two-Face:
Super - tym opowiadaniem akurat się chwalę zawsze, bo jest niezwykle urocze. Jakby tu zacząć. Miałam swojego najlepszego przyjaciela w dzieciństwie - Kubę, i wraz z nim dostaliśmy w prezencie frisby (czy jakkolwiek by się to tam zwało - te śmieszne latające talerze, jak do rzucania psom... xD). Wyszliśmy więc na plac zabaw, by dać się pochłonąć zabawie. Rzucaliśmy do siebie, obok siebie, i ogólnie... sporo było tego rzucania. Stwierdziłam - jako, że jestem wariatem - że mi mało! Zatem weszłam na ślizgawkę i rzucałam stamtąd! Pechowo upadłam na twarz i zjechałam tak na sam dół... podniosłam się, otrzepałam i pobiegłam do moich przyjaciół. Jedna z nich zaczęła wrzeszczeć z przerażenia, bo - uwaga - otóż to miałam zdartą połowę twarzy! Krew się waliła potokami, a ja w szoku kompletnie tego nie odczułam. Cóż. Straszyłam wszystkich przez okres gojenia się ran, miałam spory ubaw. Jak taki mały psychopata. Konyc.


BAJARZ: Draghan:
Cytuj:
Uwaga! Kołpak!:
Moja siostra nie miała szczęścia... :(. Poszła sobie do koleżanki. A że obie nadpobudliwe, to - jak zwykle - znalazły sobie dziwne zajęcie. Rzucanie kołpakiem samochodowym. Coś jakby amatorskie frisby, czy jak to się tam pisze xD. No i skończyło się tak, że zapukała do nas mama tej koleżanki. I mówi, że zdarzył się wypadek. Młoda dostała kołpakiem w czoło. Skończyło się, na szczęście i nieszczęście - na bliźnie.


Cytuj:
Poradnik: Jak uspokoić siostrzyczkę...:
To tak - rzecz działa się, gdy miałem lat kilka, berbeciem w sumie byłem, chociaż już takim dużym. Cztery, może pięć lat. No i urodziła się moja młodsza siostra, a - jak to berbecie małe - płakała często. A była ona wrednego usposobienia, jako strzyga - to Wam rzec muszę. Tylko coś Jej się nie spodobało, od razu był pisk i wrzask. No, ale to niemowlę xD. To tatko, w swej pomysłowości, zbudował Jej taką faajową kołyskę, podwieszaną na suficie. Można ją tam było wsadzić i bujać, to chociaż mniej odrobinę wrzasku czyniła. Ale to było dla Niej mało! O.O Tak więc oprócz kołyski, podwieszony został również kaczorek. Taka maskotka. A podwieszony został na lampie, o ciężkim, szklanym, kanciastym żyrandolu. No i można było nim bimbać, to młoda paczyła nań, buźkę rozwierając i krzyku było mniej wtenczas. Takie to berbecie są szkodliwe. Ale do rzeczy. W domu byłem wówczas ja, mamcia moja i mała siostra. Mamcia robiła obiadek, pewnie zacne kotleciki... <3. A młoda, jak to miała w zwyczaju - "bueeeee!!!! Bueeeeeezaaaaaaadaskdn nfk!!!!". To ja, brat dobry i człowiek ogólnie z natury uczynny, bujać Ją począłem w tej Jej wybajerzonej kołysce. Ale to było dla Niej mało, bo Ona na to: "asfd lkjnhb dk fbkdfnjs!!!!!" O.O Wtedy moim jedynym ratunkiem był kaczor. Bimbnąłem więc raz. Nie zauważyła -.-. Bimbnąłem raz drugi, mocniej. Ale dzieci, jak płaczą, oczy zazwyczaj zamykają, więc młoda nawet chyba nie wiedziała, że ten kaczor tam sobie bimba. To ja go mocniej!!! Okazało się, iż nieco za mocno to było - lampa nie była przystosowana konstrukcyjnie do tak mocnego bimbania. Uczyniła więc jedno - zrzuciła swój ciężki klosz prosto na mą biedną główkę ;_;. Młoda jakby się trochę uspokoiła, ale za to mało co widziałem... Bo krew mi oczki zalewała. To ja, jako dzielny malec i roztropny w dodatku, poszedłem grzecznie do kuchni. Ale mama nie bardzo się przejęła, nawet nie patrząc, o co chodzi, kazała sobie nie przeszkadzać. Tak więc, znacząc za sobą krwawym śladem ścieżkę, usiadłem w fotelu, bo zaczynało mi się robić słabo... I grzecznie czekałem, aż mama skończy obiad robić... Na szczęście mama przyszła do pokoju wcześniej, bo coś chyba chciała przynieść... Jak mama mnie tak zobaczyła... O mało co zawału nie dostała ;_;. Później pamiętam tylko Pana Doktora. A fotel był do wyrzucenia. Bliznę na głowie noszę do dziś. Śmiem mniemać, że właśnie ten incydent uczynił mnie takim, jaki jestem. Koniec :).

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 20 wrz 2014, 03:59 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Komuś chyba przypomniałem o tym temacie. :D
Jak mnie złapiesz któregoś wieczora na ChatBoxie, to mogę tam opowiedzieć dwa pozostałe wypadki z dzieciństwa wspomniane w "debilnych okaleczeniach". :D

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Bestiarium - Z Życia Mieszkańców
Post: 22 lis 2015, 23:12 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1710
Eeeeeeeej, fajny temat! Więcej, więcej! :D
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Bestiarium - Z Życia Mieszkańców
Post: 23 lis 2015, 17:10 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Noo, przydałoby się trochę życia w tym CB przywrócić ;)
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Historia Bestiarium - Z Życia Mieszkańców
Post: 29 lis 2015, 05:05 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
W sumie niegłupie. Może coś ze Szkocji opowiem. :D

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: