Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 20 lip 2018, 05:46



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Logistyka wojskowa
Post: 07 sie 2013, 11:34 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3310
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Zawsze zastanawiałem się, jaka może być maksymalna armia, którą można sobie dreptać po świecie. W wielu książkach fantasy słyszy się o milionowych armiach przemierzających tereny, o armiach złożonych nie tylko z ludzi, ale wszelkiej maści bestii, smoków, które pożerają wielokrotnie więcej niż ludzie.
Największa armia, o jakiej słyszałem z historii, to wielka armia Napoleon,a liczyła 600 tys. żołnierzy i zdaje się, że nie szła jednym kordonem, ale kilkoma, więc grabienie miast i wiosek miało miejsca na szerokości iluś kilometrów.
Ale pytanie, czy da się taką armię wyżywić z zapasów, czy niezbędne jest plądrowanie wszystkiego po drodze? Jaka jest największa ilość armii, o jakiej słyszeliście i jak sobie radzono z taką ilością żołnierzy? Czy jest sens w ogóle tworzyć takie armie? Co o tym sądzicie?

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 07 sie 2013, 17:22 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1727
Znaczy się chyba było tak, że w średniowieczu - broniąc się - można było wystawić tyle armii, ile liczyły okoliczne twierdze, powiedzmy w odległości tygodnia drogi piechotą. Wiadomo - żeby wojsko się za bardzo nie rozlazło, no i nie zaczęło grabić za bardzo własnych wsi. Jeżeli z jednego zamczyska szybko da się skaptować, dajmy na to, tysiąc, może dwa tysiące ludzi (oczywiście, armia to jest praktycznie żadna, aby postraszyć liczebnością - jeśli dojdzie do bitwy, to może co dziesiąty przeżyje i będzie się nadawał do dalszej służby). Jeżeli mamy w regionie takie trzy zameczki, to można liczyć, że szybko sformowane siły obronne będą liczyły z pięć tysięcy ludzi. Oczywiście to wszystko będzie zanim gdzieś w głębi kraju jeden marszałek z drugim z polecenia króla, czy innego cesarza, zbierze armię właściwą (która dotychczas spoczywała sobie w wioskach, miastach, itd), da jej odpowiednie zapasy i wyruszy jako właściwa siła obronna. Tak jest w miarę logicznie, a i napastnika, jeżeli nie będzie miał jakiejś gigantycznej siły, ani nie grzeszył ilością sojuszników, można dość skutecznie powstrzymywać, a potem rozgromić w walnej bitwie.
Co innego podczas atakowania...
Tu mamy dwie opcje, która w sumie można połączyć. Pierwszą jest atak rabunkowy, którego armia polega na kawalerii. Oddziały nie mogą być zbyt liczne, ponieważ nawet na rabunkach się nie wyżywią. Oddziały powinny być dobrze wyszkolone i lojalne, by nie spieprzyły gdzieś w głąb drugiego kraju. Oraz potrzebna byłaby bardzo dobra sieć kurierów, którzy by przynosili rozkazy dla kawalerzystów i oddawali raporty w ręce dowództwa. Oprócz siania terroru kawaleria głównie atakowałaby albo miejsca niezbyt ważne strategicznie, które można poświęcić - głównie po to, by się wyżywić. Z drugiej strony ataki szły by na miejsca bardzo ważne strategicznie. Wszystkie odsłonięte faktorie, słabo strzeżone miasteczka zaopatrujące wrogą armię, sztaby armii, miejsca spotkań wrogich szych, praktycznie wszystkie miejsca, które mają jakieś znaczenie strategiczne, oraz na które atak nie przyniesie agresorowi specjalnych szkód, a obrońcy dość mocno zaszkodzi. Oczywiście, należy też pamiętać, by w każdym planie było miejsca dla tzw "strategicznego odwrotu", tudzież "ataku w odwrotnym kierunku", by kawaleria mogła się w razie czego ratować ucieczką. No.
Druga opcja jest raczej nudna i... liniowa. Pierwsza linia - linia frontu. Czyli miejsce, gdzie oddziały posuwają się do przodu, pokonując w mniejszych bitwach miejscowy opór, a w walnych bitwach - opór zbiorowy. Druga linia - zaopatrzenie, które wleczemy za wojskiem, mające też najczęściej połączenie z ważnymi miastami handlowymi, czy punktami, gdzie składowane były surowce dla wojska. Trzecia linia - rezerwy i wojsko właściwe, którym uzupełniamy luki w linii frontu, no i wystawiamy je, gdy jest potrzebne do jakiejś większej bitwy. Z mniejszymi rzeczami lepiej sobie przecież poradzi wojsko z przodu i to bez zmniejszania najważniejszej rzeczy w armii - tempa marszu. To ono jest najważniejsze, a każdy oficer dba, by jego kompania zawsze była idealnie na czas, Wystarczy przecież jedna lekko spóźniona kompania, a cały misterny plan szykowany po nocach przez dowództwo naczelne może iść w... Gdzieś głęboko.
Za wojskiem właściwym mamy całe morze różnych najemników, ew ludzi, którzy ciągną za wojskiem - burdele, kupcy skupujący wota wojenne, banki, czasami nawet ruchome warsztaty, dla których nie było miejsca w linii zaopatrzenia. Z tyłu gdzieś maszerują wojska inżynieryjskie, wdychając kurz tych, co przeszli wcześniej. Te właśnie wojska wysuwają się naprzód, gdy trzeba oblegać twierdze, czy kombinować przeprawy przez rzeki.
Tyle. Jak coś jeszcze wymyślę, bądź mi się przypomni, to dopiszę. :p

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 sie 2013, 09:28 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3310
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
No ja właśnie był bym za drugą opcją jednak. Każda armia musi mieć praktycznie drugie tyle ludzi, potrzebnych by zaopatrzyć we wszystko, naprawiać, zajmować się obozem. Czyli jak mamy 100 tys wojsko, to jeszcez 50 tys trzeba doliczyć takich ciur obozowych. I oni też muszą jeść. Dlatego kawaleria w dużych armiach jest chyba niezbędna. No bo jedź sobie np 500 km, czyli jakieś 20 dni drogi, o własnych zapasach, to raczej niemożliwe. Wszystko by się zepsuło. A do tego oblężenia.
Kawaleria to rzecz niezbędna, bo jest w stanie w ciągu jednego, góra dwóch dni zebrać zapasy z wiosek i miast w promieniu 40 km. Władcy wiosek raczej nie bronią, bo po co, jak idzie wroga armia, to albo wychodzą jej szybko naprzeciw, albo kryją się w zamkach, więc napastnicy mają łatwo. Gorzej jeśli obrońca prowadzi wojnę podjazdową, lub pali za sobą wioski i spichlerze. Wtedy może się krucho skończyć dla agresora. Niestety będąc we wrogim kraju trzeba liczyć się z konsekwencjami. Jak ktoś jest u siebie, to zewsząd może zebrać zapasy, zna szlaki jawne i ukryte, może robić wszystko, kontrolować każdego kuriera na drodze. Oczywiście w przypadku, gdy napastnik nie ma przytłaczającej przewagi liczebnej.
Co do obrońców, to fakt, jest łatwiej, ze względu na to, że jeśli dość szybko dowiesz się o wrogim wojsku, jesteś w stanie w miarę szybko zebrać w zamku dość liczbą armię, by się obronić. Gorzej jak tak armia Cię ominie i pójdzie dalej.
Ale cóż, licząc np kampanię na pół roku, wojsko liczące łącznie milion osób, dziennie pożera około milion kilogramów jedzenia, czyli 1000 ton. czyli 180 000 ton jedzenia w pół roku. Skąd to wziąć ? Jak była produkcja przeciętnej wioski roczna?

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron