Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 21 lip 2018, 18:41



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: 30 gru 2013, 21:13 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1798
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
A szkoda. Wielka szkoda. Mam nadzieję, że jednak kiedyś zmienisz zdanie :D

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 01 sty 2014, 14:27 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1362
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
Rój cz. 1.
Powiem Ci tak... Opowiadanie jest super. Bardzo naturalnie i płynnie wychodzi Ci opisywanie wartkiej akcji. Co do "(nie)utrzymania czasu"... Mi nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - komponowało to bardzo ładny efekt rozpierduchy :D
Bardzo dobry klimat, świetny pomysł i naprawdę dobrze wykreowany bohater. No i cyborg :D Najs... ;]

Całe opowiadanie jest baardzo na plus, ale... Przecinki :D Nie, już nie wypisuję. Nie chcę :D Chyba że mnie o to poprosisz ;) Ale jest jeszcze kilka innych, drobnych lub mniej drobnych kwestii, które pozwoliłem sobie wynotować i opatrzyć komentarzem... :)

Dragon pisze:
Albo w innym wymiarze i czasoprzestrzeni.

Hej, czasoprzestrzeń to określenie naszych czterech wymiarów :D Czyli, w zasadzie napisałeś "W innym wymiarze i czterech ziemskich wymiarach" :p

Dragon pisze:
Dojoro wskazał dłonią kierunek marszu i przygotowanie do pozycji skradania.

Co to jest pozycja skradania? :D Huehehe :D [ctrl] ...i kucamy? :D

Dragon pisze:
Każde pomieszczenie, szczelina, szpara zostały sprawdzone przez żołnierzy Dojoro.

Szczelina = szpara :p

Dragon pisze:
Dwa trupy. Obaj ludzie.

Whataff?! "Obydwa ludzkie", albo po prostu - "Ludzie" :D

Dragon pisze:
Ruszyli. Podwyższona ostrożność. Pierwsze piętro. Ślady walki. Krew na ścianach i rozbryzgana fosforyzująca ciecz z pociętych grzybów i glonów. Żadnych ciał. Przeszukiwanie pomieszczenia za pomieszczeniem. Mnóstwo medycznych rupieci. Całe hałdy strzykawek, butelek z przeterminowanymi lekarstwami, zabrudzonych bandaży i plastrów. Narzędzia chirurgiczne, skalpele, szczypczyki, trepany, pęsety, nożyczki, lancety, imadła, igły i haki. Bezładnie porzucony sprzęt. Defibrylator, laryngoskop, resuscytator, holter, sprzęt EKG. Wszystko to niezdatne już do użycia. Dojoro przyglądał się klinicznym maszyneriom, które szlag trafił w ciągu ostatnich kilku lat...

Epicki opis, imć mistrzu Dragonie... ]Wszystko poszło by gładko, gdyby nie jeden mały problem.[/quote]
poszło by = poszłoby ;)

Dragon pisze:
Rzucił się biegiem. Łóżko wyfrunęło w powietrze w kaskadzie potężnego harmideru.

Hmm... Tu mi nie pasują dwie rzeczy... Pierwsza... Prawidłowa forma - harmidru. Druga rzecz tyczy się kaskady. Jakoś nie pasuje mi kaskasa, połączona z harmidrem. Nie wiem, dlaczego. To tak, jakbyś napisał "w kaskadzie chaosu"... A raczej nie jest to (znaczy harmider, tudzież chaos) zjawisko, któe występuje w kaskadach... :D Ale pewnie znowu czepiam się bez sensu :D

Dragon pisze:
Usłyszał kolejny głośny rumot.

Chyba rumor...? :D

No ale cały opis ucieczki... Po prostu masterpisss :p I piękne zakończenie :)

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 13 sty 2014, 16:12 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Wielkie dzięki za komentarz Draghan ;).

Przyszedł czas na kolejne opowiadanko spod mojej kuźni :D:D. O, ale pitolę, dobra do rzeczy. Zagorzałych fanów czystej Fantasy pragnę z tego miejsca szczerze przeprosić, albowiem mam teraz po prostu głoda na sci-fi, a poniższy text oscyluje w granicach cyberpunku z domieszką fantasy. Niemniej, gorąco zachęcam do jego przeczytania. Bardzo mi zależy na Waszych komentarzach ;). Miłego czytania i komentowania ;).

DEUS EX MACHINA


Nazywano go Die. Pewnie dlatego, że wsławił się jako wyjątkowo brutalny Asasyn. Siedział na dachu budynku, który szczęśliwym trafem został wzniesiony naprzeciw miejsca docelowego jego aktualnej misji, czyli wieży rodziny Rogero - najbogatszej familii w mieście. Die obserwował oszkloną ścianę biura Jerry'ego Rogero, bawiąc się jednocześnie swoimi anomaliami. Był Dual-Championem, czyli człowiekiem posiadającym jednocześnie cybernetyczne wszczepy i naturalny przepływ magii. Prawe ramię miał w całości zmechanizowane, ale zaskakująco szybkie i zwinne. Ta, zbudowana ze wzmacnianego włókna węglowego i złożona z kilkuset mniejszych części, kończyna potrafiła robić istne cuda. Miała wbudowany wysięgnik hakowy, pistolet pulsacyjny i wysuwane hartowane ostrza. Poza tym posiadała elektroniczny wytrych i wskaźnik termiczny. Lewe ramię zaś musiało być zawsze obnażone. Magia nie lubi ograniczeń w postaci materiału odzieżowego. Nawet gdy Die kupował sobie nowy płaszcz, to zawsze usuwał lewy rękaw. Odkryte ramię ukazywało coś niezwykłego. Tatuaże. Cała ręka wręcz pulsowała obrazami. Każdy z nich reprezentował osobny Totem Magii, czyli jakby dostęp do pewnej puli zaklęć. Die posiadał dwadzieścia cztery Totemy, które przedstawiały między innymi: wilka, czaszkę, węża albo kły wampira. Jednak samo posiadanie Totemów nie oznaczało jeszcze swobodnego korzystania z magicznych mocy. Aby magia działała, wszystkie te tatuaże musiały być połączone ze sobą w jeden wielki spójny obraz. Mógł to być jakiś akt, scena, pejzaż czy portret - ważne, żeby była pełna wizja. Wizja Die'a przedstawiała helleńskie stworzenie świata. Po prostu arcydzieło.
Dual-Championi byli rzadkością, co dla niektórych stanowiło pewną pociechę. Ludzie bali się tych maszyn do zabijania, istnych potworów - zbyt szybkich, silnych i wytrzymałych, by ich okiełznać. Mieli ku temu podstawy. Zdarzali się Dual-Championi ze zdegradowaną psychiką - morderczy egzekutorzy będący ponad wszelkimi ludzkimi zasadami. Naukowcy uważali, że to przez przeładowanie wszczepami lub opętanie magią, ale nigdy niczego nie udowodniono. Die nie padł ofiarą przeciążenia umysłu. Świetnie odnalazł się w swoim fachu. Zabijał tylko tych, którzy na to zasłużyli. Nikogo postronnego, chyba, że ktoś sam się prosił. Na przykład ochrona ważnych osobistości. Oni się zawsze prosili. Możnaby ich unieszkodliwiać bez robienia krzywdy, ale... zabijanie jest zabawniejsze, a pomysłowe zabijanie jest wręcz absurdalnie satysfakcjonujące. A Die miał niebagatelną wyobraźnię i zamierzał ją wykorzystać po raz kolejny, tym razem na Jerry'm wchodzącym ze swoją obsadą i dwoma gośćmi do swojego skromnego biura.

***


Jerry Rogero usiadł na kanapie stojącej tuż przy sporym filarze pośrodku biura. Przed nim stał szklany gustowny stoliczek, a na nim trzy porcelanowe filiżanki z kawą. Dwie z nich były dla Akiry Kaname, wiceprezesa koncernu nanotechnologicznego Shiansu oraz dla Sarry Kennagan, przedstawicielki Międzynarodowego Banku Operitae. Goście siedzieli po prawej stronie Jerry'ego na osobnej kanapie. A wszędzie wokół rozstawiło się kilkunastu ochroniarzy.
- Panie Akira, rad jestem, że zgodził się pan na transkację o takiej skali. - Jerry przygładził jasną rozrzedzoną czuprynę. - Sądzę, że będzie to bardzo owocna współpraca.
- Przyjemność po mojej stronie. - Czarnowłosy Japończyk ukłonił się zwyczajem swych rodaków.
- Pani Sarro, prosimy zaczynać. - Jerry uśmiechnął się, poprawiając swój nieskazitelny garnitur o kolorze piaskowym, który ledwo opasał jego sporych gabarytów brzuch.
- Yhm, już się robi Panie Rogero. - to rzekłszy ubrana w firmowy granatowy uniform jasnowłosa kobieta złapała za walizkę, z której wyciagnęła plik dokumentów. - Trzeba będzie wypełnić dane i złożyć podpisy. - Dodała rozdając odpowiednie papiery obu uczestnikom umowy. - Wedle tej umowy Pan Jerry Rogero winien otrzymać od Pana Akiry Kaname 1500 sztuk prototypowych robotów bojowo-szpiegowskich o nazwie roboczej Mecho-KilleXH-120 w zamian za uiszczenie opłaty w wysokości 12 000 000 000 $ drogą elektroniczną przez Międzynarodowy Bank Operitae. Pan Rogero jest także zobowiązany do wpłacenia cła o wysokości 1 200 000 $ z potrąceniem 95% ze względu na posiadanie specjalnej Karty Szlachetnego Obywatela Stanów Zjednoczonych, co zmniejsza stawkę cła do wysokości 60 000 $. Pan Kaname zobowiązuje się także do informowania i przekazywania wszelkich ulepszeń i poprawek sprzętu i oprogramowania. Podpisy proszę składać w tym miejscu, w tym... - Sarra pokazała kilkanaście miejsc w dokumentach, które miały być przypieczętowane podpisami. - Tutaj panowie muszą podpisać zgodę na przetwarzanie danych i pozwolenie na obracanie waszymi pieniędzmi dla naszego banku.
Jerry podpisał, przekazał dokument swojemu gościowi z Tokio i zaczął sączyć kawę.
Rodzina Rogero miała smykałkę do zawierania bardzo korzystnych kontraktów. Wystarczyło kilka lat i pieniądze mogły im służyć nawet jako papier toaletowy. A gdzie bogactwo, tam i złodzieje. Jerry jednak nie złodziei się obawiał. Miał nieco inny problem. Jego dwóch braci straciło życie. Zabił ich płatny zabójca - jakiś Asasyn. Doskonale wiedział, że podobny los czeka jego samego, więc żył w wiecznym strachu. Transakcją, którą właśnie podpisuje, zamierzał sobie wykupić nieco czasu i spokoju. Zamierzał wypuścić na dzielnicę zaawansowane technologicznie roboty. Te maszyny miały za zadanie namierzyć wspomnianego Asasyna i go zlikwidować. Jerry nie spodziewał się jednak, że nie zdąży.

Dla umierających nie ma szybkiej śmierci. Dla człowieka z którego ulatuje życie śmierć jest bardzo długa, a czas znacznie zwalnia. Zanim filiżanka z fusami dotknęła szklanego blatu, Jerry miał umysł pełen nadziei. Jednak ruch porcelanowego naczynia rozpoczął odliczanie. Powietrze zgęstniało. Naczynie przebrnęło przez nie z trudem, z niechęcią i osiadło na szkle. W pierwszej chwili Jerry pomyślał, że stłukł filiżankę lub blat stołu. W drugiej chwili dotarło do niego, co tak naprawdę się stało.
Śmierć wpadła do biura przez oszkloną ścianę biura. Zawirowała, rzuciła przezroczystymi odłamkami fundując zgon dwóm najbliższym ochroniarzom Jerry'ego. Potem zatańczyła, buchnęła ognistą kulą w kolejnego sługę, tego przy północnej ścianie z ogromnym płaskim monitorem. Kolejnych trzech ścięła w pół jednym zamachem czarnych zakrzywionych ostrzy. Obróciła się, popłynęła pod pędzącą kulą z ulepszonego Deagle'a i całym pędem i mocą wbiła dzierżącego broń w marmurową zachodnią ścianę. Niemal natychmiast przeskoczyła nad przestraszonymi gośćmi Jerry'ego, próbujących skryć się pod stoliczkiem i wypluła kilka pocisków pulsacyjnych w stronę kolejnych zdezorientowanych ochroniarzy. Ostatnich dwóch przy ścianie południowej wybiła iście masakrycznie, wywołując opętańcze pioruny i zamieniając ich ciała w groteskowe popielne pomniki. Kilkadziesiąt sekund po uderzeniu filiżanki o blat, śmierć ujawniła się Jerry'emu w postaci wysokiego mężczyzny z obnażonym, mieniącym się różnymi barwami tatuaży, lewym ramieniem i mechanicznym wszczepem zastępującym ramię prawe.
Jerry zbladł. Nie miał gdzie uciec. Nie próbował nawet.
- A więc teraz zabijesz jeszcze mnie...
Die wyciągnął wytatuowane ramię w jego kierunku.
- Grzech musi zostać odkupiony. - rzekł i rozpoczął egzekucję. Totem, który się uaktywnił przedstawiał szeroko rozwarte oko z pionową źrenicą. Rozbłysł bladym światłem i pochłonął duszę ofiary.

***


Jerry płynął. Oddychał pełną piersią. Poruszał się w ciemności, spoglądając na błękitne opalizujące przebłyski nieregularnych słupów ognia, które ustawione w rzędzie wskazywały mu właściwy kierunek. Jerry płynął. Pod nim jarzyła się kręta kryształowa ścieżka. Na zakrętach wiły się jego wspomnienia. Pierwsze z nich miały status dzieciństwa. Przypomniały mu, że jako siedmiolatek nakazał swemu osobistemu ochroniarzowi zabić kolegę ze szkoły, który nazwał go siusiumajtkiem. Usłyszał też płacz biednej bezdomnej kobiety leżącej na zaśmieconym chodniku. Tak, Jerry, zapłakała po twoich kopniakach. A chciała tylko kilka dolarów. Ujrzał również jak kula z jego nowej zabaweczki grzęźnie w ciele małego teriera, tulonego potem przez małą zapłakaną dziewczynkę...

... Die stanął przed lustrem.
- Kim jestem? - Zapytał sam siebie.
- Eksperymentem. Narzędziem. Bronią. - Umysł podsunął mu takie odpowiedzi.
- Nie. - Die zaprzeczył. - Kim, a nie czym.
- Mordercą. Niszczycielem. Potworem. - Umysł zweryfikował swoją sugestię.
- Przerażające, prawda? Nie jestem człowiekiem?
- Już nie. Kiedyś byłeś.
- Czyli teraz żyję po to, by zabijać?
- Tak.
- Mogę się zabić?...


...Kolejne wspomnienia zmuszały do ujawnienia się sytuacje z nastoletniej egzystencji Jerry'ego. Jerry znów czuł cudowny wpływ heroiny. Znów chciał wypić dużo dobrego alkoholu. Znów pragnął kobiet. Chciał do tego wrócić, to były jego najlepsze lata życia. Jerry, naprawdę chcesz? Chcesz znów przyczynić się do śmierci swojego przyjaciela, który zmarł z przedawkowania? Chcesz znów zrobić burdę w tamtym klubie i pobić tych imprezowiczów? Chcesz wykorzystać kolejną dziewczynę i wyrzucić ją na bruk? Naprawdę tego chcesz?...

...Die stanął przed lustrem.
- Kim jestem? - Zapytał sam siebie.
- Wolną wolą. Pragnieniem. Niezależnością. - Umysł podsunął mu takie odpowiedzi.
- Nie. - Die zaprzeczył. - Kim, a nie czym.
- Jesteś sobą. - Umysł zweryfikował swoją sugestię.
- Cudowne, prawda? Jestem człowiekiem?
- Tak. Zawsze byłeś.
- Czyli wciąż jestem taki, jak każdy?
- Tak.
- Mogę więc zostać?...


...ostatnie ze wspomnień Jerry'ego nosiły znamiona dorosłości i dni ostatnich. Nie uśmiechał się. Z zapartym tchem śledził wydarzenia rozgrywające się na jego ulicach. Bandy gangsterów strzelających do siebie bez opamiętania. Patrole członków mafii zbierających haracz od wszelkich handlarzy dzielnicy. Tragiczna śmierć ojca w wypadku samochodowym. Z zapartym tchem śledził wydarzenia rozgrywające się w jego rodzinnej wieży. Samolot uderzający w sam czubek wieży - nieudany zamach terrorystyczny. Przyłapanie własnej żony na szerzeniu rozpusty z pewnym urzędnikiem - zemsta zbierała śmiertelne żniwo. Ostatnie chwile życia - Dual-Champion wyciąga w jego kierunku rękę i nagle wszystko spowija blade światło.

Jerry umarł z rozpaczy. Za dużo złych wspomnień, negatywnych uczuć, spapranego życia. Nagromadzenie intensywnego żalu i bólu sprowadziło na niego koniec. I nic nie dał fakt, że Jerry nigdy w życiu nikomu nie zrobił żadnej krzywdy. Nigdy nikogo nie zabił i nikomu nie kazał zabijać. Był przeciwnikiem wszelkiego okrucieństwa, zawsze starał się pomagać ludziom. Nie żałował pieniędzy, by pomóc bezdomnym i chorym. Działał wbrew idei swego sadystycznego ojca, który dla bogactwa zrobiłby wszystko. Jerry nigdy nie przeżył ataku terrorystycznego. Nie był uzależniony od narkotyków i alkoholu. Jedyną kobietą, którą tknął, była jego, zawsze wierna i kochająca żona. A jednak Jerry zmarł z rozpaczy...

...Die stanął przed lustrem.
- Czym jestem? - Zapytał sam siebie.
- Kłamcą. Oszustem. Oszczercą. - Umysł podsunął mu takie odpowiedzi.
- Nie. - Die zaprzeczył. - Czym, a nie kim.
- Złem. - Umysł zweryfikował swoją sugestię.
- Smutne, prawda? Jestem maszyną?
- Tak. Jesteś konstruktorem wyimaginowanych faktów.
- A więc jestem...


Żywą Deus Ex Machiną...

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 13 sty 2014, 20:00 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1798
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Nie będzie tu konstruktywnego komentarza, albowiem mój mózg jest w stanie bardzo rzalowym. Ale podoba mi się. Podobają mi się te powtórzenia... Znaczy... no wiesz o co cho. Tak samo w tamtym poprzednim było. Bardzo pomysłowo to wykorzystujesz. Troszkę ta końcówka abstrakcyjna jest... Ale to też mi się podoba :) Abstrakcja zawsze spoko. Chyba gdzieś żem literówkę widziała... I chyba nawet niejedną... Ale teraz to ja ci nie powiem gdzie xD Może to nie całkiem moje klimaty, ale zaciekawiło mnie to. Serio.
Cea potwierdza dobry towar.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 lut 2014, 13:16 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1362
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
Deus Ex Machina
Krótkie opowiadanie. Bardzo. Porobiłeś w tak krótkim tekście spoooro byków. A za przecinki to Cię uduszę chyba kiedyś :D Ale jak mi powiesz, że tego nie będziesz kontynuował, to przyjadę tam do Ciebie chyba, schleję i każę Ci pisać :D
Powiem Ci, że chyba nie zrozumiałem do końca przekazu, po jego pierwszym przeczytaniu... Ale to nic, przeczytam ponownie, a jak będzie trzeba - znów :)
Bardzo sugestywne opowiadanie. Ja chcę więcej. Więcej. Więcej. To ma ogromny potencjał. Mogłoby służyć jako prolog do książki... Świetnej książki ;)
Dobry wstęp. Trochę mi się tutaj skojarzyło z tymi tatuażami... Hm. Taki film. Czy serial. Nie wiem, nie oglądałem. Sam pewnie wiesz, jaki :D Że ten, że tatuaże, moce i inne... :D
Później, w biurze... Troszeczkę kuleje. To był najbardziej kiepski fragment, kiedy przedstawiałeś postaci, znajdujące się w biurze. Trochę sucho, nie wiem.
Ale dalej... Poezja :) Fragment z filiżanką... I dalej... Po prostu świetny. Chciałbym kiedyś napisać coś równie dobrego. Jestem pod wrażeniem :)
Kontynuuj to. Bo jak nie, to wiesz... :p

EDIT: Zapomniałem napisać, że przy opisie masakry, urządzanej w biurze, bardzo adekwatny soundtrack mi się włączył :D Czytanie tego i słuchanie "Śmierciśmiech" Huntera było czystą przyjemnością :D

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 lut 2014, 14:19 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Totemy magii... Coś podobnego zamierzałem umieścić w Nakudzie, choć bardziej jako rytualne symbole druidki. Ale pomysł uważam za świetny (i u Ciebie, i u siebie :P).

"morderczy egzekutorzy będący ponad wszelkimi ludzkimi zasadami."
To zdanie trochę dwuznacznie brzmi. Podejrzewam, że byli bestialscy z wyboru i nie mając do tego jakichś specjalnych uprawnień? :P
Niby 'tak się mówi', ale jakoś mi się to tak lekko gryzie. xD

"Oni się zawsze prosili."
Why czas przeszły? :p Tu powinien być prezent kontinjus, czyli czynność regularnie występująca, czyyyyyli "Oni zawsze (za każdym razem) się proszą."

"Możnaby ich unieszkodliwiać bez robienia krzywdy, ale... zabijanie jest zabawniejsze, a pomysłowe zabijanie jest wręcz absurdalnie satysfakcjonujące."
Nieeeeeeeeeeeeeee, wcale nie uległ przeciążeniu umysłu, w ogóle, wcale nie zachowuje się jakby był graczem przed konsolą... XD

"Dwie z nich były dla Akiry Kaname," gwiazdy porno. xD

"Powietrze zgęstniało. Naczynie przebrnęło przez nie z trudem, z niechęcią i osiadło na szkle."
Trochę dziwny opis, ale przyznam że dobrze oddał wrażenie spowolnienia czasu. :)

"Pierwsze z nich miały status dzieciństwa." xD To zdanie jest poprawne... ale coś z nim jest nie tak. :P

"... Die stanął przed lustrem."
Trochę za szybki przeskok od Jerrego na Styxie do Die-go. :P

"- Czyli teraz żyję po to, by zabijać?
- Tak.
- Mogę się zabić?..."
Powiem Ci, że bardzo fajny monolog, choć ostatnie bardziej by pasowało IMO jako "A czy mogę zabić siebie...?" jako odniesienie do poprzedniego pytania, bo teraz brzmi jak riposta. :P

...Kolejne wspomnienia zmuszały do ujawnienia się sytuacje z nastoletniej egzystencji Jerry'ego. Jerry znów czuł cudowny wpływ heroiny. Znów chciał wypić dużo dobrego alkoholu. Znów pragnął kobiet. Chciał do tego wrócić, to były jego najlepsze lata życia. Jerry, naprawdę chcesz? Chcesz znów przyczynić się do śmierci swojego przyjaciela, który zmarł z przedawkowania? Chcesz znów zrobić burdę w tamtym klubie i pobić tych imprezowiczów? Chcesz wykorzystać kolejną dziewczynę i wyrzucić ją na bruk? Naprawdę tego chcesz?...

"Cudowne, prawda? Jestem człowiekiem?"
Repetycja taka fajna.
Tyle przemyśleń.
Uszanowanko. :P
A tak serio, to zastanawiam się, czy ten mono-dialog xD dzieje się tuż po poprzednim, bo jeśli tak, to mu przeczy zacytowanymi powyżej słowami.

"Jerry umarł z rozpaczy."
Die ma nowe imię? xD

"I nic nie dał fakt, że Jerry nigdy w życiu nikomu nie zrobił żadnej krzywdy. Nigdy nikogo nie zabił i nikomu nie kazał zabijać."
Pierwotnie miałem napisać tutaj, że pochrzaniłeś, ale Ty zrobiłeś najzwyczajniejszego mind-fucka z fałszywymi wspomnieniami Jerrego. Good Job! :D

"Żywą Deus Ex Machiną" - nie wiem czy to powinno się odmieniać. :P

Ogólnie opowiadanie bardzo ciekawe, aczkolwiek pod koniec połowę z niego celowo popierdzieliłeś, co nie jest złe. xD

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 lut 2014, 14:51 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Wow... dziękuję Wam panowie za pozytywne komentarze ;)

Draghan:
Cytuj:
Krótkie opowiadanie. Bardzo. Porobiłeś w tak krótkim tekście spoooro byków. A za przecinki to Cię uduszę chyba kiedyś


No musisz mi to wybaczyć, noooo :D. Moja pięta achillesowa... po prostu nie ogarniam tych przecinków. I tak będzie redagowanie, jakbym chciał to wydać :p

Cytuj:
Później, w biurze... Troszeczkę kuleje. To był najbardziej kiepski fragment, kiedy przedstawiałeś postaci, znajdujące się w biurze. Trochę sucho, nie wiem.


Też tak uważam, ale nie wiem, jak inaczej to przedstawić. A jest to bardzo ważny kawałek tekstu, niestety...

Cytuj:
Ale jak mi powiesz, że tego nie będziesz kontynuował, to przyjadę tam do Ciebie chyba, schleję i każę Ci pisać

Cytuj:
Kontynuuj to. Bo jak nie, to wiesz...


Oj, to chyba będę musiał... nawet Sapkowski się zgiął pod naporem fanów i napisał Sezon Burz :D:D:D

Cytuj:
EDIT: Zapomniałem napisać, że przy opisie masakry, urządzanej w biurze, bardzo adekwatny soundtrack mi się włączył Czytanie tego i słuchanie "Śmierciśmiech" Huntera było czystą przyjemnością


A ja kocham takie wklepy :D To jest super... miałem tak kilka razy przy czytaniu jakiegoś tekstu ;).

Dragu:
Cytuj:
"morderczy egzekutorzy będący ponad wszelkimi ludzkimi zasadami."
To zdanie trochę dwuznacznie brzmi. Podejrzewam, że byli bestialscy z wyboru i nie mając do tego jakichś specjalnych uprawnień? :P
Niby 'tak się mówi', ale jakoś mi się to tak lekko gryzie.


A przyznam się, że troszeczkę nawiązałem do Cyberpunka 202. Tam była psychoza - choroba, która atakowała ludzi ze zbyt dużą liczbą wszczepów. To zdanie jest takie trochę z dupy... wiem :D. Mój błąd, bo chciałem jednocześnie przedstawić postać i nieco świata...

Cytuj:
"Możnaby ich unieszkodliwiać bez robienia krzywdy, ale... zabijanie jest zabawniejsze, a pomysłowe zabijanie jest wręcz absurdalnie satysfakcjonujące."
Nieeeeeeeeeeeeeee, wcale nie uległ przeciążeniu umysłu, w ogóle, wcale nie zachowuje się jakby był graczem przed konsolą... XD


A tu zryłem totalnie... a niech to :D Dopiero teraz to widzę :D Chciałem pokazać, że Die'a też to dopada powoli... ale to miało być pokazane w postaci tego monologu tam na końcu :D. Po co ja to zdanie dałem? :D

Cytuj:
"Cudowne, prawda? Jestem człowiekiem?"
Repetycja taka fajna.
Tyle przemyśleń.
Uszanowanko. :P
A tak serio, to zastanawiam się, czy ten mono-dialog dzieje się tuż po poprzednim, bo jeśli tak, to mu przeczy zacytowanymi powyżej słowami.


Dzieje się tuż po poprzednim ;). To właśnie efekt tego "spaprania umysłu" ;).

Co do reszty wskazań to je popieram, albo respektuję, bo są po prostu aż nazbyt oczywiste.
____________________________________

Super, dzięki wielkie jeszcze raz za takie pozytywne komentarze. Nareszcie dostałem porządnego kopniaka motywacyjnego i mogę pisać next story :D Wszystko dzięki Wam! :D

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 lut 2014, 15:01 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
To samo mogę powiedzieć o Twojej wypowiedzi pod moim tekstem. :)
Twojej i Ingvara, którego tekst również właśnie czytam. :)

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 lut 2014, 15:53 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3283
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Dobra, skomentuję oba na raz, o tamtego zapomniałem po przeczytaniu xD Ale dobrze wyszło, bo widzę ogromne podobieństwa obu tekstów, więc mogę co nieco porównać.

Oba teksty mają prawie identyczną konstrukcję, jest bardzo ciekawa, fajnie podbudowuje klimat, jakby dokłada cegiełki w piramidzie. Jednak w drugim tekście piramida wyszła znacznie lepsza. Pierwszy tekst jest troszkę jakby taki monotonny, jednostajny. Taki był najpewniej zamiar. Czuć ogromną melancholię i to wcale nie przeszkadza. Czyta się jakby trochę płynąc. Jednak w drugim ta konstrukcja sprawia, że coś rośnie, wzbiera. Na końcu jest ochłonięcie i spadek emocji. I dlatego w drugim tekście ta forma mi się bardziej spodobała. Jest bardziej wyszukana. Poza tym świetny motyw z tymi tatuażami, choć chyba to już gdzieś widziałem, ale też w autorskim świecie kumpla. Trochę nie wyszedł Ci do końca moment zwolnienia przy tej filiżance. Musiał byś uważnie zanalizować opowiadanie Draghana, bo jemu zwolnienie akcji wyszło perfekcyjnie w tej karczmie. Jakbyś to poprawił, to dla mnie było by coś niesamowitego. Ale wrażenia pozytywne. Klimat podobny w obu opowiadaniach, taki dość futurystyczny, pasujący do tego, jakie mam o Tobie wyobrażenie (a raczej do tego, co myślę, że w Twojej głowie siedzi).

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 14 lut 2014, 17:03 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Dzięki Wam za komentarze. Dzięki waszym pozytywnym opiniom, ta galeria wygląda wyśmienicie ;]. Ale cóż, może się to zmieni, więc pokornie się uspokajam i zarzucam kolejny tekścior ;).

I tak słowem wstępu, to jest krótki tekst, możecie go uznać jako prolog, wstęp do pewnej grupy opowiadań, które nadejdą w przyszłości. Tym tekstem zrobiłem sobie fundament, zaplecze, na którym będę bazował podczas dalszego pisania w tym uniwersum. A uniwersum co niektórzy już znają, albowiem tekst aspirujący do miana powieści pt. Wysłannik został opublikowany tu na forum jakiś czas temu. Kto chce może go czytać, ale ostrzegam, prawdopodobnie przejdzie sporą transformację. Póki co, poniższe opowiadanie jest do waszej dyspozycji, tj. przeczytania :D Zapraszam.
Cytuj:

NOCNA BAŚŃ
Obrzędy Kupalnocne wg Trzeciego z Wcielonych


Przyjmij, przyjmij proszę
Gorczycy Ci przynoszę
Żyta, owsa i pszenicy
i jęczmienia, ciecierzycy

Bogu światła, Bogu słońca
Zostań z nami, aż do końca
Końca dnia i końca lata
Zostań, wolna stoi chata

Bogu nasz promienisty
Tyś jest wielki, tyś jest czysty
Bogu nasz najjaśniejszy
Tyś jest z wszystkich najpiękniejszy

Za te dary, za wielbienie
Chcemy tylko przyrzeczenie
Że za rok na naszych polach
Suto będzie w naszych plonach

Dziękowania Ci składamy
I w pokorze ciągle trwamy
Bogu słońca, dasz nam życie
My Ci wdzięczność naszą damy


Fragment bajki-szeptunki w formie modlitwy
Tytuł oryginału: nieznany
Tytuł przyjęty: O Bogusłońcu
Dolna Anharia: rok powstania nieznany



Przepiękny to widok, gdy jadąc konno przez las, wzrokiem swym wychwytujesz promienie przebijające się przez liściaste sklepienie. O tak, a jeszcze piękniejszy widok jest ten, który Cię zaskakuje po wydostaniu się z leśnej opoki i w postaci świetlistej energii naszego boskiego Słońca opętać ciało twe zechce. Ale nie bój się, przyszły wędrowcze, jeśliś pierwszy raz w tej krainie się znalazł. Owa energia doda ci otuchy, sił i witalności, jakiej żeś jeszcze nie poczuł nigdy. Tedy zmuś swego wierzchowca wspaniałego i w promieniach Słońca skąpany pędź, pędź przez pola, połoniny, rdestowe łąki i wrzosowiska. Niechaj przez nozdrza twe popłynie cudny zapach kwiatów polnych - chabrów, maków, stokrotek drobniutkich. Dzwonków fioletowych, goździków i rumianków złocistych. Niezapominajek, bodziszków i gwiazdnic licznych wielce. A w słuch twój niechaj wkomponuje się ćwierk wróbli i świergot jaskółek, jak i szelest przemykającej myszy oraz skoczny galop zmykającej sarny. Tak, raduj się, bowiem jesteś w krainie beztroski, radości, urodziwych piękności natury. Oddychaj czystością i ciesz oczy idyllą, bowiem tylko raz widzieć ją będziesz, boś nie urodził się na tej ziemi uświęconej przez naszego boga Słońce. Dolna Anharia jest tylko dla wybranych.

A gdy dotrzesz do pierwszej chatki, a za nią ujrzysz kolejną i jeszcze dalej następnych kilka, to wiedz, żeś dotarł do wsi zwanej Połoczna. Możesz być szczęśliwy, jeśliś trafił tu w miesiącu czyrwień, a jeszcze bardziej szczęśliwy, jeśliś tuż przed najkrótszą nocą w roku się tu znalazł. Albowiem jest to najcudniejsza noc w całych dwunastu miesiącach. Po tej nocy człek spełniony zostaje na wieki i w spokoju odejść może z tego świata. W tą owo noc, magia i moc sprawcza boga Słońce są najsilniejsze. Ciesz się zatem, boś jednym z nielicznych Ludzi Północy, co to przeżyją. I nie bój się nic, a nic, mieszkańcy życzliwi są i gościnni. Przyjmą każdego do swych siedzib, napitku i polewki dadzą i swymi sekretami się podzielą. Idź więc żwawo, przedstaw się ładnie, ugościć daj się skromnie i zapoznaj się ze zwyczajami i obrządkami, których już niedługo świadkiem będziesz.

Jeno przed zmierzchem nie waż mi się skorzystać z przyjemności kąpieli rzecznej czy jeziornej, jednako są niebezpieczne przed Kupalnocką. Wiły i Wodniki są drażliwe, tak jak Topielce i Świtezianki. Nocą zaś kąp się do woli, woda wtedy księżycowym aspektem się staje i tylko w Noc Kupały uleczy i oczyści twe ciało z wszelkich dolegliwości.

Jeśli zachód słońca się zbliża, to przygotuj swój umysł, nieznany wędrowcze, i serce swe obudź, gdyż obrządki czas zacząć. Pójdź tedy do najbliższej chaty i zagaś palenisko. W całej wsi paleniska zgasnąć muszą. W środku wioski plac jest, a w centrum jego stos drewien. Tam się udaj, by oczekiwać ciemności oczekiwanej nocy. I gdy ostatnie promienie Słońca skryją się za wzgórzami dalekimi, przypatrz się jak stos wybucha ogniem żywym. Weź jedną ze szczap i pójdź rozpalić kolejne stosy, na wzgórzach wokół wsi. Spójrz jak ciemność rozbłyska nagle licznymi światełkami, inne wsie też robią to, co należy. Wyobraź sobie, że ziemia stała się odbiciem bezchmurnego nieba i gwiazdy teraz błyszczą ze zdwojoną mocą, ponad tobą, pod tobą i wokół ciebie.

Symbol wiecznego kręgu i ponownych narodzin dokonał się.

A teraz wróć na plac i zatrać się w szaleńczym tańcu. Wiruj wokół ognia, pląsaj, hasaj, baw się. Niechaj pot z ciebie spłynie, niech zmiesza się z dymem palonych ziół. Niechaj dźwięk liry przeszyje twą skroń, jak i nuty piszczałek, fletów i bębenków. Czy przez stos przeskoczyła już para trzymająca razem figurkę drewnianą boga Słońce? A czy skoczyli przez ogień wszyscy młodzieńcy i dziewczęta? A wdowy i wdowcy? Skoczyli? Też musisz przeskoczyć stos. Teraz! Odczuwasz gorąco. Żywioł oczyścił cię z grzechów, których brzemię nosiłeś na swych barkach od wielu lat. Czyż nie czujesz się teraz swobodnie i lekko?

Symbol oczyszczenia i przebaczenia dokonał się.

A teraz pójdź nad rzekę. Szybko, szybko! Samotne dziewczęta, niezamężne jeszcze, tu się wszystkie zebrały, wianki uwiły i puszczają je teraz z prądem rzeki. Zrób jako ja, leć do brzegu, spróbuj złapać jakiś. A nie daj się innym kawalerom ze wsi, nie daj się wydudkać. Musisz być szybszy, cwańszy i silniejszy, lecz nie morduj przypadkiem ani nie krzywdź. Zabawa to przecie jest, choć nie błaha, albowiem o twojej przyszłości decydować może. Jeśliś złapał wianek jakowyś, odszukaj jego właścicielkę, oddaj jej wianek, a ona odda się tobie. Na zawsze. Ślubów potem mnóstwo się przyrzeka. Złapałżeś wianek? Przyrzekać musisz i ty, nieznany wędrowcze. Jeśliś wianka nie złapał, nic cię w tej krainie trzymać nie będzie i opuścić raz na zawsze ową utopię będziesz musiał. Podejdź ze swą wybranką do ognia, wysłuchaj modlitwy kapłana-Wołchwa do boga Słońca, wysłuchaj pieśni dziewczynek wyuczonych na modły i przyrzeknij swą lojalność swej ukochanej. Stańcie się mężem i żoną, za przyzwoleniem wszechświatłego boga Słońce aż do śmierci.

Symbol połączenia i rozkwitu dokonał się.

Od tej chwili w to święto nigdzie się nie pojawisz bez swojej lubej. Co więcej, dla dobra swego i pomyślności, wróżby i jasnowidzenia musicie razem odprawiać. A różne wróżby są, iście dziwaczne, ale i ciekawe. Jeśli guślarka przed świętem nazrywała w całkowitej ciszy polnych kwiatów, a ich cząstki zmielone i poszatkowane w glinianej miseczce usadowiła, podejdźże z małżonką swą i wywróż szczęśliwy los dla was obojga. Ze studziennej wody wywróżyć możesz ochronę przed choróbskiem. Z rumianku i kwiatów dzikiego bzu dowiesz się o pociechach swych w przyszłości być może narodzonych. A w cząbrze i szczypiorku majątek swój przyszły odnajdziesz.

Symbol planów, wiary i nadziei dokonał się.

I nie wahaj się zaufać małżonce swej, jeśli nachalnie i gwałtownie wręcz zmusi cię do zagłębienia się w ciemne bory. Na pewno widzisz pochodnie połyskujące między pniami drzew. Cała wieś wyruszyła na poszukiwania pewnego kwiatu. Kwiatu Paproci. Tak, przyjacielu, ja też nie sądziłem, że to możliwe. Ale Kwiat Paproci istnieje naprawdę. Widziałem go. Nie mogę ci rzec, że go znajdziesz, ale jeśli tak - strzeż się, albowiem potężnych ma on strażników. Szukasz potężnego kwiatu, którego płatki wiecznie się rozwierają, jakby pogrążone w wodzie. Rzuca ów nieziemski twór przenikliwy błękitny blask, upiorny i tchnący wiecznością. Pręciki jego zaś goreją płomieniem, a liście ścielą się na ziemi tworząc królewski jedwabny kobierzec. I gdy nań się zbliżysz i będziesz wiedział, że oto twoja zdobycz, ukłoń się pokornie, aby cię Biesy podłe, co w koronach drzew czatują, nie dosięgły swymi zgrabiałymi pazurami. A potem wstań i skocz po trzykroć, aby cię Skarbnik spod ziemi nie dorwał i nie zadusił ziemią i piaskiem. Potem niemal natychmiast obróć się raz w jedną, a potem dwa razy w drugą stronę, bowiem Nocnica przerażająca będzie chciała Ci wydrzeć duszę. Na koniec zaś złap swoją wybrankę i przytul ją do siebie tak mocno, jak tylko potrafisz. Jeśliś do tej pory nie był pewien czy ją kochasz, właśnie teraz odpowiedź nadejdzie. Bo tylko żarliwe uczucie jest w stanie pokonać Czarnoboga - okrutnego pradawnego boga, strąconego do umarłych podziemi i mogącego na moment wrócić do świata żywych właśnie podczas kupalnej nocy. Jeśliś to przetrwał, raduj się, bowiem Kwiat Paproci ukaże ci teraz najpiękniejszy skarb na świecie. Myślę, że już wiesz, czym jest ów skarb, wszak przeżyłeś. Tak jak ja.

Symbol zrozumienia i mądrości dokonał się.

Wróć teraz nad rzekę, zażyj uzdrawiającej kąpieli wraz z małżonką, a potem oddajcie się sobie, by przypieczętować trwały związek dwojga osób. Przez resztę nocy zaś, chwal boga Słońce, jego brata Księżyc i ich siostry Gwiazdy. Sław je w pieśniach nad ogniskiem, sław je w modlitwie przy swym łożu, sław je w duchu podczas snu.

Jeśli to czytasz, mój nieznany przyjacielu, i jest już dzień, wróć proszę do miejsca, gdzie znalazłeś ową wiadomość. Stamtąd skieruj się na zachód na skraj wioski. Podejdź do ostatniej chaty, tej z niewielką werandą i bluszczem na drewnianych słupach. Śmiało, zapukaj. Myślę, że nadszedł czas, abyśmy się poznali, mój drogi przyjacielu z Północy.

Wejdź, jesteś zaproszony.

Witaj

Jestem Andurad z Bialicej Skały. Przybyłem do Dolnej Anharii sto dwadzieścia pięć lat temu. Tak, niesamowite. Efekty kupalnej nocy przedłużyły moje życie. Umarłem dwa lata temu w objęciach mojej wiernej i zawsze pięknej żony. Umarłem szczęśliwy, z uśmiechem na ustach. Moja żona umarła dwa miesiące po mnie. Wywróżyłem to pięćdziesiąt lat temu. Tak, podczas Kupalnocki. Chciałem Ci rzec, iż ten dom, w którym teraz przebywasz należy do ciebie. Albowiem ten dom zawsze należał do Wcielonych.
Przeżyłeś coś niesamowitego, tak jak ja. Liczę na to, że spotkamy się w Prawii. Tak, mieszkańcy Dolnej Anharii budzą się w Prawii, a nie w Nawii jak wszystkie znane ci narody świata. Życzę ci owocnego życia, mój bracie z Północy. Szczęścia, pomyślności, wszystkiego co dobre...

Teraz rozgość się Avranie z Enderhad i bywaj.
Do rychłego spotkania w Prawii...


Twój serdeczny przyjaciel
Andurad z Bialicej Skały

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: