Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 21 lip 2018, 18:32



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: 14 lut 2014, 17:16 
Arcylisz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 14
Rejestracja: 21 kwie 2012, 17:50
Posty: 781
Lokalizacja: Un-Ilu
Płeć: Mężczyzna
Nie przeczytałem całego, bo muszę znikać, ale jak na razie to mi się podoba, ma klimacik. To prolog, a zatem jestem ciekaw co zapowiada. :D Tylko to: " Wiły i Wodniki są drażliwe, tak jak Topielce i Świtezianki" Hm. Świtezianka była tylko jedna, i była to nimfa jeziora Świteź. :P Wiem, że np. bazyliszek też był tylko jeden, no ale Świtezianka ma w nazwie nawet wpisane, że pochodzi z jeziora Świteź. Trochę mi to nie pasi. :D No i nie wiem czy te nazwy demonów trza pisać z wielkiej litery. Skomentuję jeszcze później, ale teraz uciekam. ;)
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 14 lut 2014, 20:06 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1362
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
Powiem Ci tak... Czytało mi się to okropnie ciężko. Rozumiem, że to zabieg celowy?
Co do kontekstu, tła... Fajne, bardzo fajne. Trochę mi się wydaje, że za wiele słowiańskich smaczków chciałeś tu wrzucić. Np. Skarbnik, czy Świtezianki. To są stworki przywiązane właśnie do konkretnych miejsc, jak to Slay wyżej zaznaczył.
Całkowicie zaskoczyła mnie, znajomo brzmiąca, nazwa Nawii, czy Prawii na końcu. Ciekawym, do czego konkretnie nawiązujesz w tym tekście :D
Czytając, niespecjalnie zwracałem uwagę na błędy. Wynotowałem tylko dwa kawałeczki.

Dragon pisze:
Nocą zaś kąp się do woli, woda wtedy księżycowym aspektem się staje i tylko w Noc Kupały uleczy i oczyści twe ciało z wszelkich dolegliwości.

Baardzo, baardzo nie pasuje mi tu "księżycowym aspektem"... Nie wiem. Nie umnę tego ubrać w jakieś regułki.

Dragon pisze:
Tam się udaj, by oczekiwać ciemności oczekiwanej nocy.

Ciężko tu wychwycić, czy jest to zabieg celowy, czy też nie... Ale tak na wszelki wypadek ;)

Ciekawym, co też będzie dalej...? :D

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 24 lut 2014, 09:52 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3283
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Jedna wada:
Dolna Anar(c)hia xD - po prostu nie potrafiłem tego inaczej przeczytać.

A poza tym to cud miód i solone orzeszki. Na prawdę fajny tekst. Nie wiem jak inni, ale ja tekstu nie czytałem, tylko biegłem. Tak szybko mi się czytało jak nigdy, tekst sprawia wrażenie niesamowicie dynamicznego, jak rozpędzony pociąg. No i w ogóle styl opowieści, używane słowa, to wszystko naprawdę zrobiło wspaniały słowiański klimat. Postarałeś się trochę, żeby naśladować wielkich "mistrzów" i zrobiłeś zdania-wyliczanki z kwiatami xD Jak ja tego nie znoszę, a szczególnie jak ktoś wymienia potrawy, jakie pojawiły się na stole biesiadnym, bo zaraz mam ochotę to zrobić.
Więc ogólnie rzecz ujmując - świetny tekst.

Jeśli chodzi o formę, to jest dość cudaczna, bo nie wiem, czy to samodzielny twór, jeśli tak, to pasuje na list w jakimśtam świecie; czy jest to część czegoś większego, wtedy zupełnie nie mam pojęcia jak to się będzie z resztą jadło.
(sory za dziwne zdanie, nie mam pojęcia jak je lepiej złożyć)

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 01 mar 2014, 13:01 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1798
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Mi również czytało się to bardzo dobrze. Hehe. Ja tu nie mam się do czego przyczepić, chociaż też czytało mi się tą Anharię, jako Anarchię XD Ale to tam nieważne.
Co jest ważne? Tekst jest świetny. No świetny po prostu :D Cała "słowiańskość" ujęta w kilkudziesięciu zdaniach. Nawet nie wiem co więcej o tym powiedzieć. Czekam z niecierpliwością na dalsze części :D
I nie zgadzam się z poprzednikami. Chodzi o te nazwy, które się tyczą konkretnych miejsc. No i co z tego? To jest fikcja, tu można wszystko. Jakby to miał być tekst osadzony w naszym świecie, to rozumiem, ale to jest Dolna Anarchia :D Jak nazwa wskazuje, róbta se co chceta :D To tak samo jakby się przyczepić do tego, że np. w jakimś tekście fantasy ktoś użył imienia Kamila, ale nie mógłby, no bo przecież to imię pochodzenia łacińskiego, a w tamtym świecie łacina nie istnieje. :D

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 29 kwie 2014, 20:27 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Dzięki Wam wszystkim, za cudne komentarze xD

Kolejna opowiastka ode mnie ;). Coś strachowatego dla urozmaicenia ;). Miłego czytania :).

KRUCJATA SZEPTÓW


Cytuj:
Drzwi otworzyły się wydobywając z siebie przeciągłe skrzypienie. Esteban przekroczył próg, podniósł wyżej lampę naftową, by krąg światła oświetlił większą część pomieszczenia. Stary Hiszpan nigdy się nie przekonał, by odrestaurować tę część rezydencji. Jego ojciec nie chciał nawet podchodzić do drzwi Wschodnich Komnat, a Esteban miałby brać się za jakieś remonty? W tym zapuszczonym chorym siedlisku zła? Miał już 86 lat i dopiero teraz coś go skłoniło, by wejść do tej przerażającej siedziby wszelkich strachów. Esteban był stary, jego czas się kończył i doskonale to rozumiał. Wobec tego nie mógł sobie pozwalać na jakieś błahostki i lęki z dzieciństwa. Przecież ktoś mógł wykorzystać głupie zabobony starego Estebana i włamać się do rezydencji. Dlatego Esteban po raz pierwszy od 76 lat postanowił zbadać opuszczone komnaty. Skłonił go do tego hałas tłuczonego szkła.

Rozejrzał się. Był w przedsionku. Wszystko pokrywała gruba warstwa kurzu, a pajęczyny rozpościerały swe ramiona na niebywałe odległości. Wziął głeboki oddech i postąpił kilka kroków wprzód. Przeszedł przez kolejne drzwi na korytarz. Ciemno było jak diabli. Ależ sobie wybrał porę na przechadzkę. Środek nocy. Cóż, Esteban myślał jak włamywacz, który wkracza na czyjąś posesję dopiero po zmroku. Chciał złapać nikczemnika na gorącym uczynku. Zauważył świece powtykane w ścienne kandelabry. Wziął zapałkę i przeniósł ogień z lampy na te świece. Zrobiło się jaśniej. Minął trzeci rząd świec, gdy nagle owa jasność zniknęła. Odwrócił się. Jakże się zdziwił, gdy ujrzał małe słupki dymu unoszące się z dopiero co zapalonych kandelabrów. Coś stęknęło za nim. Znów się odwrócił, czując jak mu serce zaczyna mocniej bić. Tym razem ujrzał coś na końcu korytarza. Czyjś wyraźny cień na ścianie, w kręgu światła, którego źródło musiało się znajdować gdzieś za rogiem. Zgasił swoją lampę, żeby się nie zdradzić. Wiedziałem - pomyślał - Myślą, żem stary głupiec, niedosłyszy, niedowidzi, a złota w bród ma. Łatwy łup, myślą. Ja im dam łatwy łup. Łupnia co najwyżej i krzyżyk na drogę.

Zbliżył się do rozwidlenia i wyjrzał ostrożnie za róg. Wychylił się bardziej. Nagle coś tupnęło i światło zgasło pogrążając zaskoczonego Estebana w całkowitych ciemnościach. Usiadł przy ścianie, czuł ją swymi plecami. Wyjął roztrzęsionymi dłońmi zapałki i jakimś cudem zapalił z powrotem swoją lampę. Podniósł ją powoli, jakby oczekiwał, że coś nagle na niego skoczy. I oto co zobaczył. Duże pomieszczenie zawalone pudłami i kartonami. Jakaś stara drewniana skrzynia w tym wszystkim z metalowymi okuciami. I pośrodku mniej więcej wózek dziecięcy. Wstał i powoli ruszył zbliżając się do wózka. Natychmiast stanął, gdy ujrzał jak wózek się poruszył. Jakby się coś w nim przewracało. I wtedy usłyszał płacz dziecka. Głośno połknął ślinę. Dziecko? - jego myśli wariowały - Tutaj? Co to za piekielne sztuczki? Podszedł jeszcze bliżej. Płacz zamienił się w bulgot. Staremu biedakowi nogi nagle zamieniły się w watę. Nie mógł się ruszyć ani wydobyć jakiegoś dźwięku.

Z wózka podniosło się coś obrzydliwego. To był niemowlak, ale taki, którego nikt nie chciałby przytulić. Miał szarą cerę, dziewczęcą czapeczkę zawiązaną pod brodą. Z oczodołów wypływały gałki oczne w postaci cuchnącej posoki. A źródłem bulgotu była gęsta krzepnąca krew wydobywająca się nadmierną ilością z ust dziecięcia i brudząca różowe ubranko. Mały bulgoczący potworek uniósł się w powietrze i zawisł nad wózkiem.
Chwilę później wydobył z siebie przerażający krzyk, niemal jak dojrzała kobieta i rzucił się na Estebana otoczony czarnym dudniącym obłokiem.
Chwilę później jedyny domownik rezydencji Jacquelinów w El Paso, stracił życie, a dom stał się prawdziwym siedliskiem zła...


Ta historia dopiero się zaczęła. Być może poznacie jej ciąg dalszy, jeśli tylko starczy mi sił i samozaparcia, by go napisać...

Pozdrawiam, Dragon

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 05 maja 2014, 23:37 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 18 cze 2010, 10:22
Posty: 2334
Lokalizacja: Freie Stadt Danzig
Płeć: Mężczyzna
Fajny kawałek tekstu, na plus. Choć nie wiem no... Jakoś tak mało klimatu było. :D Niemniej chciałbym się dobrać do kolejnych części tej historii. :D

PS. Wychwyciłem jeden błąd. :)
"Wiedziałem - pomyślał - Myślą, żem stary głupiec, niedosłyszy, niedowidzi, a złota w brud ma."
Powinno być "w bród". :)
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 11 lip 2014, 23:13 
Rycerz
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 15 mar 2012, 19:43
Posty: 909
Lokalizacja: Kaer Morhen
Płeć: Mężczyzna
Szczerze mówiąc, nie za bardzo ujął mnie ten tekst. Klimat średni - nie jest świetny, choć daje radę. Pomimo tego, że specjalnie czekałem z przeczytaniem tego tekstu do późnego wieczoru. :P Było kilka momentów, w których użyte zdanie/wyrażenie zepsuło trochę klimat. Ale im dalej tym lepiej. Dziecko było całkiem mocnym momentem, ale ten "straszak" nadszedł zbyt szybko, mogłeś dłużej budować klimat przed końcówką. Chociaż miej na uwadze to, że jestem laikiem w dziedzinie wszelkich horrorów. :P

Cytuj:
Wziął zapałkę i przeniósł ogień z lampy na te świece.

"Te" brzmi w tym zdaniu sztucznie. IMO bardziej by pasowało "Wziął zapałkę i przeniósł na nie ogień z lampy", z poprzedniego zdania przecież dobrze wiadomo, na co przeniósł ogień.

Cytuj:
Zgasił swoją lampę, żeby się nie zdradzić.

"(...), żeby nie zdradzić swojej obecności", lub coś w tym stylu, pasowałoby bardziej. Jak wyżej - "żeby się nie zdradzić" brzmi sztucznie. Może się mylę, ale według mnie w tym miejscu coś zgrzyta.

Cytuj:
Nagle coś tupnęło i światło zgasło pogrążając zaskoczonego Estebana w całkowitych ciemnościach.

Wydaje mi się, że tu powinien znaleźć się przecinek przed "pogrążając".

Cytuj:
Jakaś stara drewniana skrzynia w tym wszystkim z metalowymi okuciami.

Nie bardzo zrozumiałem znaczenie wyrażenia "w tym wszystkim" w tym zdaniu.

Cytuj:
I pośrodku mniej więcej wózek dziecięcy.

Mniej więcej wózek czy mniej więcej pośrodku? :P

Cytuj:
Wstał i powoli ruszył zbliżając się do wózka.

Wydaje mi się, że tu powinien być przecinek. Niestety nie jestem zbyt dobry w przecinkach. :)

Cytuj:
Nie mógł się ruszyć ani wydobyć jakiegoś dźwięku.

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem sens zdania, ale domyślam się, że chodzi o wydobycie "jakiegokolwiek" dźwięku.

Cytuj:
Chwilę później jedyny domownik rezydencji Jacquelinów w El Paso, stracił życie, a dom stał się prawdziwym siedliskiem zła...

Nie powinno być przecinka przed "stracił życie".
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 15 lip 2014, 12:58 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Na wszelki wypadek skopiuj sobie ten komentarz, Brex. :P
Bo jakby Dragon nie przeczytał, a zdarzył się reset postów, to wiesz. :P

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 16 lip 2014, 17:46 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Buehhh... każdy ma w swojej twórczości taki moment, że musi po prostu wys*ać crapa, bo go głowa boli od samych pozytywnych komentarzy :P ;].

A tak szczerze, to po prostu było moje potknięcie, przynajmniej wiem, że za horrory się zabierać nie powinienem. Drugiego Stephena Kinga nie będzie xD. Niemniej, bardzo dziękuję za poświęcony mi czas, MD i Brex ;).

Na pocieszenie i z okazji powrotu kolejna część słowiańskiej fantasy, a mianowicie kontynuacja "Nocnej Baśni" ;). Zapraszam do lektury, miłego czytania. Uprzedzam... może być dziwnie XD.


Cytuj:
SZARA BAŚŃ
Utopijne Społeczeństwo wg Czwartego z Wcielonych


- Kim chciałabyś być dziecinko? Księżycem czy gwiazdą?
- Chciałabym być ciemnością, co między niemi się gromadzi, albowiem to ona pochłania wszystko.

- Kim chciałbyś być drogie dziecko? Rycerzem czy bardem?
- Chciałbym być zazdrością, co między niemi się rodzi, albowiem to ona jest prawdą.


Test Żercy sprawdzający prawidłowy rozwój wiejskich dzieci.



Oni poruszają się jak duchy, które zmuszono żyć szczęśliwie. Żyją niczym małe pacynki, którym narysowano uśmiechy i kazano grać w śmiesznych przedstawieniach ku uciesze gawiedzi. Najgorsze jest to, że nie wiadomo, kto trzyma patyczki lalek i ustawia tło odgrywanych scen. A może nikt tego nie robi? Może oceniam zbyt pochopnie? Może tutaj tak po prostu jest? Czyżbym odnalazł raj? Idyllę, w której ludzie mogą odpocząć? Umarłem? Chciałbym by to była prawda.

Ale chyba nie jest.

Mam sny. Tylko one nie są piękne i radosne. Sny, które próbują przekazać mi jakąś ważną wiadomość, wiem to. Pokazują mi wciąż to samo. Małego chłopca, który zamienia się w popiół. Siedzi nieruchomo, wokół latają czarne gawrony i świeci ostre słońce. Chłopczyk na początku jest siny, wydaje się być chory, na dłoniach tworzą się krosty i bąble wypełnione purpurową ropą. Oczy zapadają się w oczodół coraz głębiej, jakby jakaś straszna siła wgniatała je w głąb czaszki. Chorobliwie matowa, sina barwa skóry powoli szarzeje i czernieje. Można by pomyśleć, że chłopiec niczym gad jakowyś, zaraz zrzuci skórę i spod suchych zwał chropowatej tkanki wyłoni się nowa przepiękna istotka.
Tak można myśleć. Ale śnić trzeba zawsze tak samo.
Chłopczyk powoli zamienia się w popiół, jakby trawiony niewidzialnym ogniem. W pewnym momencie otwiera usta i wyciąga rękę ku mnie, jakby prosił o pomoc, której nigdy nie otrzyma. I w tej pozie umiera. Palce wyciągniętej dłoni porywa wiatr i rozsypuje je po złocistych polach i łąkach. Usta zamierają, obrzeża ich kruszeją i tworzą nieregularną przerażającą obwódkę wokół sczerniałej jamy ustnej. Budzę się. Zawsze w tym momencie.

A gdy się budzę, u boku swego widzę cudowną kobietę. Mieszkankę wsi Połoczna, którą pojąłem za żonę. Nie miałem w tym względzie nic do powiedzenia. Musiałem poddać się wszelkim zasadom, bo przetrwałem wszystkie próby Kupalnej Nocy - bardzo ważnego i głęboko zapadającego w pamięć święta. Moja małżonka ma na imię Lauriela, ale każe na siebie mówić Laura. Jest bardzo piękna. Jej złote włosy zawsze są splątane w gruby warkocz. Ma duże oczy, które spoglądają na wszystko i wszystkich z niesamowitym błyskiem. Całowałem jej delikatne usta, dotykałem jej śniadego ciała, drobnych piersi, silnych nóg i nieskalanych żadnymi defektami ramion. Ale jej nie znałem. I nadal nie znam. To mieszkanka Dolnej Anharii. Nawet nie potrafię wskazać dokładnie, gdzie leży ta kraina. Nie ma jej na mapach. Ja pochodzę z Enderhad, miejscowości położonej daleko na północy. Zapewne dlatego, nie potrafię się porozumieć z tutejszymi ludźmi, włącznie z Laurą. Oni emanują tajemniczością, czymś nadludzkim. Może to nie są ludzie? Może to są anioły? Istoty boskie, o których się nasłuchałem od tych wędrownych misjonarzy? Nie wiem. Wiem za to, że nigdy nie będę taki, jak oni.

Powiedzieli mi, że jestem Wcielonym. Nie wiem, co to znaczy. Ale podejrzewam, że chodzi o to, że zostałem włączony do społeczności, w której się nie wychowałem i której nie znam. Żerca, czyli tutejszy wiejski kapłan, przy każdej nadarzającej się okazji zadaje mi osobliwe pytanie: "kim jestem?". Nie chodzi mu o moje pochodzenie ani dawne życie. Zawsze wskazuje palcem miejsce, gdzie bije serce człowieka. Nie wiem jakiej odpowiedzi oczekuje, więc wciąż mnie zachęca, bym jej szukał. To oznacza, że bycie Wcielonym to coś więcej, niż zwyczajne zamieszkanie wśród tych niesamowitych ludzi. Każdy mi mówi, że muszę zrozumieć. Ale co? Nigdy nie otrzymałem tutaj jasnej odpowiedzi. Same zagadki, tajemnice.

Przede mną było jeszcze trzech Wcielonych, którzy również trafili tu z innych zakątków świata. Wszyscy oni nie żyją. Ale mieszkańcy wsi pamiętają każdego z nich, nawet pierwszego, który dotarł tutaj przed trzysta laty. To dość niepokojące. Czyżby ludzie urodzeni w tym zakątku byli nieśmiertelni? I po co im Wcieleni? Doprawdy, prawa rządzące tą krainą są zbyt zawiłe i nieodgadnione, jakby rzeczywiście jakiś bóg ingerował w tutejsze życie.

W zasadzie można rzec, że ta kraina również poddała się owym prawom. Wyobrażacie sobie cykl, w którym dzień jest całkowicie słoneczny, ale nie jest upalny, a noc jest przyjemnie chłodna i bezchmurna? I tak przez cały czas? Odkąd się tutaj pojawiłem, nie widziałem na niebie żadnej chmury. Prawie zapomniałem jak wyglądają te białe bałwany sunące leniwie po nieboskłonie. O dziwo, nigdy tutaj nie pada deszcz, a rośliny rosną i rosną, jakby ciągnęły wodę z porannej rosy albo wprost z ziemi. Nikomu tutaj nie jest ani za gorąco, ani za zimno, ani za sucho, ani też za mokro. Wszystko jest idealne. Tak samo praca nie wymaga wysiłku. Mieszkańcy Połocznej zajmują się typowymi obowiązkami panującymi we wsiach. Głównie uprawą i hodowlą. I wszystko to za darmo. Cała społeczność dzieli się wszystkim. Zbierają zboże i dobrowolnie oddają je młynarzowi. Ten dobrowolnie mieli je na mąkę i oddaje ją piekarzowi. A ten dobrowolnie piecze chleb i rozdaje je mieszkańcom. Wszystko do-bro-wol-nie. Dla mnie rzecz to niepojęta. Podczas gdy na północy ludzie biją się o przetrwanie, mędrkują nad tym, jak walczyć z głodem, wojną i korupcją, tutaj w tym zaciszu, gdzie nie ma handlu, bogactwa, chciwości i dumy, ludzie żyją w pokoju, bez zmartwień o swoją przyszłość i o to, czy przetrwają.

Żyję tutaj już ponad dwa tygodnie i wciąż mam przed oczyma obrazy z Kupalnej Nocy. To było najpiękniejsze wydarzenie, jakie w życiu dane mi było doświadczyć. Czułem mistykę i magię. Nie taką zwykłą, którą chwalą się czarownicy i magicy na północy. To było coś innego, jakaś pradawna potężna moc, której żaden człowiek nie jest w stanie opanować. Po raz pierwszy w życiu widziałem Kwiat Paproci, roślinę-legendę. To coś rzeczywiście było takie, jak je opisał w liście mój poprzednik - Andurad z Bialicej Skały. I stworzenia, które wymienił, również istnieją. Nigdy w życiu nawet nie słyszałem o takich istotach. A podczas mojego krótkiego pobytu tutaj dowiedziałem się o wielu innych stworach. Skarbniki, świtezianki, wiły, wodniki, topielce, nocnice, biesy to zaledwie forpoczta lokalnej fauny. Są tutaj również badniaki, południce i północnice, żmijowie, jakieś mary, zmory, dajsiłki albo dusiołki, dybuki, latawce, płanetniki i wiele innych. Tylko, że one wszystkie trzymają się z dala od ludzkich siedzib, dlatego nie widziałem żadnego z nich, oprócz tych podczas wspomnianego już święta.

Piszę to, bo czuję, że zbliża się do mnie prawda. Nie wiem, czy jestem gotowy, ale to coś nadciąga nieuchronnie i nie wiem, czy będę miał okazję cokolwiek jeszcze napisać. Mam wewnętrzną potrzebę uwiecznienia moich doświadczeń z tego świata. Jestem jednym z czterech ludzi z północy, którzy tu trafili i zostali. Czuję ogromne brzemię i odpowiedzialność, za to co się będzie działo w przyszłości. Ciekawym, czy moi poprzednicy również przeżyali coś takiego. Przeszukałem cały dom, w którym zamieszkałem - ten który jest przeznaczony dla Wcielonych. Nic jednak nie znalazłem. Żadnego dowodu, że ktoś tu mieszkał przede mną. Pytałem się, gdzie są groby moich poprzedników. Odpowiedzią było wskazanie palcem na słońce. Słońce to tutejsze bóstwo. Wszyscy chwalą boga Słońce, jego brata Księżyc i ich siostry Gwiazdy. Tutaj wierzy się, że dusze zmarłych w dzień wracają do Słońca, a zmarłych nocą - do Księżyca. Gwiazdy otrzymują dusze dzieci i innych żywych istot. Muszę rzec jedno, cywilizacja jaka się tu uchowała jest naprawdę piękną kulturowo...


Na wszelkie demony świata! Widziałem! Widziałem to! Sen objawił mi się na jawie! Dziecko na moich oczach zmieniło się w popiół! Prawdziwy popiół! Straszne... takie... straszne...


Minęły dwa dni od tego wydarzenia i wciąż jestem wstrząśnięty. Jednak nie wszystko jest tutaj idealne. Tak jak mówiłem, prawda wyciąga ku mnie swoje straszliwe ręce. A prawda ta jest okrutna i przerażająca. Jeszcze jej nie znam, ale czuję, że ją poznam i to już wkrótce. Mieszkańcy nie chcą ze mną rozmawiać, mówią, że się rozpraszam. Żerca intensywniej zadaje mi pytanie, kim jestem. Nawet mu nie odpowiadam, tylko przechodzę obok i idę od niego precz. Tylko Laura rozmawia ze mną swobodnie, lecz na pytania nie odpowiada wprost. Mówi mi, że do wszystkiego muszę dojść sam. Im nie wolno mi pomagać. Jestem coraz bardziej zaniepokojony. Dzieje się tutaj coś naprawdę niedobrego...

Znowu... kolejne dziecko, tuż przede mną wyciągało ku mnie dłonie i umierało. Nie... co się dzieje... proszę... nie chcę tego oglądać... nie chcę mieć na sumieniu tych małych istot...

Nie życzę tego nikomu. Cała wioska najwyraźniej obciąża mnie za śmierć tych dzieci. Wszyscy wołają do mnie, bym zrozumiał, a ja wciąż nie wiem, o co chodzi. Ale połączyłem dwa fakty. Otóż wszyscy wołają do mnie "zrozum", a Żerca wciąż się pyta "kim jestem". Więc muszę zrozumieć jaka jest moja rola, do czego potrzebni są im Wcieleni. Czuję, że jestem oszukiwany. To by było zbyt piękne, prawda? Żeby móc wejść w to cudowne społeczeństwo, nie płacąc zupełnie nic. Jednak nawet tutaj nie wszystko jest za darmo. Pytanie tylko brzmi, jaka jest cena...

Idę przez plac w centrum wioski. Nikogo nie ma wokół. Wszyscy pochowali się w swoich słomianych chatach, albo poukrywali gdzieś w pobliżu. Na środku jednak stoi mała dziewczynka. Chorobliwie sina, z otwartymi ustami, pada na klęczki, wyciąga ku mnie dłonie nakrapiane pękającymi wrzodami i ociekającymi purpurową cieczą. Jej oczy zmieniają się w czarne smoliste dziury, włosy siwieją i ulatują z ciepłym wiatrem... dotykam ją. Pierwszy raz dotykam chorego dziecka. I wtedy przyszło zrozumienie. Prawda rzuca mną o rozgrzany piasek, każe klęczeć przed tym, co nadchodzi. Świat nagle traci barwy, te złociste kolory, żywe bajeczne tła zmieniają się w odcienie szarości. Wszystko nagle staje się szare i smutne. Widzę mieszkańców wioski. Są bezkształtnymi obłokami unoszącymi się nad ziemią, sunącymi niby zagubione dusze, nie mogące znaleźć drogi do boga Słońce. I oto nad tym wszystkim unosi się to coś. Wygląda jak zbitka czarnych płaszczy, których poły są silnie targane przez wiatr. A pośrodku tej skołtunionej kupki tkwi niewyraźna twarz, która przemawia do mnie metalicznym, budzącym grozę, głosem:
- Witaj Wcielony. Udowodnij, że jesteś godny by piastować to stanowisko w moim raju. Czy wiesz już kim jesteś? Musisz odpowiedzieć teraz. Dobra odpowiedź oznacza twój spokojny żywot, zaś zła oznacza twoje dalsze strapienie, póki nie zrozumiesz. Kim więc jesteś, Czwarty Wcielony?
- Zaraz, czekaj... - chcę zyskać na czasie. - ...może zanim Ci odpowiem, powiedz, kim Ty jesteś?
- Jestem wszystkim i niczym. Jestem życiem i śmiercią. Jestem dobrem i złem. A kim jesteś ty?
Myślę bardzo długo. Istota ta jest iście cierpliwa. Rozglądam się wokół, widzę te bezkształtne obłoki otaczające mnie i... to dziecko, z którego popiół lgnie ku moim dłoniom i twarzy. Ta choroba chce dostać się w moje ciało. Mógłbym uratować tą dziewczynkę przed niechybną śmiercią. I chyba właśnie o to chodzi. Mam ich ratować. Ja sam. To moja rola.
- Jestem... jestem twoim sługą. - Istota wciąż czeka. Odpowiedź musi być dokładniejsza. - Jestem... tym, co... zbierze ich... - rozumiem! - ...grzech.
- Jesteś Wcielonym. - Czuję aprobatę tej istoty. - Godnie wypełniaj swą powinność, a zyskasz spokój i radość ducha na wieki. Sław boga Słońce, jego brata Księżyc i ich siostry Gwiazdy, a nade wszystko sław mnie...

Istota odlatuje gdzieś w nieokreślonym kierunku, a w miarę gdy się ona oddala, świat odzyskuje swoje piękne kolory. Czuję jak choroba dziewczynki wnika we mnie. Czuję jak wsysam ją przez skórę, usta i oczy, jak tłumię ją w sobie i chowam, gdzieś w najdalszym zakątku mojego ciała. Drżę. A potem czuję mocny uścisk przytulającej się zdrowej dziewczynki i słyszę jej radosny śmiech. Rozglądam się i widzę tłum mieszkańców. Wszyscy są szczęśliwi, uśmiechają się. Podchodzi do mnie Laura i mnie całuje, obejmuje, cieszy się. Wszyscy są szczęśliwi, tylko nie ja.

Zrozumiałem. Ale wnioski wyciągnąłem zupełnie inne, niż by sobie tego życzyli Ci ludzie i owa istota. Wpadłem między młot, a kowadło. Jeśli tu zostanę, każdy grzech, który z nich ściągnę, będzie mnie powoli zabijał. Jeśli stąd odejdę, będę miał na sumieniu tych wszystkich ludzi.

Podjąłem decyzję.

I teraz uciekam, bo zemsta istoty nadprzyrodzonej jest sroga.

Wywołałem coś strasznego. Mam na sumieniu wszystkich mieszkańców wsi Połoczna. W oczach jawi mi się rozpłakana Laura, znów widzę dzieci zmieniające się w popiół. Ale nie to jest straszne. Straszne jest to, że teraz cały świat dowie się o Dolnej Anharii, bo ona odkryła swoje prawdziwe oblicze i ruszyła w pościg za mną, brnąc coraz dalej ku północy. Ta dziwna kraina połyka wszystko, co stanie na jej drodze. Ta Istota, która mnie nienawidzi, spuściła ze smyczy swoje utopce, borowiki i leśne starożytne duchy.

Nadchodzi trudny czas dla świata. Dopiero teraz wszyscy zobaczą prawdziwe oblicze wojny, okrucieństwa i pradawnych mocy.

I to wszystko rozpocząłem ja, Avran z Enderhadu, Czwarty z Wcielonych.

Dezerter.


_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 26 lip 2014, 15:23 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1362
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
Stary... *o*
Jedno Ci rzeknę, co Ci rzeknę, ale Ci rzeknę. Majstersztyk. Świetny klimat, niezły styl... Nadal nie trzymasz się przecinków, ale mniejsza o to.
Ekstra się to czyta przy Omnii. ^^'
Super historia, końcówka najlepszejsza. :D

Masz, tyle uwag ode mnie. Może zaplątało się coś jeszcze, ale trudno. :P
Dragon pisze:
Ciekawym, czy moi poprzednicy również przeżywali coś takiego.

Literówka Ci się wkradła. :D

Dragon pisze:
Na wszelkie demony świata! Widziałem! Widziałem to! Sen objawił mi się na jawie! Dziecko na moich oczach zmieniło się w popiół! Prawdziwy popiół! Straszne... takie... straszne...

Początek akapitu tworzy dreszczyk, ale końcówka jest - w moich oczach - nieco za słaba.

Mam nadzieję, że "scenariusz" będzie równie genialny... ;) :D

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 35 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: