Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 15 sie 2018, 05:52



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 457 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 46  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wyprawa Na Ziemie Diabłów.
Post: 02 gru 2013, 00:33 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8172
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Wyprawa Na Ziemię Diabłów
Damian "Dragu" Bal
Forumowa Sesja Role Playing Game


Łódź rozdzielająca piaszczyste wybrzeże na dwoje, pchana co sił przez dwie drobne dłonie, w końcu zaznała przeznaczenia swego na wodach głębokich kołysząc się i mając przez swą podróż przynieść ukojenie choremu mężowi.
Scena ta, ratunkowa wyprawa, miała w sobie coś, co sprawiło iż świadkowie zaprzestali tego czym się zajmowali i cicho wspierali dzielną zielarkę, młodą i urodziwą Itzel.
Wyprostowawszy się obserwowała ją w ciszy również młodsza od niej Kotori, która była w trakcie wypełniania swoich obowiązków. Trzymając w dłoniach naczynie na wodę śledziła wzrokiem rozkołysany taniec łodzi, gdy nagle coś złośliwie przerwało piękną scenę. Coś zahaczyło się o łódź, skutecznie ją unieruchamiając.
Kotori bez wahania, zawiedziona nieco faktem, że coś popsuło ten hipnotyzujący obrazek, wyruszyła w kierunku Itzel, by wypchnąć ją z tego, co blokowało łódź, jednakże nie spodziewała się tego, co miało spotkać je obie.

***


Piekący w nosie zapach starych połowów zmusił panią Siellow do zasłonięcia sobie ust i nosa. Rozbujany pokład przypomniał jej o trudach pierwszych podróży, na które już zdążyła się uodpornić, jednak nie wliczyła w swoje kalkulacje duszącego, przykrego zapachu. Po chwili postanowiła zejść pod pokład mijając po drodze ogromną rozbebeszoną rybę. Spojrzawszy na wypatroszone zwierzę dziewczyna zasłabła i zachwiała się na nogach niemalże wpadając na europejskiego podróżnika, który jeszcze w porcie wszedł na pokład zaraz za nią - zapamiętała go jedynie po nosie lekko zniekształconym przez dawne złamanie. Ów mężczyzna znany był jako Taylor. Pan Taylor gotów był już, by złapać młode dziewczę o nietypowej urodzie, jednakże panienka Siellow odzyskała równowagę i zwinnie uniknęła kontaktu. Nim zniknęła za drzwiami prowadzącymi pod pokład, Taylor wzrokiem wychwycił kołyszący się u jej szyi naszyjnik ze zwierzęcego kła, który po chwili troskliwie schowała pod bluzką. Mężczyzna uśmiechnął się, bo jaki mężczyzna nie byłby zadowolony ze spotkania nietypowej piękności, jednakże jego dobry humor miał się skończyć już za chwilę.

***


Ciemność. Nagle, ni stąd, ni zowąd, zapadł mrok. Niemal wszyscy byli pod odkrytym niebem, nagle nie widzieli niczego oprócz mroku i nie czuli niczego, oprócz wilgotnego podłoża, na które rzuciło ich brutalne szarpnięcie.
Ból głowy towarzyszył powrocie przytomności. To nie mrok nastał niespodziewanie. Niespodziewaną była utrata świadomości.

***


Młodziutka Kotori w strachu wyciągnąwszy dłoń przed siebie dotknęła czyichś włosów. Pisnęła cicho domyśliwszy się, iż tuż przed nią w mroku leży odzyskująca przytomność Itzel, a wraz z tą świadomością do jej głowy zaczęły napływać wspomnienia.

Kotori brodząc w wodzie zbliżyła się do łodzi zakłopotanej Itzel, która zdążyła już wejść do wody. Dziewczęta zaczęły pchać łódź, jednakże nie przynosiło to żadnego efektu. Nie było innego wyjścia jak sprawdzić powód kłopotu. Itzel przykucnęła pod wodą, jednak nim zdążyła cokolwiek dostrzec poczuła na swym ramieniu szarpnięcie drugiej dziewczyny. Kotori zdążyła dostrzec coś poruszającego się agresywnie pod wodą, jednakże gdy tylko złapała swą towarzyszkę próbując uratować ją przed... czymkolwiek to było, obie zostały zaskoczone i wciągnięte pod wodę, po chwili tracąc przytomność.

***


Taylor ocknął się czując uciążliwy ból głowy i mocne ukłucie na piersi. Nagle ukłucie stało się nieodczuwalne, a w miejsce ukłucia czyjaś dłoń przypadkowo niemal nastawiła mu nos opierając się na nim.
Ktokolwiek to był, zauważył że to na czym się opiera nie jest podłogą i odskoczył przerażony zwalniając jego twarz spod nacisku.

Panna Siellow odsunąwszy się od człowieka, na którego brzuchu ocknęła się przed chwilą, zaczęła wygrzebywać z pamięci powód, dla którego teraz znajduje się w nieprzeniknionym mroku, jednakże jedyne co pamiętała to mocne szarpnięcie całego pokładu i zbliżającą się do jej twarzy ścianę, a następnie mrok.

Taylor po reakcji nieznajomej osoby domyślił się, że jest to kobieta, a na dodatek prawdopodobnie jest to piękność, którą spotkał nim... właśnie, nim co się stało?

Gdy panna Siellow zamknęła za sobą drzwi, uśmiechnięty Taylor zmrużył oczy oślepiony ostrym słońcem, jednakże nie na długo.
Z chwilą, w której ktoś litościwie zasłonił słońce, Taylor był za to wdzięczny, jednakże nim zdążył dostrzec źródło cienia, utracił równowagę i runął jak długi na leżący nieopodal zamarznięty od tygodni zwój lin.


Taylor chwycił się za bok. Był cały posiniaczony. W tej chwili zaciskając zęby pożałował, że sprawdził czy boli, czy jednak coś mu się przyśniło.

***


Z chwilą, w której ocknęliście się, dało się usłyszeć różne hałasy i chlupot stóp.
Byliście już pewni, że nie jesteście tu tylko we dwoje. Było was tu co najmniej czworo.
Mrok nie ustępował, nie sposób rozeznać się w terenie, ani też sprawdzić z kim ma się do czynienia.
Jedyny sposób jaki pozostał, to rozmowa i nieufność w stosunku do tych z pozostałej trójki - o ile tylko trójki - których jeszcze się nie zna.

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 04 gru 2013, 14:20 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1707
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Itzel

Rozglądała się, by uchwycić chociaż najmniejszy ruch, jednak jej starania nie przynosiły oczekiwanego skutku. Ciemność była tak gęsta, że przez chwilę nawet pomyślała, że straciła wzrok.
~ Co tak właściwie się stało? Gdzie ja jestem? ~ usilnie próbowała znaleźć odpowiedzi na swoje pytania.
- Kotori, to ty? Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? - powiedziała cicho zielarka, gdy poczuła rękę dotykającą jej włosów.
We wszechobecnym mroku dało się usłyszeć hałasy, wskazujące na to, że oprócz Kotori jest z nią ktoś jeszcze. Czekając na odpowiedź swojej towarzyszki, nasłuchiwała, by móc dowiedzieć się cokolwiek o miejscu, w którym są i ewentualnych osobach znajdujących się tu razem z nimi.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 04 gru 2013, 16:32 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 28 lip 2013, 17:37
Posty: 436
Kotori Shanda

Pogłaskała Iztel po włosach i cofnęła rękę. -Tak, to ja. Kto jeszcze tutaj jest?- Bała się, że to stwór , który zablokował łódź. Czuła, że strach ją ogarnia. Niepewność dawała jej nadzieję, ale Kotori, jako osoba niecierpliwa, podniosła się i przyłożyła ręce do ust.
-Witajcie! Moje imię to Kotori. Kim jesteście?- opadła na kolana w obawie przed atakiem. Wiedziała, że nie powinna się odzywać, gdyż zdradziła tym swoje położenie. Przykucnęła w oczekiwaniu na jakąś odpowiedź.

_________________
Nie znam się...
to się wypowiem.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 04 gru 2013, 22:57 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2262
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
DON "CAZADOR" ENRICO

Wróciła mu świadomość. Nic nie widział. Bolała go głowa, w której szumiało mnóstwo pytań. Gdzie się znajduje? Dlaczego jest tutaj? Gdzie jest jego okręt? Co się w ogóle stało? Gdzie jego załoga? I czemu jest tak ciemno? Totalny chaos w mózgu. Spróbował rozeznać się w sytuacji za pomocą innych zmysłów, niż wzrok. Może jakiś zapach? Dźwięk? Może coś wyczuje dłonią? Musi wyjść z tej ciemności...

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 05 gru 2013, 17:04 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8172
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Enrico usłyszał wołanie młodego dziewczęcia, Kotori Shandy. Shanda natomiast, mimo przeczucia, nie została przez nic zaatakowana.
Poza ich głosami panowała cisza, w wyniku czego wszyscy słyszeli się wystarczająco wyraźnie by móc z tonu głosu wywnioskować intencje rozmówców.
Pan Cazador próbując podnieść się na nogi poślizgnął się na miękkim i śliskim podłożu, po czym runął na kogoś. Z oddechu wynikało iż oddycha, jednakże ten ktoś był nieprzytomny.
Obok zdawała się leżeć jeszcze co najmniej jedna osoba, wszystkich zgromadzonych wraz z Enrico była póki co piątka.
Sytuacja pozostawała niezmienna pod względem orientacji w otoczeniu, natomiast duszną atmosferę przystroił swąd rozkładającej się padliny poprzedzony silną, lecz krótką wibracją mięsistego podłoża.
W rzeczywistości smród rozpościerał się po całej okolicy już od dłuższego czasu, jednakże odczuli go dopiero, gdy opanowali szok i dezorientację.
Wiedzieli, że coś jest nie tak i muszą działać wspólnie, inaczej mogą nie przeżyć tej przygody...

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 05 gru 2013, 21:09 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2262
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
DON "CAZADOR" ENRICO

- Witajcie! Moje imię to Kotori. Kim jesteście? - usłyszał gdy skupił się na zmyśle słuchu. ~ Kotori? Kim jesteście? Aha, nie jestem tu sam... a to Ci dopiero. Hiszpanka? Nieee... Angielka? Też jakoś nie pasuje... dobra, nieważne. Czemu tu tak ciemno? Ahh.. cholera!!~ W tej chwili dumny kapitan flagowego okrętu "Diosa de los Mares" (co oznaczało "Boginię Mórz"), próbując zastosować jeden z najcichszych manewrów przywracania równowagi i stawania na równe nogi... poślizgnął się. I upadł na jeszcze kogoś. Kogoś kto był nieprzytomny, ale oddychał. ~Współczuję Ci, mimo że Cię nie znam, nie wiem czy nie jesteś przypadkiem podłym Anglikiem... ale bez przytomności oddychać w tym smrodzie... a właściwie to nie tobie współczuję, ale sobie... buuueeee!! ~.
Wstał jeszcze raz, szukając ręką czegokolwiek do podparcia, przytrzymania się. Przecież można "widzieć" dotykiem, postanowił z tego skorzystać. Nie odzywał się wgl. To jego atut póki co...

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 06 gru 2013, 18:31 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1524
Marcus Williams

Wielki, szczupły, momentami wydawałoby się, że nawet trupio chudy mężczyzna w końcu złapał oddech. Mokra, pokryta bliznami twarz już lekko napuchła. Gdyby spędził pod wodą jeszcze kilka sekund niehybnie by się udusił. Jednak żył, a jego umysł dochodził już do jako takiej sprawności umysłowej. Chciało mu się kląć. W zawodowym żargonie. Jednak nie zrobił tego, ponieważ poczuł, że po nogawce nie leci mu tylko woda. Zwyczajnie się zsikał. Ze strachu, czy też był już tak blisko śmierci, że mu zwieracze puściły? Nie zastanawiał się. Miał to gdzieś, tak jak wszystko inne. Obojętność nad nim zapanowała na długie sekundy...
- Kotori, to... ci nie jest?...ystko w ...rząd...?
- ...ajcie... imię to Kotori... eście?

Z rozmów słyszał jedynie strzępy. Tak mu się nic nie chciało robić, tak mocno chciał sobie tylko umrzeć na tym zapomnianym przez Boga i króla wybrzeżu. Zdechnąć. W tej niemal przyjemnej niemal samotności. Z przypadkowymi osobami, które miał gdzieś i których imiona i losy zupełnie go nie obchodziło. Zrobiło się nagle tak przyjemnie. Tak jakby cały świat zniknął w morskich odmętach i wynurzył się inny, zniekształcony, przyjemny. Akurat, by umrzeć...
Williams opamiętał się nagle i palnął się otwartą ręką w ucho. ~ Co za kretyn! Tyle przeżyć, żeby teraz zgłupieć? ~ Mówił do siebie w myślach. Przy okazji zorientował się, że już dobrze słyszy, po prostu coś mu zalegało w uchu, a uderzeniem to coś sobie wytrząsnął.
Słyszał głośne dyszenie. Nie tylko on przeżył coś takiego? Zaraz, zaraz, zorientował się, że to on tak dyszy. Płuca go bolały niemiłosiernie. Nabrały za dużo wody. Wymiotował wymieszanymi w mniej więcej równych proporcjach żółcią, jak i morską wodą. Robił to dość długo. Gdy w końcu zdawało się, że wszystko już z siebie wyrzucił, wstał i ze łzami w ciemno brązowych, niemal czarnych oczach powiedział:
- Williams. Marcus Williams. - Wyharczał do pozostałych. Dopiero teraz dotarło do niego, że jego gardło paliła potężna zgaga, rozpoczęta zbytnim opiciem się słonej wody, oraz wzmocniona lekkim obrzękiem gardła, jak i dość długim rzyganiem. Zebrał całą siłę woli i przełknął te kilka kropelek śliny, które udało mu się wytworzyć. Zapaliło w środku, jakby wypił szklankę spirytusu. Dobrze. Taki ostry ból nie otępia. I motywuje do działania.
- Wybaczcie, ale to może zła chwila na prezentacje. Chyba... Boże, moja głowa... - Do całej puli doszedł nowy ból. Ale migrena to nic niezwykłego. Trzeba ruszać do przodu, nie wolno stać w miejscu. Tu jest zbyt niebezpiecznie... Przełknął znowu ślinę i oparł ręce o biodra. - Chyba powinniśmy rozpalić jakieś ognisko, bo zaraz zamarzniemy. Albo się stąd wynieśmy w cholerę, zanim coś nas tu załatwi. Ale najpierw... - Poczuł, że znowu mu się zbiera na wymioty. Jednak tym razem wypluł tylko ślinę z tym kwaśnym posmakiem. Poskutkowało. - Nikomu się nic nie stało? Żadnych złamań, ani nic podobnego? Ktoś potrzebuje natychmiastowej pomocy? - Zapytał, tworząc małe światełko inicjatywy i nadziei, że może przeżyją następne kilka godzin. W końcu, jak mawiają niemieccy majstrzy, porządek musi być! Bo przecież nie będą stać jak cepy, czekając na nie wiadomo co. Jak człowiek sam sobie najpierw nie pomoże, to przecież los nie wyciągnie pomocnej ręki... Tak, pamiętał te pierdoły powtarzane przez majstrów w pracy. Teraz... Teraz to wszystko mogło się okazać przydatne

EDIT: Dodane zdanie, ważne zdanie w końcówce posta.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 06 gru 2013, 19:36 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 28 lip 2013, 17:37
Posty: 436
Kotori Shanda

Ucieszyła się z odpowiedzi. Może ludzie tutaj mają dobre intencje? Wierzyła, że wszyscy są tak samo zaskoczeni i przestraszeni tą sytuacją jak ona. Szepnęła przyjaciółce, że idzie sprawdzić, czy wszyscy żyją.
-Nie damy rady rozpalić ognia, jak na razie wszystko w koło jest mokre.
Szła na kolanach macając drogę przed sobą w poszukiwaniu suchego miejsca, schodów, innych ludzi, czegokolwiek co mogłoby im pomóc.

_________________
Nie znam się...
to się wypowiem.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 07 gru 2013, 12:17 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1707
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Itzel

- Poczekaj, Kotori - zawołała za towarzyszką. - Pójdę za tobą.
Ruszyła na kolanach za dźwiękiem wydawanym przez swoją koleżankę. Nie chciała zostać sama, nie w takim miejscu. Nadal była zszokowana całą sytuacją, ale starała się jak najtrzeźwiej myśleć.
- Tylko uważaj. Nie wiadomo kim ci ludzie są i jakie mają zamiary. - dodała szeptem tak, aby tylko dziewczyna ją słyszała.
Miała jednak ogromną nadzieję, że ci ludzie okażą się pomocni. Bez ich pomocy najprawdopodobniej nie wydostaną się stąd same. Trzeba jak najszybciej działać, bo nie mogą mieć pewności, że nie czekają tu ich żadne niebezpieczeństwa.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 08 gru 2013, 22:16 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8172
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Enrico po kilku ostrożnie postawionych na śliskim podłożu krokach dosięgnął ściany, jednakże ściana ta nie była solidną podporą, a czymś miękkim... wręcz mięsistym.
Ściana, zarówno jak podłoże, ociekała gęstą cieczą i gdy mężczyzna przytrzymał na niej dłoń przez dłuższą chwilę, poczuł jakby ta delikatnie pulsowała od czasu do czasu.

Kotori nie wyczuła na podłożu niczego, poza kilkoma łagodnie zagłębiającymi się okrągłymi rowkami.
Wszystko pokrywał śluz, a samo podłoże było podejrzanie wręcz miękkie.

Pozostali obecni, poza rozmawiającymi szeptem indiankami, usłyszeli jedynie iż te porozumiewają się bardzo cicho, jednak nie byli w stanie rozpoznać żadnych słów.

Po paru sekundach brodzenia w śluzie, Kotori natrafiła na ścianę.
Przeszkoda była tylko trochę solidniejsza niż podłoże i również ociekała śluzem.


///[Dragu: Kolgrim, mimo paru drobnych baboli jak zawsze zacząłeś z hukiem. Świetna robota, ludziska. :) Reszta również bardzo dobrze zaczęła, ale Kol rozpisał się najbardziej, stąd małe wyróżnienie. Tak trzymać, moi drodzy, zapowiada się świetna sesja jeśli się dobrze zgramy. :)
"nie byli w stanie rozpoznać żadnych słów" - uznajmy, że po przeniesieniu do nieznanego świata załączył Wam się wspólny, choć czasem możecie zastosować "przerwę w tłumaczeniu na wspólny" i powiedzieć coś w ich narodowym języku/narzeczu - nawet jeśli z internetu i z możliwą błędną strukturą, nawet jeśli źle to dla samego funu. :D]

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 457 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 46  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron