Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 25 kwie 2018, 03:41



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Relics RPG +18
Post: 29 mar 2014, 16:18 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2615
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
RELICS


[bb spoiler]Wszelkie postaci i miejsca, które ogarniecie na poniższym filmiku NIE ZNAJDĄ SIĘ NA SESJI! Niestety nie potrafię animować, więc musiałem skorzystać z gotowych materiałów. Ten filmik ma za zadanie ukazanie Wam mniej więcej, jaki klimat będzie panował i czego możecie się spodziewać podczas rozgrywki oraz spotęgowanie choć odrobinę hype'u na sesję :D[/bb spoiler]



<iframe width="853" height="480" src="//www.youtube.com/embed/90fggicmd5U" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>


Obrazek


***

"Witamy ponownie na pokładzie krążownika Tatooine AR-350-L. Hibernacja została zakończona pomyślnie. Prosimy udać się niezwłocznie do kabiny odnowy fizycznej w celu poprawnego przywrócenia wszelkich czynności ciała. Podczas hibernacji krążownik osiągnął prędkość maksymalną 32 lat świetlnych na godzinę (32 LY/h), przebył drogę dokładnie 2312104 LY i pokonał ten dystans w 8 lat, 2 miesiące, 27 dni, 17 godzin i 31 minut. Dziś jest 2 luty 2222 roku. Podczas lotu nie napotkano żadnych przeszkód, podróż przebiegła całkowicie bezpiecznie i spokojnie."

***

"Krążownik Tatooine AR-350-L właśnie wszedł w strefę egzosfery planety Ryuuke, gdzie spocznie w celu weryfikacji lądowo-powietrznej. Lądowanie nastąpi dokładnie za 2 godziny i 25 minut. Prosimy wykorzystać ten czas na przygotowanie się do osiadnięcia na płycie lądowiska. Poinformujemy państwa o tym fakcie tuż przed rozpoczęciem operacji. "

***

"Operacja lądowania rozpocznie się za 10 minut, prosimy o zajęcie miejsca w kabinach antydrganiowych i zapięcie pasów"

***

"Operacja lądowania zakończyła się sukcesem. Witamy na planecie Ryuuke w St. Mary's Village! Prosimy udać się do windy ewakuacyjnej, dzięki której opuścicie nasz okręt. Linie Międzyplanetarne Skywalker życzą państwu miłego pobytu (...)."


Obrazek


St. Mary's Village. Gdy wszyscy pasażerowie dostali się na betonową płytę lądowiska, mogli podziwiać specyficzny krajobraz planety Ryuuke. Każdy pasażer był tu pierwszy raz, tak więc każdy z nich patrzył na świat wokół nich, jakby był nową Ziemią. St. Mary' Village znajdowało się w głębokiej dolinie i było otoczone wysokimi ostro zakończonymi szczytami rudych gór. Pierwszym skojarzeniem jakie nasunęło się nowo przybyłym był Wielki Kanion Kolorado i słynna Dolina Śmierci. Te same skały, te same rude kolory, wszędobylski piach i pył pustynny. Jednak nie było tutaj tak nieznośnie gorąco, jak w Arizonie czy Nevadzie. Nikt z przyjezdnych jednak nie widział co jest tam dalej, za górami, poza tym miejscem. Póki co, mogli ogarnąć swym wzrokiem jedynie górskie ściany otaczające tę malutką miejscowość ze wszystkich stron. Przybysze mogli ujrzeć tuż przed lądowiskiem spore ruiny, które kiedyś były zapewne jakąś wioską. Dawniej musiały tu stać budynki mieszkalne. Teraz tylko kikuty piaskowych ścian strzelały w górę, by zasłonić to, co jest za nimi. Po lewej stronie rysowały się jakieś magazyny, wiaty i jeden spory betonowy budynek, a po prawej zaś w oddali kolejna większa konstrukcja budowlana i jeszcze dalej na prawo jeszcze jedna.

Obserwacje skończyły się nagle, gdy wszystkich otoczył kordon żołnierzy. Uzbrojonych w karabiny. Ubranych w mundury wojskowe. Surowo rozkazali ruszyć grupce zdezorientowanych ludzi do schodów na prawej krawędzi lądowiska. Gdy wszyscy zeszli, zostali poprowadzeni do tego wysokiego budynku najbardziej na prawo, którego widzieli wcześniej. W środku było schludnie i zadbanie. Na podłodze lśniły kafelki o szarym szkliwie, a na ścianach wisiały czerwone płachty, spomiędzy których łagodnie cieszyła oko piaskowa barwa tynku. Pośrodku sali stało sporej szerokości biurko. A za biurkiem siedział pewien jegomość. Ewidentnie on tu rządził. Był ubrany w nienaganny galowy mundur w jasnej tonacji przyozdobiony w miejscach ustanowionych wg przepisów ubioru wojskowego dwiema belkami i trzema gwiazdkami. Dodatkowo na prawej piersi wisiały trzy odznaki. Ewidentnie on tu rządził. I teraz zabrał głos:


- Witam serdecznie na Ryuuke. Podoba wam się u nas? Oooo na pewno się spodoba. - siwy mężczyzna wstał zza biurka i rozpoczął wedrówkę wokół niego. - Wyjaśnię kilka niewiadomych uprzedzając wasze pytania. Zgłosiliście się na ochotników. Pragnęliście służby wojskowej, by walczyć za ludzkość. Chcieliście osiągnąć sławę i chwałę w walce na froncie. I trafiliście tutaj, stawiając mnie w dość nietypowej sytuacji. Bo kimże ja jestem by wam odmówić? Nie mam takiej władzy, wobec tego będzie wam dana szansa wykazania się w Armii Kompanii Układu Słonecznego. Jestem Pułkownik Jordan Zieliński i tymczasowo będziecie pod moimi rozkazami. Tak, słucham? - nagle zwrócił uwagę na nieśmiało wyciągniętą rękę pewnego gościa.
- Ale ja nie chciałem iść do wojska. Przyleciałem tutaj, żeby tu zamieszkać. Nie zgłaszałem się do wojska. Naprawdę...
- Nie? - Pułkownik pogładził swoje siwe bujne wąsy. - A nie widziałeś oznaczeń krążownika, którym tu przyleciałeś? Nie? To następnym razem, jak będziesz rezerwował sobie lot, przypatrz się uważnie czym lecisz. Trafiliście tutaj prywatnym krążownikiem należącym do Kompanii Układu Słonecznego, która prowadzi w tym rejonie planety zaciekłą walkę o kolonie i bogactwa. Weszliście na jego pokład do-bro-wol-nie. Żeby tu zamieszkać, najpierw trzeba sobie wywalczyć skrawek ziemi. Tak więc, rozwieję twoje wątpliwości młodzieńcze. Będziesz mógł tu zamieszkać, ale dopiero po spełnieniu służby wojskowej. Służbę zaczynacie natychmiastowo. I zaczynacie szkoleniem. Zostaniecie teraz podzieleni na 5-osobowe grupki i przydzieleni do swoich kaprali. Oni was wprowadzą we wszystkie niuanse związane z tym cholernym zadupiem i nauczą wszystkiego, co potrzebne by tu przetrwać. Odmaszerować!
Żołnierze zasalutowali, pułkownik odsalutował i opuścił pomieszczenie bocznym wyjściem. I wtedy zaczęła się... selekcja. Żołnierze porozdzielali, raczej przypadkowo, "ochotników" na odpowiednio liczące grupki, do których podeszli poszczególni kaprale.

Obrazek


Traf i niezbadany kaprys losu zdecydował, że Wy staliście się jednym z takich oddziałów. I podszedł do Was młody kapral w kapeluszu w pustynne moro oraz papierosem w gębie. Z początku wyglądał na groźnego, ale gdy tylko stanął przed Wami i zmierzył Was wszystkich groźnym wzrokiem, uśmiechnął się zawadiacko.

Obrazek


- Siema! - zakrzyknął i zaciągnął się solidnie fajką. - Jestem Parker. Sean Parker. I jestem tak jakby waszym przewodnikiem, kumacie? Wiem, stary wyga trochę groźnie lubi popierdolić, ale w gruncie rzeczy spoko z niego typ. Jak na pułkownika. - odczekał chwilę, aż się trochę wyludni i poszczególne oddziały pójdą w teren, dopalając przy okazji papierosa. Po czym ruszył powoli ku wyjściu, znów zaczynając mówić:
- Serio, nie jest tak źle tutaj. Kurwa! Lepiej niż gdzieś na tych wypizdowiach, gdzie traficie już niebawem. Musicie wiedzieć, że jesteście przyszłym patrolem zwiadowczym, bo w tym się kurwa specjalizuję, i tego was kurwa nauczę.... o siema, Stan! - zakrzyknął nagle do jednego z żołnierzy stojących pod ścianą, a potem wrócił do swojego monologu:
- Musicie coś wiedzieć. - odwrócił się z powrotem do nich, tuż przed drzwiami wyjściowymi. - Wy nie jesteście szkoleni, dlatego, że chcemy was tu zatrzymać. Wy jesteście szkoleni, byśmy mogli Was stąd wypuścić. Z czystym sumieniem, z wiedzą, że sobie poradzicie. Idziemy.

Wyszliście wszyscy na zewnątrz. Ujrzeliście ruiny, lądowisko na którym nie było już krążownika i potężny budynek połączony mostem ze stokiem góry w oddali. Wszędzie roiło się od żołnierzy. Sean zaczerpnął głęboko powietrza, po czym znów odwrócił się do Was.
- Teraz powiem wam, jak wyglądają tutaj szkolenia. Będziemy zapierdalać po całym przyczółku i zbierać podpisiki od najważniejszych tutejszych osób. Każdy z tych gości nauczy was coś nie coś o Ryuuke. Mówię wam, będziecie kurwa ekspertami od dziedzin wszelakich. Gdzie udamy się najpierw, zależy tylko od was. Ja sugeruję najpierw udać się do magazynu, po wasze nowe ciuchy. Mam przy sobie mapę tego miejsca, którą pokazuję każdym nowym, by zapamiętali układ przyczółku. - dodał wyciągając jakiś świstek pożółkłego papieru. - Sorry, że w takiej jakości, ale innej nie mam. - Rozłożył go i trzymając wciąż w rękach wyciągnął przed siebie, by pokazać Wam. A potem wysunął trochę głowę poza mapkę tak, byście widzieli jego komiczną facjatę i spytał z uśmiechem:
- To gdzie pędzimy, dzieciaczki?

Obrazek

LEGENDA DO NUMERKÓW PO PRAWEJ STRONIE MAPY:
1. Dworzec Kolejowy
2. Sztab Dowódców
3. Magazyn
4. Laboratorium
5. Transformatornia
6. Punkt Treningowy
7. Wieża Radarowa
8. Jadalnia
9. Lądowisko
10. Baraki
11. Old St. Mary
12. Brama Główna

Dostępne Relikty: 2


______________________________________________________________________________________________________

Od tej chwili przejmujecie kontrolę nad waszymi postaciami. Wspomnę tylko, że podczas wchodzenia na pokład wasze postacie musiały przejść procedury, podczas których zostało im zabrane CAŁKOWICIE wszystko. Ze względów bezpieczeństwa, mówili. W każdym razie na pokładzie krążownika wasze postacie miały za to WSZYSTKO, ale nic własnego. Aktualnie na sobie macie założone takie oto uniformy, a cały ekwipunek zostanie wam po prostu dany:

Obrazek


Opiszcie wasze odczucia i reakcje co do dotychczasowych wydarzeń oraz wybierzcie miejscówkę swojego następnego celu. Od tej chwili macie dostęp do waszych Kart Postaci. Możecie używać swoich avatarów na sesji, oczywiście tylko Ci, co je mają :D. Ja tylko ze swej strony życzę Wam jeszcze...


[align=center]...powodzenia! ;]
[/align]

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 29 mar 2014, 17:31 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1501
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
Obrazek


Niewysoki, chudy facet w okularach, znajdujący się wśród pięciu przyszłych zwiadowców, nie zwracał zbytniej uwagi na to, co mówił przydzielony im przewodnik.
Zajęty był dyskretnym pocieraniem dłoni o dłoń. Jak zwykle, temperatura jego palców znacznie odbiegała od przepisowych 36.6.

Zaciekawił się dopiero wówczas, gdy Parker wyjął mapkę.
Jako że orientację w terenie miał - w skali od 1 do 10 - równą minus dwa, chłonął mapkę wzrokiem. Miał pamięć równie doskonałą, co upośledzoną... więc postarał się zapamiętać wszystko dokładnie, na wypadek, gdyby musiał gdzieś nagle się udać. Samotnie. Bez mapki.
~ Pfff... To ma być "mapa"? To są jakieś jaja... ~ tyle tylko przyszło mu na myśl, jak zobaczył ów wynalazek, szczyt tutejszej kartograficznej sztuki.

Spojrzał na pozostałą piątkę, która wraz z nim miała być "szkolona" w jednej grupie.
Uniformy nie prezentowały się elegancko. Wygoda ich noszenia znacznie odbiegała od idealnie skrojonych garniturów, do których Hash przywykł.

- Może byśmy tak się przeszli do tych magazynów? - po krótkiej przerwie wykrzywił swoją facjatę, na wzór krzywej mordy Parkera, dodając szczery uśmiech:
- Tatusiu?

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 29 mar 2014, 18:21 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 18 cze 2010, 10:22
Posty: 2561
Lokalizacja: Freie Stadt Danzig
Płeć: Mężczyzna
Obrazek


Zszedłszy z pokładu poczuł się niesamowicie. Osiem lat w hibernacji jednak robiło swoje. Miejsce do którego przybyli w ogóle mu nie przypominało tego miejsca, w którym się wychował. Dużo piachu, dziwne góry i zbyt ciepło.
Gdy otoczyli ich uzbrojeni żołnierze zachował spokój, jego dziki instynkt podpowiedział mu, że nie warto atakować, choć zupełnie się tego nie spodziewał.
Nie spodziewał się również wycieczki do sali z wąsatym jegomościem i całego potoku zdań, z którego zrozumiał ledwie kilka słów. Wystarczyły mu one jednak do stwierdzenia, że wpadł w gówno. Gdy do niego i do czwórki innych ludzi, do których został przydzielony, podszedł "kapral" (ktokolwiek by to nie był), przyjrzał mu się uważnie. Bardzo nie spodobał mu się ten śmierdzący dym, który wydobywał się z jego ust. Ale nic nie zrobił.
Gdy wyszli nad dwór, a Parker wyjął "mapę", przyjrzał się jej dokładnie. Co prawda, za cholerę nie rozumiał dziwnych symboli nakreślonych na tym dziwnym kawałku papieru, jednakże wystarczył rzut oka na otoczenie i powrót wzrokiem na papier, aby stwierdzić gdzie są.
Pierwszy odezwał się niezbyt krzepki mężczyzna w okularach. Zdołał zrozumieć to, co rzekł (zapewne tylko dlatego, że było to jedno zdanie) i na pokazanie, że zgadza się z nim, pokiwał głową w geście twierdzącym.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 29 mar 2014, 19:55 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 2018
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Obrazek


Odkąd wybudziła się, nie mogła doczekać się zejścia na ziemie nowej planety. Było to dla niej ekscytujące i nie ukrywała tego. Uśmiechała się do wszystkich, poruszała się energicznie i żywiołowo. W końcu wyrwała się z zadupia, jakim była Ziemia. No cóż, Ryuuke może nie wyglądało przyjaźnie, ale była to zawsze jakaś odmiana. Nie zaniepokoiły ją słowa pułkownika, życie w wojsku czy nie - zapowiadała się niezła zabawa. W końcu podzielono ich na grupki i zobaczyła z kim będzie musiała przebywać przez większość czasu tutaj. Nawet nie marzyła o tym, że będzie mogła porozmawiać z inną kobietą. Nie zwróciła uwagi na mapę, którą pokazał im ohydny koleś w kapeluszu. Za to gdy odezwał się chudy mężczyzna w okularach, który proponował zwiedzanie magazynów, ona wyszła na środek i zwróciła uwagę swoich towarzyszy. Odrzuciła dłonią swoje długie, czarne włosy z ramienia i obrzuciła wszystkich spojrzeniem na tyle ujmującym, na ile było ją stać.
- Zaraz, zaraz, drogi kolego... - powiedziała melodyjnym głosem. - Może byśmy się tak najpierw poznali, panowie? W końcu jesteśmy drużyną i tak czy inaczej poznać się musimy...
Odwróciła się do Parkera.
- Pana Tatka już znamy. - posłała mu ręką całusa. - Jestem Iola. Możecie mówić mi po prostu Jolka.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 29 mar 2014, 21:46 
Arcylisz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 14
Rejestracja: 21 kwie 2012, 17:50
Posty: 972
Lokalizacja: Un-Ilu
Płeć: Mężczyzna
Ray Blackfield


Był nad wyraz podniecony. Mimo, że znalazł się tu bardziej z konieczności, niż z własnej woli, to tajemnicza, nieznana aura Ryuuke udzielała mu się odkąd stanął na powierzchni obcej planety. Miał wrażenie, że ta planeta go tu nie chce. Zdławił jednak w sobie to dziwne odczucie i ruszył za wojskowymi. Po wysłuchaniu standardowej w jego mniemaniu gadki, poczekał na kaprala. Gdy ten skończył biadolić i wyciągnął mapę, popatrzył na nią zaciekawiony, choć g... widział. Zgodził się z resztą co do celu podróży. Jego uwagę przykuła nagle czarnowłosa kobieta przedstawiająca się jako Jolka. Pomyślał, że - choć zawsze był trochę skryty - zapoznanie się na początku może być niezłym pomysłem. W końcu i tak spędzą razem następne... ...dużo czasu.
- Cześc. Jestem Ray - chrząknął cicho.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 31 mar 2014, 16:20 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2615
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Rozdział I: Tutorial



GRUPA SEANA PARKERA:


Sean opuścił mapę i jął patrzeć się na Was, tak jakby miał zaraz rzucać błotem i wyzwiskami w bardzo sarkastyczny sposób. Jednak nie mówił nic, stosownie odczekał, aż się zapoznacie ze sobą. Czas ten przeznaczył na delikatne i bardzo ostrożne obserwowanie tylnej sylwetki Jolki, która akurat odwróciła się w waszą stronę. Od niechcenia obrócił mapkę i...
- Do diabła! Skąd ja to w ogóle mam?! - zakrzyknął nagle, z miejsca drąc mapkę na kawałeczki i rzucając sobie pod nogi. Wyciągnął z kieszeni drugą.
- Czy możemy już ruszać? Nie mamy tyle czasu, dzisiaj już macie mieć obcykane wszystkie zasady i prawa Ryuuke. - rzekł Sean wymownie pstrykając palcami. - Będziecie mieć jeszcze mnóstwo czasu na pierdolenie o głupotach. Chodźcie tu.
Sean pokazał wam mapkę i zaczął po niej mazgaić palcem, mówiąc:
- A więc idziemy do magazynu. To najrozsądniejszy wybór, bo wyglądacie jak siusiumajtki, a nie jak żołnierze. Popatrzcie no tutaj. Idziemy najkrótszą drogą, przy okazji pokażę wam Stare St. Mary. - Nie marnując czasu, od razu ruszył w stronę ruin wznoszących się przed wami, dodatkowo ponaglając was.

Obrazek


Old St. Mary, jak wynikało z opowieści Seana, było niegdyś niewielką zamieszkałą wioską. Niestety, zgubą tej miejscowości było znaczenie strategiczne, jakie uzyskała, gdy zaczęły się podziały ludzi na różne ugrupowania i zalążki dzisiejszej wojny. Usadowione w górach, ukryte w bronionej przez piaskowe iglice dolinie było idealnym punktem strategicznym. St. Mary zostało ewakuowane i przerobione na obóz wojskowy, który prosperuje do dziś. Początkowo skupisko domów było wykorzystywane jako magazyny, ale ze względu na małe pomieszczenia, zrezygnowano z tego pomysłu. Postanowiono częściowo zburzyć budynki i stworzyć w ruinach poligon do ćwiczeń taktycznych, gdzie poszczególne oddziały ćwiczą różne strategie i taktyki.
Sean opowiadał wam to spontanicznie, podczas marszu, prowadząc was między piaskowcowymi ścianami i gruzowiskami:

- Droga, którą się teraz poruszamy, to tzw. strefa bezpieczna. Widzieliście ten znak wcześniej? Przed wejściem do ruin? On wskazuje drogę. Żeby nie zejść ze strefy patrzycie pod nogi... - w tym momencie Sean podszedł do jednej z odnóg w ruinach i poszurał trochę butem po zapiaszczonej powierzchni odkrywając czerwonawy pasek. - ... widzicie? Ten pasek ciągnie się wzdłuż całych ruin. To że jest niewidoczny pod piachem, nic na to nie poradzę. Siły natury, kurwa. Idziemy. - Sean ruszył dalej, jednocześnie nie przestając mówić. - Jeżeli usłyszeliście sygnał, tylko jeden taki jest i usłyszycie go kurwa wszędzie, to ta strefa nie ma znaczenia. Gdy usłyszycie sygnał nikt nie ma prawa korzystać z poligonu. Sygnał oznacza, że macie zapierdalać do sztabu po rozkazy. Zazwyczaj oznacza to jakąś mobilizację zbrojną. Ostatnio coś często się trafia... co jest kurwa?! Hej! - Sean nagle się zatrzymał. Ujrzeliście, jak grupka czterech żołnierzy szarpie się z jakąś kobietą, która była ubrana również na służbowo. Pani żołnierz leżała na ziemi, krzyczała, szarpała, drapała, próbowała odepchnąć od siebie napastujących ją mężczyzn. Ci zaś, gdy usłyszeli Seana od razu zaprzestali karygodnych działań i niemal natychmiast wycofali się w jedną z uliczek ruin. Iola zapamiętała twarze wszystkich czterech łotrów. Jeden z nich był chudy, łysy i miał kolczyk w uchu w kształcie srebrnej czaszki. Drugi wyglądał na typowego głupka osiłka z paskudną szramą na policzku. Trzeci miał tatuaż na ramieniu, przedstawiający smoka. Czwarty miał pofarbowane na blond włosy i postawione w gustowny krótki irokez.
Sean podbiegł w stronę kobiety: - Stać kurwa! Pod czyim dowództwem jesteście?
- Spierdalaj, kutasie. - blondynek odwrócił się i nie zatrzymując się pokazał ten bardzo niemiły gest środkowym palcem.
- Zapamiętam was, kurwa! - Sean odkrzyknął. Tymczasem kobieta wstała, otrzepała się i czym prędzej ruszyła w kierunku skąd przyszliście Wy, rzucając na odchodnym:
- Mam nadzieję, że ci skurwysyni jutro rano będą martwi. - ...i zniknęła za rogiem ocalałej ściany...

STEVEN "BONE" NEWELL


Na wypadek Brex, gdybyś nie czytał wprowadzenia wrzucam go jeszcze raz, specjalnie dla Ciebie :D. Jeżeli czytałeś, olej to w cytacie ;)

Cytuj:
[bb spoiler]Wszelkie postaci i miejsca, które ogarniecie na poniższym filmiku NIE ZNAJDĄ SIĘ NA SESJI! Niestety nie potrafię animować, więc musiałem skorzystać z gotowych materiałów. Ten filmik ma za zadanie ukazanie Wam mniej więcej, jaki klimat będzie panował i czego możecie się spodziewać podczas rozgrywki oraz spotęgowanie choć odrobinę hype'u na sesję :D[/bb spoiler]


<iframe width="853" height="480" src="//www.youtube.com/embed/90fggicmd5U" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>


Obrazek


***

"Witamy ponownie na pokładzie krążownika Tatooine AR-350-L. Hibernacja została zakończona pomyślnie. Prosimy udać się niezwłocznie do kabiny odnowy fizycznej w celu poprawnego przywrócenia wszelkich czynności ciała. Podczas hibernacji krążownik osiągnął prędkość maksymalną 32 lat świetlnych na godzinę (32 LY/h), przebył drogę dokładnie 2312104 LY i pokonał ten dystans w 8 lat, 2 miesiące, 27 dni, 17 godzin i 31 minut. Dziś jest 2 luty 2222 roku. Podczas lotu nie napotkano żadnych przeszkód, podróż przebiegła całkowicie bezpiecznie i spokojnie."

***

"Krążownik Tatooine AR-350-L właśnie wszedł w strefę egzosfery planety Ryuuke, gdzie spocznie w celu weryfikacji lądowo-powietrznej. Lądowanie nastąpi dokładnie za 2 godziny i 25 minut. Prosimy wykorzystać ten czas na przygotowanie się do osiadnięcia na płycie lądowiska. Poinformujemy państwa o tym fakcie tuż przed rozpoczęciem operacji. "

***

"Operacja lądowania rozpocznie się za 10 minut, prosimy o zajęcie miejsca w kabinach antydrganiowych i zapięcie pasów"

***

"Operacja lądowania zakończyła się sukcesem. Witamy na planecie Ryuuke w St. Mary's Village! Prosimy udać się do windy ewakuacyjnej, dzięki której opuścicie nasz okręt. Linie Międzyplanetarne Skywalker życzą państwu miłego pobytu (...)."


Obrazek


St. Mary's Village. Gdy wszyscy pasażerowie dostali się na betonową płytę lądowiska, mogli podziwiać specyficzny krajobraz planety Ryuuke. Każdy pasażer był tu pierwszy raz, tak więc każdy z nich patrzył na świat wokół nich, jakby był nową Ziemią. St. Mary' Village znajdowało się w głębokiej dolinie i było otoczone wysokimi ostro zakończonymi szczytami rudych gór. Pierwszym skojarzeniem jakie nasunęło się nowo przybyłym był Wielki Kanion Kolorado i słynna Dolina Śmierci. Te same skały, te same rude kolory, wszędobylski piach i pył pustynny. Jednak nie było tutaj tak nieznośnie gorąco, jak w Arizonie czy Nevadzie. Nikt z przyjezdnych jednak nie widział co jest tam dalej, za górami, poza tym miejscem. Póki co, mogli ogarnąć swym wzrokiem jedynie górskie ściany otaczające tę malutką miejscowość ze wszystkich stron. Przybysze mogli ujrzeć tuż przed lądowiskiem spore ruiny, które kiedyś były zapewne jakąś wioską. Dawniej musiały tu stać budynki mieszkalne. Teraz tylko kikuty piaskowych ścian strzelały w górę, by zasłonić to, co jest za nimi. Po lewej stronie rysowały się jakieś magazyny, wiaty i jeden spory betonowy budynek, a po prawej zaś w oddali kolejna większa konstrukcja budowlana i jeszcze dalej na prawo jeszcze jedna.

Obserwacje skończyły się nagle, gdy wszystkich otoczył kordon żołnierzy. Uzbrojonych w karabiny. Ubranych w mundury wojskowe. Surowo rozkazali ruszyć grupce zdezorientowanych ludzi do schodów na prawej krawędzi lądowiska. Gdy wszyscy zeszli, zostali poprowadzeni do tego wysokiego budynku najbardziej na prawo, którego widzieli wcześniej. W środku było schludnie i zadbanie. Na podłodze lśniły kafelki o szarym szkliwie, a na ścianach wisiały czerwone płachty, spomiędzy których łagodnie cieszyła oko piaskowa barwa tynku. Pośrodku sali stało sporej szerokości biurko. A za biurkiem siedział pewien jegomość. Ewidentnie on tu rządził. Był ubrany w nienaganny galowy mundur w jasnej tonacji przyozdobiony w miejscach ustanowionych wg przepisów ubioru wojskowego dwiema belkami i trzema gwiazdkami. Dodatkowo na prawej piersi wisiały trzy odznaki. Ewidentnie on tu rządził. I teraz zabrał głos:


- Witam serdecznie na Ryuuke. Podoba wam się u nas? Oooo na pewno się spodoba. - siwy mężczyzna wstał zza biurka i rozpoczął wedrówkę wokół niego. - Wyjaśnię kilka niewiadomych uprzedzając wasze pytania. Zgłosiliście się na ochotników. Pragnęliście służby wojskowej, by walczyć za ludzkość. Chcieliście osiągnąć sławę i chwałę w walce na froncie. I trafiliście tutaj, stawiając mnie w dość nietypowej sytuacji. Bo kimże ja jestem by wam odmówić? Nie mam takiej władzy, wobec tego będzie wam dana szansa wykazania się w Armii Kompanii Układu Słonecznego. Jestem Pułkownik Jordan Zieliński i tymczasowo będziecie pod moimi rozkazami. Tak, słucham? - nagle zwrócił uwagę na nieśmiało wyciągniętą rękę pewnego gościa.
- Ale ja nie chciałem iść do wojska. Przyleciałem tutaj, żeby tu zamieszkać. Nie zgłaszałem się do wojska. Naprawdę...
- Nie? - Pułkownik pogładził swoje siwe bujne wąsy. - A nie widziałeś oznaczeń krążownika, którym tu przyleciałeś? Nie? To następnym razem, jak będziesz rezerwował sobie lot, przypatrz się uważnie czym lecisz. Trafiliście tutaj prywatnym krążownikiem należącym do Kompanii Układu Słonecznego, która prowadzi w tym rejonie planety zaciekłą walkę o kolonie i bogactwa. Weszliście na jego pokład do-bro-wol-nie. Żeby tu zamieszkać, najpierw trzeba sobie wywalczyć skrawek ziemi. Tak więc, rozwieję twoje wątpliwości młodzieńcze. Będziesz mógł tu zamieszkać, ale dopiero po spełnieniu służby wojskowej. Służbę zaczynacie natychmiastowo. I zaczynacie szkoleniem. Zostaniecie teraz podzieleni na 5-osobowe grupki i przydzieleni do swoich kaprali. Oni was wprowadzą we wszystkie niuanse związane z tym cholernym zadupiem i nauczą wszystkiego, co potrzebne by tu przetrwać. Odmaszerować!
Żołnierze zasalutowali, pułkownik odsalutował i opuścił pomieszczenie bocznym wyjściem. I wtedy zaczęła się... selekcja. Żołnierze porozdzielali, raczej przypadkowo, "ochotników" na odpowiednio liczące grupki, do których podeszli poszczególni kaprale.

Obrazek




Pech chciał, że trafiłeś do grupy radiotelegrafistów, czyli oddziału niemal absolutnie nie narażonego na niebezpieczeństwo. Nie masz zielonego pojęcia, czy to czysty przypadek, błąd w sztuce, czy z góry zaplanowany ruch. Wszak jesteś z wykształcenia lekarzem. W każdym razie razem z Tobą w grupie znalazło się jeszcze czterech ludzi: dwóch mężczyzn i dwie kobiety. Jeśli chodzi o mężczyzn, to jeden z nich miał nie więcej jak 18 lat, a drugi był chyba powyżej 70-tki. Co do kobiet, to jedna była nadzwyczaj otyła, a druga paskudnie pryszczata. Jedno ich jednak łączyło. Wszyscy w szkole byli kujonami. Na sto zasranych procent. Ty też byłeś. Ale dopiero na studiach, medycyna to bardzo wymagający kierunek. Jednak twoi aktualni kompani, to zgraja grzeczniutkich lizusów i okularników, zaciekle spierających się o to, czy bardziej stabilna jest fala troposferyczna czy jonosferyczna. Nie miałeś bladego pojęcia, o czym oni mówią. Oni byli stworzeni dla siebie, Ty zaś zwyczajnie nie pasowałeś do grupy. Kapral, który tłumaczył Wam, że szkolenie polega na zebraniu podpisów od najważniejszych osób przyczółku, od razu to zauważył. Był to doświadczony siwy stary żołdak. On nie potrzebował w swojej grupie żadnego medyka. I doskonale wiedział, że Ty nie potrzebujesz zdrowych ludzi, tylko rannych. A tacy się zdarzają w grupie saperów, zwiadowców czy strzelców wyborowych. A nie radiotelegrafistów. I mimo, że nic do Ciebie nie powiedział, Ty wiedziałeś, że tej grupy bliżej nie poznasz.
Kapral bez zbędnego paplania poprowadził twoją grupę ku magazynowi, gdzie rozdaje się wojskowy ubiór i sprzęt.

Obrazek


Kapral powitał jegomościa za ladą:

- Czołem Oliver...
- Cześć Will. Co my tu mamy?
- Masz tu listę moich ludzi. - Oliver przyjął kartkę. Przyjrzał się jej, poczym coś po niej popisał, walnął pieczątkę i jął wołać każdego po kolei, aż w końcu przyszła pora na Ciebie:
- Steven Newell. Mundur pustynny. Zestaw przyborów niezbędnych wraz z tornistrem. Broń... - Tu spojrzał na listę. - ... dla Ciebie przeznaczono paralizator X26, tradycyjny łuk prosty i maska przeciwgazowa wzór 24. To wszystko. Will, dawaj dokument, a tutaj walnij podpis. - Panowie powymieniali się papierami, ogarniając tą małą biurokrację. Wszystko, co dostałeś należy do Ciebie, możesz się teraz bliżej przyjrzeć swojemu wyposażeniu, przebrać się, sprawdzić, co jest w tornistrze...

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 31 mar 2014, 18:21 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1501
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
Obrazek


~ Spoko jest ten cały Parker ~ pomyślał, patrząc na ich przewodnika, który wyglądał, jakby zaraz miał zacząć rzucać mięsem - pewnie z powodu tego "tatuśka".
Jeszcze zanim ruszyli, przedstawił się pozostałym. Oczywiście - jako Hash.
Tym razem z uwagą słuchał Seana. Bo w końcu jakoś trzeba było się przystosować. Hash nie miał zamiaru dać się załatwić tylko dlatego, że nieuważnie słuchał. Cóż z tego, że - wsiadając na tamten pieprzony statek - nie wybierał się na żadną wojnę, skoro to nie miało teraz znaczenia? Był tu, w jednostce wojskowej. Trzeba poczekać i zobaczyć, co z tego wyniknie...

Kiedy przed nimi rozegrał się ów incydent, Hash stanął skonfundowany.
Zawsze miał ogromny szacunek dla kobiet, a tutaj, na jego oczach, czterech oprychów próbowało dobrać się do jednej z nich. Nie mieściło mu się to w głowie.
- Hej, szefie?! Mamy ich tak zostawić? - Hash nie wiedział, co zrobić z rękami. Czuł się okropnie głupio, że tamci spokojnie sobie odejdą, jak gdyby nigdy nic, a oni nic nie robią. Jednocześnie czuł, jakby mu czegoś brakowało.
I rzeczywiście, po chwili uświadomił sobie, że przecież z ich grupki, jedynie Parker jest uzbrojony.
No i przecież... to jest wojsko. Nie mogą wymierzać samosądów ot tak. A tamci jeszcze nic nie zrobili. Chyba.
Hash obrócił się, chcąc dostrzec, upewnić się, czy z tamtą kobietą wszystko w porządku.

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 31 mar 2014, 19:31 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 18 cze 2010, 10:22
Posty: 2561
Lokalizacja: Freie Stadt Danzig
Płeć: Mężczyzna
Obrazek


Pierwszy raz mężczyzna stanął z lekka zmieszany, gdy spytano go o imię. Musiał wykonać jeden z gestów, którego się nauczył, podczas krótkiego pobytu w Bergen, dzięki któremu reszta grupy mogła się domyślić, iż jest niemową.
Drugi raz mężczyzna stanął z lekka zmieszany, gdy stał się świadkiem sceny, w której grupka mężczyzn (w tym jeden z jakimś kobiecą ozdobą w uchu, a drugi wyglądający jakby był należącym do grupki zdziczałych nastolatków, których miał nieprzyjemność poznać, po których zapachu można było się domyślić, że ich ulubionym napojem jest tanie wino, a najlepszą bronią na nich jest prysznic) biła kobietę. Z jednej strony któraś część podświadomości podpowiadała mu, że należy kobiecie pomóc. Z drugiej strony instynkt podpowiadał, że rzucanie się na czwórkę osobników nie jest dobrym pomysłem. Odruchowo wysunął rękę w miejsce, gdzie zawsze trzymał nóż. Nie było go tam, rzecz jasna, bowiem gdy wsiadał do dziwnego pojazdu, który go tu przywiózł, zabrano mu wszystkie rzeczy. O ataku więc nie było mowy. A szkoda, bo ewidentnie mu się nie spodobał dziwny gest brudasa, cokolwiek by on nie oznaczał. Mężczyzna postanowił zapamiętać tego delikwenta. Kiedyś się jeszcze na pewno zobaczą. Na pewno.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 31 mar 2014, 22:07 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 29 sie 2012, 22:11
Posty: 216
Lokalizacja: Zespół wyimaginowanych światów.
James "Stoneheart" Stephenson

James nie czuł się dobrze z tym, że właściwie nie zwracał na nic uwagi. Jego myśli skupiły się dokoła przetrwania.
Teraz jakby coś go odetkało. Postąpił krok do przodu, ale zaraz przystanął. Podrapał się po głowie. Starał się zachowywać tak... jakby naturalnie. Jakby wysłuchał dokładnie kapitana... czy tam kaprala.
Przypomniał sobie co działo się przed chwilą. Grupa jakichś cuchnących obszczymurków dręczyła kobietę. Poczuł jak mała, słona kropelka potu spływa po jego skroni. Co on miał zrobić? Gdzie zmierzali?...

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 02 kwie 2014, 19:17 
Arcylisz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 14
Rejestracja: 21 kwie 2012, 17:50
Posty: 972
Lokalizacja: Un-Ilu
Płeć: Mężczyzna
Ray Blackfield


Z ciekawością słuchał opowieści Seana o Starym St. Mary. Lubił takie miejsca, takie historie. Zawsze go ciągnęło do antyków, starych przedmiotów, zapyziałych miejsc. Nawet to miejsce, przerobione na obiekty wojskowe, było dla niego ciekawe.
Z jego rozmyślań wyrwał go krzyk Seana. Ujrzał na grupkę mężczyzn napastujących kobietę. Patrząc na towarzyszy, dojrzał w nich gotowość do akcji. On jednak nie ruszył się z miejsca. choć wyraźnie nie podobało mu się to, co widzi, nie chciał wpadać w konflikty. Nie czuł również potrzeby zgrywania bohatera. Na to być może przyjdzie czas później, na polu walki. Mimo to pomyślał, że jeśli nadarzy się okazja do uprzykrzenia życia tamtym wyrostkom, zapewne z niej skorzysta.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron