Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 19 lip 2018, 17:55



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Epos Nieśmiertelnych
Post: 23 kwie 2014, 14:07 
Pisarz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 07 sie 2011, 09:58
Posty: 87
Lokalizacja: Cesarstwo Ninn'Gruadh, Świątynia Sergh'Bogha
Epos Nieśmiertelnych
Prolog

Obrazek

Egipcjanin wyglądał na przerażonego ba, gdyby go nie popchnięto to z pewnością cały czas stałby w tym samym miejscu wpatrując się tym samym zatrwożonym spojrzeniem w miejsce egzekucji. Strażnik stojący za nim popchnął go jeszcze raz tym razem tak mocno, że nieszczęśnik upadł na kolana. Na marmurowej posadzce placu przed pałacem pojawiły się ślady krwi powoli cieknącej ze świeżych ran na kolanach. Nad skazanym stanął człowiek nadzorujący egzekucję. Kapłan Aresa, Heliodor, uniósł swą prawą rękę i gestem przywołał do siebie drugiego hoplitę, tym razem z twarzą zasłoniętą czarnym jak smoła kapturem. W ostrzu żelaznego sierpa, dzierżonego przez kata, odbijał się blask pełni księżyca, która zaszczyciła dziś prawie bezchmurne niebo nad miastem Memfis. Kat uniósł broń i parę razy przeciął nią powietrze, po czym skierował swe ukryte pod kapturem oczy na kapłana Aresa i czekał.
-Przypomnij mi, Ifoklesie. Za co oni go właściwie sądzą?-zapytała się starszego mężczyzny w białej szacie, wysoka brunetka o niebieskich oczach. W jej głosie dało się słyszeć nutkę znudzenia. Mężczyzna nazwany Ifoklesem przeniósł na nią zdumione spojrzenie. Długo mierzył ją wzrokiem, zanim powiedział:
-Tak jakbyś nie wiedziała, droga Irthildo. To jeden z buntowników odpowiedzialnych za ostatni zamach na naszego Wodza. Jako jeden z nielicznych został ujęty i teraz ma zostać stracony za zdradę- ton Ifoklesa zdradzał irytację, a sposób mówienia wskazywał na brak szacunku jaki żywił w stosunku do kapłanki Posejdona.
-A czemu nie moglibyśmy go stracić jutro, na placu miejskim? Jestem zmęczona i ostatnie czego potrzebuję to oglądanie egzekucji jakiegoś buntownika -powiedziała kapłanka, przeciągając się ostentacyjnie.
-Dobrze wiesz, że nasze wojska, ledwo utrzymują porządek w Memfis. Niie byłoby rozsądnym posunięciem z naszej strony, zabijać tego człowieka na oczach jego pobratymców. Jeszcze mogłyby wybuchnąć zamieszki - wyręczył Ifoklesa w odpowiedzi, młody kapłan Demeter, Serfilin.
-No dobrze, a tamci? - zapytała Irthilda z przekąsem, wskazując na oddział Straży Faraona stojący niedaleko skazańca. Na samym czele stał dobrze zbudowany mężczyzna w czarnej masce zakrywającej większość twarzy. On jeden nie wydawał się zainteresowany egzekucją.
-To Straż Faraona. Specjalny oddział Aleksandra - odrzekł Ifokles, wyrywając się z zamyślenia - to właśnie oni go złapali i zgodnie z tradycją są obecni na straceniu.
-A, więc co my tu robimy?- nie dawała za wygraną Irthilda- nas wszystkich to nie dotyczy!
-Ależ dotyczy, dotyczy - odpowiedział spokojnie przywódca kapłanów- Heliodos, jako kapłan Aresa, nadzoruje przeprowadzenie egzekucji. A Ihpaes, jako Akolitka Tanatosa, odpowiedzialna jest za ostatnią posługę dla skazańca... -w tym momencie Ifokles zamilkł, bo na plac weszła drobna kobieta, odziana w długie, czarne szaty. Akolitka Hadesu zbliżyła się do skazańca i pochyliła nad nim, dając mu szansę na rozmowę i pocieszenie przed śmiercią oraz pouczenie co robić po niej.
***
Obrazek

- Nie mogę uwierzyć, że nas nie wpuścili! -powiedział Saul, chyba po raz siódmy, tego wieczoru -Przecież powiedzieliśmy, że przybywamy z poselstwem do ich Wodza!
- Saul... Jak myślisz, ilu zabójców i szpiegów mówi, im to samo, codziennie?- wtrąciła Lilith, patrząc kpiąco na towarzysza- Może gdybyś nie miał takiej podejrzanej mordy, to by nas wpuścili!
W obozowisku nie daleko Memfis znowu wybuchła kłótnia.
-Uspokójcie się wreszcie! - warknął starszy człowiek, odziany w szary płaszcz, bez żadnych zdobień- Nie możecie się, choć raz zachowywać jak Atalia!?
Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem, wliczając w to samą Atalię.
Wciąż cicho chichocząc dzieci Izraeala powróciły do zajadania pieczonych ryb. Po chwili ponownie przemówił starzec o imieniu Samuel:
-Być może Aleksander już padł ofiarą jakiegoś zamachu i teraz wzmocnił straże? Co myślicie?
Powiódł spojrzeniem po towarzyszach, przez dłuższy czas zatrzymując je na Atalii. Ta kobieta go przerażała i pociągała za razem. Wiedział co potrafi. Jest jedną z jego najlepszych ludzi...
***
Obrazek

Parę mil od miasta Memfis znajdowało się jeszcze inne obozowisko. Jednak w nim panowała zupełna cisza. Pięć postaci odzianych na czarno siedziało wokół przygasającego ogniska. Nie było słychać absolutnie nic, oprócz iskier co jakiś czas trzaskających w ognisku. Postacie nie poruszały się. Wyglądały jakby pogrążyły się w czymś w rodzaju letargu. Ręce mieli skrzyżowane na piersiach, a karki pochylone nieco do przodu. Cisza. Ognisko dogasa, daje coraz mniej światła i ciepła. Cisza. Zawiał chłodny pustynny wiatr. Cisza. Ogień zgasł już całkowicie, pogrążając obóz w nieprzeniknionym mroku. Szelest ubrania. Arses jako pierwszy podniósł głowę i rozejrzał się wokół. Jego wzrok zatrzymał się na namiocie z ekwipunkiem, potem powędrował do medytujących jeszcze towarzyszy. Oni też zaczynali się poruszać.

_________________
No nie ! Druga Wojna Bogów !? To musi byĆ jakiś cholerny żart ! - Samuel z Amanoru
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 23 kwie 2014, 15:15 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1727
Atalia

Obrazek


Nie wpuścili nas. Nie chcieli po dobroci, nie zdecydowali się zagrać według podstawowych zasad gry. Bo to zawsze jest gra, prawda?
Czas więc zmienić reguły, czas stać się jej mistrzem, bogiem i zacząć decydować. Wykonać ruch. Jesteśmy szpiegami, ukrytymi, nie chcemy, by ktoś o nas wiedział, tak? Bo tak się zachowują szpiedzy, zabójcy i im podobni... Więc sprawmy, by nie uznali nas za szpiegów.
Śmiech. Śmieją się. Atalia im wtóruje. Nikt nie zachowuje się jak ona, bo nikt nie jest nią. Logiczne, logika to podstawa, logika rządzi światem.
Zamach? Możliwe. Albo obawa właśnie przed takim zamachem. Ale my nie chcemy go zabijać, nie jego śmierć jest nam teraz wybitnie nie na rękę.
- Jesteśmy dyplomatami. - Przemówiła cicho, bardziej do siebie, niż do innych. - Mamy listy poselskie, prawda? Upoważnienia, i podobne rzeczy. Czyli, jako poselstwo w obcym państwie możemy żyć na koszt owego państwa, dopóki nas oficjalnie nie wysłuchają. Wtedy mogą nas odprawić. Taki jest ten dyplomatyczny kodeks... Więc zacznijmy się zachowywać jak dyplomaci! - Wstała i zaczęła grzebać w torbie. - Wszyscy, przebieramy się! Lilith, zrób się na boginię, pomaluj twarz, cokolwiek, byle mężczyznom oczy wylazły na wierzch, jak cię zobaczą. Saul, zakładaj blachy, jak jakieś masz. Jeśli nie, to chociaż przytrocz sobie do pasa w najbardziej widocznym miejscu jakiś miecz. Samuelu, masz jakiś kostur? Albo chociaż żelazną lagę? Wiesz, coś, co będzie symbolem mądrości. Możesz też nosić jakiś zwój w ręce, bylebyś miał go zawsze przy sobie. Wmawiaj wszystkim, że jest tam zapisanych, nie wiem, czekaj... Dziesięć mądrości świata? Może być. A jak będą się pytali jakie to mądrości, to recytuj przykazania. Dobra, reszta... Reszta robi za zbrojną eskortę, straż. Nie mówicie nic, nie chędożycie w mieście. Niech was mają za głuchoniemych eunuchów. Zdziwią się, gdy zobaczą, że jest inaczej...
Westchnęła. Wyciągnęła z torby dodatkowe, kolorowe szaty i zaczęła je zapinać na swoim ubiorze. Między jedną z warstw umiejscowiła Machairę. Zdjęła klamrę z włosów, które opadły swobodnie na plecach, obie proce ukryła w torbie.
- Wchodzimy do miasta otwarcie, obnosząc się bogactwem, ciekawskich mają odstraszać nasi strażnicy. Każemy się kierować do najdroższej karczmy. Tam żyjemy jak bogowie, mówiąc że jesteśmy dyplomatami, którzy oczekują audiencji i że pałac płaci za wszystko, co chcemy. Po kilku dniach, jeśli nie godzinach, sami do nas przyjdą. W międzyczasie działamy elastycznie, dostosowujemy się do panującej sytuacji... Co wy na to? Bo jeśli macie lepszy plan to, oczywiście, chętnie wysłucham. Jeśli nie, to robimy tak, jak mówię.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 24 kwie 2014, 13:19 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1803
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Iphaes

Kobieta odziana w czarną szatę weszła na plac egzekucji. Nikt nie widział jej twarzy, przykrytej kapturem. Szła dumnie, dostojnie i z gracją, która przebijała się nawet przez jej odzienie. Podeszła do skazańca i uklękła obok niego, nie zważając na krew płynącą po marmurowej posadzce. Zdjęła z głowy kaptur i wszystkim okazała się niezwykle blada twarz, jeszcze jaśniejsza niż za dnia, oświecana blaskiem księżyca, czarne jak noc oczy, które zlewały się z czarnym niebem i usta o barwie krwi. Na twarz spadało kilka kosmyków białych włosów. Iphaes wyglądała jak córka samej Persefony, jak towarzyszka Tanatosa, jak zwiastun śmierci. Cichym, łagodnym i młodym głosem zaczęła mówić do skazańca:
- Me imię to Iphaes, jestem Akolitką Hadesu i jestem tu dla ciebie, Egipcjaninie. Zostałeś skazany na śmierć za swoje czyny. Hades jest przyszłością każdego człowieka, każdy tam kiedyś trafi. Tanatos, bóg śmierci i Hypnos, bóg snu, przyjdą by zabrać twą duszę do Otchłani. Zostaniesz pogrzebany, z obolem w ustach, który pozwoli ci zapłacić Charonowi za podróż przez Styks. Wtedy trafisz do Tartaru, miejsca, gdzie pokutują przestępcy, a Erynie wymierzą ci karę. Jeśli twój żal za swe czyny będzie szczery i prawdziwy, męki będą lżejsze. Jest to ostatnia chwila, gdy możesz coś powiedzieć. Będę powiernikiem twych ostatnich słów.
Dziewczyna przerwała swą mowę, podczas której nie dało się wyczytać z niej emocji. Mowiła jednostajnie, monotonnie, z obojętnością. Spojrzała skazańcowi w oczy i oczekiwała.


// Nie miałam pojęcia jak ma wyglądać taka ostatnia rozmowa ze skazańcem, więc improwizowałam. Jeśli coś napisałam nie tak, to mów, o Mistrzu, wtedy zmienię XD

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 24 kwie 2014, 21:57 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2522
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
ACHENCHERES

Stał dumnie wyprostowany, a za nim dziesięciu mężnych. Nie lubił tych ceremonii, nie lubił stać, podczas gdy w głowie kotłowały mu się misje i zadania zlecone przez faraona. A tak było zawsze. Zawsze gdy on i jego oddział doprowadził kogoś pod oblicze sprawiedliwości, musiał być obecny przy egzekucji. W czasie przeznaczonym na tradycje, mógłby złapać kolejnego winnego lub wykonać szereg innych zleceń. Ale faraon ustanowił niegdyś owe prawa, wobec tego musi ich przestrzegać.
Poprawił maskę wolnym ruchem. Kątem oka zauważył, że ktoś wskazuje na niego palcem. Na niego i jego oddział. Jakaś kobieta, rozmawiająca z dwoma mężczyznami.
Nie patrzył na skazańca ani na akolitkę, która przy nim uklękła. Widok ten jest dla niego jak zabicie muchy po raz tysięczny. Strasznie nudna sprawa. Jednak czujnie obserwował otoczenie. Nic nie ma prawa przeszkodzić obrzędom egzekucyjnym...
Nic...

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 25 kwie 2014, 11:49 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 16 sie 2010, 08:31
Posty: 148
Lokalizacja: Gdańsk
ARSES TEISPES

Obrazek


Posiedział jeszcze chwilę na piasku, rozmyślając o swojej misji, o jej powodzeniu, lub nie. Wiedział tyle, że musi stawić czoła wszystkim przeciwnościom, obejść wszystkie przeszkody, aby wykonać zadanie. Nie chciał rozpoczynać rozmowy, aby pozwolić swoim towarzyszom dokończyć medytację- wiedział, jak ważną czynnością jest dla nich i dla niego samego. W końcu się podniósł, rozejrzał się po bezkresie piasków, próbując przebić wzrokiem nieprzenikniony mrok pustynnej nocy. Obserwował przez chwilę wielbłądy, które dostojnym krokiem podążają za przywódcą stada. Spojrzał ponownie na namiot z ekwipunek, lecz zdecydował się jeszcze chwilę poczekać z oporządzaniem się z tym, aby sprawdzić co u koni. Podszedł do swojego wierzchowca, poklepał go po łbie. Następnie skierował się do owego namiotu z ekwipunkiem, założył kamizelkę, karwasze i nagolenniki oraz pas, do którego przytroczył torbę, nóż i kołczan z łukiem, dodatkowo zabezpieczając go kolejnym pasem, który przeciągnął przez pierś. Nie chciał, aby łuk i kołczan kolidował mu z płynnym i zręcznym poruszaniem się. Przechylił manierkę, aby się napić, potem wyszedł z namiotu i założył siodło oraz uzdę swojemu koniowi. Następnie podszedł do ogniska i usiadł obok niego, czekając na swoich towarzyszy.

_________________
No Gods, or Kings. Only Man.
We were all buried at sea. We just didn't know it yet.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 25 kwie 2014, 22:36 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 29 sie 2012, 22:11
Posty: 191
Lokalizacja: Zespół wyimaginowanych światów.
Heliodor

Stał przed Egipcjaninem, żałośnie poranionym buntownikiem. Wsparł się na swym kosturze i wzniósł oczy ku niebu.
- O, Aresie! - Powiedział podniesionym głosem. - O, Aresie! Niech krew tego szubrawcy i bluźniercy wykupi jego czyny! Niech jego duszę pochłonie Tartar, jako ciało jego niech na wieki spoczywa zakopane! Niech odkupią się jego haniebne czyny! Czy widzisz jak jego krew plami ziemię, na której się wychował i... i na której dziś zginie! I raz na zawsze pomścimy naszego króla, Aleksandra Wielkiego Macedońskiego, którego próbował zgładzić! Chwała Tobie, Aresie!
Heliodor pochylił się nad nieszczęśnikiem i położył mu rękę na głowie, po czym złapał go za włosy.
- Tnij na mój znak - powiedział w stronę kata.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 26 kwie 2014, 11:01 
Pisarz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 07 sie 2011, 09:58
Posty: 87
Lokalizacja: Cesarstwo Ninn'Gruadh, Świątynia Sergh'Bogha
Egipcjanin spojrzał na Iphaes, tak jakby kompletnie nic nie zrozumiał. Po chwili z oczu mu zaczęły cieknąć łzy. Spojrzał Akolitce prosto w oczy, a usta poruszały się w niemej prośbie o pomoc:
- Ja... Ja nie chcę...
Gdy Heliodor rozpoczął swoją modlitwę, usta Egipcjanina wciąż się poruszały, ale tym razem Akolitka nie była w stanie rozróżnić słów.
Kat nakazał gestem Akolitce, aby się odsunęła. Kapłan Aresa chwycił skazańca za włosy. Łzy nieszczęśnika zaczęły skapywać na podłogę, mieszając się z krwią, która wciąż ciekła z ran na kolanach Egipcjanina. Hoplita skinął głową, słysząc polecenie Heliodora. Uniósł sierp i przystawił do szyi skazańca. Drugą dłonią wydobył zza pazuchy srebrnego obola owiniętego w czarną szmatkę, po czym wepchnął go siłą do gardła skazańca. Teraz czekał na polecenie ze strony kapłana.
- Nie mogę na to patrzeć- rzuciła Irthilda i odwróciła wzrok z obrzydzeniem. Ifokles również nie wyrażał szczególnego zainteresowania egzekucją. Jego wzrok błądził gdzieś pomiędzy kolumnami. Księżyc świecił w pełni, tak jakby czekał na krew która zaraz pocieknie z krtani skazańca.
Heliodor wpatrywał się w buntownika, nie kryjąc obrzydzenia.
- Tnij...- padło polecenie. Hoplita zamachnął się nad głową skazańca...
Krew trysnęła dosłownie na wszystkie strony. Śnieżnobiała szata kapłana Aresa ledwo uchroniła się przed nagłą zmianą koloru. Krew ciekła, brudząc kamienną posadzkę placu przed pałacem. Iphaes uniosła spojrzenie do nieba. Dostrzegła go...
Młodzieniec odziany w czarną jak heban, tunikę, dzierżący w dłoni długi sierp z metalu tegoż samego koloru. Czarne skrzydła powiewały na wietrze, niczym długi płaszcz z piór. Tanatos pochylił się nad truchłem, które spoczywało u jego stóp. Dotknął swymi białymi dłońmi wciąż krwawiącej rany. Po chwili krew po prostu przestała płynąć, tak jakby momentalnie zakrzepła. Po chwili od ciała oddzielił się jakiś niewyraźny, ciemny kształt. Cień... Jedyne co zachował z życia, to posturę udręczonego człowieka. Duch skazańca posłusznie podał mu coś, co prawdopodobnie było jego eteryczną dłonią. Tanatos spojrzał na Akolitkę. Jego twarz nie wyrażała absolutnie żadnych emocji. Skinął głową, jakby z uznaniem i po chwili wzniósł się w powietrze, ciągnąc za sobą nowego mieszkańca Tartaru...
Ihapes ocknęła się jakby z otępienia. Rozejrzała się dookoła. Jakiś silny podmuch zimnego wiatru zgasił pochodnie na placu.
Heliodor rozmawiał z innymi kapłanami. Do ciała skazańca zbliżył się człowiek w czarnej masce, na którego wcześniej zwróciła uwagę Irthilda.
"Pewnie to oni zajmą się pochówkiem... -przemknęło jej przez myśl.
***
Dzieci Izraela przez chwilę milczały. Nikt nie spodziewał się, że Atalia się odezwie. Samuel przez chwilę wpatrywał się w nią z zaciekawieniem.
- Atalia ma rację... Źle przystąpiliśmy do wykonania naszej misji. Zrobimy tak, jak nam poleciła nasza siostra- rzekł po chwili, podnosząc się z siedzenia. Dzieci Izraela poszły jego przykładem...
Po jakichś dwóch godzinach wszyscy byli gotowi do drogi. Obóz zwinięty, pakunki załadowane na wielbłądy. Samuel rozejrzał się po swoich towarzyszach. Atalia miała rację. Zmienili się nie do poznania. Ona i Lilith, umalowane i poprzebierane, jak na Szabat. Saul przywdział swoją zbroję po ojcu. Za pas włożył swój krótki miecz. Pozostali członkowie "grupy dyplomatycznej" również się uzbroili w miecze i założyli krwistoczerwone płaszcze. Lehan i Isreant, bo tak nazywali się pozostali członkowie drużyny, prowadzili wielbłądy. Na przedzie szedł Samuel, odziany w czarną szatę Mistyka, dzierżąc metalowy kostur rytualny i zwój z zaklęciem ożywiającym. Tuż obok niego dreptał Saul, a za nim szły Atalia i Lilith.
Zbliżali się do Memfis. Już stąd było widać odbudowane bramy miasta.
Saul zbliżył się do Atalii.
-Naprawdę myślisz, że to się uda?
***
Pozostali w końcu wyszli z transu. Nie odzywali się do siebie. Nie potrzebowali tego. Świetnie rozumieli się bez słów. Zawsze tego ich uczono, aby jak najmniej rozmawiać, a jak najwięcej działać. Wszyscy powoli zbierali się do drogi. Szykowali wielbłądy, zbroili się. Dokładnie wiedzieli jak się dostać do Memfis, aby nie zwrócić na siebie uwagi strażników. Arses obserwował ich w milczeniu. To byli jego najlepsi ludzie. Nikt tak dobrze nie potrafił szpiegować, prowadzić zwiadów, zastawiać pułapek, walczyć i zabijać. Nikt. Po półtorej godzinie byli gotowi. Wsiedli na swoje wierzchowce i wyruszyli w drogę. Do Memfis mieli dwie godziny podróży. Arses wiedział o czym myślą. O nagrodzie która ich czeka, jeśli misja się powiedzie...
Bo wiedzieli, że się powiedzie.

_________________
No nie ! Druga Wojna Bogów !? To musi byĆ jakiś cholerny żart ! - Samuel z Amanoru
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 26 kwie 2014, 11:18 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 29 sie 2012, 22:11
Posty: 191
Lokalizacja: Zespół wyimaginowanych światów.
Heliodor

Kapłan odwrócił głowę jeszcze na chwilę w stronę ciała. Poświęcił jeszcze kilka minut rozmowie, a potem pożegnał się z kapłanami. Zszedł z placu z kamienną twarzą. Zszedł na ulicę i ruszył w stronę Biblioteki Aleksandryjskiej, do której już od dawna planował się udać.

//Tak bardzo nie wiem co napisać. Nie zauważyłem wgl żadnych informacji w odpisie, co do tego, gdzie powinienem się udać i co robić. Jeżeli coś Ci się nie podoba, to pisz.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 26 kwie 2014, 12:36 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2522
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
ACHENCHERES

Krew popłynęła. Szloch został zdławiony. Dał znak swoim ludziom, by podeszli do niego. Stał nad ciałem, spojrzał na kapłankę, tzn. zwrócił w jej stronę oblicze swej maski. Machnął dłonią, wskazując gestem, by stąd odeszła. Potem odwrócił się do swoich ludzi i rzekł stłumionym głębokim głosem:
- Sprzątamy.
Oczekiwał natychmiastowego wypełnienia polecenia. Wezmą ciało, zaniosą je tam, skąd niewolnicy przewiozą je gdzieś na pustynię. Zbrodniarzy nie chowa się w grobach, tylko zostawia sępom i szakalom na pożarcie. A krew zmyją albo posługacze, albo niewolnicy, albo służba faraona. Nie dbał o to, nie miał czasu rozmyślać nad tym. To nie jego sprawa. Był przy egzekucji, jego ludzie właśnie zabierają ciało. Od teraz będzie mógł się zająć misjami właściwymi. Pierwszą będzie, wyjście poza miasto i odnalezienie tropu "niechcianych gości z Persji". Achencheres lubi podchody...

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 26 kwie 2014, 14:24 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1727
Atalia

Obrazek

-Naprawdę myślisz, że to się uda?
Czemu nie? Wszyscy wystroili się tak dobrze, jak tylko mogli. Oczywiście, zamiast wielbłądów przydałyby się jakieś pełnokrwiste, szlachetne konie, ale to, co mają powinno wystarczyć.
Bo jak nie, to zawsze jest plan B. Nie spodobałoby się to reszcie grupy, ale... Oni się nie liczą. Jest tylko cel i droga do niego. A ta nie zawsze musi być usłana różami.
Różami? Ha!
Śmieję się. Saul myśli, że to przez jego pytanie. I dobrze. Dlaczego się śmieję? A, przez róże. Głupi zwrot. Ale dlaczego pokazałam zęby, dlaczego odchyliłam głowę i wydaję z siebie ten dźwięk?
Czy to wszystko zaczęło mi się podobać?
- Myślę o wielu rzeczach. I nie lubię zakładać sukcesu z góry, mniejsze wtedy czeka mnie rozczarowanie, jeśli coś nie wyjdzie.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron