Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 25 kwie 2018, 03:35



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 04 gru 2015, 00:12 
Pisarz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 2
Rejestracja: 19 cze 2015, 11:48
Posty: 85
Lokalizacja: ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Płeć: Mężczyzna
Cogsworth

- Chciałem zaproponować wyrzucenie kroganina, ale... sam wyskoczył. - stwierdził geth po czym zaraz zmusił się do myślenia nad rozwiązaniem. Jednak przez jego obwody przeszło jedno pytanie: Czy robi to z faktu, że jest stworzony do działania czy może raczej, że się... obawia? Równie dobrze mógłby zaprzestać działań. W kapsule może przetrwałby upadek i ktoś by go potem naprawił, a jednak się nie poddał tylko przekierowywał moc do silników.

To powinno być proste. Cogsworth przeanalizował wszystkie dostępne informację. Wagę kapsuły, swoją, przeciętnego przedstawiciela rasy turian samca, przeciętną przedstawicielkę ludzi kobietę oraz sprzęt. Potem obliczył ile standardowych jednostek energii potrzeba rozłożonych po czterech silnikach by unieść to wszystko.

Przekierował dwie jednostki mocy z pierwszego silnika do czwartego, oraz dwie z drugiego silnika do trzeciego tak aby każdy z silników miał po dwie jednostki mocy. Powinno wystarczyć.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 05 gru 2015, 12:23 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2615
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
THOQR


~Parampampam... no to lecę, kurwa.~ pomyślał poddając się swobodnemu spadaniu w dół ku planecie i stadzie dziobatych lotników. Tak sobie rozmyślał podziwiając krajobraz wokół siebie, te niezapomniane widoki. Nigdy nie miał okazji czegoś takiego przeżyć. A czy teraz przeżyje to sprawa dyskusyjna.
~Niby mam zapasówki, ale na cholerę je marnować. Kroganie nie latają do kurwy nędzy...~ Stwierdził nagle rozglądając się za jakimś rozwiązaniem. W dole były ptaki i gadzie ptaki, ale zepchnął tę możliwość w ostateczność. Gdyby mu nie wyszło z myśliwcem, który spadał jakoś tak obok. Zmobilizował się. Spróbował skierować się ku myśliwcowi,, wyginał się na tyle, na ile mógł, machał łapami i nogami, pływał w powietrzu w stylu żabki, nawet kraulem próbował. I tak machając jednocześnie patrzył na siebie, poszukując w pancerzu czegokolwiek, co by mogło "popchnąć" go na linię spadania myśliwca...
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 16 gru 2015, 19:21 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1848
Thoqr

Ciężki pancerz kroganina wyposażony był w drobne silniki stabilizacyjne, których pierwotnym przeznaczeniem było wspomaganie magnetycznych butów, podczas kroczenia w otoczeniu z bardzo niską bądź zerową grawitacją. Ale tu też się przydały. Metoda kraulu nie była aż tak skuteczna, a gdy Thoqr spróbował żabki, to jeszcze po wielu dniach ludy zamieszkujące tę planetę mówiły o dziwnym kształcie, ni to ptaku, ni statku, który próbował płynąć w powietrzu.
Kroganin zbliżał się do myśliwca, aż wreszcie dotarł do niego, chwytając się za część kadłuba. Jednocześnie do kroganina dotarło, że jest nieco zbyt duży, by zmieścić się w niewielkim pojeździe latającym najemników. Ziemia zbliżała się nieuchronnie, więc żeby bezboleśnie przeżyć tę sytuację, Thoqr musiał zrobić to, w czym jego lud niezbyt się specjalizował, poza kilkoma haniebnymi wyjątkami. Musiał zacząć myśleć. Ale najpierw zaczął widzieć.
Widział spadochron za szklaną powłoką wizjera myśliwca. Thoqr nie był pewny, czy by go sięgnął nawet, jeśli dałby radę przebić się do środka, ale mógł spróbować. Widział, że siedzenie martwego już pilota jest niemal oderwane, a z tego, co wszyscy wiedzą, w siedzeniu jest zawsze katapulta i zapasowy spadochron. Widział też, że okoliczne ptaki mogą być drapieżne, bo zaczęły krążyć coraz bliżej, prawdopodobnie widząc łatwą ofiarę. Na szczęście nadal miał swoją strzelbę przymocowaną magnetycznie do pancerza.

***

Kapsuła wyrównała lot, zaczęła jeszcze mocniej hamować. Gethowi gdzieś po drodze mignął Thoqr, który obecnie spadał o wiele szybciej, niż reszta drużyny. Ale zarówno Cogsworth, jak i Arius, a nawet Grace mieli teraz poważniejsze problemy. Musieli, a raczej geth musiał, skoro praktycznie fizycznie dotykał już interfejsu kapsuły, wybrać miejsce do lądowania, a obecnie spadali prosto w tropikalną dżunglę i prawdopodobnie nie przeżyliby rozbicia na wysokich drzewach. Geth mógł zaprogramować silniki, by zboczyły z kursu wprost na otwartą polanę, graniczącą z tropikalnym lasem, ale coś sprawiało, że to miejsce było zbyt odsłonięte. Nie mieliby tam absolutnie żadnej osłony, gdyby trafili w kłopoty. Mógł skierować ich do jeziorka, jego obwody były wodoodporne. Nie był pewien, czy turianie potrafią pływać, ale to była już jakaś opcja. Mógł też się zwalić na głowę wiosce zamieszkiwanej przez prymitywne plemię, oznaczone w jego bazie danych jako "Agresywne i zabobonne".

//to ostatni post przed "lądowaniem".

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 16 gru 2015, 22:14 
Pisarz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 2
Rejestracja: 19 cze 2015, 11:48
Posty: 85
Lokalizacja: ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Płeć: Mężczyzna
Cogsworth

Wybory, wybory. Przed Cogsworthem były same wybory. Wioska była wyborem niemalże odrazu wykreślona z możliwości. Jezioro... Geth sam nie był pewien czy umie pływać. Na pewno by się nie udusił, jednak nadal było zbyt dużo niewiadomych. Jedynym logicznym wyjściem była polana. Ustawił silniki aby zmieniły kurs na polanę.

- Po udanym lądowaniu... jeśli takie nastąpi, zalecam przeszukanie kapsuły w celu znalezienia przydatnych dóbr. Następnie zalecam natychmiastowe i bezzwłoczne udanie się w stronę dżungli w celu uzyskania lepszej osłony. - zalecił Geth.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 17 gru 2015, 16:10 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2615
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
THOQR



Złapał się metalowej powłoki myśliwca. Plan był taki. Wyjąć strzelbę, przestrzelić szybę, jeśli trzeba było, to kilka razy. Przez dziurę w wizjerze wyrzucić martwiaka, potem wyrzucić fotel i wszystko inne, co stanęłoby mu na drodze do wyjęcia spadochronu. Ptaki się nie liczyły. Drapieżne, czy nie, to tylko zwierzęta. Jeżeli plan ów by się nie powiódł, tuż przed "lądowaniem" zeskoczy z myśliwca na ziemię, drzewo... cokolwiek. Byle nie spaść razem z myśliwcem. Zgniecenie przez metalowe złomostwo, narażenie się na szkody spowodowane ostrymi krawędziami blach czy też wreszcie wielce prawdopodobne niepożądane wybuchy... nie wchodziły w grę. Pancerz nie jest przecież niezniszczalny. poza tym, miał jeszcze w nim drobne silniki stabilizacyjne. Zawsze może z nich skorzystać, by zniwelować efekty uboczne "upadku" na tyle, na ile się da. Wiedział, że będzie mocno poturbowany, ale nie odczuwał jeszcze oddechu śmierci. Będzie trochę słabo, ale wyjdzie z tego. Nie z takich opresji się wychodziło....
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 23 gru 2015, 00:07 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1848
Pokojowe plemię Qbahr, z rasy o tej samej nazwie, bytujące na planecie zapisanej w galaktycznych annałach jako Helios 154 nie było zbyt zaawansowane. Brak konfliktów, pełny wegetarianizm, oraz całkowita tolerancja ze strony drapieżników, które nie tolerowały odmiennych aminokwasów tego ludu, sprawiły że mimo tysięcy lat istnienia plemienia, nadal istniała tylko jedna wioska i tylko jedno plemię. Cała rasa była zamknięta w małej populacji liczącej koło czterdziestu osobników. Galaktyczni badacze, począwszy od nienazwanych ras sprzed kilku cykli, przez Protean, aż po rasy Rady widzieli w tej rasie potencjał, który może pewnego dnia się rozwinie. W końcu Qbahr żyli pięć razy dłużej niż na ten przykład asari, oraz potrafili się rozmnażać kiedy chciały z jakimkolwiek osobnikiem swojej rasy. Podobnie również jak asari występowała u nich tylko jedna płeć. Posiadali szczątkowy język, oraz bogatą kulturę opartą na wierzeniach, że są oni ludem wybranym, który dostąpił raju. Ich religia była jedną z przyczyn zastoju populacyjnego tej rasy, ponieważ ściśle mówiła, że nowy osobnik może się narodzić tylko wtedy, gdy umiera stary. Za technologiczny zastój zaś odpowiadała bardzo mała inteligencja, jak to stwierdził jeden z ludzkich badaczy "na poziomie średnio wyrośniętej krowy". Jednakże co kilka lat badano postępy tej rasy. Badano z ukrycia, ponieważ plemię robiło się niezwykle wojownicze wobec nieznanych sobie gatunków, dlatego też wszelkie próby porozumienia się spełzały na niczym. Ostatecznie Qbahr umieszczono na liście gatunków chronionych.
Nikt nie spodziewał się jednak, że wszyscy pewnego dnia zginą w eksplozji spadającego na wioskę myśliwca bojowego, z którego dosłownie sekundę przed rozbiciem się wyskakuje gadopodobna bestia w ciężkim pancerzu i chwyta się ogromnych, tropikalnych liści, by spowolnić upadek.
Wioska momentalnie stanęła w ogniu, gdy przy rozbiciu się myśliwca eksplodował jego zbiornik z paliwem. Mieszkańcy osady, jedyni przedstawiciele swojej rasy w mig zrozumieli, że są ostatnimi ze swojego ludu. Chaty z wysuszonego drewna, tak lubiane przez Qbahr w parę sekund płonęły jak zapałki wraz ze swoimi właścicielami. Jeden tylko zdołał przetrwać i wydostać się ze swojego domostwa. Jeden tylko wyczołgał się, mimo poparzeń, niosąc w sobie nienarodzone dziecko, nadzieję własnej rasy. Ostatni syn Qbahr drzemał właśnie w ciele, które desperacko próbowało przeżyć szerzący się chaos i...
... zostało właśnie zgniecione spadającą masą gadopodobnej istoty w ciężkim, bojowym pancerzu.

***

Thoqr miał miękkie lądowanie. Wyskoczył z myśliwca na liście palm, na których niestety nie zdołał się utrzymać i ześlizgnął się w środek wioski, tuż obok dopalającego się już wraku myśliwca. Gdy spadł, to usłyszał pod sobą jakieś pęknięcie. Gdy spojrzał pod swoje nogi, mógł zobaczyć zmasakrowane, poparzone ciało istoty, pokrytej do połowy czymś drewnianym, z trzema parami oczu i dwoma palcami u obu rąk. W myśliwcu raczej nic nie zostało, a i okoliczne ruiny, których był w sumie przyczyną, nie zachęcały. Południe odcinała mu głęboka rzeka, jak i dość wysoki klif z wodospadem. Na północy, wprost przed sobą, miał gęstą dżunglę, z której co chwilę dochodziły przechodzące krogańskie pojęcie dźwięki. Na wschód widział doliną poprzecinaną kilkunastoma rzeczkami. Zaś w kierunku zachodzim mógł dostzec czarny, gęsty dym.

***

Lądowanie było udane. Kapsuła została osadzona na polanie w miarę prosto, a parę sekund później przez dziurę z niej wyskoczyła Grace, która zaczęła spazmatycznie wymiotować. Chwilę po niej wyszed zataczający się turianin, mający widoczne zawroty głowy.
W kapsule geth znalazł dwa małe, przenośne akumulatory, pełne mocy, oraz dwa w pełni załadowane pochłaniacze ciepła. Nie było tam wiele więcej, chyba że geth planował wyrywać też siedzenia.
Po minucie Arus wrócił do kapsuły, zdając raport gethowi.
- Wybrałeś... wybrałaś? Wybrałoś... Cholera, nie wiem jakiej jesteś płci, ani czy wy w ogóle macie pojęcie płci. Uznam, że jest z ciebie facet. No więc wybrałeś dobre miejsce na lądowanie. Przeżyliśmy, a i myślę sobie, że biotyczka dojdzie zaraz do siebie. - Turianin podrapał się po jednej ze szczęk. - Myślę, że powinniśmy wyruszyć od razu. Kapsuła została uszkodzona i ze zbiorników paliwa wyciekają pierwiastki, które są szkodliwa dla nas, organików. Oraz ten biały dym może zwabić coś niezbyt przyjaznego. Na północ niestety nigdzie nie dojdziemy, z tego co przeskanowałem dżungla robi się coraz gęstsza. Na południe jest dość wysoki klif, a my raczej nie mamy sprzętu do wspinaczki, więc pozostaje wschód, albo zachód. Na zachodzie w sumie skany pokazały niewiele, ot otwarte pola pełne traw. Za to ze wschodu unosi się jakiś ciemny, gęsty dym.
- No nie wiem, coś mi tu śmierdzi z tym dymem.
- Powiedziała wchodząca do kapsuły Grace. - Według mnie powinniśmy nadać sygnał SOS i czekać aż odbierze nas ktoś z Rady, albo Przymierza. Swoją drogą liczyłabym raczej na tę drugą opcję, bo Rada jest raczej niezbyt ruchliwa.
Turianin pokręcił głową.
- Do nadania sygnału SOS potrzebujemy przekaźnika, który połączy się z najbliższą boją komunikacyjną. Ze sprzętu w tej kapsule raczej nic nie zbudujemy. Więc powinniśmy wyruszyć w stronę dymu. Być może coś znajdziemy?
Grace nic nie odpowiedziała, tylko zwymiotowała raz jeszcze. Jej skóra pokrywała się ciemnymi plamkami. Musiała wyjść. Pierwiastki wyciekające z kapsuły musiały być bardziej szkodliwe dla ludzi, niż dla turian.
- Cholera, nie wierzę że to robię, ale muszę spytać getha o pomoc... No więc co powinniśmy robić? Ruszamy w kierunku dymu, czy w drugą stronę?

//no i i jesteśmy na ziemi, a Dragon może zapisać sobie, że właśnie wytępił cały gatunek w kilka minut. Skuteczność wyższa, niż u Żniwiarzy, ale cóż - to kroganin. :D

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 23 gru 2015, 20:49 
Pisarz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 2
Rejestracja: 19 cze 2015, 11:48
Posty: 85
Lokalizacja: ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Płeć: Mężczyzna
Cogsworth

- Jaką formą się do mnie zwracasz nie ma znaczenia, ale powszechnie przyjmowana jest forma męska. - odparł, zbierając wszystko co można. Jednak sam nie był w stanie tego unieść więc podał turianowi jeden akumulator i pochłaniacz ciepła.
- Proponował bym udanie się w stronę dymu. Istnieje osiemdziesiąt trzy procent szans, że jest to jeden z rozbitych myśliwców. Być może znajdziemy tam to czego potrzebujemy. - stwierdził, wychodząc z kapsuły.
- Dym powstaje w procesie spalania. Nie powinnaś się dziwić, że odbierasz go jako coś nieprzyjemnego. Śmierdzącego. - dodał jeszcze, udając się w stronę dymu.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Mass Effect: Unbroken Cycle
Post: 24 gru 2015, 12:28 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2615
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
//no i i jesteśmy na ziemi, a Dragon może zapisać sobie, że właśnie wytępił cały gatunek w kilka minut. Skuteczność wyższa, niż u Żniwiarzy, ale cóż - to kroganin. :D


:facepalm: ;D ;D

THOQR


Kroganin rozejrzał się wokół. Wszędzie ogień, destrukcja i wioskowa ruina. A to był tylko jeden malutki myśliwiec. Strach pomyśleć, co by było, gdyby rozwaliła się tu... no na przykład, Normandia. Mógłby nawet powstać krater. I to całkiem spory.
Spojrzał na swoje nogi usmarowane czymś lepkim, śmierdzącym, trochę dymiącym i przypominającym oślizgłe mięso. Szybko wytarł buciory w trawie i rozejrzał się jeszcze raz. Tym bardziej ogarniając swym wzrokiem coś więcej niż płomienie i zniszczenie. Tam jakaś dolina, tam jakaś dżungla, a tam jakiś... dym. Gęsty smolisty dym.
~Kurwa. Czyżby kapsuła się rozbiła?~ pomyślał. I niemal natychmiast ruszył w tym kierunku. Dym unosił się wysoko nad wszelkie drzewa, dzięki czemu Thoqr nie ma szans się zgubić. To dobry kierunek. Jeśli kapsuła się rozbiła, to na pewno jest tam coś ciekawego do zabrania. Coś co może się przydać. Będzie musiał znaleźć jakiś środek lokomocji zdolny wyrwać się z atmosfery tej planety, albo chociaż pomyśleć nad nadaniem jakiegokolwiek sygnału. Ale najpierw... kierunek: kapsuła. Znaczy się, dym. Ale to chyba kapsuła...
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron