Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 18 sty 2018, 10:25



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Bronie w świecie Wiedźmina
Post: 12 sie 2014, 19:07 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 2137
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Bronie charakterystyczne dla świata w sadze Wiedźmina (z pominięciem tych typowych dla fantasy, jak łuki, halabardy czy zwykłe miecze):



Balmur - czarodziejski miecz Zatreta Voruty. Był to legendarny bohater oddany jako dziecko krasnoludom na mocy Prawa Niespodzianki.


Nadbiegający od wejścia cofnęli sięprzed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty.
— Ostatnie życzenie

- Na rozkaz. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany krasnoludom, bo był tym, kogo ojciec spotkał jako pierwszego, wracając do warowni?
— Ostatnie życzenie

Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty.
— Ostatnie życzenie




Gabriel - miniaturowe samostrzały, w założeniu przeznaczone do obrony osobistej, wymyślone przez rzemieślnika z Verden o imieniu Gabriel, a wykorzystywane głównie przez bandytów i rozbójników.

Obrazek
Opis Gabriela w Grze Wyobraźni


Miniaturowe samostrzały wymyślił i opatentował niejaki Gabriel, rzemieślnik z Verden. Reklamował je sloganem 'Obroń się sam'. Dookoła srożą się bandytyzm i przemoc, głosiła reklama. Prawo jest bezsilne i nieporadne. Obroń się sam. Nie wychodź z domu bez podręcznego samostrzału marki 'Gabriel'. Gabriel to twój stróż, Gabriel uchroni przed bandytą ciebie i twoich bliskich. Sprzedaże były rekordowe. Wkrótce poręczne przy napadach gabriele nosili wszyscy bandyci.
— Wieża Jaskółki




Gveir - Miecz, który Ciri miała zdobyć w katakumbach pod Korath. Pojawia się tylko i wyłącznie w opowiadaniu Coś się kończy, coś się zaczyna. Prawdopodobnie jest to odniesienie, albo pierwotna wersja Jaskółki, miecza Ciri z Sagi o Wiedźminie. Widać tutaj pewne podstawy pod budowę Sagi.


(...) a na plecach miała miecz, słynny Gveir, zdobyty w pustynnych katakumbach Korath.
— Coś się kończy, coś się zaczyna

Mam tam swoje rachunki. Mamy tam rachunki do wyrównania, Gveir i ja...
— Coś się kończy, coś się zaczyna




Gwyhyry - miecze wykuwane przez gnomy, uznawane za najlepsze na świecie. Gnomy zaprzestały produkcji tej broni ponad dwieście lat przed wydarzeniami z sagi. Gwyhyry były wykuwane z ciemnego żelaza, klinga była bardzo lekka i ostra jak brzytwa. Charakterystyczny był też falisty szew ostrza. Rękojeść zwykle pokrywano skórą płaszczki. Z bardziej znanych gwyhyrów należy wymienić Jaskółkę, którą otrzymała Ciri od płatnerza Esterhazego. Przygotował on miecz na zamówienie Bonharta.
Warstwowa budowa ostrza była taka sama jak w produkowanych w naszym świecie japońskich katanach i damastrze. Czarny kolor zawdzięcza prawdopodobnie oksydzie, którą gnomi metalurgowie powlekali ostrze aby zapobiec korozji i wzmocnić metal lub ze zgrupowań cementytu(Fe3C) na powierzchni klingi.

Obrazek


- Krasnoludy wytapiają stal - dodał Percival - i wykuwają warstwowe głownie. Ale to my, gnomy, zajmujemy się szlifem i ostrzeniem. W naszych warsztatach. Wedle naszej, gnomiej technologii, tak jak niegdyś robiliśmy nasze gwyhyry, najlepsze miecze świata.
— Chrzest ognia

- Faktycznie, niebrzydka rzecz - powiedział wreszcie Bonhart. - Gnomia robota, od razu widać. Tylko gnomy takie ciemne żelazo kuły. Tylko gnomy ostrzyły płomieniście i tylko gnomy ażurowały klingi, by zmniejszyć wagę... Przyznaj się, Esterhazy. To replika?
- Nie - zaprzeczył miecznik. - Oryginał. Prawdziwy gnomi gwyhyr. Ta głownia ma ponad dwieście lat. Oprawa, ma się rozumieć, jest o wiele młodsza, ale repliką bym jej nie nazwał. Gnomy z Tir Tochair robiły ją na moje zamówienie. Według dawnych technik, metod i wzorców.
— Wieża Jaskółki

Nie dokończył, bo Ciri już była przy nim, już miała w ręku Jaskółkę - tak już w myśli nazywała gnomi gwyhyr.
— Wieża Jaskółki




Jaskółka - gnomi gwyhyr. Wykuta ponad 200 lat temu głownia, oprawiona według dawnych technik, metod i wzorców przez gnomy z Tir Tochair na zlecenie miecznika Esterhazego. Miecz został kupiony przez Bonharta, specjalnie dla Ciri, która nadała mu imię Jaskółka. Zanim Ciri go dostała, musiała walczyć z Bonhartem w sklepie miecznika. Później Bonhart odebrał jej miecz i dawał tylko na specjalne okazje (np.: walka na arenie). Gdy Ciri uciekła, wzięła ze sobą Jaskółkę, która służyła jej już na stałe.

Obrazek

Obrazek



Ciri zbliżyła się. Spojrzała. I westchnęła głośno. Obnażyła miecz, szybkim ruchem. Ogień z komina oślepiająco zapłonął na faliście zarysowanym szwie ostrza, zajarzył się czerwono w ażurowaniach zastawy.
- To ten - powiedziała Ciri. - Jak się pewnie domyślasz. Weź do ręki, jeśli chcesz. Ale uważaj, jest ostrzejszy od brzytwy. Czujesz, jak rękojeść klei się do dłoni? Zrobiona jest ze skóry takiej płaskiej ryby, co ma na ogonie jadowity kolec.
- Raja.
- Chyba. Ta ryba ma w skórze malutkie ząbki, dlatego rękojeść nie ślizga się w ręku, nawet gdy się ręka spoci. Zobacz, co jest wytrawione na klindze.
Vysogota pochylił się, przyjrzał, mrużąc oczy.
- Elfia mandala - powiedział po chwili, unosząc głowę. - Tak zwana blathan caerme, girlanda losu: stylizowane kwiaty dębu, tawuły i żarnowca. Wieża, rażona piorunem, u Starszych Ras symbol chaosu i destrukcji... A nad wieżą...
- Jaskółka - dokończyła Ciri. - Zireael. Moje imię.
— Wieża Jaskółki

- Faktycznie, niebrzydka rzecz - powiedział wreszcie Bonhart. - Gnomia robota, od razu widać. Tylko gnomy takie ciemne żelazo kuły. Tylko gnomy ostrzyły płomieniście i tylko gnomy ażurowały klingi, by zmniejszyć wagę... Przyznaj się, Esterhazy. To replika?
- Nie - zaprzeczył miecznik. - Oryginał. Prawdziwy gnomi gwyhyr. Ta głownia ma ponad dwieście lat. Oprawa, ma się rozumieć, jest o wiele młodsza, ale repliką bym jej nie nazwał. Gnomy z Tir Tochair robiły ją na moje zamówienie. Według dawnych technik, metod i wzorców.
- Cholera. Może być, że faktycznie nie będzie mnie stać. Ileż to zawinszujesz sobie za ten brzeszczot?
Esterhazy milczał czas jakiś. Twarz miał nieprzeniknioną.
- Ja go oddam za darmo, Bonhart - powiedział wreszcie głuchym głosem. - W podarunku. Żeby wypełniło się, co ma się wypełnić.
- Dziękuję - rzekł Bonhart, widocznie zaskoczony. - Dziękuję Ci, Esterhazy. Królewski podarunek, iście królewski... Przyjmuję, przyjmuję. I jestem twym dłużnikiem...
- Nie jesteś. Miecz jest dla niej, nie dla ciebie. Podejdź, dziewczyno nosząca obrożę na szyi. Przyjrzyj się znakom wytrawionym na klindze. Nie rozumiesz ich, to oczywiste. Ale ja ci je objaśnię. Spójrz. Linia wytyczona przez los jest kręta, ale wiedzie ku tej oto wieży. Ku zagładzie, ku zniszczeniu ustalonych wartości, ustalonego porządku. Ale oto nad wieżą, widzisz? Jaskółka. Symbol nadziei. Weź ten miecz. Niechaj wypełni się, co ma się wypełnić.
Ciri ostrożnie wyciągnęła rękę, delikatnie pogładziła ciemny brzeszczot z lśniącymi jak lustra krawędziami.
— Wieża Jaskółki

Nie dokończył, bo Ciri już była przy nim, już miała w ręku Jaskółkę - tak już w myśli nazywała gnomi gwyhyr. Zastosowała najprostszy, dziecinny wręcz wypad, fintę zwaną "trzy kroczki" - ale Stavro dał się na to złapać.
Zrobił krok do tyłu i odruchowo uniósł miecz, a wtedy był już na jej łasce - po odskoku oparł się plecami o ogradzające arenę bale, a ostrze Jaskółki miał o cal od czubka nosa.
— Wieża Jaskółki

Ciri powoli obróciła Jaskółkę w dłoni, oparła głowicę o piasek. Zgięła kolano. Przytrzymując brzeszczot prawą dłonią, lewą precyzyjnie wycelowała sztych pod mostek. Ostrze momentalnie przebiło odzież, ukłuło.
— Wieża Jaskółki




Lamia - kolczasta odmiana bicza, zakazana w większości królestw. Broń tę można zwinąć w niewielki krążek, dzięki czemu jest łatwa do ukrycia. Ulubiona broń novigradzkich tajnych służb dowodzonych przez namiestnika Chappelle.


Człowiek w białym kaftanie szedł w ich stronę szparkim krokiem. Czarni osobnicy szli za nim, w marszu otaczając basen, zajmując strategiczne, precyzyjnie dobrane pozycje. Geralt obserwował ich czujnie, zgarbiwszy się lekko. Dziwne krążki, które trzymali w rękach, nie były, jak sądził początkowo, zwykłymi batami. To były lamie.
— Miecz przeznaczenia

Wiedźmin nie patrzył na Chappelle. Nie odrywał oczu od broni otaczających fontannę czarnych osobników w skórzanych czapkach. W większości znanych Geraltowi krajów wyrób i posiadanie kolczastej lamii, zwanej mayheńskim batogiem, było surowo zakazane. Novigrad nie był wyjątkiem. Geralt widział ludzi, których uderzono lamią w twarz. Twarzy tych nie sposób było zapomnieć.
— Miecz przeznaczenia




Miecze wiedźmińskie - są to miecze tworzone specjalnie dla wiedźminów. Wyróżniamy dwa rodzaje wiedźmińskich mieczy:

* Zwykłe (Stalowe, Żelazne) - Wykuwane w Mahakamie, wykonane z metalu pochodzącego z meteorytu. Jedne z najlepszych mieczy znanych na Kontynencie, lepsze od sihilli, a ustępujące jedynie gwyhyrom - najlepszym mieczom świata.

* Srebrne - miecze ze stalowym rdzeniem klingi pokrywanym warstwą srebra, które dla wielu potworów jest zabójcze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



- Ta mój nowy miecz! Prawdziwy, wiedźmiński! Zrobiony ze stali, która spadła z nieba! Naprawdę! Geralt tak powiedział, a on nie kłamie nigdy, przecież wiesz!
— Krew elfów

- Ładna rzecz - Geralt wykonał sihillem krótki, syczący młyniec, zamarkował szybkie cięcie od lewicy i błyskawiczne przejście do parady wysoką sekundą dexter. W istocie, ładna sztuka żelaza.
- Hę! - parsknął Percival Schuttenbach. - Sztuka żelaza! Weź i lepiej się przyjrzyj, bo za chwilę gotów żeś to kawałkiem chrzanu nazwać.
- Miałem kiedyś lepszy miecz.
- Nie przeczę - wzruszył ramionami Zoltan. - Bo niechybnie pochodził z naszych kuźni. Wy, wiedźmini, umiecie mieczami wywijać, ale przecie sami ich nie robicie. Takie miecze tylko u nas się kuje, w Mahakamie, pod górą Carbon.
- Krasnoludy wytapiają stal - dodał Percival - i wykuwają warstwowe głownie. Ale to my, gnomy, zajmujemy się szlifem i ostrzeniem. W naszych warsztatach. Wedle naszej, gnomiej technologii, tak jak niegdyś robiliśmy nasze gwyhyry, najlepsze miecze świata.
— Chrzest ognia

- Wierzę w miecz. Jak widzisz, noszę dwa. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. Nieżyczliwi mawiają, że ten srebrny jest na potwory, a ten z żelaza na ludzi. To oczywiście nieprawda. Są potwory, które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem, ale istnieją i takie na które działa tylko żelazo. Nie Iola, nie każde żelazo, ale wyłącznie te, które pochodzi z meteorytu. (...) Możesz, oczywiście, że możesz wziąć mój miecz do ręki. Widzisz, jaki lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. Nie dotykaj ostrza, skaleczysz się. Jest ostrzejsze niż brzytwa. Musi takie być.
— Ostatnie życzenie

Z podłogi podjął podłużny pakunek, grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. Rozwinął go, wydobył miecz z ozdobną rękojeścią, w czarnej, lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. Obnażył ostrze, które rozbłysło lustrzanym blaskiem. Klinga była z czystego srebra.
— Ostatnie życzenie

Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca, piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą, dobrze wyważoną rękojeścią, zakończoną kulistą głowicą z białego metalu.
— Ostatnie życzenie




Orion - to egzotyczna broń miotana w postaci metalowej gwiazdy, podobna do dalekowschodniego shurikena. Orion jest zamorskim wynalazkiem, w tą broń wyposażono nilfgaardzkie służby specjalne. Skuteczna, łatwa w ukryciu. Z trzydziestu stóp można zadać śmiertelny cios. Gwizd oriona działa psychologicznie, może sparaliżować ofiarę strachem. Orionem posługiwali się m.in. Stefan Skellen i Codringher.

Obrazek


Urwał nagle, zamachnął się silnie. Stalowa gwiazda zawyła w locie i z hukiem wyrżnęła w portret, prosto w czoło Codringhera seniora, dziurawiąc płótno i wbijając się w ścianę prawie do połowy.
- Dobre, co? - uśmiechnął się szeroko adwokat. - To się nazywa orion. Zamorski wynalazek. Ćwiczę od miesiąca, trafiam już bez pudła. Może się przydać. Na trzydzieści stóp ta gwiazdeczka jest niezawodna i zabójcza, a ukryć ją można w rękawie lub za wstążką kapelusza. Od roku oriony są na wyposażeniu nilfgaardzkich służb specjalnych.
— Czas pogardy

Sugerowałbym więc pewniejszą, dalekosiężną broń. Na przykład te nilfgaardzkie gwiazdki. Chcesz, sprzedam ci kilka sztuk. Mam tego dużo.
- Nie kupię. To niepraktyczne. Hałasują w locie.
- Gwizd działa psychologicznie. Potrafi sparaliżować ofiarę strachem.
— Czas pogardy

Codringher ujął stalową gwiazdę za jedno z ramion i wstał. - Ciekawość zawsze brała u mnie górę nad rozsądkiem, nie wspominając o bezzasadnym miłosierdziu. Odwróć się.
Wiedźmin odwrócił się. Spojrzał na gęsto podziurawione oblicze na portrecie i na utkwiony w nim orion. A potem zamknął oczy.
Gwiazda zawyła i huknęła w ścianę cztery cale od ramy portretu.
— Czas pogardy




Sihill - drogocenny miecz wykuty w Mahakamie z użyciem bardzo zaawansowanych technik metalurgicznych i płatnerskich. Jedną sztukę pierwotnie posiadał Zoltan Chivay, później walczył nią Geralt. Na mieczu wyryte były krasnoludzkie runy znaczące w wolnym tłumaczeniu: "Na pohybel skurwysynom".
W przeciwieństwie do mieczy robionych przez ludzi czy też elfy, w sihillu z najtwardszej stali jest ostrze, nie zaś jego rdzeń. Była to stal przy okazji bardzo lekka, znana tylko krasnoludom. Można snuć przypuszczenia, że dodawano do niej różne metale kolorowe lub szlachetne. Co do rękojeści, to nie jest ona przytwierdzana do klingi tak, by stanowiła wraz z nią jedną całość. Dla ozdoby na klindze umieszczano runy, tak jak w wypadku broni robionej przez gnomy.

Obrazek


Miecz mierzył około czterdziestu cali, ważył zaś nie więcej niż trzydzieści pięć uncji. Pokryta na znacznej długości tajemniczymi znakami runicznymi (kras. "na pohybel skurwysynom") klinga miała niebieskawe zabarwienie i była ostra jak brzytwa, przy odrobinie wprawy można by się nią ogolić. Dwunastocalowa, owinięta krzyżującymi się paskami jaszczurczej skóry rękojeść miała zamiast głowicy walcowatą mosiężną skuwkę, jelec był bardzo mały i misternie wykończony.
— Chrzest ognia

(...) a mój sihill ma głownię kutą ze stopu uszlachetnianego grafitem i boraksem...
- Nowoczesna technika! - nie wytrzymał Percival, gorączkując nieco, albowiem dyskurs niechybnie schodził na dobrze znane mu sprawy. - Konstrukcja i kompozycja głowni, liczne warstwy miękkiego rdzenia, okute twardą, nie zaś miękką stalą...
— Chrzest ognia




Zefhar - jedne z najlepszych łuków w swoim rodzaju. Nazwa pochodzi od wygięcia ramion i gryfów łuku, które tworzą runiczny znak o nazwie zefhar - taka nazwa przyjęła się wśród elfów.

Obrazek


Elfie łuki były krótsze, lżejsze i poręczniejsze, a dzięki warstwowej kompozycji drewna i zwierzęcych ścięgien również o wiele "szybsze" od cisowych - wystrzelona z nich strzała dosięgała celu w czasie dużo krótszym i po płaskim torze, co w znacznej mierze eliminowało możliwość zniesienia przez wiatr. Najlepsze egzemplarze takiej broni, gięte poczwórnie, nosiły wśród elfów nazwę zefhar, taki bowiem runiczny znak tworzyły wygięte ramiona i gryfy łuku. Milva używała zefarów przez ładnych kilka lat i nie sądziła, by mógł istnieć łuk, który je przewyższał.
— Chrzest ognia

Milva, gdy tylko mogła, odwiedzała bazar i oglądała zamorskie łuki. Tam właśnie nabyła łuk, o którym sądziła, że posłuży jej przez wiele lat - pochodzący z Zerrikanii zefhar wzmacniany szlifowanym rogiem antylopy. Łuk ten miała za doskonały. Przez rok. Albowiem w rok później, na tym samym straganie, u tego samego kupca zobaczyła istne cudo.
— Chrzest ognia

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: