Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 21 lip 2018, 16:34



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł:
Post: 23 mar 2014, 02:17 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2390
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Och kurde... tak to jest, limit się kończy, a tu takie rzeczy się dzieją. No muszę napisać, po prostu muszę ;).

Kol... tym razem serio szczerze gratuluję tego textu. Teraz mi tak naprawdę zaimponowałeś. Tak szczerze mówiąc, to znam Cię chyba najlepiej z wszystkich tu obecnych i nie spodziewałem się po tobie takiego "wyskoku" ;). Pewnie jeszcze raz Ci pogratuluję na żywca... muszę w końcu wpaść do Cb, bom już wyzdrowiał :D.

A tak teraz dołączając do dysputy o marzeniach. Też się pochwalę, a co tam. Ale to co ja mam w głowie, to dopiero jest chaos. Jak to kiedyś Draghan gdzieś napisał (chyba w Osoba Wyżej :D) jestem osobą, która ma całe mnóstwo zainteresowań. Rysuję, czytam książki, piszę cosik, gram w gry, muzykuję, oglądam filmy... no całe mnóstwo. Problem w tym, że co za dużo to nie zdrowo. Robię wszystko, ale w niczym nie jestem doświadczony. Cóż, równowaga musi być. Albo masz jedno zainteresowanie i jesteś mistrzem, albo masz kilka i męczysz je po trochu. W związku z tym ciężko mi oszacować w jakiej "profesji" czuł bym się najlepiej w przyszłości. Bo w sumie mógłbym zostać tym pisarzem (jak każdy tutaj widzę :D:D), ale nie mam cierpliwości do pisania czegoś dłuższego, a na samych opowiadaniach daleko nie zajadę... Mógłbym bawić się w szkice, bo grafika komputerowa coś mi do głowy nie chce wskoczyć (pewnie znowu brak cierpliwości się włącza). Ale taki rysownik też nie ma lekko... a nie mogę sobie pozwalać na przerwy w zarobku. Dalej... z grami coś. Informatykiem nie będę, co do tego nie mam wątpliwości. W końcu zmarnowany rok dał mi komunikat do zrozumienia, że ta branża nie jest dla mnie. Z muzyką też nie jest tak hopsiu, bo też trzeba mieć umiejętności, ucho i znać się mniej więcej na aspektach muzycznych i sprzętowych. A ja jestem noga jeśli chodzi o te aspekty ;).

I dlatego moje marzenie brzmi następująco:
Żebym się k*wa wreszcie ogarnął i ruszył z kopyta z tym moim nudnym życiem!!!

W sumie ostatnio myślałem nawet, że jako pisarz scenariuszy, fabuło-maker (xD), scenarzysta jakiś bym się nieźle sprawdził, bo w głowie takie epickie historyje mi nieraz latają, że nie jestem w stanie sam tego ogarnąć :D. Tylko, że nie mam pojęcia jak się wpierdzielić na takie stanowisko wgl...

Eee tam... wracam do wpieprzania prowiantu i oglądania filmów/grania w gry...

Nie no, żartuję :D. Moje marzenie jest w sumie łatwe do osiągnięcia, dlatego nie wiem, czemu ciągle stoję w jednym martwym punkcie, zamiast iść do przodu i ogarniać kolejne cele i marzenia. Po prostu mam nadzieję, że kiedyś w końcu przyjdzie czas, kiedy bd mógł się spełniać w pracy, którą polubię i która pozwoli mi chociaż na założenie rodziny. I że nie zmarnuję swojego życia w tak bezsensowny sposób. Nie muszę się pławić w bogactwie i nie muszę mieć własnej chatki. Wystarczy mi jakaś partnerka, dziecko, dobra praca i mieszkanko, nawet w bloku, a co tam... tyle. Po prostu wyjść na prostą.

Dziękuję za uwagę :D

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 23 mar 2014, 10:37 
Wojownik
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 28 lip 2013, 17:37
Posty: 441
Kilka dni już jest tutaj ten list, ale dopiero dzisiaj się zdobyłam na przeczytanie go.
Jestem pod wielkim wrażeniem. Naprawdę, jesteś niesamowity. Smutno mi się zrobiło, kiedy wyobraziłam sobie starca czytającego list, wspominającego marzenia, nawet te niespełnione, i opłakującego je. Napisałeś to w bardzo posępnym stylu. Niektóre rzeczy wydają mi się całkiem nierealne, co czyni ten list jeszcze bardziej przygnębiającym.
Jestem zachwycona Twoją osobą, imponują mi plany i marzenia. Nie potrafię zrozumieć tego, co napisałeś, bo nie mam żadnych ambicji. I to uświadamia mi mój brak wartości.
Respekt, naprawdę.

_________________
Nie znam się...
to się wypowiem.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 23 mar 2014, 11:08 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Moja (wewnętrzna) reakcja na wyobrażenie Żurawiczki (xD):

Obrazek

Na zewnątrz się tylko uśmiechnąłem z takim "aww". :P
PS: Odnośnie gifa, polecam One Piece. :P

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 24 mar 2014, 22:57 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: -2
Rejestracja: 27 sie 2010, 11:12
Posty: 2009
Lokalizacja: Miasto słynące z syrenki i spalin
Wchodzi człowiek po nie takiej krótkiej absencji na forum, a tu takie rzeczy... No ładnie, ładnie, podziwiam. Dużo precyzji, ja bym właśnie przez jej brak nie mogła napisać takiego listu. Kiedyś miałam plany, takie bardzo konkretne, rozbudowane, marzenia, których spełnienie mogłabym odhaczyć w kalendarzu, ale już nie.

Na moim regale stoi daruma, przywiózł mi ją kumpel z Japonii - taka brodata laleczka z paper mache, której rysuje się jedną źrenicę, gdy się wymyśli marzenie, i drugą, gdy się spełni.

I wyszło na to, że po prostu chcę się po prostu pogodzić w końcu sama ze sobą, chcę poczuć szczęście nie chorobliwie i maniakalnie, ale tak zwyczajnie ciepło.

I jestem na dobrej drodze, także być może...
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 mar 2014, 11:47 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1710
Nowy tekst.

Cytuj:
Jestem winny.


Są ludzie, którzy miewają problemy małe. Są ludzie, którzy miewają problemy duże. I są tacy, jak ja, którzy wyolbrzymiają każdy swój problem, nadając mu monumentalne znaczenie. Przemieniają każdą, nawet najmniejszą przeszkodę w gigantyczną barykadę, w okopany fort z ostrokołem, w twierdzę, której murów zdobyć nie można...

Ty tu nie pójdziesz, bratku, dalej nie przejdziesz. Szukaj innej drogi, ale przez to się nie przebijesz, nie przejdziesz, nie dasz rady. Jesteś za słaby, siła nigdy nie była twoim atutem. Nie podniosłeś nigdy własnego ciężaru, nie dałeś rady przyjąć na barki problemów innych ludzi, gdy cię potrzebowali. A teraz chcesz wziąć na siebie to dodatkowe obciążenie?
Nie, stary, jesteś na to za słaby. I nigdy nie będziesz na tyle silny, by teraz tędy przejść. Dziękuj Bogu, Bogom, czy komukolwiek, że w ogóle dożyłeś do tej chwili, że beznadziejność nie pożarła cię w chwili narodzin, że przetrwałeś podstawówkę uważany za kujona, że później mieli cię za leniwego przygłupa w szkole. I co z tego, że pozdawałeś tak dobrze matury? Przecież wiadomo, że to się nie liczy. Ważna jest jedynie siła, a ty jej nie masz. W tym świecie od zawsze rządziło prawo, które eliminowało słabych, więc się zastanawiam, stary, jak to możliwe, że jeszcze żyjesz? Że jeszcze istniejesz? Że masz siłę, by coraz bardziej się pogrążać? Odpuść sobie, stary. To, co sobie ubzdurałeś, to nawet nie marzenia, bo do marzeń się dąży, stara je się spełnić. Ty nawet nie masz siły, by dać pierwszy krok w tamtym kierunku, więc spadaj, zostaw świat w moich, pewnych rękach.

Przykro mi to mówić... Ale on ma rację. To znaczy nie we wszystkim, ale muszę się z nim zgodzić. Siła nigdy nie była twoją mocną stroną, zręczność tym bardziej. Co z tego, że masz tak długie palce, że potrafisz ściągnąć kłódkę z łańcucha na furtce? Co z tego, że zdejmiesz obrożę każdemu psu, czy kotu bez duszenia go? Chłopczyku, nie, nawet nie próbuj... Widzisz co narobiłeś? Posprzątaj... Widzisz, zawsze miałeś duże stopy. Za duże. Przez to nosisz duże buty, w których nie możesz się odnaleźć, więc poruszasz się jak słoń w składzie porcelany. Tak, mówię dosłownie, jak i w przenośni. Nie potrafisz patrzeć pod nogi, gdy masz to robić, zawsze wdepniesz w coś lepkiego i śmierdzącego. I nie możesz się przez długi czas od tego uwolnić. Nie umiesz mierzyć sił na swe zamiary. Wychodzi z tego zawsze to, że albo rezygnujesz od razu, albo gdy życie będzie od ciebie szybsze, dajesz sobie spokój po złożeniu odpowiednich obietnic, których nie powinieneś już łamać. Po wypowiedzeniu słów, których nie da się cofnąć. Po wyryciu się w pamięci ludzi, których nie chciałbyś zawieść... Po wszystkim jesteś zawsze zbędnym ciężarem, miotającym się wokoło dawnych wspomnień. Wokół ludzi, wśród których niegdyś zbudowałeś zaufanie, a potem zdradziłeś, stchórzyłeś, bo uznałeś, że nie jesteś gotowy. A prawda jest taka, że nigdy nie będziesz gotowy na to, co sobie sam wymyślisz. Lepiej działać elastycznie, dostosowywać się do sytuacji...
Ale ty nawet tego nie potrafisz. Łapie cię stres, serce zaczyna szybciej pompować krew, wnętrze ust produkuje stanowczo za dużo śliny, którą trzeba ciągle przełykać, palce wędrują niespokojnie, a sam nie potrafisz ustać w miejscu, tylko krążysz we własnej, zamkniętej przez siebie strefie, byle tylko rozładować napięcie, byle tylko wszystko przeminęło... Tak, Daniel, te buty są dla ciebie za duże. I co z tego, że idealnie pasują na twoją stopę, skoro nigdy nie będziesz mentalnie przygotowany, by w nich chodzić. Bo nawet, gdy je zakładasz, to i tak nie możesz uwierzyć, że jesteś zdolny je ponosić dłużej, niż pięć minut.
Wracaj do swoich starych, za ciasnych, rozrywających się w szwach butów. Do nich pasujesz idealnie.

Powiadają, że masz talent. Że potrafisz stworzyć coś z niczego, że w wyobraźni wędrowałeś po światach tak pięknych i groźnych, iż nikt inny nie byłby w stanie sobie ich wyobrazić. Że umiesz opisać te światy, oddać ich zabójcze piękno, oraz pociągającą grozę. Haha, mówią tak, bo tylko myślą, że cię znają. Ale ja znam cię naprawdę. I wiem, że tak nie jest.
Przyznaj się, nigdy nie miałeś serca do pisania. Ani wystarczająco pojemnego rozumu. Jesteś zbyt leniwy i głupi na to. Zresztą, twoje lenistwo wynika z głupoty. Zaczynasz tekst, masz już pięknie przedstawiony plan wydarzeń, rozrysowane wątki, wspaniale opisanych bohaterów, ale po dwóch, czasem pięciu stronach, nagle tracisz zapał. Nie chce ci się już pisać, nie masz siły podnieść już długopisu, każdy kolejny wciśnięty klawisz na klawiaturze sprawia ból przeszywający opuszki palców. Fabuła traci na znaczeniu, bohaterowie wydają się nagle stereotypowi aż do bólu, a do tego źle opisani i wprowadzeni w akcję w najgorszych możliwych momentach. Rozwiązania zagadek są banalne, intryga nie wciąga, a dość niezły tekst z pierwszej strony psujesz beznadziejną stroną drugą. Próbujesz innych rozwiązań. Nie potrafisz wyszkolić podrzędnego sprzedawcy butów na prawdziwego bohatera, więc od razu piszesz sequel. Bohater jest już słynny, już się wsławił, już ma swoje życie i ukochaną... Ale dociera wtedy do ciebie, że ta przygoda nie ma sensu. Że bohater, jeśli nie zginie, to po prostu zrobi to, czego wszyscy się po nim spodziewają. A ty nie chcesz go zabijać, bo polubiłeś tę wymyśloną osobę, bo znasz ją na wylot, bo w trakcie pisania jest ci ona twoim najbliższym przyjacielem. Bo jest zawsze ideałem, na który ciebie nigdy nie było stać... Więc co robisz? Hahh, to co zawsze. Rezygnujesz.
Po prostu nie masz do tego serca. Przyznaj się, Daniel! No przecież miałeś być matematykiem! Zawsze pociągały cię cyferki, ilość ponad jakość, materia ponad umysłem. Świat składa się z liczb, pamiętasz? Poruszamy się w trójwymiarze, nasza mowa to kodowane liczbami fale dźwiękowe, które odbieramy poprzez uszy, a dekodujemy umysłem. Każde słowo, które piszesz to też liczba. Każde zdanie, akapit... Litera, czy spacja też. Wszystko to liczby, liczby, które widzisz w lewym dolnym rogu Worda. Machają do ciebie, wołają. Matematyka, Daniel! Przecież zawsze wszyscy od ciebie tego oczekiwali. Ale nie, ty jak zwykle musiałeś wybrać drogę, w której myślisz, że możesz złapać iluzję własnego szczęścia. Że możesz podzielić się tym szczęściem z innymi. Ale tylko coraz bardziej utwierdzasz się w przekonaniu, że prawdziwe szczęście nie istnieje. Za to cyfry istnieją. Wszystko da się zmierzyć, wszystko da się policzyć. Wszystko da się przedstawić liczbami.
Wszystko, co istnieje.
Wszystko, oprócz szczęścia.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 28 mar 2014, 16:49 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1798
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Eh, znowu tyle smutku... ;____;
Chwilami, gdy czytałam, miałam wrażenie, że to o mnie piszesz xD Leniem jestem totalnym i w ogóle... Ale to wszyscy wiedzą.
Okropnie pesymistyczne to było. I tak jakby porównać to z moim wyobrażeniem ciebie, to kompletnie do siebie nie pasuje. Pozory mylą, ale to też wiem z autopsji. I no... W sumie to nie wiem co mam ci tu jeszcze napisać... Będę trzymać kciuki za ciebie i twoją motywację :D
No i nie wiem czemu, ale mam ochotę powiedzieć, że jakby co, to możesz na siostrę liczyć. Mimo że nienawidzę tych słów, bo słyszałam je dużo razy, a i tak nic z tego nie wyszło. Ale piszę szczerze :) Serio. Możesz na mnie liczyć.

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 02 kwie 2014, 09:10 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1710
Cytuj:
Wszyscy święci idą do nieba.

Dochodzigodzina dziewiąta. Wieczór. Bar "Ostatni Przyjaciel", jeden z tych barów, które zawsze czekają na nas za rogiem danej ulicy. Jeden z tych barów, do których nigdy nikt z nas nie chodził. Wymówek było wiele, brak pieniędzy, za drogie drinki, czy piwo, brzydkie dziewczyny, brak znajomych w tamtym miejscu. Wymówek wiele, a efekt jeden. Nigdy nie wstąpiliśmy do tego baru. Nie przekonaliśmy się co tam może na nas czekać. Jak to wpłynie na nasze życie. Nigdy też się nad tym nie zastanawialiśmy. Aż do teraz.
Aż do teraz, gdy ktoś uświadamia nam, że każdy, nawet najmniejszy uczynek zmienia coś w naszym życiu. Zgadzam się, możemy robić to samo, co robiliśmy wczoraj, tydzień temu, czy co rok. Ale nigdy nie przeżywamy tego w ten sam sposób, zawsze coś się zmienia. I ta zmiana może decydować o całym życiu. Może spowodować lawinę, która nas zasypie, ale jeśli będziemy na tyle wytrzymali (nie silni, wytrzymali!), by ją przetrwać, doczekamy pięknego poranka. Poranka, w którym obudzimy się z przeszłości i zaczniemy żyć własnym życiem.
Pada. Wiatr posyła ukośnie w naszą stronę krople deszczu, z drugiej strony samochód ochlapał właśnie nam nogi. Jesteśmy wkurzeni, źli. Trochę smutni, bo wyszliśmy na wieczorny spacer i nawet tę przyjemność los potrafił nam zepsuć. Uciekamy jak najszybciej z pasów, bo prawie przejechał nas samochód. Trąbiący krótko kierowca nie przejmuje się naszym losem, tylko jedzie dalej. Po dojściu na drugą stronę ulicy uspokajamy dygocące ze strachu i emocjonalnego bólu serce. Nie baliśmy się jednak, że ktoś nas przejedzie. Nie odczuwaliśmy zimnych igiełek bólu z powodu deszczu, czy śmierci przejeżdżającej tuż za naszymi plecami. Baliśmy się czegoś innego...

Przedwyruszeniem w przyszłość jednak warto przypomnieć sobie o przeszłości. Przypomnieć sobie wszystko, co siedzi w otchłaniach w pamięci. A przynajmniej wszystko to, co wciąż ma wpływ na to, co się wokół dzieje...
Spacery w parku i czytanie napisów na murach... Mama nie jest zła, że przeczytałem "policja to kurwy". Jest dumna, że potrafiłem to przeczytać. Pcha wózek z młodszą siostrą, śmiejąc się. Obok idzie ciocia, której łzy spływają po policzkach. Idziemy do taty, który wkrótce skończy pracę, a potem do cyrku, który raz na rok przyjeżdżał do naszego miasteczka. Tego wieczora zobaczyłem psy grające w piłkę nożną i jeździłem na karuzeli trzymając watę cukrową w dłoniach. Co prawda po dwunastu sekundach jazdy w ręce trzymałem sam patyk, a dziecko, które jechało obok miało na twarzy całą moją watę... Było się z czego śmiać.
Ruchome schody. Pierwsze ruchomy schody, które zobaczyłem w życiu. Bawiłem się na nich godzinami, zjeżdżałem nimi i wchodziłem obok na górę. Przewracałem się za każdym razem, gdy zjeżdżałem, ale zabawa była przednia. W górę i w dół, w górę i w dół. Nogi wcale mnie nie bolały. Pamiętam. Tego dnia mama zjechała nimi ze mną tylko raz. Płakała. To wtedy mi powiedziała, że już więcej nie zobaczę taty... Ruchome schody niedaleko szpitala w Gdańsku. Bawiłem się na nich godzinami, czy tylko pięć minut? Nie pamiętam. We wspomnieniach ta chwila trwa wiecznie. Może chcę, by trwała wiecznie? Może nadal wchodzę normalnymi, powolnymi krokami na górę, a zjeżdżam bardzo szybko, upadając za każdym razem?
Mały, wielki budynek. Do tego pełen książek. Tak nazywałem bibliotekę, mały, wielki budynek. Mały, bo cała nasza miejska biblioteka mieściła się wtedy w zaledwie czterech, niewielkich pomieszczeniach na parterze jednego z obecnie istniejących, wielkich sklepów. Wielki, bo każda książka, która tam się znajdowała, każda opowieść z tych książek, mieściła cały świat. Wtedy pochłaniałem książki z pasją, której już dziś nie posiadam. Przeczytanie jednej zajmowało mi aż tydzień, ale podczas wertowania szorstkich, tnących palce stronic, większość czasu nie zajmowało mi śledzenie tekstu, czy próba zrozumienia bohaterów. Wyobrażałem sobie za to różne możliwości, wyobraźnia wypełniała każdą niejasność, bohaterowie rozwijali się sami, zabijali smoki, ratowali piękne panny... Rok temu, grubo ponad rok temu uświadomiłem sobie, że już nie mam tej pasji czytania, co kiedyś. Że czasem na siłę wyszukuję błędy, że nie potrafię już wczuć się tak w powieść, że opowiadania nie są dla mnie już żadnymi rewelacjami. Więc przestałem chodzić do biblioteki. Przestałem odwiedzać ten nowy, otynkowany na biały, pełny przestrzeni budynek. I było to działanie tak spontaniczne i bezkompromisowe, że do dziś nie oddałem jeszcze trzech książek, które mam stamtąd wypożyczone. Nie wiem, czy je kiedyś zwrócę, bo to właśnie je czytając, dotarło do mnie, że słowo czytane jest już dla mnie tylko słowem. Pustym, bezdźwięcznym, wybitym maszyną do pisania słowem. A moje pisarskie próby, to po prostu nieudolne starania, by odzyskać tę pasję.
Dym z komina był widoczny z daleka. Niemal przezroczysty, rozproszony dym, widać, że było na tyle ciepło, iż mama tylko lekko przepaliła w piecach z rana. Potem miała gdzieś iść - do lekarza z młodszą siostrą na jakieś szczepienie... Wracałem do domu ze szkoły wczesnym popołudniem. Jakąś piosenkę, która leciała co chwilę wtedy w radiu. Coś polskiego, była chyba moda na Łzy, więc możliwe, iż był to Narcyz, bądź Agnieszka. Nie! Oczy szeroko zamknięte... To mogła być tylko ta jedna, pierdolona piosenka.
"Zostań, to jeszcze nie pora, zostań choć jeszcze na chwilę..." - Byłem już niedaleko. Czułem się szczęśliwy. Dlaczego? Cóż, wracałem do domu, rok szkolny miał się ku końcowi, koleś, który dręczył mnie przez cały rok szkolny został znokautowany przez innego kolesia, a ja do tej sytuacji potroszę doprowadziłem. Miałem prawo być szczęśliwy...
"A łzy popłyną cichutko, bo pragnę ciebie zatrzymać..." - Był jeszcze jeden powód. Dostałem całusa, malutkiego niemal nic nie znaczącego całusa od najładniejszej dziewczyny w klasie, Martyny, pięknej blondynki, która naprawdę umiała myśleć. To wtedy po raz pierwszy miałem taki kontakt z płcią żeńską, która nie należała do mojej rodziny.
"Zegar wybija rozstanie, nie cofną małej wskazówki..." - Byłem już obok naszych sąsiadek, gdy zobaczyłem moją ciocię, Jolę. Szła niepewnym krokiem, oczy miała umieszczone gdzieś daleko, nie zauważyła mnie - a ja nie rozumiałem, że coś tu nie pasuje. Zawołałem ją. Odpowiedziała. Poszliśmy do sąsiadek, tam była moja mama.
"Przytul mnie mocno raz jeszcze..." - Mama płakała. Tak, jak wtedy, gdy tłumaczyła mi, że już nie zobaczę taty. Wtedy nie miała nawet siły mi niczego tłumaczyć. Sam nic nie rozumiałem, przemawiało do mnie od groma ludzi, jacyś mężczyźni i kobiety. W domu uderzała nas pustka, choć mieliśmy kilkunastu gości. Każdy coś pił, niemal każdy palił papierosy. Dusiłem się tam, wybiegłem na stadion. Znaleźli mnie moi znajomi od piłki. Pytali się od razu, czy wszystko dobrze, czy nie chcę być sam. Nie rozumiałem...
"Rozpaczliwie na pamięć..." - Szóstego czerwca dwa tysiące piątego roku moja starsza siostra Agata odebrała sobie życie, wieszając się na skręcanym już od dawna sznurze. Znaleziono ją na korytarzu. Właściwie, to znalazła ją moja młodsza siostra, która akurat wchodziła do domu i zobaczyła zwisające bezwładnie nogi. Cztery dni później płakałem, jak nigdy, na pogrzebie, bo dopiero wtedy zrozumiałem, że Agata, ta sama siostra, która nauczała mnie czytać, pomagała się podnieść, gdy upadałem na ruchomych schodach i zaprowadziła mnie do biblioteki, rankiem za dziesięć siódma szóstego czerwca dwa tysiące piątego roku przytuliła mnie na szczęście po raz ostatni.

Dlatego właśnie piosenka, którą nuciłem tego dnia jest najsmutniejszą ze znanych mi melodii. I to wspomnienie jest najtwardsze, najwyraźniejsze. I choć powoli przykrywa je mgła czasu, to zawsze będę pamiętał ten dym z komina.
Jest jeszcze kilka wspomnień, które dość mocno na mnie wpłynęły. Świadectwo z paskiem, na które pracowałem całą szóstą klasę. Dostanie się do technikum. Poznanie Dragona i rejestracja na Bestiarium. Moja popieprzona osiemnastka. Kilka pomniejszych smutków i załamań, które będę jeszcze długo rozpamiętywał. Kilka radości i chwil szczęścia, podtrzymujących na duchu.
Czy gdybym mógł coś w mojej przeszłości zmienić, to bym to zrobił? Czy poprawiłbym moje dzieciństwo i okres dorastania? Wszystko krzyczy we mnie, że tak, ale ja napiszę, że nie. Bo nie ma sensu nawet myśleć o tym. Nie ma sensu roztrząsać czegoś, czego nie da się już zmienić. Jak mówił jeden z memów na kwejku - jebło to jebło, po co drążyć? I choć te wszystkie wspomnienia powracają często mimo mojej woli, to za każdym razem podejmuję próbę pogodzenia się z przeszłością. Przeżyłem w końcu dopiero dwadzieścia lat życia, dobre dwadzieścia lat życia, a los, od którego już kilka razy oberwałem, z każdym dniem przypomina mi, że to, co było, to dopiero rozgrzewka. Więc od tej pory podnoszę gardę w górę, a gdy się nadarzy okazja, to próbuję kontrować, celując – jak to pewien dobry znajomy powiedział – nie w cel, lecz w przestrzeń za celem. Bo wtedy mamy większą szansę, by osiągnąć to, co sobie zamierzyliśmy. Wymarzyliśmy. To, czemu chcemy poświęcić wszystko, co mamy i wszystko, czym jesteśmy...

Strachnami kieruje, nie wiemy co robimy, umysł krzyczy tysiącem myśli, oddech jest podzielony na dziesiątki przerywanych wdechów i wydechów. Praktycznie bezwiednie kierujemy nasze kroki do baru. Nie myślimy o tym, gdzie idziemy, nie zwracamy uwagi na pająka, na którego właśnie nadepnęliśmy, nie zdejmujemy przemoczonego płaszcza, nie mówiąc już o składaniu parasolki, którą zwyczajnie ciskami w kąt. A my już nie dbamy o to, że ktoś właśnie ją zabiera, kradnie, i wychodzi z nią na zewnątrz. Z łzami w oczach podchodzimy do baru, wskazując gestem piwo znajdujące się na wystawie. Opieramy się o bar i w rękach chowamy twarz, bo uświadamiamy sobie coś strasznego. Że jakaś część nas chciała wpaść pod ten samochód. Pójść na skróty przez życie. Skończyć szybciej pracę. Umrzeć. Czujemy pustkę, gigantyczną dziurę w pobliżu miejsca, gdzie powinno być nasze serce. Czujemy się beznadziejni, samotni, zżera nas nasza własna osobowość, ponury egzystencjalizm, który prowadzi tylko do jednego. Nie pamiętamy o radościach, nie wiemy co to szczęście. Umysł, który nie wie, jak się zachować, przypomina sobie wzorce tych sytuacji, podsuwa nam nasze najgorsze wspomnienia, chcąc pokazać, że już przechodziliśmy przez coś podobnego i że nie jest to dla nas nic nowego. Ale tylko pogarsza sytuację. W jednej chwili widzimy wszystkie nasze porażki, wszystkie kłamstwa i uderzenia, jakie otrzymaliśmy od ciosu. Wszystkie utraty bliskich, złamane serca, zranione uczucia. Wszystko, co kiedykolwiek sprawiało, że czuliśmy się podle, było nam źle, że chcieliśmy po prostu zakończyć już pewien dzień, czy rozdział w życiu, zaczyna krzyczeć do nas. I gdy słyszymy ten głos, gdy niemal formuje się on w jedną, zakazaną, najbardziej popieprzoną myśl, gdy zanosimy się suchym, wewnętrznym płaczem...
... wtedy barman stawia przed nami nasze schłodzone, otwarte już piwo. Prosi o zapłatę. Wydaje nieco za małą resztę. A my zdajemy sobie sprawę wreszcie, że to, co było, już minęło. I że my jeszcze nigdy tu nie byliśmy. Że był to zwariowany dzień, który jeszcze się nie skończył. Bo spójrzmy na to z innej perspektywy. Jesteśmy dopiero osobą, która dotarła do tego baru. W tym barze jesteśmy kimś nowym, jesteśmy czystą kartą. Nikt nas nie zna, nie mamy tu znajomych, ale też nikt nie wie o naszych wadach, nie zna naszych nawyków. Możemy spróbować zaprzyjaźnić się z każdym, poderwać każdą dziewczynę. Wszystko zależy od nas i jednej malutkiej myśli. Wszystko zależy od tego, czy zdecydujemy się coś zrobić. Wszystko zależy od kroku drugiego, bo krok pierwszy zrobiło za nas przeznaczenie, które spowodowało, że weszliśmy do tego baru, że zakończyliśmy linię pokoleń tysięcy pająków stając na jednym, że ktoś ukradł nam naszą parasolkę i nie musi być mokry po powrocie do domu, że barman, który nas oszukał i nie wydał nam całej reszty, otrzymał dość spory napiwek, który zapewne przepije, ale może przeznaczy na jakąś tanią zabawkę dla dzieci. Samym wejściem do baru zmieniliśmy tak wiele. Więc dlaczego nie uczynić jeszcze jednego kroku? Dlaczego nie podejść do tamtych chłopaków przy stoliku i zacząć rozmowy o jakichś pierdołach? Przecież widać, że im się nudzi. Dlaczego nie pocieszyć gładkimi słowami samotnej panny, siedzącej przy barze dwa metry od nas? Przecież widać, że ona pragnie być chociaż wysłuchana. Dlaczego nie zacząć głośno komentować meczu lecącego w małym telewizorze za barem? Przecież widać, że nasi zawodnicy znowu grają jakby mieli kije od miotły powtykane w dupy. Wystarczy coś zrobić, opcji jest wiele.

I wiem, że większość ludzi by olała tę okazję. Wy byście po prostu dopili to piwo i wyszli z baru, aż wreszcie, narzekając na świat, skierowalibyście się do domu. Ja z tym skończyłem. Mam dość wychodzenia w baru, w którym jestem pierwszy raz w życiu. Mam dość marnowania okazji.
Chcę sam tworzyć te okazje, być okazją dla wszystkich, którym mogę pomóc.
Chcę zmieniać tor swojego życia.
Chcę działać.



Więc działam.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 06 sie 2014, 01:31 
Administrator
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 21
Rejestracja: 03 lis 2008, 08:07
Posty: 8932
Lokalizacja: Gród Bestiarium
Płeć: Mężczyzna
Wybaczcie, ale to będzie krótkie.

Cytuj:
Dragu, słuchaj mnie uważnie. Wyłącz FaceBooka, wszelkie wyszukiwarki, tematy odłożone na później skopiuj jako link do listy rzeczy do zrobienia i słuchaj.
Jeśli mija rok odkąd to napisałeś, a wciąż nie będziesz miał pierwszego tomu chociaż w szkicach, to masz wpie*dol w czystej postaci od siebie samego... Może nie fizyczny, ale już ja się postaram, żeby podświadomość uprzykrzyła Ci życie.
Trzymaj się i działaj, a nie się rozpraszaj i opierd...zielaj.

_________________
Wszystko ku chwale większej frajdy!
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 12 sie 2014, 01:03 
Obywatel
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 05 sie 2014, 18:29
Posty: 17
Ja się za 13h udzielę xD

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron