Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 17 lip 2018, 06:55



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Gothic 1
Post: 10 lis 2012, 12:39 
Igor
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 7
Rejestracja: 08 lut 2009, 10:54
Posty: 3311
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna
Gothic jest grą, która posiada wielu fanów jak i przeciwników (zwykle ci drudzy są czcicielami serii zwanej TES). Została dość dawno, bo w 2001r. wyprodukowana przez wytwórnię Piranha Bytes. Gothic 1 jest przełomem w dziedzinie gier cRPG tworząc ogrom nowych, ciekawych rozwiązań, które w późniejszym czasie stały się standardami komputerowych gier fabularnych.

Grę zaczynamy zawsze tak samo: jako więzień brutalnie wrzucany do zamkniętej pod magiczną kopułą kolonii karnej. W przeciwieństwie do innych gier tego typu, nie mam możliwości stworzenia postaci, ani nawet nadania jej imienia. To pierwsza kontrowersyjna metoda. Gracze lubią gdy mogą mieć wkład w postać, jaką grają. Jednak tutaj rozwiązali to tak, że dopiero podczas rozgrywki będziemy mogli rozwijać naszą postać w wybranym przez siebie kierunku bez żadnych ograniczeń, dzięki czemu sprawdza się to doskonale w praktyce.

Już w filmie wprowadzającym dostajemy pierwsze zadanie: dostarczyć list Magom Ognia. Po podpłynięciu do brzegu jeziora spotykamy się z przedstawicielem tutejszego prawa i jego pięścią. Na szczęście ratuje nas Diego, który będzie nam przyjacielem do końca gry. Wielkim plusem gry, już na wstępie, jest wolność bohatera. Można od samego początku chodzić po całym terenie bez względu na siłę czyhających na nim potworów. Świat jest zupełnie otwarty, chyba że wstępu do danej lokacji strzeże silniejszy od nas strażnik/przeciwnik. Nikt również nie wyznacza limitu czasowego na wykonanie zadania, dlatego też już od początku mamy mnóstwo czasu na zwiedzenie świata gry. Mieszczą się w nim trzy obozy: Stary, Nowy i Sekty (zwany również Obozem na Bagnie). Pierwszy jest jedynym mającym kontakt ze światem zewnętrznym, prowadzącym handel z królem. Drugi jest obozem darmozjadów, którzy napadają na karawany. Chronią oni również Magów Wody, którzy znaleźli sposób na wydostanie się spod kopuły. Obóz na Bagnie natomiast zrzesza ludzi oddających cześć swemu bóstwu: Śniącemu. Hodują oni bagienne ziele, tamtejszą trawkę, dzięki czemu mogą handlować z pozostałymi obozami. W grze bez problemów można przyłączyć się do każdego z nich i każdy zapewnia odrębną linię fabularną aż do końca gdy, dlatego jest to ważny wybór, do którego obozu dołączymy. Gra nie zachwyca grafiką, lecz jak na czasy, w których została wyprodukowana stoi ona na wysokim poziomie.

Twórcy wspaniale wykreowali świat, dzięki czemu nie przyjdzie nam chodzić po pustych lasach czy łąkach ani też spotykać ludzi, którzy tylko stoją nieruchomo. Idąc przez obóz można spotkać NPC, którzy wykonują swoje codzienne czynności - gotują, nauczają innych, walczą, patrolują, kują broń, rozmawiają - a także skubiące trawę zwierzęta oraz polujące na nie drapieżniki. Jednym słowem: realizm. Świat żyje, a my jesteśmy jedynie jego częścią i możemy albo w niego wejść, albo obserwować jego tętniące życie. W grze nie spotkamy krasnoludów czy też elfów, które zazwyczaj są standardami gier fantasy. Jedynymi rasami rozumnymi są orkowie i ludzie. Dopiero w trakcie gry dowiadujemy się, że orkowie nie są bezmyślnymi barbarzyńcami zdolnymi jedynie do zabijania, co jest bardzo ciekawym motywem, w którym wcześniej się nie spotkałem. Także magia jest tutaj bardzo uboga, bowiem oprócz zaklęć nie napotkamy jej praktycznie nigdzie. W grze nie ma magicznych broni, zbroi ani biżuterii. Wszystko to jest przeniesione z szarej rzeczywistości średniowiecza.

Największy wpływ na przyjemność rozgrywki ma niewątpliwie klimat zamknięcia i ciągłego niebezpieczeństwa, chęci wydostania się na wolność. Struktura obozów i ich organizacja wiele mogą nam powiedzieć o naturze ludzi, którzy zostali zamknięci, wydawało by się bez wyjścia. Wystarczy tylko dobrze poobserwować i wyciągnąć odpowiednie wnioski, a okaże się, że zwykła gra przygodowa, może nas czegoś nauczyć. Klimat jest potęgowany przez cicho grającą w tle muzykę, zmieniającą się zależnie od sytuacji i miejsca.
Zadania jakie przyjdzie nam wykonywać w grze są bardzo różnorodne, jedne ciekawe, drugie mniej, ale jest ich dużo i tworzą one współzależność między NPCami oraz obozami. Komplikują rozgrywkę i wprowadzają do niej więcej naturalności. Zwrócę uwagę na fabułę: jej finałem jest niestety jedno możliwe zakończenie, lecz sama w sobie jest bardzo oryginalna i wciągająca, zagmatwana, pełna zwrotów akcji. Przechodząc grę kolejny raz, z powodzeniem można wyszukać i znaleźć kolejne tajemnice, o których nie wiedzieliśmy wcześniej.

Mechanika jest bardzo prosta w działaniu, choć dość prymitywny system walki może niektórym osobom przeszkadzać. Kwestia użycia magii została moim zdaniem bardzo dobrze rozwiązana. Jeśli nie znamy się na czarach możemy rzucać je ze zwojów jednorazowego użytku, a gdy jesteśmy magiem możemy te zwoje zapisać w kamieniach runicznych i używać ich w nieskończoność. Im lepsze i potężniejsze zaklęcie, tym większego kręgu magii musimy się wyuczyć. No i oczywiście musimy posiadać odpowiednią liczbę energii – many.

Podsumowując gra wyprzedza na pewno wiele innych pod wieloma względami. Dzisiaj może odstraszyć grafiką oraz mechaniką, ale gdy ktoś się w nią zagłębi, nie będzie to dla niego żadną przeszkodą. Plusem jest niesamowity klimat, żywy, wciągający świat oraz ciekawa fabuła. Grając w wiele gier na przestrzeni około 10 lat wciąż mogę z całkowitą pewnością powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych gier, w jakie grałem. Nawet patrząc na dzisiejsze tytuły, które przyciągają nas wspaniałymi widokami i postaciami, Gothic 1 wyprzedza je wszystkie w zasadzie pod każdym względem. Bardzo chciałbym zobaczyć tę grę z odświeżoną mechaniką i grafiką, zrobioną z odpowiednim klimatem. Jest to chyba najlepszy wyznacznik tego, jak ta jest świetna.



Ocena: 10/10

_________________
Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól zrobiĆ, a zrozumiem. - Konfucjusz

"Bez pożegnania nie ma rozstania, jest tylko zmowa milczenia."
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 20 cze 2013, 15:28 
Zegarmistrz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 10
Rejestracja: 10 lis 2009, 13:41
Posty: 1387
Lokalizacja: tg(90°)
Płeć: Mężczyzna
UWAGA! Recenzja zawiera spoilery fabularne! Może również zawierać śladowe ilości słów niegodziwych!

Gothic

Pierwsza gra ze słynnej już dziś (i niestety nieco upadłej) serii, stworzona przez (małe wtedy) studio Piranha Bytes.
Gothic, jako gra cRPG, wyznaczył na ówczesnym rynku nowe standardy. W czasach, gdy zdecydowana większość pozycji przedstawiała świat dwuwymiarowy, Gothic zszokował graczy pełnym, prawdziwym i ładnym trójwymiarem. Oczywiście - Piranie nie były pionierami na rynku 3D, ale konkurencja oferowała oprawy mało estetyczne, w dodatku mało funkcjonalne. Trójwymiar w Gothicu rzeczywiście rzutował na sposób rozgrywki - można było się wspinać na szczyty, penetrować pieczary, kryć się za drzewem, gdy nas ostrzeliwano, czy rzucać się z urwisk...
***

Prowadzono mnie, zakutego w kajdany. Co prawda może i wyglądałem, jak element marginesu społecznego, ale za nic nie mogłem sobie przypomnieć, co ja takiego zrobiłem? Albo nie chciałem sobie przypominać? Ja rozumiem - nieporozumienie. Że mnie z kimś pomylono. Ale ja przecież mam tak charakterystyczną facjatę, że to wręcz niemożliwe! I do tego mam trafić w jedno z najgorszych miejsc: za Barierę...
Słyszałem co nieco o tym, co się tam wyprawia. Kolonia karna to to już w każdym razie nie jest... Nie po tym, jak więźniowie się zbuntowali. Wszędzie potwory, bandyci. I, jako wisienka na torcie: orki. Teraz to coś jakby obóz przetrwania. Takie harcerzyki.
Strażnicy doprowadzili mnie do drewnianej platformy, na której stał już jakiś laluś we wściekle żółtym płaszczyku i idiotycznej - także żółtej - czapce. W zaciśniętych pięściach trzymał zwój.
Kiedy strażnicy raczyli mnie zatrzymać, żółty rozwinął trzymany zwój. Rzucił okiem na jego zawartość, po czym zaczął magiczną formułkę:
- W imieniu Jego Wysokości... - żółty cieć mówił dalej, ja natomiast zajmowałem umysł inną sprawą. W jaki sposób mógł rozwinąć i trzymać zwój rozwinięty, kiedy przez cały czas miał zaciśnięte pięści?
- ...skazuję tego więźnia na...
- STAĆ!
Heh, to się nazywa mocne wejście, nie ma co... W ostatniej chwili przybył mój ratunek! Na drewnianą platformę wbiegł człowiek w czerwonej szacie Magów Kręgu Ognia. Zwrócił się bezpośrednio do mnie, całkowicie olewając tego nadętego żółtego lalusia.
- Skazańcze, ten list MUSI dotrzeć do Arcymistrza Kręgu Magów Ognia. - teraz zauważyłem, że i ten w zaciśniętej pięści ściska jakiś zwój. Czy w tej części Korinis tak bardzo cenią sobie te zwoje, że ich normalnie nie można trzymać?
Zaraz, zaraz... Co ten Mag powiedział? Przecież Arcymistrz siedział za Barierą... No proszę. Ładny mi ratunek. Wzruszyłem ramionami. Magowi widocznie mocno zależało na jakimś kurierze do Arcymistrza, bo dorzucił:
- Sam będziesz mógł wybrać sobie nagrodę...
A co mi szkodzi? Przynajmniej będę miał jakiś kapitał początkowy, co nie?
W międzyczasie zdjęto mi więzy, krępujące ręce. Wziąłem od Maga zwój, chowając go w kieszeń. Nie omieszkałem zauważyć, że dostałem bezbolesnego, ale bardzo mocnego skurczu palców. Widocznie to bliskość tej magicznej Bariery...
Kiedy byłem zajęty tymi myślami, ktoś rozkazał, by mnie zrzucono.
Strażnicy się nie pie*dolili. Wzięli mnie za wszarz i zrzucili. Z urwiska.
W czasie lotu poczułem dziwne mrowienie, usłyszałem trzask wyładowań magicznych, oślepił mnie błękitny blask, ale Bariera nic mi nie zrobiła.
Nie zdążyłem nabrać powietrza, zachłysnąłem się wodą. Wpadłem do jakiejś sadzawki, czy czegoś w tym stylu.
Woda była ładna, nie zanieczyszczona, falowała leniwie. Trochę podpłynąłem, wyczołgałem się na piaszczysty brzeg.
Woda dostała mi się do ucha, a ja nie lubię tego uczucia. Przechyliłem głowę, żeby się jej pozbyć i wtedy dopiero zobaczyłem trzy postacie, przyglądające się mi z wrogimi minami. Za późno. Owa trójka odziana była w ciężkie, przetykane matalowymi pasami, czerwone zbroje Straży Więziennej. Największy - z najbardziej paskudną mordą - wyszczerzył się do mnie.
Widząc zbliżającą się z ogromną prędkością do mojej twarzy pięść, zdążyłem pomyśleć, że już wiem, do czego te zaciśnięte pięści się tu mogą przydać.
- Witamy w Kolonii...! - usłyszałem jak we mgle, po czym zabrała mnie ciemność.
*

Kiedy zamroczenie przeszło, po tamtych trzech nie było ani śladu. Za to przede mną stał kolejny koleś w czerwieni. Wyglądał jak Meksykanin. I w dodatku miał na imię Diego, co mogłem odczytać na stylowej tabliczce, zawieszonej nad jego głową. Tabliczka wskazywała też poziom jego zdrowia. Zdałem sobie sprawę, że koleś coś do mnie mówił, i że to było raczej ważne.
Teraz stał i czekał, aż mu się zrewanżuję jakąś gadką. Miałem w głowie kilka opcji, które to zawisły za moimi plecami na półprzezroczystej tafli.
Namyślając się, rozglądałem się po okolicy. Widoczny skrawek nieba nie zachwycał błękitem - szare, ciężkie chmury wędrowały leniwie nad nami. A pod nimi, lecz nadal nad nami błyskała błękitnymi wyładowaniami kopuła Bariery. Trawa - jeśli kiedyś tu była, to już została zadeptana. Nieciekawa, szaro-bura przełęcz znajdowała się za Diego. Wszystko było tu szaro-buro-ponure. No cóż - kolonia karna, a nie obóz dla nastolatek. Zdecydowanie wolałbym się znaleźć w tym drugim. Uśmiechnąłem się do swoich myśli.
Zbyłem gościa jakimś banałem. Proponował mi ochronę, czy coś w ten deseń. Pożyjemy, zobaczymy. Miałem teraz pełną kontrolę nad sobą. No, oprócz dłoni, bo te wciąż zaciśnięte. Wola boska.
Dla próby przebiegłem się kawałek. Nie zmęczyłem się ani trochę, więc postanowiłem biegać ile się da. W końcu czas to pieniądz, a koni w tej części wyspy raczej nie było.
Dopiero dotarło do mnie, że cały czas przygrywa stylowa, mroczna, budząca niepokój muzyczka. Wzruszyłem tylko ramionami - teraz to już mnie chyba nic nie zdziwi. Gdzieś w trawie wypatrzyłem niebieski przebłysk. Podszedłszy bliżej, skonstatowałem, że to kawałek sławnej magicznej rudy. Tylko dzięki magicznej rudzie nasi Paladyni mogli stawić czoło orkom, a i to ledwie.
Stałem przy tym znalezisku, zastanawiając się, w jaki sposób zdołam ją podnieść. Klik myszką nie zadziałał. Spacja spowodowała wzrost mojej gotowości do bitki. Kontrol... Tak, już bliżej - czułem to. Tyle że nadal nic się nie działo. W końcu wydedukowałem, że muszę jednocześnie uaktywnić kontrol i strzałkę w górę.
Podniosłem bryłkę i wrzuciłem do kieszeni.
Poszedłem dalej. Napotkałem rozwidlenie - lewa odnoga ścieżki prowadziła w górę, widać tam też było jakby wejście do kopalni, prawa odnoga biegła w dół.
Jako że to wejście wyglądało zachęcająco, ruszyłem w tamtym kierunku.
Jak się okazało, całkiem słusznie. Sama kopalnia była zawalona i nie sposób było doń wejść, ale przy wejściu stała stara, drewniana, lekko zmurszała skrzynka. Moja ciekawość sięgała niemal zenitu: co tam znajdę, kto to tu zostawił, dlaczego...?
Stanąłem przed skrzynią. Mimo, że bardzo chciałem ją otworzyć, nie miałem pojęcia, jak się do tego zabrać. Postanowiłem skorzystać z mojego poprzedniego doświadczenia z podnoszeniem przedmiotu. Bingo! Skrzyneczka otworzyła przede mną swoje podwoje. Na dnie leżała pochodnia, wytrych i jakaś stara moneta.
Po chwili maszerowałem dalej lewą odnogą, bogatszy o pochodnię, wytrych i jakąś starą monetę. Dotarłem na skraj urwiska, skąd roztaczał się bajeczny widok na jakąś twierdzę i okoliczne jej tereny. Po mojej prawej drewniany, trzeszczący mostek zachęcał do przejścia nad przepaścią.
Bez zastanowienia wkroczyłem na mostek i po chwili byłem po drugiej stronie. Od razu w oczy rzucił mi się wbita w ziemię zardzewiała klinga miecza.
Ogarnięty manią kleptomanii wrzuciłem miecz do kieszeni. Teraz moich uszu dobiegł jakiś kwik. Rozejrzałem się i dostrzegłem jakeś brzydkie, oślizłe, różowe coś, kwiczące w moją stronę. Tabliczka nad łbem tego cosia ujawniła mi, że to młody kretoszczur. Wg mnie, nazwa niezbyt adekwatna: bardziej odpowiedni byłby jakiś świnioszczur, albo coś.
Drżącymi rękami zacząłem szperać w kieszeniach, przerzucając znaleziony złom. Wreszcie trafiłem na to, co podniosłem jako ostatnie. Chwyciłem ów zardzewiały miecz...
I odkryłem, że "przykleił" się mi do pasa, po mojej lewej stronie. Sytuacja zrobiła się gorąca, owo coś już było na wyciągnięcie ręki, ale - jako że było jeszcze młode i niedoświadczone - nie kwapiło się, żeby mnie użreć. Przygrywająca od jakiegoś czasu niepokojąca muzyka zmieniła ton: teraz akompaniowały mi bębny, jakieś instrumenty dęte i coś ala grzechotki, dając świetny efekt, zachęcający do zdzielenia różowego cosia przez łeb.
Czułem się tak, jakbym w życiu w rękach nie miał innego ostrza, prócz brzytwy i noża kuchennego. Byłem zmuszony sam sobie dać kurs szermierki. Lekcja pierwsza: dobądź broni.
Pamiętając, że kiedy próbowałem podnieść bryłkę rudy, udało mi się siebie wprawić w stan upojenia bojowego, próbowałem kolejnych klawiszy: mysz? - nie, spacja? - trafiony!
No, ale nie tylko ja trafiłem. Młoda świnka też trafiła - wgryzła się mi w prawą kostkę, a ja wrzasnąłem. A przynajmniej miałem zamiar, ale zamarłem, gdy zdałem sobie sprawę, że ta świnka jednym ugryzieniem zredukowała mój pasek życia o jedną trzecią.
Ale dzierżyłem już ostrze w garści i czułem, że mogę rozpieprzyć całą tę cholerną kolonię!
AUĆ! Znów dostałem po kostce.
Sytuacja zrobiła się nieciekawa, ale ja nie zamierzałem ustąpić byle śwince! Musiałem wykombinować, jak tu by wykorzystać to zardzewiałe ostrze. Znów spróbowałem klikać myszą. Mhmm... Równie dobrze mógłbym zacząć śpiewać - skutek byłby chyba nawet bardziej zabójczy. Wciskając spację schowałem miecz, ale błyskawicznie się zreflektowałem. Kiedy wdusiłem kontrol, świnka się podświetliła, a moja uwaga wytężyła się i skupiła jedynie na młodej świniokretce. Tak więc coś już miałem, teraz tylko: co dalej?
Mając wduszony kontrol, wcisnąłem strzałkę w górę. Ha! Zrobiłem wymach, mierząc wprost przed siebie. Niestety, zabójcza świnka tańczyła wokół mnie, szukając wygodnego dojścia do kostek. Więc nie trafiłem, a miecz zaciążył mi, stając się przyczyną wytrącenia mnie z równowagi. A na to tylko czekała żądna krwi kretoświnka.
Mój pasek zdrowia skurczył się całkowicie, nie pozostawiając po sobie ani śladu. Kiedy to zobaczyłem, uznałem, że teraz jest odpowiednia pora. Wrzasnąłem, po czym umarłem.
Wczytywanie

Stałem obok kopalni. Przejrzałem kieszenie - wygląda na to, że już splądrowałem skrzynkę. No, dobra. Przygotuj się, młody kretoszczurze! Nadchodzę!
Bez zbędnych ceregieli przeszedłem mostek, podniosłem kosior i wyposażyłem się w niego. Spacją przyjąłem postawę szermierczą - znaczy: stojąc okrakiem ledwo co utrzymywałem miecz, musząc sobie pomagać drugą ręką.
Ale nic to, jeszcze się wyrobię! Ale teraz czekał na mnie różowy, bezwłosy, kwiczący stworek. Nie czekając, aż sam przylezie, ruszyłem w jego stronę. Zaczął na mnie pokwikiwać, ale zanim się zorientował, już dostał zardzewiałym brzeszczotem po łbie.
Skrzywił mordkę, a z jego paska życia zniknęło co nieco. Ale takie dość nikłe co nieco. Więc się zamachnąłem raz jeszcze. Znów trafiłem, pozbawiając stwora kolejnych cennych punktów życia.
Świniokret jakby się kapnął, że go ktoś atakuje, zaczął biegać i skakać wokół mnie. Ale ja bacznie pilnowałem kostek, więc młody miał utrudnione zadanie. Do głowy przyszedł mi pewien pomysł i postanowiłem go wypróbować.
Bo skoro mogę atakować "naprzód", to co mi szkodzi spróbować machnąć w lewo? Wyczekałem stosowny moment, kiedy świnka podkradała się do moich kostek i zdzieliłem ją po łbie, szerokim wymachem od prawego ramienia.
Sposób poskutkował i był nawet efektywny. Nie narażał mnie na utratę równowagi, przy czym przerywał atak napastnika.
Stosując tę technikę, sprawiłem że w niedługim czasie świnka przestała próbować mnie podgryzać. W ogóle przestała robić cokolwiek.
Zabijając świnkę, zyskałem bezcenne doświadczenie w zakresie taktyk bitewnych przeciw takim właśnie świnkom. No i nie tylko: zyskałem również całkiem namacalne 20 punktów doświadczenia.
Przykleiłem miecz do pasa i schyliłem się, oglądając poległego stwora z bliska. Okazało się, że młody był całkiem nawet tłusty - używając moich pięści, zabrałem sobie jego udko. Jemu już przecież nie będzie potrzebne, nie?
W miejscu, które kretoszczur zajmował przed moim przybyciem, leżało kilka całkiem niezniszczonych strzał, dwa kawałki rudy i drewniany, grubo ciosany kubek. Oczywiście zebrałem to wszystko - w końcu nie wiadomo, co się kiedy może przydać, no nie?
***

I tak wyglądało moje piersze spotkanie z grą.
Uważam, że jako cRPG to majsersztyk. Oczywiście - Gothic nie był pozbawiony wad. Tekstury były szaro-bure, liczba polygonów modeli mała. Czasem animacje ścinały. Fabuła była liniowa. Wykreowany świat był niewielki. Sterowanie było nieco przekombinowane, co jeszcze potęgował fakt, że nie było żadnego samouczka i trzeba było wszystko odkrywać samemu.
Ale Gothic przyciągał do siebie jak diabli. Twórcy wytworzyli (ciekawe, czy świadomie i celowo, czy przypadkiem?) wciągający, mroczny klimat. Na klimat ten składały się właśnie te szaro-bure tekstury. Wyrzucenie gracza od razu "na głęboką wodę", jasno pokazujące, że w tej grze trzeba będzie na siebie uważać. Otoczka kolonii karnej znacząco wpływała na nieprzyjazną atmosferę gry. Oryginalna, niepowtarzalna fabuła była ciekawa i wciągająca. Brutalne zasady, rządzące przedstawionym światem dodawały grze pikanterii. Ekscytacja i satysfakcja, osiągana wraz ze zdobywanymi poziomami i umiejętnościami była niesamowita. Znajowane przedmioty jeszcze bardziej motywowały do levelowania, bo niektórych nie mogliśmy "od tak" używać. I na dokładkę - świetny soundtrack (by Kai Rosenkranz), mroczny, idealnie wpasowujący się w każdą z odwiedzanych lokacji.

Gothic, jak już Ingvar napomknął wyżej, ma swoich zwolenników (do których - co można wywnioskować z powyższego tekstu - należę i ja), oraz przeciwników. Ale nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że owi "przeciwnicy" to fani serii konkurencyjnej, The Elder Scrolls, w szczególności trzeciej części (Morrowind), wydanej w czasie między gothic'ową jedynką a dwójką. Dlaczego? Bo sam jestem również fanem The Elder Scrolls : ) Ale nie uważam, żeby te gry (serie) miały "się wykluczać". Wręcz przeciwnie - cieszę się, że są one obie, ponieważ każda z nich oferuje coś innego, oryginalnego.

Wycinek z życia Bezimiennego zrekonstruowałem z pamięci, więc mogły się w nim pojawić drobne nieścisłości, np. dotyczące zawartości skrzyni, czy ilości expa za młodego kretoszczura.

Dziękuję za uwagę :)

A, jeszcze coś... Screeny powrzucam, jak znajdę gdzieś płyty z grą i je wykonam ;]
__________________
Autor: Draghan. Opracowano na podstawie własnych doświadczeń. Jakiekolwiek zaistniałe podobieństwo do wszelkich zjawisk bądź sytuacji czy przedmiotów - poza podmiotem wypowiedzi - jest niezamierzone i przypadkowe.

_________________
Dawno nie zmieniałem, więc zmieniam. Wy też zmieniajcie. Co tylko się da.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: