Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 16 sie 2018, 11:37



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 17 lis 2016, 16:25 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Witajcie!
Od niedawna zaczęły mi napływać pomysły na opowiadania fantasy, ale z doświadczenia wiem, że takie krótkie pomysły, z których raczej nic większego nie będzie, szybko się gubią gdzieś w moich notatkach. Postanowiłem więc, że to co mi przyjdzie do głowy, to będę je publikował tutaj, gdzie się na coś przydadzą i nie zaginą, a najwyżej potem coś się z nich poskłada.
Zainteresowanych proszę o ocenę mojej "twórczości", stylu pisania oraz ewentualne rady.

Przedstawiam ogólny zarys historii:

Tekst opowiada o dwudziestosiedmioletnim najemniku, Derenie, który tuła się po Khetanii w poszukiwaniu zleceń, a co za tym idzie - środków do życia. Wszystko ma się zmienić, kiedy przyjmuje typowo wyglądające zlecenie na potwora. Jednak w jego leżu znajdzie przedmiot, który na zawsze odmieni jego los...
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 20 lis 2016, 22:58 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1707
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Dajże ten tekścior, a nie opis :D Opisu fabuły się nie oceni, no bo jak. Jeszcze taki krótki.

Ale co do zarysu, no to wygląda jak typowe fantasy, zobaczymy co z tego wyniknie :) Chyba, że to jakieś sci-fi, a ty je tak skrzętnie ukryłeś :D

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 21 lis 2016, 09:50 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Piszę, piszę :)

Troche to zajmuje. Na razie mam 13 tyś. znaków bez spacji...
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 21 lis 2016, 10:23 
Future MILFgaardian
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 35
Rejestracja: 28 mar 2013, 13:45
Posty: 1707
Lokalizacja: Vicovaro
Płeć: Kobieta
Nie musisz dodawać od razu wszystkiego :) Możesz dać jakiś fragment, żeby było lepiej czytać. A tobie lepiej by było wprowadzać ewentualne poprawki, jeśli coś zauważymy, chyba że piszesz idealnie xD
Ale nawet mistrzom potrzebne są korekty, więc no. :D

_________________
Obrazek
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 21 lis 2016, 10:47 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Na razie piszę tak, żeby tytuł pierwszego opowiadania
Spoiler:
Runiczne Ostrze

miał sens, a przy tym było to ciekawe.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 21 lis 2016, 12:42 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Uwaga!

Nadchodzi!
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Runiczne ostrze
Post: 21 lis 2016, 12:44 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Trzasnęły drzwi. Deren zwrócił lekko głowę w ich stronę i pomyślał, jakby to było, gdyby to on mógł sobie stać spokojnie na świeżym powietrzu, czekając aż ktoś inny wykona za niego tą robotę. Zaraz się opamiętał i skupił na zadaniu. Spojrzał w głąb piwnicy, w której się znajdował. Po informacjach uzyskanych od wieśniaków, wnioskował, że w jej głębi czai się odornik, ale i tak najlepszym na to dowodem był dobywający się z głębi piwnicy smród. Dobył miecza. W świetle padającym przez stare drzwi, błysnęła znajoma wstęga srebra oplatająca spiralnie ostrze. Najemnik miał nadzieję, że to wystarczy na potwora. Wziął głęboki oddech i ruszył w stronę schodów prowadzących do odornika.

Schodząc w głąb , szybko zdał sobie sprawę, że branie głębokich oddechów może nie być najlepszym pomysłem. Przystanął na chwilę i wykonał lewą ręką Gest, aktywujący przepływ mocy przez jego ciało. Skupił się, przyłożył po dwa palce do nosa i do ust i wymówił zaklęcie Oczyszczenia Oddechu. Po chwili już nie czuł niemiłosiernego smrodu odornika, a powietrze które wdychał było świeże. Wzmocnił uchwyt na mieczu i wznowił poszukiwania potwora. Po jakichś pięciu minutach, nie był już w stanie polegać na własnym wzroku - wokoło panowały nieprzeniknione ciemności. Ponownie wykonał Gest, ale tym razem dotknął oczu i wypowiedział zaklęcie Nocnego Wzroku. Natychmiast przejrzał i kontynuował badanie piwnicy.

Odkrywając i badając kolejne zakamarki korytarzy, szybko zdał sobie sprawę, że to co ludzie nazywali piwnicą, okazało się, niestety, czymś bardziej zbliżonego do lochów, czy nawet podziemnej sieci tuneli, a nie takiej zwykłej piwniczki. Ze smutkiem stwierdził, że to nie będzie szybka robota.

Po około godzinie przeszukiwania tuneli, natknął się na nieco większą komnatę niż pozostałe. Wreszcie znalazł leże odornika! Wytężył swój wzmocniony magicznie wzrok i ujrzał coś co go kompletnie zaskoczyło. Ten wyraźnie unoszący się w rytm oddechów kształt, był o wiele za duży na odornika. Normalnie gad ten miał od dwóch, do maksymalnie trzech metrów, a to co leżało w głębi hali, musiało mieć co najmniej pięć lub sześć. Deren szybko zaczął w myślach przywoływać informacje o wszystkich stworzeniach, które pasowały do danej sytuacji, jednak żaden nie przyszedł mu na myśl. Wszechobecy odór i opowieści wieśniaków wyraźnie wskazywały na odornika, ale bestia leżąca w końcu komnaty była znacznie za duża.
- Cóż, to będzie trudna walka. Będę miał czym się chwalić wnukom - stwierdził. Po chwili dodał w myślach - Oczywiście o ile przeżyję tą walkę... i o ile będę miał wnuki.
Powoli wkroczył do sali. W głowie najemnika szybko zrodził się plan, aby podejść do śpiącego potwora i zadać mu jak najgorsze rany zanim ten się obudzi i go zauważy, jednak stwór musiał akurat spać bardzo lekko, ba kiedy Deren był dziesięć metrów od niego, poderwał się z ziemi i spojrzał na niego.

To jednak był odornik, ale z jakiegoś powodu, urósł do dwukrotnie większych rozmiarów, niż normalni przedstawiciele tego gatunku. Z jaszczurzego, pokrytego szarą łuską cielska wyrastały cztery kończyny: dwie łapy zakończone ostrymi pazurami i dwie, muskularne nogi, które umożliwiały mu bardzo szybkie bieganie. Tył tułowia pokryty był gigantyczną skorupą, pod którą zazwyczaj krył się pęcherz z lekko trującym, łatwopalnym gazem, którym bestia mogła dmuchać w przeciwnika, a który wydobywał się z otworów w skorupie. Spod niej zaś, wyrastał czterometrowy, smukły i ruchliwy ogon zakończony kilkoma kolcami. A nad wszystkim górowała potężna gadzia głowa, z ruchliwymi, jarzącymi się na żółto ślepiami i paszczą uzbrojoną w dwa rzędy ostrych jak brzytwy zębów.

Potwór zasyczał i dmuchnął w stronę Derena gazem. Ten uskoczył w ostatniej chwili, przebiegł kilka kroków w celu zajścia bestii od pleców, lecz ona była szybsza. Kolczasty ogon śmignął w stronę człowieka. Najemnik ledwie sparował ten cios, a odornik już zadawał następny. Ogromna łapa rozdarła lekką zbroję i pokiereszowała lewe ramię Derena. On szybko odbiegł kilka metrów i skrył się za ogromnym filarem. Odsapnął chwilę i wyjrzał zza ukrycia w samą porę, żeby ujrzeć lecący w jego stronę ogon. Odskoczył i przeturlał się po podłodze unikając ciosu, który ukruszył fragment kolumny zasypując wszystko dookoła pyłem. Korzystając z chwilowej osłony przed wzrokiem odornika, bezszelestnie zakradł się za jego plecy i przyjrzał się dokładniej skorupie. Składała się ona z połączonych ze sobą płyt, a łączenia między nimi były nienajgorzej widoczne. Wpadł na pewien pomysł. Przełożył miecz do lewej ręki, prawą wyjął sztylet z cholewy buta i zaczął biec w stronę potwora. Ten go zauważył, błyskawicznie się odwrócił i uderzył ogonem. Deren przeskoczył nad i biegł dalej. Odornik zadał cios łapą, ale najemnik tylko na to czekał. Gdy ona przelatywała obok niego, wskoczył na nią, co wywołało próbę strącenia przeciwnika z ręki. Deren wykorzystał gwałtowny ruch do wybicia się, przeleciał nad kłapiącymi szczękami i złapał się krawędzi skorupy. Podciągnął się kawałek i wbił sztylet głęboko, w łączenie między płytami. Potwór zaskrzeczał przeraźliwie z bólu i zaczął machać ogonem w rozpaczliwej próbie pozbycia się przeciwnika z pleców. Jednak na to najemnik był przygotowany. Każdy zagrażający mu cios odbijał ciosem miecza, aż w końcu przeciął ogon gada. Bestia ponownie zaskrzeczała, ale tym razem się nieco uspokoiła i Deren mógł kontynuować wykonanie swojego planu. Naparł z całych sił na sztylet, ale on ani drgnął. Zaczął uderzać w niego rękojeścią miecza. Odornik chyba to wyczuł, bo, mocniej niż wcześniej, rzucił sie na bok. Najemnik spadł ze skorupy, w ostatniej chwili, odruchowo, złapał za sztylet. I wtedy skorupa puściła. Z przerażającym chrupnięciem i mlaśnięciem zmieszanymi z rykiem potwora, pomiędzy płytami otwarła się szczelina, z której zaczęły się wydobywać duże ilości gazu, czyli sztylet zahaczył o pęcherz z trucizną. Potwór odskoczył rycząc z bólu, a Deren wylądował i przetoczył się po posadzce. Wstał, aktywował moc, stworzył małego ognika otoczonego bąblem zaklęcia Ściany i wypuścił go w stronę bestii.

***


Tłum zgromadzony na placu przed piwnicą, jeszcze do niedawna czekający w pełnej napięcia ciszy, zaczął cicho szeptać.
- Nie wyjdzie stamtąd - stwierdził wioskowy kowal - Inni nie wychodzili, ten też nie wróci.
- Panie, nie wolno tracić nadziei - skarcił go piekarz, który mimo swego uspokajającego tonu, pocierał ze zdenerwowania swojego białego od mąki wąsa - ten mi wyglądał na profesjonalistę.
- Tak samo jak trzech poprzednich! - kowal upierał się przy swoim - Nic z tego nie będzie. Możemy iść do domów.
- Ja bym zaczekał - powiedział wąsaty - powiedział, że wróci w ciągu trzech godzin, a nie wyglądał na takiego, co nie dotrzymuje słowa.
- Ale jak trup ma dotrzymać słowa!? - Już prawie krzyczał kowal - nie wiem jak wy, ale ja idę do domu. Praca na mnie czeka, a tu nie ma co...
Przerwał mu huk i trzęsący się grunt pod nogami. Drzwi od piwnicy zostały rozniesione w drobny mak, a z otworu buchnął gigantyczny płomień. Fala gorąca uderzyła, wywołując falę krzyków, w zgromadzonych na placu ludzi, i powaliła część z nich na ziemię.
A tego... - powiedział kowal patrząc na ludzi gramolących się z ziemi - tego to już nie mógł przeżyć.

***


Deren zdjął z siebie pole ochronne. Poczuł na twarzy podmuch powietrza, co oznaczało, że w lochu można już normalnie oddychać. Przez chwilę bał się, że powietrze, spalone podczas eksplozji gazu, nie zassie się z zewnątrz i się tu udusi. Najwyraźniej jednak, wybuch zniszczył drzwi.
Przed oczami jeszcze raz przeleciały mu ostatnie momenty z walki. Zobaczył jak ognik, pozbawiony nagle otaczającego go pola, podpala chmurę gazu, ulatniającą się ze skorupy odornika.
Po chwili płomień dochodzi do tułowia gada i na chwilę się uspokaja.
W następnym momencie, ciało bestii jest rozerwane przez eksplozję, a najemnik w ostatniej chwili otwiera pole ochronne.
Wybuch okazuje się na tyle mocny, że podpala gaz wiszący w powietrzu lochu.
Po sekundzie, cała komnata jest w ogniu.
Mężczyzna przetarł czoło i głęboko odetchnął. Nareszcie mógł poczuć prawdziwy, zatęchły zapach lochu, a nie woń gazu odornika. Ruszył w stronę wyjścia, ale szybko zdał sobie sprawę, że czegoś mu brakuje. Spojrzał w dół i zobaczył, że nie ma miecza.
- Cholera! Musiałem go upuścić w trakcie otwierania pola. - pomyślał i zaczął się intensywnie rozglądać.
Po chwili jego magicznie wzmocniony wzrok wyłapał błysk w odległym kącie sali. Deren podbiegł tam i zobaczył swój oręż, zagrzebany pod warstwą pyłu i drobnych kamyczków. Chwycił go i podniósł. Na szczęście, broń nie ucierpiała. Najemnik starł z ostrza pył i schował miecz do pochwy. Zwrócił się w stronę wyjścia, jednak tknięty przeczuciem, odwrócił głowę i spojrzał w głąb komnaty. Na ścianie, po przeciwnej stronie od wyjścia, znajdowały się drewniane drzwi, które cudem przetrwały eksplozję.
- Przecież wybuch powinien je posłać w cholerę, a one wyglądają jak nowe! - zdziwił się i poszedł w tamtą stronę.
Z odległości jakichś pięciu metrów wyczuł potężną magię. Ostrożnie podszedł bliżej. Obejrzał je dokładnie w poszukiwaniu znaków, które wskażą mu pułapki, ale nic takiego nie ujrzał. Może ten, kto stawiał te drzwi był tak zadufany w sobie, że pomyślał, że magia chroniąca drzwi przed zniszczeniem będzie całkowicie wystarczająca. A może kiedyś w tej komnacie były jakieś pułapki, ale poprzedni śmiałkowie je wszystkie dezaktywowali. A może zrobił to ten gigantyczny, niemający prawa istnieć, odornik...
Deren zaklął w myślach. A może to potwór był pułapką. Ten kto stworzył tego potwora, musiał być geniuszem, a poza tym musiał mieć naprawdę ważny powód, bo eksperymenty genetyczne były nielegalne od jakichś czterystu lat. Spojrzał na drzwi, niepewnie chwycił za klamkę, nacisnął i... Nic.
Żadnych magicznych płomieni, czy piorunów rozrywających go na strzępy.
Drzwi otworzyły się normalnie,a za nimi znajdowała się po prostu kolejna komnata, z tym że ta była dużo mniejsza.
Najemnik rozejrzał się. O ścianę oparty był szkielet człowieka, a na środku pokoju stała niezbyt duża podłużna skrzynia. Podszedł do niej i obejrzał. Była zamknięta na zwykły klucz, żadnej magii. Przeszedł do trupa. Wisiały na nim strzępy ubrań, wypłowiałe i kruszące się w palcach. Zaczął szukać klucza do skrzyni, lekko przesunął rękę szkieletu, a spod niej wypadła mała książeczka i stary, matowosrebrny klucz. Deren podniósł książeczkę, otworzył i zaczął przewracać stare strony. Bardzo uważał, ale większość rozsypała mu się w palcach. Po chwili znalazł coś ciekawszego, to jest, strony, które się nie kruszyły. Wyczuł od nich lekką magię, co wyjaśniało ich dobry stan. Zaczął czytać.

...
Gdy jestem już w starczym wieku i śmierć poczęła wzywać mnie na swe łono, postanowiłem że ukryję mój Skarb, a razem z nim moje ciało. Może jakiś śmiałek odnajdzie to miejsce, od teraz grobowcem moim zwane, a może nikt się tu nigdy zapuścić nie odważy.
Jednak aby nie było to zbyt łatwe, bo przecież Skarb mój ma swoją wartość i wpaść w byle ręce nie może, zabezpieczę to miejsce przed kimś, kto nie jest tym, który na mój Skarb zasługuje.

Ostatkami sił, stworzyłem więc potworę okrutną, która jest magicznie przemienionym i poprawionym śmierdnikiem, lub odornikiem, różnie są te stwory zwane. Zaprawdę powiadam, ten kto będzie w stanie bestyję pokonać, godzien jest mojego Skarbu.

Słowa te piszę już leżąc pod tą ścianą i czekając, aż śmierć po mnie przyjdzie. Tak więc, roku osiemset czterdziestego piątego po wyłamie, wiedząc, że koniec mój jest już bliski, podpiszę ten mój dziennik, a między kartki wkładam klucz do skrzyni ze Skarbem moim.

Me'agni Vel Kharenius


Gdy Deren zakończył lekturę, spojrzał z nowym respektem na szkielet starca. Stworzyć takiego stwora, który przeżyje..., spojrzał jeszcze raz na tekst, dwieście dziewięćdziesiąt dwa lata, to naprawdę wielki wyczyn. Chwilę pomyślał i podniósł klucz z ziemi. Podszedł do skrzyni i włożył go do zamka. Chodził idealnie. Wieko skrzyni się podniosło, a w środku ujrzał... Miecz.
Najzwyklejszy w świecie, niezbyt długi, prosty, jednoręczny miecz. Żadnych zdobień, czy niczego czego można się spodziewać po tak starym orężu. Starzec musiał być pomylony, skoro chciał tak bronić zwykłego miecza. No ale cóż, co znalazł to jego. Najwyżej sprzeda to gdzieś, na jakimś targu. Podniósł zdobycz i wyszedł z komnaty, kierując się do wyjścia z lochu.

***


Po tym, jak ludzie zaczęli się rozchodzić po wybuchu, na placu został tylko sołtys wioski. Usiadł na pustej, przewróconej beczce i wpatrzył się w ziejący w murze otwór po drzwiach, drapiąc sie po swoim krzaczastym wąsie. Szkoda mu było tego najemnika. Gdy z nim rozmawiał w swoim domostwie, wydawał się pewny swojej pracy, a wokół roztaczał aurę spokoju. Wyraźnie znał się na swym fachu, w nim sołtys pokładał nadzieję, podświadomie czuł, że ten przybysz ma szansę na zgładzenie potwora... A teraz... teraz pewnie nie żył, a potwór posilał się jego ciałem.

Wstał i zaczął iść w stronę swojego domu, gdy z wejścia do piwnicy usłyszał jakieś szuranie i chroboty. Spojrzał w tamtą stronę i ujrzał, jak z otworu wyłaniają się potworna, gadzia głowa i z plaśnięciem ląduje na ziemi. Podszedł do niej i obejrzał. Szyja była rozerwana i czarna od sadzy. Sołtys podniósł głowę i zobaczył człowieka stojącego w wejściu do piwnicy.
- Za... - wyjął sołtys - zabiłeś potwora?!
- Jak widać, tak.
- To naprawdę świetnie - wąsacz był zachwycony - Już daję zapłatę - spojrzał jeszcze raz na głowę odornika - Ile to miało być? Osiemdziesiąt? Dziewięćdziesiąt?
- Umawialiśmy się na siedemdziesiąt, ale ten stwór był nie tym, na zabójstwo czego się umawialiśmy, więc...
- Dobrze już - sołtys podał najemnikowi sakiewkę - masz tu pan osiemdziesiąt.
- Dziękuję. - Deren kiwnął głową - A teraz pójdę sie umyć i wyspać, bo zmęczyłem się jak cholera.

***


Najemnik pożegnał się z gospodarzem, zaciągnął paski torby podróżnej i wyszedł z gospody. Dzień był piękny, a weseli ludzie przechadzali się po alejkach wioski i załatwiali spokojnie swoje codzienne sprawy. Idąc w stronę gościńca, najemnik pomyślał, co by było, gdyby się wprowadził do takiej wioseczki i wiódł sielskie życie farmera, spokojnie stojącego na polu i siejącego zboże, podziwiającego chmury na niebie. Może nawet znalazłby sobie żonę... W sumie, był w odpowiednim do tego wieku.

Tak rozmyślając, opuścił wioskę i zagłębił się w las. Pogoda była naprawdę cudowna, wokół śpiewały ptaki, małe zwierzątka wiodły swoje małe życie, słońce prześwitywało długimi smugami przez liście drzew, a gdzieś w pobliżu szumiał mały strumyk. Mężczyzna stwierdził, że taka podróż będzie bardzo przyjemna.

Nagle ciszę lasu rozdarł przeraźliwy wrzask, a w niebo poleciało stadko ptaków. Deren natychmiast pobiegł w stronę głosu. Wybiegł na polanę i ujrzał straszy widok. Na ziemi były rozciągnięte czyjeś wnętrzności, a trawa wokół była uwalana krwią. Obok klęczała skulona kobieta, a nad nią stało trzech mężczyzn. Dwóch miało miecze, jeszcze ubrudzone świeżą krwią. Trzeci nie miał żadnej widocznej broni, ale od niego, najemnik wyczuwał magię.
- Zostawcie ją! - wydarł się w ich stronę, wyszarpując miecz - Ładnie to tak trzech na jedną, nieuzbrojoną niewiastę?!
Ten bez broni powoli się odwrócił, a jego ramiona podskakiwały. Dopiero po chwili, Deren zorientował się, że tamten się śmieje.
- I co zamierzasz zrobić? - tamten był pewny siebie - Zabić nas?
- A czemuż by nie? Napadacie zwykłych ludzi i mordujecie ich, a najwyraźniej was to bawi. - mocniej uchwycił broń i odłożył torbę na ziemię. - Bardzo chętnie skrócę was o głowy!
Pobiegł w stronę napastników. Zobaczył, że ten bez broni wykonuje dziwny gest sugerujący używanie magii, więc odruchowo zasłonił się mieczem. W jego stronę poleciała kula mocy. Głośny brzęk poniósł się po polanie. Deren poleciał nad ziemią i uderzył w swoją torbę, a obok niego upadły szczątki jego miecza. Zaklęcie rozniosło go na drobne fragmenty i miało jeszcze dość siły, że posłało najemnika przez pół polany.
- I co teraz!? Jak nas zabijesz bez broni?
I wtedy Deren przypomniał sobie o starym mieczu, ukrytym w glebi torby. Sięgnął za siebie i wyjął go z niej. Z trudem wstał. Chwycił za rękojeść, a jego ciało nagle zesztywniało. Przez niego przepłynęła ogromna ilość mocy, a ból zniknął natychmiast. Wyjął miecz z pochwy.

Jego oczom ukazała sie wąska, czarna klinga, przez której środek biegł pas jaśniejszego metalu pokryty runami Starego Języka. Spojrzał na nie i jaby instynkt wskazał mu, co ma robić. Wykonał Gest, przyłożył palec do pierwszej runy i powoli przeciągnął nim przez całą długość miecza, runy których dotknął, zaczynały sie jarzyć bladoniebieskim światłem. Gdy skończył, spojrzał w stronę przeciwników i z miejsca pobiegł szybciej niż kiedykolwiek. Od niechcenia machnął ostrzem i posłał kolejne zaklęcie w niebo. Przed maga wybiegli pozostali dwaj mężczyźni, obaj biorąc zamacz mieczem. Pierwszy nawet nie poczuł rany, po prostu nagle zdał sobie sprawę, że nie żyje. Drugi chciał się zasłonić mieczem, ale nie zdążył i runiczna klinga odrąbała mu połowę głowy. Najemnik zatrzymał się przed ostatnim i wzniósł miecz.
- Teraz twoja kolej.
- Nie! Nie, proszę! - łzy stanęły mu w oczach - zrobię wszystko o co mnie poprosisz! Przysięghaaa...
Opadające ostrze z chrupnięciem zamieniło jego słowa w powoli cichnące charczenie. Mag upadł na trawę, brocząc krwią. Deren opuścił miecz, wytarł go w ubranie trupa i schował do pochwy, którą przez całą walkę trzymał w lewej ręce. Przypasał ją zamiast tej po jego dawnym mieczu i się rozejrzał. Kobieta, wcześniej klęcząca, teraz stała i wpatrywała się w najemnika zapłakanymi oczami. Były piękne, głębia błękitu błyskała tęczowymiodblaskami.
- Oni... - była wyraźnie załamana - oni go zabili... Zamordowali... On nie żyje, nie żyje! - ukryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać - Nie żyje, nie żyje, nie żyje, nie żyje!
Najemnik przykucnął obok niej i położył rękę na jej ramieniu.
- Nie płacz - starał się brzmieć uspokajająco - nie zwróci mu to życia
- Zostaw mnie... - powiedziała słabo - nie chcę niczyjej pomocy, sama sobie poradzę.
- Nie chcesz pomocy przy pochowaniu?
- Nie, dziękuję. Już mówiłam, poradzę sobie.
- Dobrze, to w takim razie udam się w dalszą drogę.
- A gdzie idziesz? - kobieta odwróciła głowę.
- Do Sekllor, na targ.
Wstał, odwrócił się i wrócił na drogę.

***


Po jakichś piętnastu minutach, usłyszał tupot nóg na trakcie, a do jego uszu dobiegł damski krzyk
- Zaczekaj! - zatrzymał się i zwrócił w stronę głosu - Nie powiedziałeś mi jak się nazywasz. - wydyszała kobieta, którą niedawno uratował.
- Jestem Deren, najemnik. A ty? - zapytał.
- Ja nazywam się Cynthia.
- Ładne imię - przyznał - I biegłaś za mną tylko po to, żeby zapytać się o imię?
- Nie - wyprostowała się i spojrzała mu w oczy - Idę z tobą.
Deren spojrzał w jej błękitne oczy, uśmiechnął się lekko i skinął głową.


Ostatnio zmieniony 24 lis 2016, 10:02 przez The Dark Arial, łącznie zmieniany 11 razy
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Runiczne ostrze
Post: 21 lis 2016, 12:48 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Zamieszczam własnoręcznie rysunki

1 Runiczne ostrze

2 Początek walki z odornikiem


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 21 lis 2016, 16:48 
Paladyn
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 15
Rejestracja: 21 mar 2009, 11:20
Posty: 2262
Lokalizacja: Pomoria
Płeć: Mężczyzna
Witaj. Zanim zacznę swe wywody na temat tekstu, poruszę kwestię... hmm... psucia wizerunku twojej galerii :D. Otóż sam sobie bałaganisz. Zrobiłeś kilka postów jeden po drugim, które nic nie wnoszą. Muszę Cię wysłać do [url=regulaminu]http://www.bestiarium.pl/viewforum.php?f=2[/url], żebyś się dowiedział jak pisać posty na tym forum i jak je edytować ;). KONIECZNIE TAM ZAJRZYJ! Poważnie, nie jesteś pierwszym, który robił takie byki. A tytuł ZAWSZE wstawiaj razem z tekstem, a nie osobno. Rysunki też mogłeś zawrzeć w poście z tekstem. Poza tym, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale użytkownicy tego forum nie siedzą tutaj dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie czekają na posty w stylu "Już nadchodzi!!" :D. Błagam, nie rób tak więcej :D.

Dobra, to teraz sam tekst. Nie chcę mi się cytować wszystkich błędów, które zrobiłeś, ale kilka Ci pokażę.

1.
Cytuj:
Po informacjach uzyskanych od wieśniaków, którzy czekali na zewnątrz na umówione trzy godziny, żeby mogli z czystym sercem rozgrabić jego rzeczy, wnioskował, że w głębi tej piwnicy czai się odornik, a wnioskując po smrodzie, jaki się stamtąd wydobywał, był to wyjątkowo wielki okaz.


Nie buduj takich monstrualnych zdań, bo nie da się tego czytać normalnie. Lepiej jest rozbić zdanie na kilka mniejszych. Chodzi o przejrzystość.
Zanim opublikujesz jakiś tekst, spróbuj go przeczytać kilka razy na głos. To pozwoli Ci wyłapać tego typu przeszkadzajki ;).

2.
Cytuj:
Wszędzie wiszący w odór i opowieści wieśniaków, wyraźnie wskazywały na odornika, ale bestia była znacznie za duża.


Że... co? To zdanie nie ma sensu :D.

3.
Cytuj:
Ogromna łapa rozdarła lekką zbroję i pokiereszowała lewe ramię Derena. On szybko odbiegł kilka metrów i skrył się za ogromnym filarem. Nie czekając aż potwór zorientuje się gdzie jest jego przeciwnik, aktywował moc i wyleczył, na tyle na ile mógł, rany na ręce.


Wiem, że nigdy nie walczyłeś z potworem, ale wierz mi... nie myślałbyś o tym, że Cię boli ręka. Adrenalina robi swoje.

4.
Cytuj:
- Mówię wam! - krzyczał miejscowy kowal - Jak inni nie wracali, tak ten też nie wróci!
- Ale tak przecież nie wolno... - odparł niepewnie piekarz rozglądając się po tłumie w poszukiwaniu poparcia - umówiliśmy się na trzy godziny czekania!
- A weźcie się, panie, uciszcie! - odkrzyknął kowal - Po co mamy czekać, skoro nikt nigdy stamtąd nie wyszedł. Chodźmy do gospody,w której spał, na pewno ma tam jakieś fajne przedmioty, które martwemu się przecież nie przydadzą.
- Nie pozwolę na to przed upływem wyznaczonego czasu! - odezwał się, milczący dotąd, sołtys - Ja zawierałem umowę i zamierzam jej dotrzymać.
- Ale on nie wyjdzie! - kowal był czerwony na twarzy - To niemożliwe!
- Bardzo możliwe. - odparł spokojnie sołtys - Ale umowę dotrzy...
Kłótnię przerwał im nagły wstrząs ziemi i huk dobiegający z lochu. Po chwili drzwi zostały rozsadzone przez płomień, który wystrzelił z otworu. W zebranych wokół uderzyła fala gorąca, przewracając tych bliżej wejścia.
- Ło... panie... - wydyszał kowal, po tym jak pozbierał się z ziemi - Tego... tego to już nie mógł przeżyć.
- No... W tym wypadku... to mogę pozwolić na pewne... - sołtys rozejrzał się po tłumie - że tak powiem, ustępstwa...


Zawsze uważałem, że jak już się inspirować, to od najlepszych. Ale tego nie poprę. Scena niemalże wyjęta z Wiedźmina. Tak się nie robi, panie pisarzu. Inspiracja to nie kopiowanie czyichś pomysłów. Jeżeli scena w twoim tekście powoduje, że czytelnik nagle przypomina sobie coś podobnego w innym dziele - to jest źle.

5.
Cytuj:
Spojrzał na drzwi, niepewnie chwycił za klamkę, nacisnął i... Nic.
Drzwi otworzyły się normalnie.


No jak nic, jak się drzwi otworzyły :D.

6.
Cytuj:
Pierwszy nawet nie poczuł rany, po prostu nagle zdał sobie sprawę, że nie żyje.


Buhahahha, jak można sobie zdać sprawę, że się nie żyje? XD Chcę to wiedzieć, zanim umrę :D

Dobra, tam :D. Poza tym wyżej, jest tu pełno błędów interpunkcyjnych, ortograficznych i gramatycznych. Ładna kolekcja :D.

Co do samej fabuły: Jestem pewien, że jesteś w wieku, w którym ja zaczynałem bawić się w pisanie. Czyli jesteś młodziak :D. I spoko, ja pisałem bardzo podobnie... no, tylko nie kopiowałem żywcem scen z innych powieści ;). Najbardziej w oczy kłuje brak takiego dorosłego podejścia do opisywania - jakby nie patrzeć - dorosłych spraw. Zabijanie potworów, chowanie zmarłych, grabież mienia, rozróżnienie na dobre uczynki i złe. To wszystko jest napisane w tekście zbyt łatwo, jakby to były sprawy równoważne z przełączaniem programów w telewizji albo zmywania naczyń. Tekst wydaje się być suchy, bo nie ma w nim refleksji. To typowe dla młodych ludzi (Gdy czytałem "Eragona" Christophera Paoliniego miałem podobne odczucia). Młodzi ludzie tak po prostu piszą.
Nie jest to błąd, ale piszę to, żebyś sobie uświadomił, że minie jeszcze sporo czasu, zanim zaczniesz pisać ciekawiej dla ludzi w różnym przedziale wiekowym, a nie tylko dla dzieci i nastolatków.

Tak więc, dla mnie jest to kolejna ściana tekstu z jakimiś tam przygodami jakiegoś tam kolesia. Nie zapamiętam tego, bo nie ma czego w sumie.

No, co Ci jeszcze mogę rzec, nie poddawaj się i szlifuj umiejętności. Nikt od razu nie został mistrzem ;).

Powodzonka w pisaniu i pozdrawiam :D

_________________
"It's always further than it looks.
It's always taller than it looks.
And it's always harder than it looks."

3 RULES OF MOUNTAINEERING
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Opowieści z krainy Khetanii
Post: 21 lis 2016, 17:13 
Obywatel
Offline
Reputacja: 1
Rejestracja: 15 lis 2016, 16:56
Posty: 27
Lokalizacja: Skraj przepaści Oeg'sill
Płeć: Mężczyzna
Do Dragona

Wiem, że błędy popełniam i będę popełniał. To miało być bardziej luźne zapisanie pomysłu jaki akurat siedzi mi w głowie, a nie mistrzostwo w tej dziedzinie. Chociaż oczywiście, na przyszłość postaram się pisać lepiej.

Za niedługo (czytaj: jak mi się będzie chciało) wprowadzę poprawki do mojego tekstu, a motyw z wieśniokami grabieżcami przerobię tak, żeby jak najmniej przypominał wiedźmina ( No... tak. Mocno się tym inspirowałem)

Dragoneon pisze:
Najbardziej w oczy kłuje brak takiego dorosłego podejścia do opisywania - jakby nie patrzeć - dorosłych spraw. Zabijanie potworów, chowanie zmarłych, grabież mienia, rozróżnienie na dobre uczynki i złe. To wszystko jest napisane w tekście zbyt łatwo, jakby to były sprawy równoważne z przełączaniem programów w telewizji albo zmywania naczyń.


Wytłumaczysz o co Ci chodzi z tym? Nie do końca to zrozumiałem, a bardzo mi tym pomożesz.

Dzięki za krytykę
Dark
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 18 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: