Strefa czasowa UTC+1godz.


Dzisiaj jest 21 maja 2018, 02:29



Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Świat Mass Effect
Post: 21 lut 2013, 20:46 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1838
Obrazek


Trylogia Mass Effect, najlepsza trylogia w jaką kiedykolwiek grałem, oraz najlepsza gra ze wszystkich, a mianowicie część trzecia. Jednak... Jednak postanowiłem się nie ograniczać tylko do recenzji trzeciej części. Mass Effect to nie jeden tytuł. To seria, której fabuła jest mniej więcej spójna. To trzy części gry, z których jedynka miała dwa fabularne dodatki (Bring Down The Sky oraz Pinnacle Station), dwójka chyba z sześć (Kasumi, Zaeed, Normandy Crash Site, Arrival, Genesis, Lair of the Shadow Broker, ale może być ich więcej), a trójka cztery (Omega, Leviathan, From Ashes i Extended Cut).
To gry, które wyszły na mniejsze platformy, jak Mass Effect Galaxy (na IOS), Mass Effect Infiltrator (też na IOS), i Mass Effect Datapad. Trzeba przy tym pamiętać, że seria podstawowa ukazała się na XBOX360, Playstation 3 i podstawowym PC. Jednak to nie tylko gry. Ten świat, ta cała galaktyka, to też książki (Objawienie, Podniesienie, Odwet i nie mający jeszcze polskiego tytułu Deception). To komiksy (Redemption, którego jestem posiadaczem ^^, Evolution, Invasion, Homeworlds). To nawet serial anime, który się bardzo przyjemnie ogląda, Mass Effect: Paragon Lost. To karty do gry. To filmy fanowskie. To być może nawet film, bo prawa do tytułu filmowego i uniwersum już zostały sprzedane.

Obrazek


Mass Effect to nie tylko wybryk BioWare, to nie jeden tytuł, na którym da się dużo zarobić. To uniwersum co najmniej godne Star Wars. Ale mam przeczucie, że BioWare mierzy jeszcze wyżej. Że historia komandor Shepard nie skończyła się wraz z pokonaniem Żniwiarzy... Ale po kolei. Kim są ci Żniwiarze? Czyli Mass Effect część pierwsza :)

Obrazek


//od autora - następne posty będą recenzjami każdej z gier, a później także anime i komiksów :) Można komentować, oczywiście i wtrącać własne uwagi :)

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 22 lut 2013, 11:39 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1838
Obrazek


UWAGA! W PONIŻSZEJ RECENZJI ZNAJDUJĄ SIĘ SPOJLERY, WIĘC JEŚLI NIGDY JESZCZE NIE SŁYSZAŁEŚ O ŻNIWIARZACH I O TYM, ŻE CHCĄ WYBIĆ ŻYCIE ORGANICZNE... TO JUŻ SŁYSZAŁEŚ. MIŁEJ LEKTURY :)

No to jedziemy, Mass Effect, na celowniku część pierwsza. Najstarsza i pod względem mechaniki walki, jak i grafiki najsłabsza. Czy fabularnie też gorsza? Cóż, na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja sobie odpowiedziałem, że fabularnie świat Mass Effect można osadzać tylko patrząc na całokształt pracy. Bo inaczej, to tak, jak byśmy wyjęli z jakiejś fajnej książki jeden rozdział, a potem próbowali osądzać całość na podstawie tego rozdziału. Nie, fabuła to coś więcej. Zwłaszcza, że podejmowane decyzje w świecie ME wpływają na niego i zmieniają go w tej, jak i w kolejnych częściach...

Obrazek


ME część pierwsza... Ile to już lat? Pięć co najmniej. Pamiętam jeszcze ten bum na tę grę, pamiętam te możliwości, nawet uciążliwego w kierowaniu i zwrotnego jak "nosorożec" Mako (czołg i transporter naziemny). Pamiętam to niemal natychmiastowe porównywanie do serii Dragon Age, do obu KoTORów, a nawet Obliviona, który wydawał się niemal szczytem marzeń dla RPGowców. Mass Effect, ocena w CDA - 9+/10. Pamiętam, że dziesiątki nie dostało, bo zabrakło takiej oceny jednego redaktora do dyszki. No tak, w końcu wszystkim trochę przeszkadzały wszechobecne bugi, których jednak nie udawało się do końca zlikwidować kolejnymi patchami. Ale cóż, istniał quicksave, więc nie było do końca na co narzekać. Jednak przechodzenie nawet kilkunastu ostatnich sekund mogło być z lekka denerwujące, bo (podaję własne przykłady) winda się zbugowała i nie pojawiła, bo nagle gra przeszła na XBOXowe sterowanie (serio, tylko restart gry pomagał), bo nagle uznała, że sprzęt jest za słaby i zaczęła się niemiłosiernie ciąć, i to w lokacji, w której przed chwilą wszystko szło świetnie na High detalach. Ale cóż, to wszystko można było tej grze wybaczyć. Dlaczego? Dlaczego wciąż czasem powracam do jedynki i dopracowuję postać, wykonując questy poboczne i rozmawiając z pierwotną załogą Normandii? Cóż, odpowiedź jest prosta. I zawiera w sobie to wszystko, co odebrano w następnych częściach, by postawić na rozwój i szybkość akcji.
Odpowiedź to swoboda, bo tym właśnie było dla mnie Mass Effect po wszystkich wcześniejszych RPGach, nawet Oblivionie - swobodą.

Obrazek


Dlaczego swobodą? Dlaczego? Cóż, najbardziej mi się podobało, że po objęciu odpowiedniego stanowiska, czyli właściwie 2-3 godzinnym wstępie gry, można było zrobić co się tylko chciało i kiedy chciało. Nikt gracza do niczego nie przymuszał. Nawet gdy wielki dowódca ludzkiej floty, admirał Hackett (jedna z moich ulubionych postaci w całym uniwersum, ze względu chyba na najbardziej charyzmatyczny i dopasowany głos) prosił nas o pomoc, my mogliśmy odmówić. Nie, panie admirale, mam ważniejsze rzeczy do roboty, wolę pograć w karty na Cytadeli. Do tego ta swoboda wyboru i dopasowywanie się świata do naszych decyzji. Już od momentu kreowania postaci Shepard widać, że ludzie mają o nas różna opinię ze względu na historię i pochodzenie, jakie sobie wybraliśmy. A to dopiero początek. Jak zwykła mówić Liara, jedynie "wierzchołek góry lodowej". Więc zacznijmy od tego, zacznijmy od samego początku.

Obrazek


Kreowanie postaci jest bardzo proste i ma częściowy wpływ na to, kim będzie nasz (albo nasza, jak w moim przypadku :P) Shepard. Na początku płeć. Tu chyba nikogo nie zaskoczę wyborem między mężczyzną a kobietą. Chociaż, kto wie... Wybór płci ma wpływ na zachowanie się wielu postaci względem bohatera, a także opcji romansowych. Następnie - pochodzenie. Wybór nie do końca łatwy. Możemy pochodzić z najgorszych kanałów starej Ziemi, mogliśmy się wychować w kolonii, a nawet w przestrzeni kosmicznej. Dalej, historia służby, czyli czym się zasłużyliśmy dla ludzkiego Przymierza Układów. W tym przypadku Shepard może być zasłużonym bohaterem, szczęśliwym ocalałym, bądź bezwzględną machiną wojenną. Wybór historii, jak i pochodzenia daje pierwsze premie w punktach idealisty i renegata, które możemy wykorzystywać, by zwiększać nasz urok bądź zastraszanie, a to z kolei daje nowe opcje dialogowe w rozmowach.
Następnie mamy wygląd. Niby zmiany jedynie kosmetyczne, ale z jakiegoś powodu chciałem, by moja Shepard była ładna. Ostatnia jest klasa. Jedna z sześciu. Podstawowe to żołnierz, adept i inżynier, a kolejne trzy to po prostu ich kombinacje, czyli szpieg, strażnik i szturmowiec. Mój wybór padł na strażniczkę, wyszkoloną specjalistkę w dziedzinie biotyki (odpowiednik magii, pozwala na wpływanie na rzeczywistość siłą własnego umysłu... i implantów wspomagających, oczywiście) i inżynierii. To połączenie może nie było najlepszym pomysłem ale wytrwałem strażniczką do końca. Opłacało się. Bo w kolejnych częściach zrobiono z niej naprawdę machinę do zabijania.
No, jeszcze imię. Zaraz, na cholerę mi imię, skoro się go nie używa? Być może taki fragment personalizacji postaci. Chwilę namyślałem się nad standardowym Jane, ale pod wpływem impulsu wpisałem Vi. Vi Shepard. Bohaterka galaktyki. Przyszła, oczywiście. Bo najpierw tę galaktykę trzeba było uratować.

Pierwsza misja z pozoru łatwa. Wyskakujemy z Normandii... Zaraz, nie wspomniałem o Normandii SR1, najdroższym statku przymierza, krążowniku zwiadowczym, niewykrywalnym dla radarów szukających wytwarzanego przez statki ciepła. Shepard na niej się pojawia jako siła uderzeniowa, oddział naziemny służący pod kapitanem Andersonem, dowódcą Normandii.
Misja ma być z pozoru łatwa. Razem z turiańskim Widmem... Cholera, kolejna rzecz do tłumaczenia. Widmo - wywiad i działania militarno obronne. Przynajmniej tak to brzmi po polsku. Osobiście wolę pierwotną nazwę, SPECTRE. Special Tactics and Recon. Jest to coś w rodzaju galaktycznego Mosadu, albo CIA, służącego bezpośrednio pod władzą rady Cytadeli, czyli wszystkich sprzymierzonych i żyjących ze sobą w jako-takim pokoju ras.
No więc razem z turiańskim Widmem (turianie to całkiem fajna rasa), Nihlusem, mamy spenetrować ludzką kolonię, Eden Prime, która przestała się odzywać do ludzi, a także przejąć artefakt, nadajnik Protean, zaawansowanej rasy obcych, która 50.000 lat temu została całkowicie wybita, przez nie wiadomo co. Oczywiście, już nikt nie uznaje tamtego zagrożenia za poważne. Przecież to się działo tyle lat temu...
Misja się lekko komplikuje, gdy ginie sierżant Jenkins. Prawdę mówiąc, była to jedna z najgłupszych śmierci, jakie widziałem w grach i długo się jeszcze z tego brechtałem. Oprócz tego Nihlus gdzieś polazł na zwiad, więc Shepard zostaje sam na sam z Kaidanem Alenko. Kilka metrów dalej napotykają sierżant Ashley Williams i strzelające do niej gethy - naszego głównego wroga, rasę syntetycznych, świadomie myślących istot. Czyli maszyny, jak w terminatorze. Prawie, bo te maszyny nabijają ludzi na wielkie kolce, zwane smoczymi zębami i przemieniają ich w mechaniczne zombie - kolejnych przeciwników. Ashley po rozprawieniu się z przeciwnikami dołącza do nas i ruszamy dalej...

Obrazek


Nie będę omawiał reszty tego, co jest we wstępie, w demie i podstawowych materiałach o grze. Powiem w skrócie - misja się całkowicie spieprzyła, ludzie giną, Nihlus dostaje kulkę w łeb od innego Widma, a Shepard ma narkotyczne wizje po dotknięciu starożytnego artefaktu. Do tego rada Cytadeli nie chce w nic wierzyć ludziom i trzyma stronę Sarena (tego, który zastrzelił Nihlusa), kolejnego turianina. Dopiero po zebraniu trzech sojuszników i udowodnieniu, że Saren jest winny wydarzeniom na Eden Prime, trzyma z Gethami itd, rada przychylniej na nas patrzy. A nawet więcej. Mianuje komandor Shepard pierwszym ludzkim Widmem. I tu zaczyna się swoboda.
Dostajemy również na własność Normandię, kapitan Anderson nam ją odstępuje. Od tej pory możemy robić co chcemy. Mamy przed sobą, włączając w to DLC, kilkadziesiąt godzin dobrej rozgrywki, nie wykonując nawet głównych zadań. Gra się zaczyna.

Obrazek


Chcę opowiedzieć o towarzyszach. Jest ich sześciu i w miarę postępów głównej misji, czyli złapania Sarena, odkrywają przed nami karty swoich historii. Podstawowi to ci, których mieliśmy ze sobą na Eden Prime, czyli Ashley Williams i Kaidan Alenko. Bardziej spodobała mi się historia Ash, czyli rodzina pełna tradycji wojskowych i nieustanne gadanie o tyłku Sheparda, gdy się gra facetem. Alenko jest nieco zbyt psychopatyczny wg mnie. Jest biotykiem, któremu wszczepiono nie ten implant, więc... Nie skończyło się to dla niego najlepiej.
Następny towarzysz, Garrus Vakarian. Turianin, w końcu przyjazny turianin, który żyje dłużej niż pół godziny! Nawet więcej, żyje przez wszystkie trzy części. Jaki on jest? To po prostu były agent Służb Ochrony Cytadeli, znudzony papierkową robotą i ścigający Sarena z pobudek częściowo zawodowych. Szkoda, wielka szkoda, że nie było z nim opcji romansu w pierwszej części.
Urdnot Wrex, kroganin. Kolejny obcy. Zajebista postać, przynajmniej tak by powiedział o sobie. W co drugie słowo wtrąca przekleństwo, ale ogólnie jest fajnym członkiem załogi, do tego krogańska odporność sprawia, że to niemal niezniszczalna machina bojowa. Co można by powiedzieć o kroganach? Są wielkimi jaszczurami, dwa tysiąca lat temu zwyciężyli niepokonaną rasę Raknii, która zagrażała galaktyce... No i turianie, oraz salarianie (kolejna rasa w radzie) odpłacili im się tworząc genofagium, czyli coś kontrolujące płodność samic krogańskich na poziomie jednej tysięcznej procenta. Czy kroganom to się spodobało? Nie do końca, ale ich o zdanie nikt nie pytał.
Tali'Zorah nar Rayya, przedstawicielka rasy Quarian, tzw Wędrownej Floty. Ta rasa mnie najbardziej fascynuje ze wszystkich w ME. Quarianie 300 lat przed wydarzeniami w grze stworzyli Gethy, by im służyły, lecz te im się zbuntowały i wygnały ich z ojczystej planety. Obecnie ta rasa wędruje w jednej, wielkiej flocie składającej się z 50.000 statków (znowu ta liczba... 50.000... jakiś fetysz pisarzy BioWare?), na których mieszka 17 milionów quarian. Tali opuściła Flotę, by rozpocząć swoją pielgrzymkę. Wróci, gdy zdobędzie coś naprawdę przydatnego dla Floty, wtedy uznają ją za dorosłą.
Liara T'Soni. Doktor, naukowiec, itd. Należy do rasy Asari, kolejnej i ostatniej już rasy zasiadającej w radzie Cytadeli (czyli Asari, Salarianie i Turianie). Jej matką jest potężna matka Benezja, z którą nam przyjdzie walczyć. Liara ma trochę gdzieś poczynania matki i skupia się na Proteanach, swojej naukowej miłości. Jest zafascynowana Shepard, że udało się jej (lub mu) odpalić starożytny przekaźnik Protean na Eden Prime i do tego mieć wizję. Oprócz tego doktor T'Soni jest opcją romansową dla każdej z płci. Całkiem interesujące...

Pomówmy o głosach. Lokalizacji, oraz polonizacji. Polonizacja kinowa wypadła Polakom całkiem dobrze. Nie mógłbym się do niczego za bardzo przyczepić, a już na pewno nie do tłumaczeń bluzgów Wrexa. Ale już całkowita polska wersja językowa... Cóż, nie. Nie, nie, nie. Oczywiście, zaskoczony niemałym sukcesem Dragon Age na tym polu (polonizacja im się wg mnie udała), zainstalowałem najpierw polską wersję... Po piętnastu minutach już kombinowałem z plikami, by pozmieniać na wersję kinową, tylko polskie napisy, tylko anigelskie głosy. Na szczęście jakoś się udało i nie było z tym tyle problemów co w dwójce (ale o tym przy następnej recenzji).
Angielskie głosy są najlepsze. Kanadyjskie właściwie, bo zarówno Jennifer Hale, jak i Mark Meer są kanadyjczykami. Oczywiście, bardziej mi do gustu przypadł głos pani Hale. Władczy, kobiecy, ognisty w gniewie. Czyli taki, jaka miała być moja Shepard. Coś mi się jeszcze przypomniało. Jennifer Hale (nie jestem pewny) chyba podkładała głos Morrigan w Dragon Age. A wszyscy byli zgodni, że Morrigan... No, to najlepiej ogarnięta postać z całego DA. Również pod względem dubbingu.
I jeszcze jedno słowo o postaciach. Oprócz tych, których możemy mieć w drużynie, na Normandii jest dość sporo postaci, z którymi możemy pogadać. Pilot Joker, który zawsze sypnie garścią kiepskich dowcipów, doktor Chakwas, nawigator Pressley... I jeszcze kilku, w maszynowni, oraz hangarze.

Oprócz głos jest też dźwięk. ME dysponuje wspaniałą ścieżką dźwiękową, którą czasami sobie odpalam, by... Po prostu sobie posłuchać. Dać się wessać próżni, kosmicznej pustce. I rozwalić parę syntetycznych głów przy okazji. Muzyka jest dużym plusem tej serii, oraz ewoluuje w kolejnych częściach. Ale pierwotne soundtracki z pierwszego ME są nadal przyjemne, i się nie nudzą.
Grafika. Już mówiłem o skok graficznym? Nie? No cóż, BioWare zaczęło testować przy ME nowe silniki gry, chcąc uzyskać jak najlepszą wizualizację, nie bacząc specjalnie na ilość FPSów na komputerze przeciętnego gracza. Przez to, do któregoś z kolei patcha, gra miała problemy z adoptowaniem się na komputerach jednordzeniowych, a niektórych kart graficznych po prostu nie przyjmowała. Ale to była cena, którą trzeba było ponieść za całkiem dobrą grafikę. Nie najlepszą - tu pod tym względem rosnął już kolos zwany Crysisem, który w tamtych czasach pobił graficznie wszystko i wyprzedził resztę świata o dwa lata. Mass Effect był w tej reszcie świata. Oczywiście, tylko pod względem grafiki. Fabulranie, dzięki efektowi masy, wyprzedził resztę świata o całe eony, dotarł już do jakiegoś przekaźnika i dał graczom całą, dość ładnie ukazaną galaktykę.
System walki w ME to jednocześnie plus i minus tej gry. Plus, bo można było sobie w coś postrzelać, spokojnie, nie było przeładowywania, magazynków, szukania amunicji i reszty tych pierdół. Postanowiono, że jeżeli ma się to dziać w przyszłości, broń też niech będzie zaawansowana. I to było nawet przyjemne, o ile ktoś lubił czekać aż mu się ta broń schłodzi po przegrzaniu przez przeciwnika. Tu zaczyna się ta druga strona. Umiejętności. BioWare dość dobrze wymyśliło... Większość. Ale zapomniało o balansie. Zapomniało, że fala uderzeniowa żołnierza może być najpotężniejszą umiejętnością z gry (włączasz, masz bonus do obrażeń, szybkostrzelności, no i broń nie ma prawa ci się przegrzać, a sam jesteś prawie niezniszczalny). Na szczęście w kolejnych częściach znacznie to poprawiono.
Omówiłem system walki, to i systemowi awansów się należy kilka słów. Maksymalny poziom to 60, poziomy do mniej więcej 50 zdobywa się dość szybko i niespodziewanie, bo często zamiast dobić tych kilka punktów na jakimś bossie, dostajemy je za pomniejsze potworki, albo nawet... otwieranie skrzynek. Cóż, wiadomo jak to jest dalej. Każdy kolejny poziom przekłada się na parę punktów do rozdysponowania między talenty postaci (mała wskazówka dla tych, którzy nie grali - na początku wszystko w urok/zastraszanie, potem szkolenie widm, wreszcie w pancerz i broń, której używacie). Im wyższy poziom, tym jest tych punktów mniej, więc trzeba z głową je wydawać. Jest to całkiem fajny element rpg, okrojony niestety w kolejnych częściach.

[UWAGA - NIŻEJ POWAZNE SPOJLERY]

Cała gra niestety kiedyś się kończy, a po wykonaniu dwóch głównych questów, podczas których badamy aktywność Gethów i Sarena, możemy lecieć na Virmir. Bardzo fajna misja, decydująca w dużej mierze o kształcie gry. Podczas tej misji ginie jeden z naszych ludzkich towarzyszy broni. Podczas tej misji może zginąć Urdnot Wrex i jeśli tylko wykonaliśmy dla niego tzw misję lojalnościową, to nie zginie. Ew możemy się posłużyć urokiem, albo zastraszaniem, ale to już "la loteria". Oprócz tego Virmir kończy się pierwszym starciem z Sarenem. Oraz rozmową z prawdziwym wrogiem, Suwerenem, gigantycznym syntetykiem, który był wcześniej uznawany tylko za statek Sarena. Suweren potrafi dominować umysły innych indoktrynacją, a jego celem jest wykoszenie całej cywilizacji organicznej. To właśnie jemu służą Gethy. Saren jest jedynie jego sługą.
Cały Virmir ostatecznie kończy się śmiercią jednego z naszych ludzkich towarzyszy (o czym już wspomniałem, wiem), oraz efektownym wybuchem bomby atomowej. Bardzo przyjemny widok.

Po misji na Virmirze zostajemy uziemieni. Wiemy już co planuje Saren, a rada Cytadeli tak się boi, że zostawia sobie nawet Normandię do obrony. Jednak Shepard chce walczyć. Chce ruszać na Ilos, szukać tajemnego Kanału, czegoś w rodzaju teleportu wyrzucającego w obręb Cytadeli. Dzięki kolejnym działaniom spieprzamy z Cytadeli i ruszamy na ostateczną rozprawę. I tu... Może być finał romansu Shepard, kończący się sceną łóżkową. Moja Shepard takiej nie miała. Ale cóż, nie grałem tylko ten jedyny raz, więc dodam, że inna armia Shepardów całkiem nieźle sobie poradziła w łóżku z Kaidanem (tylko raz), Ashley (no, już więcej razy), oraz Liarą.
Na Ilos jesteśmy... Może z pół godziny. Bo Saren znalazł Kanał. Sami też ruszamy do Kanału, teleportujemy się na Cytadelę, a tam albo sami załatwiamy byłe Widmo, albo rozmową przekonujemy go do samobójstwa. Ale i tak musimy z nim walczyć, bo Suweren, wyraźnie nudząc się niszczeniem floty Cytadeli, przejmuje kontrolę nad jego ciałem. Aha, Shepard może tu też wybrać, czy ocalić radę i skupić posiłki od ludzkiego Przymierza na Suwerenie, czy też osłonić statek rady, który jest wielki i nic nie robi, a także stracić parę własnych pancerników. Tudny wybór. Ja ocaliłem radę. Uznałem, że będzie mi potrzebna w następnych częściach. Nie myliłem się.
Walka z Sarenem przejętym przez Suwerena jest prosta. W końcu ruszamy na nią we trzech na jednego. Po wszystkim Suweren w trakcie efektownego filmiku rozpada się na części (Normandia uczestniczyła w ostatecznym ataku, łiii), a nas odkopują z gruzów i mamy jeszcze jedną decyzję do podjęcia...

Obrazek


Ale... To już wszystko? To koniec?
Nie. BioWare zostawia otwartą furtkę. Nawet kilka z nich. Shepard może oczywiście czekać na kolejne części gry, ale można zacząć też od początku, skoksowanym nam maksa bohaterem z całym ekwipunkiem kredytami, oraz punktami Idealisty i Renegata, jakie udało nam się zdobyć. Kuszące...
Oprócz tego, są jeszcze DLC. Bring Down the Sky (nazwane przez google tłumacza chyba Zniszcz Niebo), oraz Pinnacle Station. Dwa przyjemne dodatki. Podczas pierwszego ratujemy całą kolonię przed asteroidą porwaną przez batariańskich terrorystów. Podczas drugiego zmagamy się w ośrodku treningowym Przymierza na czymś w rodzaju areny. Bardzo przyjemne przedłużenie gry.
To tyle. I aż tyle. Mass Effect, część pierwsza, wyszła już jakiś czas temu. I będę ją oceniał mając na względzie tamte czasy, w których wyszła, chociaż... Chociaż nawet gdyby ukazała się na rynku dopiero teraz, to i tak zrobiłaby niemałą furorę.

Cytuj:
Grafika:
- bardzo dobre modele statków i całej Cytadeli
- nieco gorsze modele twarzy, poprawione w patchu 1.3 bodajże...
- możliwa gra na naprawdę wysokich rozdzielczościach
- mała ilość bugów graficznych
8/10


Cytuj:
Dźwięk:
- zajebista ścieżka dźwiękowa
- WREX!
- Jennifer Hale!
- i cała masa profesjonalnych aktorów!
- oraz słaba polonizacja...
9/10

Cytuj:
Grywalność:
- epicka przygoda, od początku do samego końca
- SWOBODA!!!
- w końcu mozna sobie do czegoś postrzelać
- bardzo rozbudowane wątki towarzyszy
- oraz romanse z ich udziałem
- Normandia i Joker, czyli najlepsza para, jaką można sobie wymarzyć
- bardzo dużo elementów rpg, w tym awanse postaci i zmiana uzbrojenia oraz pancerzy
- dużo klas postaci
- i całe mnóstwo najprzeróżniejszych rzeczy
10/10


Ostateczna ocena 9/10. Jest super. Jest zajebiście. Ale nie jest idealnie. Brakuje czegoś. Brakuje... Tego, co dołożyli w kolejnych częściach. Ale wszystko ma swoją cenę...


//dlaczego umieściłem ocenianie w cytatach? Bo tak mi się spodobało... :P

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 22 lut 2013, 13:16 
Wędrowiec
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 21 lut 2013, 21:54
Posty: 2
Lokalizacja: Pewne miasto na Podkarpaciu
Jak to woli, dla mnie zakończenie zniszczyło całą serie i już nigdy pewnie do tej gry nie wrócę, zniszczyli jedną z moich ulubionych gier więc ME4 pewnie nigdy nie kupie a szkoda bo kochałem tą serie a teraz to mi się robi niedobrze jak o niej pomyśle, a tym co się dalej podoba to zazdroszczę ale na siłę nie polubię zakończenia :(
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 22 lut 2013, 14:59 
Srebrny Rycerz
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 15 paź 2010, 14:33
Posty: 1838
Jeśli nie lubisz, to ściągnij sobie Extended Cut, darmowe DLC, które wydali. W nim Shepard ma szanse przeżyć. Do ściągnięcia tutaj:
http://social.bioware.com/page/me3-dlc

A jeśli tego też próbowałeś, to fani stworzyli moda. Waży o wiele mniej niż to DLC. Nazywa się Mass Effect Happy Ending Mod:
http://social.bioware.com/project/8587/

Screen z tego moda niestety nie mojej Shepard:
Obrazek

Co do zakończeń, uważam że choćby ze względu na pracę przy tym darmowym DLC, albo też trud fanów warto dać ME3 jeszcze jedną szansę.

_________________
Temat techniczny sesji o Mass effect.
Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Post: 22 lut 2013, 15:19 
Wędrowiec
Awatar użytkownika
Offline
Reputacja: 0
Rejestracja: 21 lut 2013, 21:54
Posty: 2
Lokalizacja: Pewne miasto na Podkarpaciu
A moda niepróbowaniem, ale wątpię ze coś bardziej pomoże bo w końcu to fani zrobili a nie twórcy i jednak nie zapomnę co zrobili ze żniwiarzami wiec jak będę miał czas to spróbuje, bo pewnie jak mniemam tam dalej będą te trzy wybory ale jak będę miał czas to spróbuje, dzięki ^^
Na górę
  Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: